user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

środa, 18 listopad 2015 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 4 Zakwaszenie organizmu 

 

Kolejnym (po wykryciu i usunięciu stanów zapalnych w organizmie) krokiem w leczeniu i prewencji nowotworów jest odkwaszenie organizmu. Przy czym trudno mówić tu stricte o kolejności kroków, bo w zasadzie dieta antyzapalna będzie również w znacznej mierze dietą odkwaszającą.

Na temat powszechnego zakwaszenia mówi i pisze się ostatnio sporo, ale mimo to, temat nie jest powszechnie zrozumiany. W tym artykule postaram się go nieco przybliżyć, najprościej jak się da i w kontekście choroby nowotworowej, choć trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie tylko rak ale i wiele innych chorób cywilizacyjnych może mieć swoje źródło w zakwaszonym organizmie, żeby wspomnieć tu choćby choroby układu krążenia, niewydolność nerek, dnę moczanową czy osteoporozę. Nadkwaśność jest bowiem poważnym zakłóceniem równowago organizmu i organizm próbuje sobie z tym radzić jak może. Działając w trybie detoksykacji i usuwania odpadów, stale przeciążony, nie może realizować swoich zadań na rzecz pozostałych części ciała, więc je zaniedbuje, skupiając się na tym co w tej chwili najważniejsze (niedopuszczenie do śmiertelnego zakwaszenia). W ten sposób dochodzi do rozwoju poważnych stanów chorobowych w różnych częściach ciała.

Równowaga kwasowo-zasadowa

Nasze ciało jest tak zbudowane, że każda jego część ma swoje optymalne pH. I tak żołądek musi być bardzo kwaśny aby prawidłowo funkcjonować, o czym pisałam tu, ale już skóra np. lekko kwaśny odczyn 5,5 pH. Natomiast pozostałe części ciała, w tym krew powinny mieć lekko zasadowy odczyn (7-7,5).

Liczne badania wykazują, że absolutna większość osób, które zachorowały na nowotwór miało za niskie (zbyt kwaśne) pH organizmu. Podobną korelację można zaobserwować przy wielu innych chorobach cywilizacyjnych. Trudno bowiem wskazać choćby jedną reakcję chemiczną w organizmie, na którą nadmierne zakwaszenie nie miałoby negatywnego wpływu.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że problem zakwaszenia organizmu jest powszechnym problemem w państwach wyżej rozwiniętych (nadmiarowych), czyli również i w Polsce.

Alejandro Junger, podobnie jak w hermetycy, uważa, że „jak na górze tak na dole” i „jak wewnątrz tak na zewnątrz”. Organizm każdego człowieka jest mikroczęścią planety; lasy - płucami, rzeki – tętnicami, ludzie – pojedynczymi komórkami. Pogląd też ładnie wpisuje się również w koncepcję holograficznego wszechświata Davida Bohma i Karla Pribrama (każda część całości zawiera w sobie całość).

Nic zatem dziwnego, że dotyka nas problem powszechnego zakwaszenia organizmu, podobnie jak na poziomie planety obserwujemy niekorzystne zjawisko zakwaszenia środowiska czyli postępującego zmniejszania się wartości pH poszczególnych jego elementów, w tym ekosystemów leśnych i wodnych.

Przyczyny zakwaszenia organizmu

I tak, zaczynając od dietetycznych, zakwaszają organizm:

- duże ilości białka zwierzęcego

- pokarmy śluzotwórcze - śluz ma kwaśny odczyn; pokarmami, które spożywane w nadmiarze prowadzą do powstania śluzu są np. banany, daktyle, majonezy, sery pleśniowe i ogólnie wszystko o śluzowatej strukturze

 - nabiał

 - nadmiar zbóż, szczególnie pszenicy

 - alkohol

 - orzechy

 - ryż

 - słodkie ziemniaki

 - niedojrzałe owoce

 - słodycze

Czy to oznacza, że wszystkie powyższe są niezdrowe? Oczywiście nie. Oznacza to tylko, że należy zachować umiar w ich spożyciu i stosować dietę zbilansowaną, tak aby zapewnić odpowiednią ilość pokarmów alkalizujących.

Alkalizująco działają:

- proso (kasza jaglana)

- większość dojrzałych owoców

- większość warzyw

- jęczmień

- gryka

- fasole (zwłaszcza adzuki)

- orzechy brazylijskie (przy czym przy chorobach nowotworowych powinno się spożywać ich minimalną ilość albo wcale nie jeść)

- miód

Czy to oznacza, że powyższe produkty można jeść bez opamiętania? Oczywiście nie. Znowu trzeba zachować umiar i pamiętać, że nawet jeśli nas nie zakwaszą to brak umiaru w ich konsumpcji spowoduje inne skutki (np. zbyt dużo owoców czy miodu mogą prowadzić do niealkoholowego stłuszczenia wątroby, o czym pisałam tu).

Pozadietetycznymi czynnikami zakwaszającymi organizm są stres, brak wystarczającej ilości snu, przyjmowanie stale lekarstw, brak ruchu (niedotlenienie). Wydawałoby się, że oddychanie to najprostsza rzecz pod słońcem. Niestety, żeby tlen dotarł do każdej komórki, musi pokonać około 6 różnych barier, a więc wcale nie jest to taka prosta i oczywista sprawa. Niedotlenienie komórki wprowadzi wprost do raka.

„Nie znam choroby, u podstaw której nie leżałoby niedotlenienie komórek” 

powiedział dr Otto Heinrich  Warburg (1883-1970), niemiecki biochemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie budowy i działania enzymów oddechowych.

Co to oznacza w praktyce? Że ruch fizyczny trzeba połączyć z oddychaniem świeżym powietrzem, a zatem „wyciskanie” w klimatyzowanej siłowni nie spełnia tych wymogów. Lepiej przejść się piechotą do kiosku i pooddychać świadomie przez te 15 minut niż kisić się w klimatyzowanej siłowni. Co więcej, w miastach o dobrej jakości, czyste powietrze z prawidłową proporcją stężenia tlenu jest trudno, warto więc regularnie jeździć tam gdzie jest więcej tlenu, albo przynajmniej chodzić do lasu.

Test zakwaszenia

Jak sprawdzić czy mamy zakwaszony organizm? Domowa metoda polega na kupieniu papierków lakmusowych w sklepie chemicznym (lub online) z przedziału 5,6-8,00 a nie 1-14 gdyż dla naszych potrzeb będą dużo dokładniejsze. Taki papierek lakmusowy kładziemy rano po przebudzeniu na języku lub siusiamy na niego pierwszym, porannym moczem. I patrzymy na kolor, który powie nam jakie jest pH naszych wydzielin. Jeśli jest zbyt niskie – trzeba się tym poważnie zainteresować. Mając już papierek lakmusowy, warto sprawdzić też pH Waszej wody z kranu, gdyż są tu znaczące różnice i duża część wód ma pH kwasowe lub na pograniczu. Alkalizowanie wody czy to jonizatorami czy kropelkami jest zdecydowanie warte rozważenia.

Picie sody, picie wody z cytryną i inne domowe mikstury

O co chodzi z tą cytryną – przecież jest kwaśna a poleca się ją na odkwaszenie organizmu? Wytłumaczenie jest proste: niektóre produkty zawierają kwasy lub zasady (w postaci rozpuszczalnych soli), inne zaś działają kwaso- i zasadotwórczo dopiero w organizmie. Kwaskowata cytryna działa w organizmie zasadotwórczo. Szklanka ciepłej wody z cytryną, ze szczyptą soli himalajskiej rano (po teście pH) jest świetnym i zdrowym początkiem dnia – nawadniamy, mineralizujemy i odkwaszamy w jednym.

Dieta alkaliczna

Jeśli wychodzi nam, że nasz organizm ma zbyt niskie pH - trzeba przejść na dietę alkalizującą. Ponieważ, jak wspominałam powyżej przyczyny zakwaszenia mogą być pozadietetyczne (stres, niedospanie, brak ruchu) – dietę uzupełniamy o odpowiednie zmiany stylu życia w tym zakresie.

Prostą ale niełatwą dietą fantastycznie alkalizującą organizm jest następujący program codzienny:

  1. kasza jaglana, ziemniaki
  2. dowolne warzywa gotowane na parze, za wyjątkiem szpinaku, szczawiu i rabarbaru
  3. olej lniany
  4. kiszonki

Osiem tygodni takiego jedzenia fantastycznie alkalizuje organizm, oczyszczając go z frakcji tłuszczów i białka. Jest to jednak bardzo męcząca i trudna dieta. Przy prewencji, można sobie np. zrobić taki weekend, albo stale jeden dzień w tygodniu.

Opisywane przeze mnie programy oczyszczania (tu) i antypasożytniczy (tu) również prowadzą do zalkalizowania organizmu – efekt ten wystąpi przy okazji, nie trzeba oddzielne przechodzić na specjalną dietę, która ma słowo „alkaliczna” w nazwie.

Zróbcie test i jeśli wyjdzie źle, zacznijcie odkwaszanie organizmu. Prezentowane powyżej metody to tylko niektóre z wielu. Z naszej rodzimej literatury polecam pozycję „Alkaliczny styl życia” Beaty Sokołowskiej, zresztą mojej współkursantki w szkole dietetyki tradycyjnej medycyny chińskiej.

Share on Myspace

poniedziałek, 08 czerwiec 2015 00:00

Nie daj się odwodnić! 

 

picie

Długi weekend majowy był wyjątkowo ciepły, momentami upalny, więc to dobry moment, żeby podjąć temat nawadniania w czasie upałów.

Obiegowa opinia mówi, że kiedy czujesz pragnienie, to jesteś już odwodniony. Nie wiem czy to rzeczywiście prawda, bo zdania są podzielone i twierdzenia, że Matka-Natura po to nam dała pragnienie, żeby sygnalizować, że to już – brzmią rozsądnie.

Bez względu na to jaką interpretację przyjąć, w czasie upałów trzeba pić więcej i warto robić to mądrze. Wg. medycyny chińskiej lato to okres Yang w zenicie dlatego właśnie wtedy trzeba szczególnie zadbać o Yin, a Yin to krew i płyny ustrojowe ciała, na które upał i pocenie się działają wyniszczająco. Trzeba więc zdecydowanie zadbać o odpowiednie nawilżenie organizmu.

 

Woda

Sama woda może nie wystarczyć. Pamiętam jak ze zdziwieniem usłyszałam na zajęciach z dietetyki medycyny chińskiej, że woda może wysuszać i że w stanach wysuszenia organizmu nie jest wskazana! I tak jest rzeczywiście, pijemy, pijemy, siusiamy, siusiamy i jest nam wewnętrznie sucho.

Jeśli już woda to najlepiej z dodatkiem soli himalajskiej – dosłownie szczypta na szklankę.

Na bazie wody można też przygotować domowy zdrowy napój izotoniczny - do wody oprócz szczypty dobrej jakości soli dodajemy zdrowego słodu (np. odrobinę świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, miodu itp.) Mamy więc smak słodki i słony w jednym oraz dostarczone mikroelementy z soli.

O tym jaka woda i czy gazowana czy nie pisałam tu i tu.

 

Kompoty

kompotyKompoty są wynalazkiem genialnym i wcale nie muszą być słodkie jak ulepek

Ja gotuję kompoty bez dodatku cukru – wydobywa się naturalna słodycz owoców, całkowicie wystarczająca, jedynie w przypadku piekielnie kwaśnych mirabelek – dodaję do garnka suszonej stewii.

Wg. TCM doskonale nawilżającym kompotem jest kompot z gruszek z garścią migdałów (potwierdzam), ale każdy kompot gotowany na owocach lub suszonych owocach będzie dobrze nawilżał. Jeśli mamy nawracające infekcje górnych dróg oddechowych lub problemy z oddychaniem do kompotu warto dodać garść pestek z moreli (wg. TCM rewelacyjnie nawilżają Płuca).

 

Soki i musy z owoców

Świetne nawilżenie zapewniają świeżo wyciskane soki z owoców lub musy z dowolnych owoców.

W czasie upałów odczuwamy potrzebę schłodzenia, dlatego latem zasadniczo ograniczamy imbir, który ma silnie rozgrzewające działanie. Na szczęście większość cytrusów, melonów oraz arbuz mają termikę chłodną lub bardzo chłodną. Można też sięgać po pozostałe, w zasadzie wśród owoców nie ma takich o termice ciepłej. Warto pamiętać, że smakiem przytrzymującym płyny w organizmie jest smak kwaśny. Dlatego latem w naturalny sposób mamy ochotę na kwaśne. Czyli cytrusy będą tu jak znalazł.

Z kolei smakiem wysuszającym jest smak gorzki. Dlatego kawa czy czarna herbata pite w tym okresie mogą tylko spotęgować odczucie suchości w ciele.

melonOdrębne słowa uznania należą się arbuzowi, który nie tylko ochładza i nawilża, ale ma fantastyczne właściwości detoksykacyjne. Soku z arbuza nie ma sensu robić, arbuz najlepiej po prostu jeść, ewentualnie miąższ zmiksować lekko w blenderze. Jeśli ktoś nie ma czasu ani siły na trudne diety detoksykacyjne, polecam oczyszczanie arbuzem, codzienna szklanka takiego musu przez miesiąc potrafi zdziałać cuda.

 

Herbatki

Gdy jest ciepło mniej chętnie sięgamy po ciepłe napoje, ale przecież możemy zaczekać, aż napój wystygnie.

Jeśli dobierzemy takie herbatki, które mają jednocześnie działanie zdrowotne i ochładzające – będzie to strzał w dziesiątkę. Polecam zatem ochładzające a niezwykle zdrowe: zieloną herbatę, herbatkę z głogu, herbatkę z hibiskusa czy wywar z fasoli mung.

Lato to również idealna pora na koktajle z młodego jęczmienia i alg (spiruliny i chlorelli). Zimą pijąc te mocno wychładzające napoje można sobie zrobić krzywdę (np. wychłodzić Nerki), natomiast latem nie dość, że się odtruwamy i wzmacniamy to jeszcze schładzamy.

Tak więc pamiętajcie – nawadniać trzeba się z głową i jak zwykle sprawdzi się zasada „spróbuj, obserwuj i zadecyduj co będzie najlepsze”.

Share on Myspace
Dział: Ogólne
wtorek, 07 kwiecień 2015 00:00

Oczyść się na wiosnę!

Gotowy program oczyszczania wg. A. Jungera

detox

Nie ma lepszego momentu na przeprowadzenie programu oczyszczania organizmu niż wiosna. Wszystko budzi się do życia z wigorem i my – jako część wszystkiego - też chcemy poczuć się po zimie pięknie, lekko i pełni nowej energii.

Program oczyszczania warto przeprowadzać minimum raz w roku, nawet jeśli żywimy się dobrze. Jeśli żywimy się tak sobie, warto go zrobić minimum dwa razy - i na wiosnę i wczesną jesienią.

Dlaczego oczyszczanie jest niezbędne

Organizm ludzki ma naturalną właściwość samouzdrawiania się. Jest to wręcz magiczne kiedy spojrzymy przykładowo na proces gojenia się rany. Jeśli ten naturalny proces leczenia nie przebiega, albo przebiega w bardzo zwolnionym tempie, oznacza to, że coś przeszkadza naszemu organizmowi wykorzystać tę swoją naturalną magiczną cechę. Tym co przeszkadza są toksyny. W dzisiejszym, niezdrowym świecie, na co dzień fundujemy sobie świadomie i nieświadomie takie ilości toksyn, że ich neutralizacja przez nasz organizm wymaga zmiany zasad gospodarowania energią – ciało nie dając sobie rady z nadmiarem toksyn magazynuje je „tymczasowo” w tkankach (np. w tłuszczu) czekając na moment kiedy będzie mogło na spokojnie wydalić je z organizmu. Ten moment nie nadchodzi, a toksyny się kumulują. Stąd większość ludzi jest zatruta, chociaż jakoś tam funkcjonuje. Główną ideą wiosennego oczyszczenia jest odcięcie lub przynajmniej mocne ograniczanie dostarczanych nowych toksyn, tak aby organizm mógł pozbyć się skumulowanych w ciele toksyn bez żadnych przeszkód i ograniczeń czyli zrobić to, do czego został stworzony – oczyścić się sam.

Dlaczego Clean

Programów oczyszczających jest całe mnóstwo – lepszych i gorszych. Od skrajnych głodówek (absolutnie nie dla osób z niedoborami), do delikatnych programów sprowadzających się do dodatkowego wypicia szklanki kefiru czy wody z cytryną, które pewnie nie zaszkodzą, ale też jakoś spektakularnie nam nie pomogą.

Wybór jest trudny, więc podpowiadam jak umiem, bo przetarłam wiele szlaków w tej kwestii.

Osobiście uważam, że najlepszym programem oczyszczającym organizm z jakim się spotkałam jest program „Clean” Alejandro Jungera. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma innych dobrych programów, oznacza to tylko, że mnie osobiście niezwykle odpowiada mądrość i kompleksowość podejścia do tematu tego autora.

Oczyszczanie wg. tego programu wiąże się z pobudzeniem układu detoksykacji do bardziej intensywnej i efektywnej pracy. Jemy, nie głodzimy się, bo bezpieczny proces usuwania toksyn wymaga dostarczenia organizmowi odpowiednich składników odżywczych. Program ten zakłada ponadto wspieranie procesów prowadzących do eliminacji zaburzeń funkcjonowania jelit, może być np. świetnym startem do leczenia poważnych drożdżyc.

Tych z Was, którzy  poważnie myślą o rozpoczęciu tego programu, zachęcam do zakupu książki A. Jungera pt. „Clean” ze względu na dokładny (blisko 300 str.) opis programu, szczegółowe wyjaśnienie biochemiczne procesu detoksykacji oraz gotowe przepisy na posiłki. Jeśli nie planujecie zakupu książki, nie zrażajcie się, można samodzielnie komponować posiłki wg. zasad, które postaram się przedstawić poniżej.

Program zasadniczo trwa 21 dni, ale jeśli z jakiś względów taki okres będzie dla Was za długi – 14 lub nawet 7 dni też da znaczącą poprawę zdrowia. Odżywianie i oczyszczanie nie są procesami zerojedynkowymi – albo wszystko albo nic. Jeśli uda Ci się wytrzymać choćby tydzień to i tak dużo dla siebie zrobisz (choć przyznaję, że po 3 tygodniach lata się pod sufitem z nadmiaru energii i warto przez program przebrnąć choćby po to J)

Ja ten program zaczynam po raz kolejny właśnie dziś, stąd ten wpis J

Wykluczenia

Następujące okoliczności są przeciwwskazaniem do stosowania programu Clean:

  • ciąża lub okres karmienia piersią
  • cukrzyca typu 1
  • zaawansowana choroba nowotworowa z szybką utratą wagi
  • przyjmowanie leków, których stężenie we krwi musi pozostawać na stałym poziomie (szczególnie antyzakrzepowe, antyarytmiczne i przeciwdrgawkowe)
  • choroba, z powodu której wszelkie zmiany równowagi chemicznej w organizmie mogą stanowić dla ciebie zagrożenie.

Jak się przygotować

Nastawienie psychiczne – jest wszystkim. Jeśli masz głęboką, niezmąconą chęć oczyszczenia własnego organizmu, i myślisz „chcę” a nie „muszę” – uda Ci się. Jeśli wiesz, że powinieneś/powinnaś, ale wcale nie masz na to ochoty – najprawdopodobniej Ci nie wyjdzie, więc szkoda w ogóle próbować.

Przygotowanie logistyczne – należy zorganizować sobie życie na ten okres, dokładnie zaplanować posiłki na min. 2 dni do przodu, kupić niezbędne produkty, zaopatrzyć się w dobrej jakości wodę (najlepiej nie w plastikowych butelkach), odpowiednio „rozluźnić” kalendarz tak żeby mieć czas na przygotowanie posiłków, relaks, spacery i sen. Program oczyszczania nie może być kolejnym wyzwaniem i źródłem stresu w Twoim zalatanym życiu, ma to być czas nagrody dla Ciebie, skupienia się na sobie i dawania sobie tego co najlepsze. Jeśli uważasz, że aktualny tryb życia Ci na to nie pozwala, wybierz wersję tygodniową, albo odłóż oczyszczanie na później, wtedy kiedy będziesz w stanie rzeczywiście z niego skorzystać

Odcięcie toksyn – na tyle na ile możesz odstaw toksyny w pożywieniu, kosmetykach, chemii domowej. Odstaw palenie (na zawsze), nie poddawaj się w tym okresie prześwietleniom. Toksyny rozumiem szeroko – unikaj więc również „toksycznych” ludzi, nie oglądaj nic nie wnoszących „śmieciowych” programów, szczególnie o polityce.

Prowadzenie dziennika - przygotuj zeszyt, w którym będziesz zapisywać wszystko co jesz i pijesz, a także własne samopoczucie, reakcje organizmu, pozom energii, wypróżnienia, wygląd skóry, zapach ciała, ewentualne bóle itp.

Porównanie - zrób sobie zdjęcie przed rozpoczęciem programu i porównaj ze zdjęciem po jego zakończeniu (kolor skóry, cienie i worki pod oczami, napięcie skóry, błysk w oku ;-))

Ściągawka - powieś sobie na lodówce listę pokarmów wskazanych i zabronionych („Czego nie jeść” i „co jeść” poniżej)

Okres przygotowawczy - przejdź przez okres przygotowawczy czyli  tzw. dietę eliminacyjną. Jeśli na co dzień żywisz się dobrze w zasadzie z marszu możesz rozpocząć detoksykację, w przeciwnym razie zafunduj sobie okres przygotowawczy od kilku do nawet 2 tygodni w formie tzw. diety eliminacyjnej. W tym okresie znacząco ogranicz spożywanie kofeiny, odstaw alkohol, pij więcej wody niż zwykle i jedz trzy normalne (niekoniecznie płynne) posiłki dziennie, złożone wyłącznie z produktów dozwolonych (cześć „co jeść” poniżej).

 

Czego nie jeść

Sam program bazuje na wykluczeniu z pożywienia na 21 dni pokarmów, które są częstymi alergenami lub zawierają substancje, które mogą utrudniać detoksykację.

W ten sposób odciążamy wątrobę, dając organizmowi odpoczynek porównywalny z 3-tygodniowym błogim odpoczynkiem na Karaibach po wielu latach ostrego zasuwania w korporacji bez urlopu ;-)

Uwaga: to, że wykluczamy niektóre pokarmy (np., grejpfrut, bakłażany i pomidory, zboża, truskawki, miód itp.) nie oznacza, że te produkty są niezdrowe (niektóre są bardzo zdrowe) a jedynie, że ze względu na pewne związki w nich występujące rezygnujemy z nich na ten czas. Piszę o tym, bo dla niektórych ludzi ta część założeń jest niezrozumiała. Po programie stopniowo wrócisz do nich.

I tak, wykluczamy:

  1. Napoje i produkty gotowe czy przetworzone, które zawierają sztuczne dodatki, konserwanty i inne substancje chemiczne
  2. Węglowodany proste, zawarte w cukrach i zbożach, w szczególności tych rafinowanych (na przykład białej mące czy białym ryżu),
  3. Kukurydzę, pomidory, ziemniaki, bakłażan, paprykę
  4. Masło, margarynę, wszelkie tłuszcze o stałej konsystencji, tłuszcze przetworzone, dressingi sałatkowe, majonez, tłuszcze do smarowania
  5. Alkohol, kawę, napoje z zawartością kofeiny, słodkie napoje gazowane, napoje smakowe
  6. Cukier spożywczy, cukry białe i brązowe, miód, syrop klonowy, syrop kukurydziany, fruktoza, mieszanka fruktozy i glukozy
  7. Czekoladę, keczup, gotowe mieszanki przypraw, gotowe sosy i inne podobne dodatki
  8. Pomarańcze, sok pomarańczowy, grapefruity, truskawki, winogrona, banany
  9. Nabiał i jaja, mleko, sery, twaróg, śmietana, jogurt, masło, lody, śmietanki w proszku
  10. Pszenicę, jęczmień, orkisz, kamut, żyto, kuskus, owies (wszystkie zboża z glutenem)
  11. Surowa ryba, wieprzowina, wołowina, cielęcina, kiełbasa, wędliny, mięso w puszkach, parówki, skorupiaki
  12. Produkty sojowe (sos sojowy, oliwa sojowa w produktach przetworzonych, tempeh, tofu, mleko sojowe, jogurty sojowe)
  13. Orzeszki ziemne, masło orzechowe, pistacje, orzechy makadamii

"Nie wolno jeść nic!” – zakrzyknie pewnie część z Was. Nieprawda.

Co jeść

W czasie programu możemy bowiem jeść:

  1. Warzywa: najlepiej świeże, surowe, duszone, sauté lub w postaci soków, pieczone
  2. wyciskany na zimno olej z oliwy, lnu, sezamu, migdałów, słonecznika, rzepaku, dyni, orzechów włoskich
  3. filtrowaną bądź butelkowaną wodę (unikajmy plastikowych butelek), zieloną herbatę, herbatki ziołowe (herbatki nie mogą być jedynym płynem, przynajmniej połowę musi stanowić woda)
  4. syrop z brązowego ryżu, syrop z agawy, stewię
  5. ocet, wszystkie przyprawy: sól chimalajska/kamienna, pieprz, bazylia, mączka chleba świętojańskiego, cynamon, kminek, koper, czosnek, imbir, musztarda, oregano, pietruszka, rozmaryn, kurkuma, tymianek
  6. owoce w całości, niesłodzone, mrożone lub w soku własnym, rozcieńczone soki naturalne
  7. ryż, mleka roślinne -  mleko migdałowe, ryżowe, kokosowe lub jaglane, brązowy ryż, kaszę jaglaną, komosę ryżowa, szarłat (amarantus), grykę
  8. ryby zimnowodne, dziczyznę, chudą jagnięcinę, kaczkę, kurczaka, indyka (tak pisze A. Junger, ja bym mimo wszystko namawiała na wykluczenie, albo znaczne ograniczenie mięsa w tym okresie)
  9. groch, soczewicę, rośliny strączkowe
  10. nasiona sezamu, pestki dyni czy słonecznika; orzechy laskowe, orzechy pekan, migdały, orzechy nerkowca, orzechy włoskie

Program oczyszczania – podstawowe zasady

  • W czasie detoksykacji spożywasz 3 posiłki dziennie – dwa płynne (najlepiej koktajl-smoothie rano i zupa krem na kolację) i jeden stały (obiad) komponowane wyłącznie z produktów dozwolonych. Przykładowe posiłki są dostępne w książce „Clean, ale można je samodzielnie komponować z dozwolonych produktów. Mój dzisiejszy jadłospis (dzień 1) podaję na dole.
  • Zawsze, gdy to tylko możliwe, wybieraj produkty organiczne.
  • Dokładnie i wolno przeżuwaj pożywienie, pamiętaj, że trawienie zaczyna się już w ustach.
  • Bezwzględnie przestrzegaj zasady 12-godzinnego odstępu pomiędzy kolacją dnia poprzedniego a śniadaniem dnia następnego.
  • Przy dużym głodzie pomiędzy posiłkami (szczególnie na początku programu) możesz wypić dodatkowy koktajl, zjeść jabłko, marchewkę lub 5 migdałów.
  • Pamiętaj o codziennym wypróżnieniu i jeśli trzeba sięgnij po herbatkę na zaparcia lub wypij na noc dwie łyżki oleju rycynowego. Jest to niezwykle ważne, aby w czasie kuracji nie doprowadzać do zaparć, bo wówczas uwalniane toksyny mogą się z powrotem wchłonąć.
  • Staraj się pić dużo wody dobrej jakości. Junger zaleca pić tak, aby oddawać mocz co godzinę. Życie, życiem, uważam, że aż tak często nie trzeba (szczególnie gdy typ pracy nam to uniemożliwia), ale zdecydowanie pijmy więcej niż zwykle. Woda ułatwia wypłukiwanie nagromadzonych toksyn z organizmu.
  • Codziennie zjedz jeden ząbek surowego czosnku.
  • Zapisuj wszystko skrupulatnie w dzienniku.

Kwestie pozażywieniowe

Oczyszczenie należy rozumieć szerzej, również na płaszczyźnie psychicznej. Niech to będzie radosny okres tylko dla siebie. Codziennie rób coś co kochasz, wygospodaruj na to czas. Unikaj spotkań i sytuacji, których nie lubisz. Ćwicz codziennie chociaż 10 minut, wybierz się na spacer aby się dotlenić. Program Clean bez codziennego ruchu nie ma sensu, nie osiągniemy zamierzonego efektu detoksykacji.

Zadbaj o odpowiednią ilość snu, staraj się chodzić spać najlepiej ok. 22, jeśli jest to absolutnie niemożliwe to o 23. Jeśli jeszcze nigdy nie medytowałeś, to też dobry moment, żeby spróbować choćby z 10 minut dziennie. Wystarczy, że na 10 minut dziennie zamkniesz oczy i wsłuchasz się w to co do Ciebie dociera, starając się jednocześnie oczyścić umysł z myśli. Nie stresuj się jeśli nie będzie to wychodzić perfekcyjnie, ważne żeby znaleźć tę chwilę na spokój. Równie dobrze medytować możesz na spacerze w lesie czy w parku, skupiając się na przyrodzie.

Możesz zafundować sobie saunę, nawet kilka razy, która dodatkowo pozwoli wypocić Ci toksyny przez skórę. Jeśli możesz, oglądaj dużo dobrych komedii, śmiech sprzyja wszelkim procesom ozdrowieńczym.

odpoczynek

Reakcje organizmu

Warto wiedzieć, że organizm przez długi czas faszerowany przetworzonymi pokarmami i pozbawiony istotnych składników odżywczych może bardzo gwałtownie zareagować na rozpoczęcie procesu usuwania toksyn i pojawienie się zdrowszego jedzenia.

Te objawy mogą wydawać się niekorzystne  a nawet budzić niepokój, dlatego warto wiedzieć że są normalne i przejściowe. Organizm czyści się z toksyn na różne sposoby. To czego możesz się spodziewać (jeśli masz bardzo zaśmiecony organizm) to m.in. wykwity skórne, bóle głowy, stan podgorączkowy, pogorszenie nastroju, uczucie osłabienia, intensywny zapach wydzielin.

Zaakceptuj z góry, że tak może być i pamiętaj, że to dobre znaki, że organizm wszedł w proces samooczyszczania.

Chudnięcie nie jest celem tego programu, ale stanowi częsty skutek uboczny u osób z nadwagą. U osób o wadze normalnej raczej nie wystąpi.

Co potem?

Przejście przez cały lub skrócony program oczyszczania jest powodem do dumy, ale to jeszcze nie koniec pracy. W tym czasie odstawiliśmy bardzo dużą część pokarmów i powrót do nich powinien następować stopniowo.

Uwaga: nie wracamy do pokarmów rafinowanych (biały cukier, biała mąka, popularne oleje z marketów) wcale!

Każdy produkt wprowadzaj pojedynczo i obserwuj prze 2-3 swoją reakcję, przed wprowadzeniem kolejnego. Np. możesz zacząć od wprowadzenia zbóż zawierających gluten (ale nie pszenicy) i zobaczyć czy przez te 2-3 dni nie masz wzdęć, spadków energii i innych niepożądanych reakcji, których nie miałeś w czasie programu Clean. Potem wprowadzasz pszenicę. Jeśli odczuwasz dolegliwości, ponownie ją odstawiasz i obserwujesz czy dolegliwości się cofnęły. I tak dalej, po kolei z każdym produktem. W ten sposób masz unikalną szansę zaobserwować co Ci rzeczywiście służy a co nie i wykryć nietolerancje, o których nigdy nie wiedziałeś. Zapisuj wszystko. Może się okazać, że pokarmy, których nigdy byś o to nie podejrzewał, wcale nie działają na Ciebie dobrze. Ten okres powolnego wprowadzania pokarmów jest fascynujący sam w sobie i może dostarczyć nam ogromnej wiedzy o własnym organizmie.

I jak? Wchodzicie w to?

Poniżej mój dzisiejszy jadłospis (bez napojów):

Pół godziny przed śniadaniem szklanka ciepłej wody z połówką cytryny

Śniadanie: Koktajl z mango z ananasem i mleka kokosowego

Pół mango, mniej więcej tyle samo objętościowo ananasa, ½-1 szklanka mleka kokosowego. Wszystko zmiksować razem w blenderze i wypić.

Obiad: Sałatka z soczewicy

1 szklanka suszonej zielonej soczewicy namoczonej w 3 szklankach wody.

1 szklanka cukinii, pokrojonej w kostkę

1 szklanka ogórka, pokrojonego w kostkę

1/4 szklanka ananasa, pokrojonego w drobną kostkę

¾ szklanki marchewki pokrojonej w kostkę

¼ szklanki cebulki pokrojonej drobno

¼ szklanki oliwy

sok z 1 cytryny

Przyprawy: kminek, kurkuma, starty imbir, 1 ząbek czosnku, sól, liście kolendry lub pietruszki

Namoczoną soczewicę gotować do miękkości (ok. 30 min.). Przygotować dressing z przypraw, oliwy i soku z cytryny. Wymieszać soczewicę z cukinią, ogórkiem, ananasem, marchewką i cebulką. Polać dressingiem, wymieszać i odczekać 5 minut aż smaki się wymieszają.

Kolacja: (ok. 17.30): Zupa z cukinii i bazylii

Uwaga: W programie Clean zupy kremy są niegotowane, z surowych warzyw!. Mnie osobiście nie do końca to pasuje, więc mimo wszystkie przynajmniej podgotowywuję na parze warzywa i dopiero wtedy robię krem. Ale to kwestia gustu.

1 cukinia, pokrojona w kostkę

1 łodyga selera naciowego

1 łyżka czerwonej lub słodkiej cebuli, drobno posiekanej

1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin

5 liści bazylii

sól

¼ awokado

4 łyżki wody

dodatkowe liście bazylii (do ozdoby)

1. Zmiksuj wszystkie składniki w blenderze, ustawionym na wysokie obroty.

2. Ozdób danie świeżymi, dokładnie rozdrobnionymi liśćmi bazylii.

Share on Myspace
Dział: Kuracje
piątek, 05 grudzień 2014 00:00

Zacznijmy od wody (cz. 3 - jaką wodę pić?)

 

Woda mineralna i woda źródlana w butelkach

Dietetyka chińska zasadniczo wcale nie stawia wody mineralnej nad źródlaną czy odwrotnie, bo znów …. to zależy. Osoby niedoborowe (osłabione, szczupłe, i suche) powinny sięgać po tę pierwszą, która dostarczy im właściwych minerałów. Osoby nadmiarowe (otyłe, z czerwoną twarzą, którym zwykle jest gorąco) oraz osoby w trakcie procesu oczyszczania (wypłukiwanie toksyn z organizmu) wody mineralnej nie potrzebują i spokojnie mogą pić wodę źródlaną.

Niezwykle ważną kwestią jest natomiast to w jakich butelkach kupujemy wodę czy to mineralną czy źródlaną. Moja ciocia, która od 30 lat mieszka w Niemczech twierdzi, że tam mało kto kupuje wodę w butelkach plastikowych ponieważ „każde niemieckie dziecko wie”, że substancja stosowana do zmiękczania plastiku, jest szkodliwa dla zdrowia. 

butelka PETU nas z kolei trudno jest dostać wodę w butelkach szklanych. Patrzę na te stosy plastikowych opakowań z wodą w środku, które stoją nierzadko miesiącami w różnych warunkach, w tym w upale i wierzyć mi się nie chce, że w środku nie zachodzą jakieś reakcje wody z plastikiem. Szczególnie gdy butelki takie stoją na słońcu.

Oczywiście plastik plastikowi nierówny. Zasadniczo, te oznaczane symbolem 2 (HDPE) i 5 (PP) są stosunkowo bezpieczne. Niestety absolutna większa część butelek plastikowych z wodą pitną to butelki PET (ang. polyethylene terephthalate), oznaczone symbolem 1.

Swojego czasu głośno było o badaniach niemieckich naukowców, którzy ustalili, że woda przechowywana w butelkach tego typu zawiera czynniki chemiczne o działaniu zbliżonym do estrogenów, zaburzając gospodarkę hormonalną. Substancja zmiękczająca plastik typu PET to bisfenol A, którą ostatnio naukowcy powiązali z podwyższonych ryzykiem zawału. Dodatkowo w procesie produkcji butelek PET używa się toksycznego trójtlenku antymonu, który w nadmiernym stężeniu ma działanie rakotwórcze.

Ryzyko wzrasta znacząco, gdy butelki z wodą są przechowywane w temperaturze przekraczającej 24 stopnie Celsjusza. To co się działo z butelką zanim trafiła do sklepów i jak i gdzie była przechowywana, jest dla nas – konsumentów, wielką niewiadomą.

Obecnie w zasadzie nie kupuję wody mineralnej w butelkach plastikowych, gdyż nie dostrzegam żadnej ich przewagi nad wodą z kranu. Nie są ani zdrowsze, ani smaczniejsze, ani bezpieczniejsze.

W okresie oczyszczeń, wtedy kiedy woda powinna być najwyższej jakości kupuję wodę w butelkach szklanych. Jest to jednak rozwiązanie drogie, tak więc tylko na ten specjalny okres, na co dzień wodą bazową pozostaje kranówka, która nie jest rozwiązaniem idealnym, ale po wielu analizach z mojej strony – optymalnym.

Gazowana czy niegazowana?

Jakąś wielką przeciwniczką wody gazowanej nie jestem. Szczególnie latem, lepiej gasi ona pragnienie, a dodatkowo dwutlenek węgla zabija bakterie, co w okresie letnim nie jest bez znaczenia. Jeśli CO2 w wodzie Ci nie przeszkadza (nie masz gazów, wzdęć czy innych problemów gastrycznych po jej wypiciu) pij na zdrowie!

 
Woda strukturyzowana

ice Woda strukturyzowana (melt water) to woda, która została zamrożona a następnie wróciła wolno do stanu płynnego. Tombak twierdzi, że woda strukturyzowana z roztopionego lodu jest najbardziej zbliżona do wody w warzywach, owocach i … naszym organizmie.

Latem wody strukturyzowanej nie piję, bo jest z tym zbyt dużo zachodu i nie mieści mi się w zamrażalce. Zimą często korzystam z dobrodziejstw wody strukturyzowanej, ponieważ jest ona łatwa do uzyskania. W czasie mrozu wystawiam na kilka godzin garnek z „odstaną” kranówką na zewnątrz a następnie wsadzam go do środka i pozwalam wodzie stopnieć. Ja wody nie gotuję, ale Tombak zaleca jej wcześniejsze przegotowanie. Taki garnek starcza mi akurat na jeden dzień. Rzeczywiście jest to bardzo dobra woda. Ostatnio widziałam właśnie taką wodę strukturyzowaną pod nazwą „melt water” w szklanej butelce w jednym z hipermarketów. To chyba dla tych wybitnie leniwych.

Podsumowanie:

  1. Rozważ za i przeciw wszystkich opcji i wybierz tę, która będzie optymalna dla Ciebie pod kątem czasochłonności, kosztów, no i oczywiście "zdrowotności". Rozważ picie wody z kranu, jeśli w Twojej okolicy jest ona dobra w myśl zasady "the best things in life are free" ;-)*.
  2. Unikaj wody sprzedawanej w butelkach plastikowych typu PET.
  3. Korzystaj z dobrodziejstw miejsc, w których bywasz. W górach pij ze strumieni górskich, w zdrojach pij wodę zdrojową, tam gdzie jest mróz pij wodę z lodu. 
  4. W okresie przeprowadzania oczyszczeń (całego organizmu, wątroby, jelit itp) zainwestuj w wodę najwyższej jakości, nawet jeśli będziesz musiał/-a za to sporo zapłacić. Od jakości wody, którą pijesz w tym okresie zależy cały proces oczyszczania. Nie powinna być to woda mocno zmineralizowana.
  5. Spróbuj pić wodę strukturyzowaną chociaż zimą, wtedy kiedy najłatwiej ją przygotować i sprawdź czy rzeczywiście będziesz się lepiej czuć. 

* Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo

Zacznijmy od wody - cz. 1

Zacznijmy od wody - cz. 2

Share on Myspace
Dział: Pod lupą
piątek, 28 listopad 2014 00:00

Zacznijmy od wody (cz. 2 - jaką wodę pić?)

 

Jestem jakiś czas po kuracji oczyszczania wątroby metodą Patrica Holforda z Instytutu Odżywiania Optymalnego w Londynie (czemu z dużym prawdopodobieństwem poświęcę oddzielny wpis), a w okresie wszelkich oczyszczeń kwestia wysokiej jakości wody jest wręcz fundamentalna, bo to ona odpowiada za prawidłowe wypłukiwanie z organizmu nagromadzonych i uwalniających się w trakcie kuracji - toksyn. 

Niestety dziś o dobrej jakości wodę jest trudno i naprawdę nie podejmuję się rozstrzygnąć po jaką wodę sięgać, bo jak zwykle … to zależy.

Spójrzmy na dostępne możliwości:

  • deszczówka
  • woda ze strumienia górskiego
  • woda kranowa
  • woda z własnej studni
  • woda oligoceńska
  • woda mineralna lub źródlana w butelkach plastikowych
  • woda mineralna w butelkach szklanych
  • woda źródlana w butelkach plastikowych
  • woda źródlana w butelkach szklanych
  • woda strukturyzowana (melt water)

Ponieważ, jak widać, opcji jest sporo, w tym wpisie omówię krótko pierwsze pięć, a w kolejnym pozostałe. 

Deszczówka

Deszczówkę  wykluczam od razu. Jest to woda, która zasadniczo zawiera zbyt mało minerałów, jest prawie zbliżona do wody destylowanej, a więc do picia nie powinno się jej używać. Ponieważ jest jednak miękka, jest świetna do prania, zmywania itp. Ponadto w dzisiejszym świecie kwaśnych deszczów picie deszczówki, w której może się znajdować siarka i azot może być po prostu bardzo dla nas szkodliwe.

Woda ze strumienia górskiego

girl

Chyba najlepsza woda jaką mogę sobie wyobrazić. Krystalicznie czysta, zimna i żywa. Pod warunkiem, że strumień nie jest skażony. Żyjemy w takim świecie w jakim żyjemy i nic już nie jest pewne. Chciałabym bardzo móc pić wodę ze sprawdzonego strumienia górskiego, niestety w górach bywam średnio raz w roku. Ci, którzy mają takie możliwości nie powinni się zastanawiać.

Kranówka/ filtrowana kranówka

Mieszkam w Warszawie i fakt, że w kranie mam wodę z Wisły przez wiele lat psychologicznie działał na mnie silnie hamująco, tzn. w napojach gorących korzystałam z kranówki po jej przegotowaniu, jednak nie piłam zimnej wody wprost z kranu. Tymczasem jakość wody w Warszawie znacząco się polepszyła dzięki modernizacjom filtrów warszawskich i w chwili obecnej spełnia ona wszystkie normy wody zdatnej do spożycia bez przegotowania. Jej jakość jest kontrolowana dwa razy dziennie. Są badania, które potwierdzają, że jakość wody kranowej w Warszawie jest często lepsza niż tych sprzedawanych w butelkach jako woda mineralna. Poza stolicą bywa jeszcze lepiej. Moi rodzice, którzy mieszkają w Olsztynie kranówkę pili zawsze, bo jest po prostu świetna, lepsza od wód butelkowanych.

girl

Ostatnio widać dosyć intensywną kampanię społeczną namawiającą do picia wody z kranu i zamawiania wody z kranu (za darmo) w restauracjach, tak jak dzieje się to od dawna w Europie Zachodniej. Podoba mi się. Osobiście od jakiegoś czasu piję wodę z kranu, nie jest to jedyna woda, jaką piję, ale w tej chwili moja woda bazowa. Nie jest to może rozwiązanie idealne, ale po rozważeniu za i przeciw optymalne w moim przypadku.

 

Jeszcze ciekawszym rozwiązaniem jest zamontowanie pod zlewem kuchennym porządnego filtra, czyszczącego kranówkę. Nie znam się na filtrach, wiem, że są bardzo różne i wybór nie jest łatwy. Wybierając filtr trzeba pamiętać, że wraz z zanieczyszczeniami może on usunąć z kranówki większość „dobrych” elementów i zbliżyć otrzymywaną w końcowym efekcie wodę do wody destylowanej (niekorzystnej). Dlatego dobrym rozwiązaniem są filtry najpierw oczyszczające a potem mineralizujące oczyszczoną wodę (najlepszą opinią od lat cieszą się filtry odwróconej osmozy, choć są też najdroższe). Myślę, że dobrej jakości filtr jest fajną alternatywą dla tych, którzy jednak kranówki wprost z kranu pić (z różnych względów) nie chcą.

Woda z własnej studni/ woda ze studni oligoceńskiej

Woda z własnej studni to fajne rozwiązanie, pod warunkiem, że się własną studnię ma. Jest to możliwe nawet w Warszawie, oglądałam kilka osiedli z własnym ujęciem wody. Niestety studnia, studni nie równa. Mamy skażone wody gruntowe, zwykłe studnie, w zależności od ich głębokości i miejsca posadowienia mogą dostarczać wody z zanieczyszczeniami chemicznymi lub bakteriologicznymi (częstą przyczyną skażenia studni jest nieszczelne szambo w pobliżu). Wodę ze studni trzeba więc bezwzględnie regularnie kontrolować. 

Ujęcia wody oligoceńskiej, które spotkać można w wielu miejscach w Warszawie i w innych miastach są o tyle lepsze, że woda oligoceńska jest wydobywana z dużo większej głębokości niż zwykłe studnie (ok. 200 m), a więc co do zasady nie powinna być zanieczyszczona wodami opadowymi i ściekami cywilizacyjnymi, a poza tym zawiera wiele składników mineralnych. Taka woda, z tego co sprawdziłam, jest kontrolowana 2 razy w miesiącu. Jednak jednocześnie tworzy świetne środowisko do rozwoju bakterii, w czasie jej niewłaściwego lub zbyt długiego przechowywania. Patrzę często na stałych bywalców ujęć wody oligoceńskiej, głównie starsze osoby, które przychodzą z plastikowymi 5-l butelkami po wodzie źródlanej i do nich wlewają wodę oligoceńską a następnie niosą to do domu, gdzie stoi ona nie wiadomo jak długo w butelkach PET i nie wydaje mi się to wcale a wcale dobrym rozwiązaniem.

W kolejnym wpisie będzie o wodach butelkowanych i wodzie strukturyzowanej.

Zacznijmy od wody - cz. 1

Zacznijmy od wody - cz. 3

Share on Myspace
Dział: Pod lupą
wtorek, 18 listopad 2014 00:00

Zacznijmy od wody (cz. 1 - ile?)

 

girl… jako, że 60-70 % nas to ona. Krótko mówiąc jakość większości Ciebie zależy od jakości wody, którą pijesz smile. A jeśli nie pijesz wody, tylko słodzone napoje gazowane to się nie dziw, że jakość Ciebie nie jest najlepsza.

Woda w naszym organizmie bierze udział w przeróżnych reakcjach biochemicznych, jest niezbędna do rozpuszczania, transportu i wchłaniania pokarmu, usuwania szkodliwych produktów przemiany materii z organizmu, reguluje temperaturę ciała oraz nawilża błony (np. gałki ocznej).

Może jest to oczywiste dla wielu, ale na wszelki wypadek zaznaczę, że napój napojowi nierówny i mówiąc o piciu wody mam na myśli wodę, ewentualnie napary, herbatki owocowe itp. Nie mam na myśli kawy, czarnej herbaty, słodzonych napojów gazowanych i niegazowanych – te wszystkie nie wliczają się do dziennego bilansu napojów, a najlepiej z nich zrezygnować w ogóle (choć filiżanka dobrej jakości kawy niektórym wręcz służy i wcale nie odwadnia). 

Ile pić?

Na temat ilości wody jaką powinniśmy spożywać dziennie narosło wiele mitów. Gdzieś tam pokutuje przekonanie, że dzienna minimalna dawka to 2 l, a im więcej tym lepiej.

To niestety wcale nie tak. Ilość wody jakiej potrzebuje nasz organizm jest wysoce indywidualną sprawą, zależną od naszej konstytucji, wieku, płci, warunków zewnętrznych i diety. Przykładowo mój mąż pije bardzo mało, pewnie z 1/4 tego co ja, ma piękną skórę, daleką od jakiegokolwiek wysuszenia i jest ogólnie okazem zdrowia. Ja natomiast ostatnio zaczęłam zliczać przyjmowane przeze mnie płyny w czasie dnia i wyszło mi na to, że piję za dużo, bo ok. 3 litrów dziennie. Biorąc pod uwagę, że moja dieta jest dietą głównie wegetariańską, wodę spożywam dodatkowo praktycznie z każdym posiłkiem w formie warzyw, więc de facto poziom spożycia wody przekraczał znacząco 3 l. A nadmiar spożywanej wody - o czym mało kto wie - może być niekorzystny, gdyż zmienia gospodarkę wodno-mineralną – płyny ustrojowe silnie się rozcieńczają i spada stężenie kluczowych jonów. Wierzcie lub nie, ale znane są przypadki śmiertelne związane z wypiciem zbyt dużej ilości wody w krótkim czasie.

Teraz (w okresie jesienno/zimowym) piję ok. 1-1,5 l płynów z czego połowa to woda a reszta to świeżo wyciskany sok i ciepłe napary (najczęściej z imbiru i pigwy). W menu zimowym mam jednak praktycznie zawsze obowiązkowo zupę.

Trzeba zatem obserwować własny organizm, a najlepiej robić notatki z tych obserwacji aby móc zdefiniować prawidłowości i poznać rzeczywiste potrzeby naszego ciała. Jeśli nie chce nam się pić i mamy normalną (nie wysuszoną) skórę nie ma konieczności katować się piciem wody na siłę. Pijmy wtedy gdy czujemy pragnienie.

Niemniej każdemu rekomenduję wypicie pierwszej szklanki wody tuż po przebudzeniu, gdyż w trakcie snu człowiek wypaca średnio właśnie tyle (wiem, że trudno w to uwierzyć). Taką szklankę wody w temperaturze pokojowej lub wręcz lekko ciepłej z dodatkiem połówki lub całej cytryny możesz pić w ciemno po obudzeniu się - twój organizm naprawdę jej potrzebuje a cytryna dodatkowo go zalkalizuje (zakwaszenie organizmu jest problemem absolutnej większości ludzi i prowadzi do wielu chorób cywilizacyjnych).

Warto również zaznaczyć, że przy odwodnieniu organizmu (wysuszeniu) picie czystej wody nie zawsze się sprawdzi, taka woda przeleci przez nas dosłownie, nie nawilżając nas wcale od wewnątrz. Wtedy warto sięgnąć po stare sprawdzone kompoty (bez rafinowanego cukru, ewentualnie z dodatkiem dobrej jakości miodu lub cukru nierafinowanego) lub świeżo wyciskane soki z dodatkiem siemienia lnianego, które zdecydowanie bardziej nas nawilżą.

Wiele osób myli głód z pragnieniem, w związku z tym sięga po jedzenie wtedy kiedy chce pić. Brzmi to trochę absurdalne, ale tak naprawdę dzieje się bardzo często. Dlatego, następnym razem gdy poczujesz, że masz ochotę coś przegryźć napij się wody i sprawdź czy Ci nie przejedzie po 15 minutach. 

Oprócz tych ogólnych wytycznych, jest jeszcze jedna dobra metoda ustalenia optymalnego dla nas poziomu płynów. Otóż część dietetyków zaleca obserwowanie własnego moczu, który zasadniczo powinien mieć kolor słomkowy. Kolor zbyt intensywny jest oznaką zbyt małego przyjmowania płynów, kolor zbyt jasny lub brak koloru oznacza, że pijemy za dużo.

Podsumowanie wink:

  1. Wyeliminuj spożycie słodzonych napojów (gazowanych i niegazowanych).
  2. Obserwuj potrzeby własnego organizmu w zakresie ilości przyjmowanych napojów i rób notatki.
  3. Następnym razem gdy powędrujesz do lodówki, zatrzymaj się i wypij szklankę wody. Poczekaj 15 minut i sprawdź czy Ci nie przeszło. 
  4. Sprawdzaj kolor swojego moczu, barwa słomkowa wskazuje na przyjmowanie płynów w optymalnej ilości.
  5. Jeśli czujesz się odwodniona/-y i masz wrażenie, że woda przelatuje przez Ciebie bez efektu nawilżenia wewnętrznego, sięgnij po domowe kompoty i świeżo wyciskane soki warzywne.

W kolejnym wpisie będzie o tym jaką wodę pić, to dopiero trudny temat smile. 

Zacznijmy od wody - cz. 2

Zacznijmy od wody - cz. 3

Share on Myspace
Dział: Pod lupą


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.