user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

niedziela, 20 grudzień 2015 00:00

Odżywka do włosów z awokado

Uwielbiam awocado (jeden z superfoods) i sporo go kupuję. Zauważyłam jednak, że jest to owoc, przy którym łatwo przegapić idealny moment pomiędzy tym kiedy jeszcze jest zbyt twardy a tym gdy już jest za miękki. I kiedy awocado zrobi się zbyt przejrzałe i lekko ciemne w środku, do celów kulinarnych się już nie nadaje ale wtedy właśnie robię taką odżywkę, żeby się nie zmarnowało :-).

Składniki:
dojrzały owoc awokado 
2-3 łyżki jogurtu naturalnego 
sok z połowy cytryny (opcjonalnie) 
 

Awocado rozgniatamy dokładnie widelcem, mieszamy z pozostałymi składnikami na jednolitą papkę o gładkiej konsystencji. Wmasujemy we włosy i skórę głowy, owijamy ręcznikiem i zostawiamy na 20-30 minut. Spłukujemy starannie i myjemy włosy szamponem.

UWAGA: Jeśli włosy są rozjaśnione lub przesuszone pomiń sok z cytryny.

Powyższa ilość wystarcza na jeden zabieg. Odżywka przywraca włosom nawilżenie i połysk, szczególnie teraz w okresie zimowym warto z niej skorzystać.

 

Share on Myspace

poniedziałek, 07 wrzesień 2015 00:00

Sprawdź swój kosmetyk

Jak w łatwy sposób przekonać się czy skład Twojego kosmetyku nie jest szkodliwy – instrukcja krok po kroku

 

Dziś opiszę jak samodzielnie sprawdzić skład kosmetyku, nie będąc chemikiem i mając – oględnie rzecz ujmując – przeciętne pojęcie o łacińskiej terminologii składów chemicznych.

Gdy kilka lat temu odkryłam narzędzie, które dziś opiszę, ¾ mojej łazienki wylądowało w koszu. Ileż to rozczarowań wówczas przeżyłam, w ciągu kilku dni testowania! Ile firm, które uważałam za dobre i porządne na zawsze straciło moje zaufanie. Uważajcie, bo i Wam to grozi. Jednak wiedza i świadomość są warte każdej ceny, nawet a może raczej przede wszystkim utraty zaufania :-).

Narzędzie do samodzielnej analizy składu kosmetyku jest udostępniane przez amerykańską organizację non-profit Environmental Working Group. Ogólnie rzecz biorąc robią kawał dobrej roboty.

Nie wiem czy istnieją inne tego typu narzędzia, ja w każdym bądź razie na nie nie trafiłam i korzystam z tego. Nie jest może idealne (o czym dalej), ale zdecydowanie najlepsze, jakie znam :-).

Każdy wprowadzony do analizy kosmetyk jest rozkładany na czynniki pierwsze, po czym jest wystawiana ocena całościowa, zobrazowana dodatkowo kolorami. 

Zielony (punktacja 0-2) oznacza, że kosmetyk jest bezpieczny, „zielony”. Kosmetyk z punktacją 3-5 w kolorze pomarańczowym, to produkt neutralny (ale np. mnie to nie wystarcza aby taki kosmetyk kupić, kupuję tylko zielone). Punkty 6-9 oznaczone na czerwono oznaczają, że kosmetyk jest najnormalniej w świecie niebezpieczny.  

Punktacja całkowita to oczywiście nie wszystko. System podaje analizę wszystkich składników i może być tak, że przy 30 składnikach 26 jest „zielonych”, ale dwa czy trzy fatalne. Ostatecznie ocena całościowa nie będzie najgorsza (bo jest wypadkową wszystkich), ale dla mnie jakikolwiek składnik, który nie jest sam w sobie oceniony jako bezpieczny dyskwalifikuje cały kosmetyk, nawet jeśli obok niego będzie 25 innych, dobrych.

Inną bardzo ciekawą funkcją jest to, że w podsumowaniu system pokazuje nam podział na tzw. ogólne bezpieczeństwo, zagrożenie rakiem, toksyczność wpływającą na rozwój i płodność, alergie i system odpornościowy.

Tak więc spójrzmy jak to działa:

Wchodzimy na stronę http://www.ewg.org/skindeep

Narzędzie jest w j. angielskim, jeśli ktoś zupełnie sobie nie radzi, warto skorzystać z automatycznego tłumaczenia stron na polski (wtyczka).

Strona wymaga jednorazowej rejestracji, zróbcie to, bo warto. W prawym górnym rogu wciskamy „build your own report”/„zbuduj swój własny raport”

Otwiera nam się okno logowania, wybieramy: „Login/register”/"Logowanie/rejestracja”. Po zarejestrowaniu i potwierdzeniu adresu e-mail możemy korzystać z narzędzia.

Po zalogowaniu pojawia nam się takie okno:

 

 

System sugeruje nam zmianę hasła:

 

Ignorujemy to. Klikamy w „Get started now: Build your own product report”/ "Teraz rozpocznij. Zbuduj swój własny raport o produkcie

Otwiera nam się pierwsze z czterech okien, które wypełniamy.

 

 

 

Pierwsza rubryka „Product name”/ „Nazwa produktu” zawiera rozwijaną listę, ale ponieważ jest to baza amerykańska jest w niej niewielka ilość produktów europejskich i znikoma polskich. Dlatego najczęściej wpisujemy tu po prostu nazwę kosmetyku, np. "Szampon XYZ do włosów jasnych z jarzębiną".

Druga rubryka „Product directions”/ „Sposób użycia” klikamy „directions not available”

Trzecia rubryka „Product categorization”/ "Kategoryzacja produktu" – wystarczy, że wybierzemy jedną z rozwijanej listy. Z tym jest trochę problemu, bo dostępna ilość jest spora i trzeba to wszystko przewinąć. Na szczęście jeśli pomylimy się z kategoryzacji to nic wielkiego się nie stanie.

Czwartą rubrykę „Product package text/claims”/ „Zastrzeżenia na opakowaniu” – możemy pominąć. Podobnie piątą i szóstą rubrykę „Product indications” i „Product warnings”:

Siódma rubryka „INGREDIENTS EXACTLY AS LISTED ON THE LABEL” jest najważniejsza. Tu wklejamy skład naszego kosmetyku. Skład większości kosmetyków (tzw. INCI) można znaleźć na stronie producenta lub w sklepach internetowych, wówczas nasze zadanie sprowadza się do jego skopiowania ze strony i wklejenia do rubryki (copy&paste). Jeśli opisu składu nie znaleźliśmy w sieci, a bardzo chcemy sprawdzić czy kosmetyk jest dobry, czeka nas żmudne, ręczne wpisywanie składników. Trzeba tu mocno uważać, bo w nazwach łacińskich bardzo łatwo o pomyłkę.

Składniki powinny być rozdzielone średnikami, ale jeśli wpiszemy przecinki (,) system automatycznie zamieni je na średniki (;), więc tym na szczęście nie należy się przejmować. Jednak na tym etapie (wpisywania składników) może się zdarzyć trochę „zabawy”. Po pierwsze, system nie czyta znaku „*”, tymczasem znak ten często jest używany w składach organicznych, dla oznaczenia składników z bio-upraw. Takie gwiazdki (*) trzeba z opisu ręcznie usunąć. Po drugie, wszelkie nazwy polskie (notabene występujące bardzo rzadko w składach, tu króluje łacina :-)) – też trzeba usunąć. Trzecim często występującym problemem, szczególnie w sytuacji gdy sami wklepujemy w rubrykę składniki z opakowania; są literówki, których system niestety nie potrafi automatycznie skorygować. Każda literówka powoduje, że system nie rozpozna składnika. Wtedy należy na przeglądarce wcisnąć przycisk „wstecz” i poprawić opis. WAŻNE: jeśli literówek jest więcej, warto zapisać i korygować skład w edytorze tekstu a później go wkleić, bo sam przycisk wstecz może się nie sprawdzić.

Gdy skład już mamy wpisany klikamy „save & continue to step 2"/"zachowaj i przejdź do kroku 2"

Otwiera nam się kolejne okno (dane przykładowe):

To wszystko wygląda na dosyć skomplikowane, ale tak naprawdę ważne jest to co w ramce czyli spis składników. Jeśli wszystko się zgadza i jest porozdzielane średnikami klikamy na „save & continue to step 3”/"zachowaj i przejdź do kroku 3".

Jeśli wszystkie składniki zostały poprawnie dodane i rozpoznane kolejne okno będzie wyglądać mniej więcej tak:

 

Każdy składnik jest wyszczególniony a system prosi nas o podanie procentowej zawartości każdego z nich. Ponieważ te informacje zwykle nie są podane na etykiecie, nie trzeba wypełniać tej rubryki. Proponuję również nie ruszać rubryki środkowej (N/A), odnoszącej się konkretnie do amerykańskich uregulowań. W trzeciej rubryce, jeśli mamy ochotę można zaznaczyć informacje dodatkowe o każdym ze składników, np. że jest pochodzenia organicznego. Jeśli nie jest, nie zaznaczamy.

Jeśli natomiast wystąpiły jakieś błędy na etapie kroku 2 strona może wyglądać tak:

U góry ("Ingredients not found in the database"/"Składniki nie odnalezione w bazie") system wskazuje, jakich składników nie zidentyfikował. Najprawdopodobniej wpisałeś je z literówką. Obok takiego niezidentyfikowanego składnika jest rozwijana lista:

 

 Na liście czasem (bardzo rzadko) znajduje się podpowiedź jaki to mógłby być składnik, ale najczęściej jedyną dostępną opcją jest "none of the above"/"żadne z powyższych". W tej sytuacji nie należy tego wciskać tylko wcisnąć w przegląrce przycisk wstecz do kroku 2 i poprawić literówki, tak jak już pisałam, korzystając z edytora tekstu. Poprawiony o literówki skład wklejamy ponownie i klikamy na "zachowaj i przejdź do kroku 3". Jeśli poprawiliśmy wszystko teraz nie powinno być problemu i rubryka "Ingredients not found in the database" w ogóle nie powinna się pojawić. Gdyby tak się zdarzyło, że mamy pewność, że składnik został wpisany poprawnie, a system nadal go nie identyfikuje, oznacza to, że może to być rzeczywiście składnik spoza bazy, wówczas wybieramy "none of the above"/ "żaden z powyższych". Przy analizie zostanie on pominięty.

Gdy wszystko jest już uzupełnione klikamy na "save&continue to step 4"/"zachowaj i przejdź do kroku 4".

Krok 4 wygląda tak:

i jest podziękowaniem za dodanie produktu. Trzeba kliknąć na "View your product report"/"Zobacz swój raport o produkcie" i dopiero wtedy otwiera nam się finalne okno, które nas interesuje. W przypadku testowym, który sprawdzałam na potrzeby tego artykułu wygląda ono tak:

 

U góry po lewej stronie jest ocena całościowa, w tym przypadku "4" czyli neutralnie. Po prawej u góry podsumowanie produktu pod kątem ogólnego bezpieczeństwa, zagrożenia rakiem, toksyczności wpływającą na rozwój i płodność, alergii i wpływu na system odpornościowy. Jak widać analizowany kosmetyk nie jest kancerogenny, natomiast może alergizować. 

Poniżej jest opis każdego ze składników wraz z oceną, którą możemy sobie prześledzić szczegółowo. I co ważne, więc podkreślę to jeszcze raz, taka analiza pozostaje w naszym profilu i możemy do niej wrócić. Nie zauważyłam żadnych limitów ilościowych, a sama w ten sposób sprawdziłam już ponad 200 kosmetyków. 

Uwagi i problemy:

Jak już pisałam system nie jest idealny i nie wolno wyłączyć myślenia. Oprócz opisanych już powyżej literówek, z którymi sobie nie radzi i które trzeba żmudnie ręcznie poprawiać chcę zwrócić uwagę na jedną kwestię. Otóż moim zdaniem niektóre składniki są bardzo surowo zakwalifikowane. Szczególnie źle system ocenia "frangrance/ parfum" czyli zapachy i nic dziwnego jeśli chodzi o zapachy syntetyczne. Natomiast kosmetyki aromatyzowane naturalnymi olejkami eterycznymi, jakich używam, moim zdaniem powinny być traktowane łagodniej. System jednak ostro je ocenia wskazując, że mogą być mocno alergizujące. Wszystko się zgadza, ale w przypadku niealergika, jak ja, gdzie tak niewielka ilość olejku eterycznego (kilka kropel) na kosmetyk nie czyni nic oprócz przyjemnego zapachu, ta ocena nie znajduje uzasadnienia. Sam fakt aromatyzowania olejkami eterycznymi kosmetyku już skazuje go na wypadnięcie z grupy "zielonych". Dlatego dla moich potrzeb, w ogóle nie wpisuję olejków eterycznych do analizy składu, bo mi fałszuje obraz kosmetyku.

Podobnie uważam, że kwas mlekowy (bądź co bądź naturalna substancja) jest potraktowany lekko niesprawiedliwie pomarańczową czwórką. Wolę jednak taką nadmierną gorliwość w demaskowaniu złych składów, niż naciąganie "w górę" substancji szkodliwych. Warto więc pamiętać, że system podejdzie raczej ostrożnościowo i uzna za niebezpieczny składnik bezpieczny niż odwrotnie. Jak zawsze, myślenia wyłączać nie wolno, jeśli macie jakieś watpliwości co do konkretnego składnika poszukajcie w sieci dodatkowych informacji, żeby mieć wewnętrzną pewność.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże wielu przejrzeć na oczy jeśli chodzi o kosmetyki, których używa się na co dzień, szczególnie te drogeryjno-marketowe, sprawiające wrażenie zdrowych i naturalnych. Pamiętajcie, że to co kładziemy na skórę dostaje się do wnętrza organizmu. Pamiętajcie również, że to my, jako konsumenci decydujemy co będzie sprzedawane a co nie. Jeśli przestaniemy kupować śmieci (tyczy się to nie tylko kosmetyków), przestaną nam oferować śmieci.

Życzę Wam wielu trafnych wyborów kosmetycznych!

Share on Myspace

 

poniedziałek, 17 sierpień 2015 00:00

Odżywianie sensu largo

Odżywianie to nie tylko to co kładziemy na talerz. To także każda substancja, którą wklepujemy w skórę, nakładamy na włosy i wyciskamy na szczoteczkę do zębów. Stara ajurwedyjska zasada głosi, że nie powinno się kłaść na swoje ciało niczego, czego nie dałoby się zjeść. I podpisuję się pod tym rękami i nogami.

Nasza skóra to od 1,5 do 2 m2 powierzchni przez którą oddychamy, wydalamy co zbędne ale i chłoniemy to, co znajduje się na zewnątrz. Ogromna ilość substancji, jak na przykład magnez, jest zdecydowanie lepiej przyswajalna transdermalnie niż przez układ pokarmowy, dlatego przy brakach magnezu, lepiej się wykąpać w wodzie z dodatkiem chlorku magnezu lub siarczanu magnezu (czyli soli Epsom) niż niepotrzebnie łykać tabletki, z których wchłania się zaledwie kilka procent zawartego tam tego pierwiastka.

A z tego prosty wniosek, że przez pory skóry wchłaniamy bardzo dużo, więcej niż nam się wydaje. I błędem jest zakładanie, że to co stosujemy zewnętrznie (kosmetyki) nie dostaje się do wewnątrz organizmu albo dostaje w minimalnej ilości. Prawda jest zgoła inna.

Zauważyłam, że przeważająca ilość osób nadal wierzy w opiekę systemu nad ich zdrowiem. Ta wiara sprowadza się do przekonania, że gdyby coś rzeczywiście było dla naszego zdrowia niekorzystne, byłoby prawnie zakazane.

Nie chcę wchodzić tu w dłuższe i głębsze rozważania filozoficzne na temat tego co rządzi naszym światem i od razu napiszę, że jest to przede wszystkim kasa. Chęć sprzedaży produktów i zysków zasłoniła całkowicie człowieka i jego dobro. I nie, nie jest tak, że jeśli coś jest niekorzystne dla zdrowia ludzkiego to będzie automatycznie niedozwolone, o ile się sprzedaje. Dlatego powszechnie oferuje nam się papierosy, niebezpieczne chemiczne lekarstwa jak landrynki, śmieciowe jedzenie i śmieciowe kosmetyki, pełne chemii, której nie powinno tam być. Do tego dochodzi coraz powszechniejszy a jeszcze mało nagłośniony problem chemii w materiałach, które nas otaczają, od wykładzin, poprzez obicia meblowe na konfekcji kończąc. Państwa ustalają wprawdzie tzw. normy szkodliwych substancji w kosmetykach i produktach spożywczych, ale konia z rzędu temu, kto powie na jakiej innej zasadzie niż „pi razy drzwi” normy te są ustalane i czy uwzględniają w jakikolwiek sposób akumulowanie się trucizn w organizmie człowieka z wielu różnych źródeł współczesnego świata.

Coś się w tym temacie zaczyna dziać oddolnie, ludzie widzą, że nikt nie zadba o ich bezpieczeństwo, o ile sami tego nie zrobią. Przykładem tego trendu są opisywane przeze mnie tu kooperatywy spożywcze (np. Lokalny Rolnik, do którego sama należę) dające dostęp do produktów bez chemii za relatywnie niewielkie pieniądze. W Internecie jest już sporo przyjaznych miejsc poświęconych własnoręcznemu tworzeniu ekologicznych, naturalnych kosmetyków.

Ponieważ sama param się tym od kilku lat, wiem, że jest to zajęcie wdzięczne bardzo, stąd tym wpisem rozpoczynam cykl artykułów w kategorii „Zdrowe kosmetyki” dotyczącej odżywiania ciała dla zdrowia. Naturalne kosmetyki są zdecydowanie najlepsze, ale nie warto popadać w skrajności i rezygnować ze zdobyczy cywilizacji. Nie każdy ma czas, chęć i wytrwałość by samemu robić własne kosmetyki, dlatego warto mieć wiedzę jakie kosmetyki kupne są dobre i nie zrobią nam krzywdy a jakich unikać.

W kolejnym wpisie w tej kategorii praktyczny przewodnik jak sprawdzić czy skład kupnego kosmetyku nie jest szkodliwy – instrukcja krok po kroku. 

Share on Myspace


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.