user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

niedziela, 04 październik 2015 00:00

Natto - japońska rewelacja antyzawałowa i wzmacniająca kości

relacja z samodzielnego wykonania

 

Cudowna witamina K2

O witaminie K2 mało który lekarz słyszał, tymczasem jest to jedna z kluczowych witamin dla zdrowia człowieka. Niewiele ma wspólnego z witaminą K, odpowiedzialną za krzepliwość krwi. K2 jest związana ze zdrowymi kośćmi i sprawną wieńcówką, czyli z prewencją osteoporozy i miażdżycy.

O K2 pisałam w tym artykule, ale przypomnę pokrótce o co chodzi. Otóż wchłanianie wapnia jest dosyć skomplikowaną sprawą. Mianowicie, wapń wydaje się być pierwiastkiem dosyć leniwym, a oznacza to, że usadawia się tam gdzie mu najwygodniej i najszybciej czyli niekoniecznie w kościach czy zębach. Stąd może być tak, że u jednej osoby wystąpi i zwapnienie narządów (osiadanie nadmiaru wapnia w tkankach miękkich) i typ II osteoporozy (m.in. z braku wapnia w kościach). To zjawisko jest wbrew pozorom bardzo częste i nosi nazwę „paradoksu wapnia”.

Zatem jeśli ktoś suplementuje się wapniem albo je dużo produktów z wapniem a do tego suplementuje się witaminą D lub dużo przebywa na słońcu (witamina D zwiększa wchłanianie wapnia) to zamiast wzmocnić kości może sobie wyhodować miażdżycę!

Wapń jest bowiem istotnym (twardym) składnikiem blaszki miażdżycowej.

Złe i skandaliczne są zalecenia większości dietetyków aby jeść więcej wapnia o ile wraz z taką wskazówką nie zaleci się suplementacji witaminą K2. Bowiem to właśnie K2 i tylko K2 ma tę właściwość, że kieruje wapń do kości i zębów (poprzez uaktywnienie osteokalcyny), ale także ma zdolność odprowadzenia już „osiadłego” wapnia czyli bezoperacyjnego leczenia miażdżycy (bliżej zainteresowanym polecam prace i artykuły dr Williama Davisa, który tak właśnie leczył swoich pacjentów). Moim zdaniem z dwojga złego lepiej w ogóle unikać produktów z wapniem niż jeść je bez witaminy K2. No chyba, że zawał komuś nie straszny.

K2 należy traktować jako element niezbędnej prewencji. W pewnym wieku prewencja antymiażdżycowa jest konieczna, a ten wiek jest dużo niższy niż się powszechnie wydaje, bo przy dzisiejszej diecie i stylu życia całkiem sporo 30-latków ma już zaawansowane zmiany miażdżycowe. Dlatego suplementację witaminą K2 trzeba zacząć dosyć wcześnie i najlepiej stosować ją stale lub okresowo (standardowo z witaminą D).

Jak to często bywa – nigdy nie jest tak, że jedna substancja jest dobra na to, innna tylko na tamto. I tak w przypadku witaminy K2 oprócz oczywistych korzyści antymiażdżycowych i wzmocnienia kości, wiele wskazuje na to, że działa ona również hamująco na niektóre nowotwory, np. płuc (japońskie badania), prostaty, krwi i wątroby. Jest niezwykle pomocna w leczeniu stwardnienia rozsianego, chorobie Alzheimera, reumatoidalnym zapaleniu stawów a nawet cukrzycy.

 

Dawki

Standardowa dawka dzienna K2-MK7 to 100 mikrogramów. Przy suplementacji witaminą D warto ją podwoić, a nawet potroić. Witaminę K2-MK7, tak jak witaminę D należy przyjmować z tłuszczami. 

 

Natto

Natto to japońska potrawa ze sfermentowanej soi, największe i najistotniejsze naturalne źródło witaminy K2-MK7. O K2-MK4 – drugiej formie witaminy K2 nie piszę celowo, bo ma krótki półokres rozpadu, co oznacza, że trzeba by przyjmować ją wielokrotnie w czasie dnia aby zachować odpowiednio wysoki poziom. Być może dlatego w Japonii choroby wieńcowe są zjawiskiem marginalnym.

Zaraz, zaraz. Jak jest możliwe, że K2-MK7 w naturze w istotnych ilościach występuję tylko w K2? – to było moje pierwsze pytanie gdy usłyszałam o K2. Bo czy matka-natura mogła się tak ograniczyć, do jednego w zasadzie produktu? I przyznam szczerze, że przez wiele miesięcy nie znałam na nie odpowiedzi. Aż tu nagle przeczytałam, że owady i robaki zawierają znaczące ilości K2. Bingo! To jest brakujące ogniwo! Obecnie, przynajmniej w naszej kulturze, mało kto robaki i owady traktuje jako pożywienie, ale przecież nie zawsze tak było. To było nasze naturalne źródło witaminy K2, z którego - w naszej części świata - dobrowolnie zrezygnowaliśmy (Azjaci nadal ze smakiem zajadają się owadami i robakami :-)).

Na marginesie dodam, że natto jest również cennym surowcem kosmetycznym. Kosmetyki – głównie w postaci serum do twarzy – w Azji kosztują krocie. Takie serum przeciwzmarszczkowe można wykonać samemu, dodając do porcji natto oczyszczonej wody oraz filtrując.

 

Eksperyment

Poniżej krótka relacja z mojego drugiego podejścia do natto. Pierwsze podejście już było, ale nie wyszło do końca (o czym za chwilę). Tak to z eksperymentami bywa, że rzadko wychodzą za pierwszym razem.

Korzystałam z instrukcji przygotowania natto z blogu badzweganinem.blox.pl, z tego artykułu. Wykonałam wszystko krok po kroku.

Do wyhodowania natto potrzebna jest soja (bio, każda inna jest genetycznie modyfikowana) oraz zarodniki bakterii B. subtilis. Z tym ostatnim jest najtrudniej, ja swój starter sprowadziłam z Japonii przez ebay.

Do utrzymania stałej temperatury soi 40 stopni razem skorzystałam z jogurtownicy, do której wstawiłam talerz z soją zaszczepioną bakteriami B. subtilis i podgrzewałam przez 24 h. Jest to zdecydowanie lepsze, wygodniejsze i oszczędniejsze rozwiązanie niż wybrany przy pierwszym podejściu piekarnik. Nie dość, że rachunek za prąd po 24-godzinnym podgrzewaniu soi w piekarniku był zauważalnie wyższy, to soja – pomimo przykrycia - bardzo mocno się wysuszyła, przez co była mało „śluzowata” i nie do końca miałam przekonanie czy witamina K2 w ogóle się w niej wytworzyła.

Tym razem – za pomocą jogurtownicy - wyszło. Wokół soi pojawiły się charakterystyczne, klejące niteczki – efekt fermentacji.

Eksperyment uważam za udany. Satysfakcja jest. Witamina K2 mg7 w lodówce na 10 dni dla całej rodziny również.

 

Jak stosować 

Konsystencję (vide zdjęcie pod tytułem) i zapach natto ma nieciekawe. Jednak staje się całkowicie akceptowalne a nawet smaczne jako wkładka do zupy. Na talerz nakładamy solidną łyżkę natto z górką i zalewamy zupą o temperaturze do 50 stopni (żeby nie zabić witamin, w tym cennej K2).

Jeśli nie jesteście aż tak ambitni, polecam Wam serdecznie suplementy K2-mk7 z natto :-) 

 

Podsumowując

Z samodzielnym wyrobem natto jest jednak sporo zachodu a dodatkowo jest to energetycznie kosztowne. Proces u mnie trwał łącznie – 43,5 godziny (18 h - namaczanie, 1,5 h - gotowanie na parze, 24 h - fermentacja). Nic dziwnego, że porządne suplementy K2-MK7 produkowane z natto (a nie syntetyczne) są drogie (w granicach 100 zł za 60 kapsułek wegańskich po 120 mg każda). Ponieważ zostało mi jeszcze trochę startera, pewnie jeszcze kiedyś go wykorzystam, bo mi szkoda wyrzucić, ale na co dzień zostaję jednak przy suplemencie. Jasne, że naturalne zawsze lepsze, ale w tym przypadku to jednak zbyt skomplikowane i uciążliwe.

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
poniedziałek, 28 wrzesień 2015 00:00

Zakwaszony żołądek – fundamentalna zasada dobrego zdrowia

Żołądek jako przyczyna wielu chorób, których nigdy z żołądkiem byś nie powiązał

 

W tym artykule opisywałam przypadek obniżonej wchłanialności składników odżywczych ze względu na zakażenie pasożytnicze. Drugą niezwykle częstą przyczyną złego wchłaniania jest niedokwaszony żołądek. Ta sprawa jest fundamentalna dla zdrowia, a piszę o niej dziś nie bez przyczyny.

Kilka dni temu bowiem doradzałam komuś z nadczynnością tarczycy wykonanie testu zakwaszenia żołądka. W przełożeniu na TCM nadczynność tarczycy najczęściej jest związana z niedoborem yin.  Niedobór yin to niedobór substancji, więc „na nasze” braki w organizmie. Jeśli osoba dobrze się odżywia i dba o to, co kładzie na talerz – a tak było w tym przypadku – podejrzenie pada na wchłanianie.

 

pH żołądka

Idealne pH naszego żołądka to 1-2,5. Kwas solny w żołądku ma za zadanie rozpuścić i strawić wszystko to co się tam dostanie. Na skutek wrodzonych predyspozycji (rzadko) i złej diety (najczęściej) poziom pH w żołądku rośnie i może przekraczać wskazane wyżej optymalne wielkości. I co się dzieje wtedy? Katastrofa. Ale o tym w szczegółach dalej.

Z węglowodanami i tłuszczami żołądek jeszcze  dać sobie radę, gdyż są one mówiąc w dużym uproszczeniu - stosunkowo lekkostrawne.

 

Trawienie białek

Problem zaczyna się przy białkach. Są one trudne do strawienia i wymagają dobrej pracy żołądka, tzn. dobrego jego zakwaszenia. A przecież białko to nie tylko mięso, ale i strączkowe, warzywa, zboża czy przetwory mleczne. Białka to najważniejsze elementy budulcowe wszystkich organizmów żywych. Są to wielkocząsteczkowe związki organiczne, w znacznej części zbudowane z aminokwasów. W uproszczeniu i dla lepszego zobrazowania – białka są często przedstawiane jako sznur korali, zaś aminokwasy jako poszczególne koraliki o różnej wielkości, kształtach i kolorach.

W procesie trawienia białka muszą być porozdzielane na pojedyncze aminokwasy, a dzieje się tak tylko pod wpływem kwasu solnego, pepsyny i innych substancji znajdujących się w odpowiednio zakwaszonym żołądku. Znamy 20 aminokwasów biogennych (czyli tych, z których zbudowane sa organizmy żywe). Spośród tych 20, 8 jest uważanych za aminokwasy niezbędne dla organizmu człowieka. Są to tzw. aminokwasy egzogenne, które muszą być człowiekowi dostarczone z pożywieniem, bo nasz organizm nie potrafi ich wytworzyć.*

 

Niestrawione białka a choroby

Te niezbędne dla naszego zdrowia aminokwasy wytworzą się tylko w dobrze zakwaszonym żołądku. Niedokwaszony żołądek oznacza, że nie będziemy mogli ich uzyskać czyli de facto poważne braki zagrażające naszemu zdrowiu. To z aminokwasów bowiem nasz organizm tworzy enzymy, hormony i inne substancje, co prowadzi nas wprost do konkluzji, że brak przyswajania pewnych aminokwasów ze względu na zbyt duże ph żołądka może prowadzić do problemów np. z hormonami

Taka np. insulina jest zbudowana z 21 aminokwasów w jednym łańcuchu i 30 w drugim!. Myślicie, że brak tylko jednego z tych aminokwasów będzie oznaczać, że insulina będzie słabsza czy też wolniej działać? Nie. Brak chociażby jednego aminokwasu będzie oznaczać, że insuliny po prostu nie będzie! 

Stąd prosty wniosek, że wszelkie choroby o podłożu hormonalnym mogą mieć początek w niedokwaszeniu żołądka i nieprzyswajaniu białek. Czy każda choroba związana z hormonami ma takie podłoże? Oczywiście, nie. Pewnie bywają i inne przyczyny.

Ale jest to zbyt ważny i istotny trop, żeby go zignorować. Tylko, że o zbadaniu poziomu zakwaszenia żołądka jako możliwej przyczynie choroby żaden, albo prawie żaden lekarz pacjentowi nie powie. Standardowe leczenie jest jak zwykle objawowe, albo przyjmuje się sztucznie hormony, albo – np. w przypadku nadczynności tarczycy – wypala, wycina, naświetla. Każde z tych działań jest drastyczne i nienaturalne oraz powoduje, że do końca życia jesteśmy uzależnieni od przemysłu farmaceutycznego (brrr.)

Nikt się nie pochyli nad zbadaniem przyczyn choroby. Rola świadomego pacjenta, cierpiącego na dowolną chorobę o charakterze przewlekłym to iście detektywistyczna praca, polegająca na szukaniu na własną rękę możliwych przyczyn choroby i ich usunięciu. W tej detektywistycznej pracy zbadanie swojego pH żołądka to jeden z pierwszych kroków, szczególnie, że jest to procedura stosunkowo łatwa (o czym dalej).

 

To jednak nie koniec

Wyobraźcie sobie kubeł z kwasem solnym i kawałek mięsa, który do niego wrzucacie. Co się dzieje? Mięso jest trawione, rozpada się i znika. Dodajcie teraz o proszku zasadowego do kwasu solnego i ponownie wrzućcie mięso. Albo nie dzieje się nic, albo mięso nie rozkłada się do końca. Niestrawione białko dostaje się do dwunastnicy i do jelita cienkiego i tam zaczyna gnić. Proces gnilny w jelitach to pożywka dla pasożytów wszelakiego rodzaju i kolejne poważne konsekwencje zdrowotne, takie jak spadek odporności, alergie a nawet nowotwory.

Co więcej, nie do końca strawione białko dostaje się w procesie wchłaniania do krwioobiegu a organizm traktuje je jako intruza, z którym trzeba walczyć. I nasz układ immunologiczny z takimi niestrawionymi białkami walczy, czego efektem może być alergia, egzema, astma, reumatoidalne zapalenie stawów i mnóstwo innych tzw. chorób degeneracyjnych. Jak widzicie lista potencjalnych chorób związanych z niedokwaszonym żołądkiem się powiększa.

Nieprawdopodobnie wielka ilość chorób autoimmunologicznych ale i innych tzw. cywilizacyjnych ma swoje podłoże w niedokwaszonym żołądku!

De facto każda choroba może mieć początek w niedokwaszonym żołądku!

Spektrum chorób wynikających z niedokwaszonego żołądka jest ogromne, od depresji (brak wydzielania serotoniny ze względu na niewchłanianie odpowiednich aminokwasów), poprzez bezsenność (brak wytwarzania melatoniny ze względu na niewchłanianie odpowiednich aminokwasów), anemię (brak wchłaniania żelaza) na zawale serca kończąc (wysoki poziom homocysteiny, wiązanej bezpośrednio z zawałami – o tym pisałam tu, na skutek braku przyswajania witaminy B12, B6 i kwasu foliowego w związku z niewytworzeniem odpowiednim aminokwasów). Notabene, ciekawa jestem, ile osób, które przeszło na dietę bezglutenową (mimo, iż nie chorują na celiakię), twierdząc, że bez glutenu lepiej się czują, ma po prostu niedokwaszony żołądek (gluten to przecież ciężkostrawne białko, które niestrawione może wywoływać objawy alergii).

 

Neutralizowanie kwasów żołądkowych czyli paranoja w czystej postaci

Większość ludzi choć raz w życiu miała zgagę nawet jeśli nie cierpi na chorobę refluksową. Zgaga to nieprzyjemne pieczenie w przełyku, wrażenie cofania się treści pokarmowej z żołądka w górę. I tak jest w rzeczywistości. Ze względu na fatalną dietę większości ludzi, problem zgagi jest dziś powszechny.

Co się wtedy standardowo robi? Zobojętnia kwasy żołądkowe zasadowymi proszkami i specyfikami typu Rennie. I pieczenia nie czuć.

Jest to działanie dokładnie odwrotne od tego jakie powinniśmy wykonać i skandalem jest to, że w reklamach za zgagę wini się „nadkwasotę”. Nic bardziej mylnego.Ale po kolei.

Pomiędzy żołądkiem a przełykiem znajduje się zawór (zdjęcie obok). Zawór ma z jednej strony przepuścić treść z przełyku do żołądka, z drugiej zaś – chronić przełyk przed wydostaniem się czegokolwiek z powrotem do przełyku. Zgaga (choroba refluksowa) polega na tym, że ów zwieracz się luzuje i soki z żołądka chlapią w górę na przełyk. A ponieważ przełyk nie jest przystosowany do spotkania z kwasem solnym – odczuwamy to jako pieczenie (wypalanie). I uwaga: im bardziej zakwaszony żołądek, tym mocniej zaciska się zwieracz. Im pH wyższe tym zwieracz bardziej się poluzowuje. Co to oznacza? Proszek zasadowy wpuszczony do żołądka jeszcze bardziej poluzowuje zwieracz i z żołądka na przełyk chlapie coraz bardziej tyle, że treścią o wyższym pH, której nie czujemy. Znów więc działamy tylko na przyczynę, pogłębiając problem. Przy zgadze, bardzo często wystarczy zakwasić żołądek aby się jej pozbyć, bo zwieracz mocniej się ściśnie. Popularne środki „przeciw zgadze” mogą nam doszczętnie zrujnować zdrowie, doprowadzając do pH w żołądku bliskiemu 5  czy nawet 7, a to już bardzo poważna sprawa.  

 

Jak sprawdzić poziom zakwaszenia żołądka

Profesjonalne sprawdzenie poziomu zakwaszenia może być wykonane u gastrologa. W warunkach domowych wystarczy procedura podana poniżej, która ma blisko 96% dokładność.

Bierzemy pół łyżeczki sody oczyszczonej i lejemy na nią odrobinę octu jabłkowego domowego lub kupnego wysokiej jakości. Powinna się intensywnie pienić, jeśli piany nie ma oznacza to, że soda jest stara i straciła swoje właściwości; trzeba ją wyrzucić i kupić nową.

Następnie w 150 ml. wody rozpuszczamy łyżeczkę aktywnej sody oczyszczonej (w przypadku dzieci – pół łyżeczki) - nie tej zmieszanej z octem tylko świeżej, bierzemy stoper do ręki i pijemy tę mieszankę na czczo. Po wypiciu włączamy stoper i sprawdzamy kiedy nam się odbije (beknie). Soda w połączeniu z kwasem solnym wytwarza dwutlenek węgla, stąd odbicie. Jeśli stężenie kwasu solnego będzie niewystarczające odbicie nastąpi późno lub wcale.

Czasy „odbicia”

  • do 40 sekund po wypiciu: nadkwasota (im bliżej 40 sekund tym mniejsza)
  • 40- 90 sekund po wypiciu: dobre zakwaszenie
  • 90-180 sekund po wypiciu: słabe zakwaszenie (im bliżej 180 sekund tym gorzej)
  • powyżej 180 sekund lub wcale – bardzo źle

 

Jak zakwasić żołądek

Jeśli zakwaszenie naszego żołądka jest słabe należy stosować następujące zasady:

  • 15 min. przed posiłkiem wypić łyżkę octu jabłkowego rozpuszczonego w niewielkiej ilości wody
  • za wyjątkiem powyższego „zakwasacza“ nie pić 30 min. przed posiłkiem i 1,5 h. po posiłku, aby nie rozcieńczać dodatkowo kwasów i enzymów (rzadko jadam w restauracjach i na mieście, ale gdy już to się zdarzy za każdym razem kelnerki są zdziwione, że nie zamawiam napojów ani przed jedzeniem, ani po – doprawdy nie wiem dlaczego w lokalach gastronomicznych standardowo oczekuje się, że tuż przed jedzeniem rozwodnisz sobie soki żołądkowe :-))
  • żuć jedzenie do papki (wg. TCM każdy kęs powinno się przeżuć min. 20 razy) 
  • jeść powoli, nie śpiesząc się, przy stole, na siedząco, broń Boże czytając, przeglądając komórkę czy patrząc w telewizor,
  • dodawać szczyptę soli himalajskiej do wody, którą pijemy (bliżej pisałam o tym tu)
  • stosować gorzkie zioła na trawienie

Jeśli problem z zakwaszeniem jest poważny (odbicie pow. 180 sekund), warto rozważyć zakup preparatu pod nazwą betaina hcl. Jest to kwas solny i pepsyna w kapsułce, które przyjmuje się w trakcie posiłku. Sposób dawkowania warto ustalić z kimś kompetentnym, ale raczej są to spore dawki (nawet 5-6 kapsułek do posiłku, w zależności od producenta). Z czasem, gdy pH naszego żołądka się ustabilizuje – dawki będzie można coraz bardziej obniżać. 

Po zakwaszeniu żołądka w wielu przypadkach jak ręką odjął znikają objawy bardzo poważnych chorób. W moim przekonaniu w leczeniu każdej choroby przewlekłej (nowotwory nie są tu wyjątkiem) zbadanie pH żołądka i ewentualne jego obniżenie są jedną z pierwszych rzeczy jakie należy sprawdzić. Zróbcie ten test koniecznie, a wyniki mogą Was zaskoczyć.

* Do aminokwasów niezbędnych zaliczamy: lizynę, metioninę, treoninę, leucynę, izoleucynę, walinę, tryptofan i fenyloalaninę.

Share on Myspace

wtorek, 04 sierpień 2015 00:00

Jesteś tym co jesz - hasło nie zawsze prawdziwe 

Gdy dajesz sobie to co najlepsze, a okazuje się, że karmisz wroga

 

Jesteś tym czym jesz – to hasło zawsze mi się podobało i rzeczywiście jakość nas w dużej mierze zależy od jakości tego co serwujemy sobie na talerzu.

Ale od strony szczegółów niestety nie jest to już tak oczywiste. Za to bowiem, co z wartości odżywczych zawartych w spożywanym pokarmie ostatecznie do nas trafi i nas zbuduje i wzmocni odpowiedzialne jest wchłanianie. Jeśli wchłanianie szwankuje – możesz się żywić najlepiej na świecie, a niewiele to da, a możesz wręcz mieć znaczące niedobory.

Przypadek, z którym miałam do czynienia ostatnio: kobieta, lat. 60, dosyć wysoki poziom homocysteiny (ok. 18, dla przypomnienia homocysteina pow. 8 powinna już być sygnałem alarmowym. Bliżej o homocysteinie pisałam tu). Zmieniła dietę, wykluczyła pieczywo, znacząco schudła, przez 3-4 miesiące suplementowała witaminę B12, B6 i kwas foliowy, co jak wiadomo jest najskuteczniejszym sposobem na obniżenie poziomu homocysteiny. Po 4 m-cach kolejne badanie wykazało wzrost homocysteiny do 23! Co to oznacza? Czy oznacza to, że witamina B12, B6 i kwas foliowy nie obniżają poziomu homocysteiny? Nie. To oznacza, że najprawdopodobniej z jakiegoś powodu organizm nie przyswajał tych witamin z suplementów. Przypomina to sypanie pasku do worka z dziurą i dziwienie się, że piasku jest coraz mniej. 

Przyczyn złego wchłaniania jest dużo i trudno od razu stwierdzić co w tym przypadku na to wpłynęło. Pierwszym wytłumaczeniem może by sam suplement. To niestety ma znaczenie czy witamina B12 kosztuje 3,49 zł czy 149 zł. Ta pierwsza w formie tabletki (pomijając fakt, że ma w składzie dosyć dużo różnych niepotrzebnych świństw), charakteryzuje się wchłanialnością na poziomie w najlepszym razie kilku procent, żeby był jakiś efekt trzeba by łykać jej tak dużo, że grozi nam zatrucie dodatkami upchanymi w tabletce).

No dobrze, ale akurat w omawianym przypadku kobieta nie oszczędzała na jakości suplementu. Jakie zatem mogły być inne przyczyny niskiej wchłanialności?

Podejrzewaną przeze mnie przyczyną jest rozrost pasożytów w przewodzie pokarmowym.

O florze bakteryjnej i jej fundamentalnym znaczeniu dla naszej odporności (czytaj: zdrowia) pisałam tu. Gdy na skutek błędnej diety, stosowania używek lub mocnych chemicznych leków dojdzie do zaburzeń flory bakteryjnej, przewagę zyskują „niechciani goście”.  Mamy wówczas do czynienia z infekcją pasożytniczą, która może wywoływać mniej lub bardziej dokuczliwe objawy (całą gamę, z których najczęstsze to egzemy, alergie i bóle/wzdęcia w jamie brzusznej).

Główne rodzaje infekcji pasożytniczych to:
  • zakażenia bakteryjne – np. gronkowcem złocistym, paciorkowcami, chlamydiami
  • zakażenia grzybiczne (w tym drożdżakowe) – tu niewątpliwą „gwiazdą” jest candida albicans
  • zakażenia robakami  - np. tasiemcami, owsikami, włosogłówkami, glistami ludzkimi, przywrami itp.
  • zakażenia pierwotniakami – np. lamblią, toksoplazmą itp.

Nie będę ich tu opisywać szczegółowo, w Internecie jest dużo rzetelnych informacji na ten temat a nawet można sobie obejrzeć obrzydliwe filmiki dosadnie pokazujące co się może zalegnąć w nas (nie polecam przed obiadem ani tuż po).

Najgorsze jest to, że ci nieproszeni goście nierzadko wydostają się z przewodu pokarmowego do wewnątrz organizmu wędrując krwią lub limfą do różnych zakamarków naszego ciała, co może zakończyć się tragicznie.

Czym żywią się pasożyty?

Nami. Lubią to co my. Cukier, mąkę, skrobię, tłuszcze. Uwielbiają witaminy i suplementy wzmacniające. Podbierają nam to co najlepsze, w ten sposób nie starcza dla nas.

Skala zakażeń pasożytniczych jest tak duża, że osobiście uważam, że raz w roku, nawet bez wykonywania żadnych badań warto przeprowadzić naturalne odrobaczanie i odgrzybianie, chociażby profilaktycznie.

Jeśli macie w domu zwierzęta a ich regularnie nie odrobaczacie, pewność, że macie pasożyty jest bliska 100%. Wśród osób cierpiących na choroby degeneracyjne (rak, stwardnienie rozsiane, Alzheimer) w ciemno można zakładać zakażenia pasożytnicze, szczególnie w postaci grzybic.

Wracając do omawianego przypadku, badania wykazały znaczący rozrost drożdżowców, być może odpowiedzialnych za nieprzyswajanie witaminy B12. Składa mi się to w całość, bo pacjentka jakiś czas temu zaczęła pić w bardzo dużych ilościach kombuchę (po znalezieniu w Internecie informacji o jej cudownych właściwościach prozdrowotnych). Kombucha zaś to sfermentowany napój z herbaty, a fermenty, choć w normalnych warunkach zdrowe i wskazane, przy zakażeniu drożdżakami mogą znacznie pogorszyć nasz stan.

Pacjentka jest teraz w trakcie przepisanej przeze mnie kuracji przeciwpasożytniczej i liczę na to, że po jej zakończeniu jej wchłanialność znacząco się poprawi i pociągnie za sobą spadek homocysteiny. Wydaje się bowiem, że do tej pory – pomimo w miarę dobrego żywienia i suplementacji -  to co cenne trafiało do intruzów.

Jak się pozbyć nieproszonych gości?

Jest bardzo dużo skutecznych, naturalnych metod pozbywania się pasożytów. Na rynku można spotkać dobrej jakości gotowe preparaty naturalne, ich cena jest jednak dosyć wysoka.  Warto sobie przy tym uświadomić, że najważniejsza w kuracji jest dieta a nie preparaty (które mają charakter pomocniczy) i bez właściwej diety żaden najdroższy nawet preparat nie pomoże, z właściwą zaś dietą – preparaty takie nie są niezbędne i można je zastąpić tanimi, naturalnymi odpowiednikami.

W kolejnym wpisie przedstawię prostą kurację przeciwpasożytniczą do samodzielnego przeprowadzenia w domu.

Share on Myspace
Dział: Kuracje
czwartek, 06 sierpień 2015 00:00

Program zwalczania pasożytów

 

W poprzednim wpisie podkreślałam konieczność regularnego odrobaczania się i oczyszczania z pasożytów. Przed przystąpieniem do kuracji koniecznie przeczytajcie tamten tekst.

Prezentowana przeze mnie dieta jest prosta, ale nie jest łatwa. Jak to zwykle bywa, najtrudniejsze są pierwsze 3 dni. Jeśli ktoś ma kilka kilo za dużo, na pewno przy okazji je straci, bez głodzenia się. Poniżej przedstawiam omówienie jej zasad, zaś na końcu artykułu znajdziecie „bryk” w pdf-ie z najważniejszymi informacjami do wydrukowania i przypięcia na lodówce jako ściągawki.

 

Podstawowe założenia kuracji:

Codziennie rano jako śniadanie jemy 1/3 filiżanki nierafinowanego (brązowego) surowego ryżu – ryż żujemy tak długo, aż zamieni się w płyn i wtedy go połykamy. Osoby ze słabymi zębami mogą ryż moczyć przez noc w wodzie, wówczas rano będzie miększy. Uwaga na takie śniadanko trzeba przeznaczyć minimum 20-30 min,  – tyle czasu żuje się ryż. Jest to podstawa diety, element którego niczym nie zastąpimy. Ryż spożyty w takiej postaci ma niezwykłe zdolności „wymiatania” zaległych w przewodzie pokarmowym gnijących resztek i pasożytów. Po zjedzeniu ryżu należy odczekać min. 3 godz. do następnego posiłku. Pyszne toto nie jest, ale można się przyzwyczaić i podejść do tego z humorem

15 min przed obiadem i kolacją pijemy łyżeczkę octu jabłkowego (ma to dokwasić żołądek i zapewnić prawidłowe trawienie) – jeśli źle znosisz ocet – zmniejsz dawkę, w ostateczności – jeśli nie jesteś w stanie pić octu – zrezygnuj z niego

2x dziennie pomiędzy posiłkami (min. 1 h po posiłku) zażywamy 5 kropli olejku oregano – olejek ten ma wybitnie przeciwgrzybiczne działanie. Do kupienia jest wiele preparatów (zwykle sam olejek oregano to ok. 20% składu, reszta to oliwa z oliwek i to jest całkowicie normalne, nie należy się przejmować, że olejku oregano jest w preparacie tylko 20%). Olejek można rozpuścić w szklance wody i wypić, ale łatwiej jest zaaplikować go sobie bezpośrednio na język i szybko popić wodą - ważne przy tym jest, aby była to tylna a nie przednia część języka. Sprawdźcie jak „smakuje” ten olejek podany z przodu języka a jak na jego tylnej części a zrozumiecie o co chodzi i jak działają kubki smakowe

Spożywamy 1 ząbek surowego czosnku dziennie (najlepiej z obiadem) – osoby, którym surowy czosnek źle robi mogą zastąpić go preparatem w kapsułkach

Jemy niewielką ilość kapusty kiszonej (łyżkę) do obiadu

Dodajemy prażone pestki dyni do obiadu lub kolacji (pestki dyni to świetny produkt przeciwpasożytniczy, jednak bezwzględnie muszą być uprażone, gdyż można na nich często spotkać bakterię coli)

Absolutnie nie wolno podjadać między posiłkami, bo rozwala to cały program!

Przed spaniem pijemy napar z mieszanki przeciw robakom lub z bylicy pospolitej/ piołunu – na rynku są również dostępne gotowe, gorzkie mieszanki na robaki, ale w zasadzie każde gorzkie zioła będą dobre

Przyjmujemy probiotyki i prebiotyki między posiłkami (szczególnie L. sporogenes i B. laterosporus)

Pijemy jedną łyżkę nierafinowanego oleju lnianego do obiadu

Dokładnie przeżuwamy jedzenie (b. ważne!)

Jest to dieta na której, nie wolno się przejadać, jemy absolutne minimum, w przypadku b. silnego głodu można zjeść marchewkę

Surowe warzywa moczyć przez 15 min. w roztworze octu jabłkowego (1 łyżka stołowa na 4 l wody) – usuwa pasożyty z warzyw

Odrobaczyć zwierzęta domowe, inaczej kuracja będzie krótkotrwała

Należy jeść o stałych godzinach!

 

Wykluczamy:
  • cukier pod każdą postacią (w tym miód). Dozwolona jest niewielka ilość stewii w liściach

  • węglowodany złożone (chleb, mąka, zboża, gotowany ryż i kasze, płatki śniadaniowe i ziemniaki). Dozwolona jest niewielka ilość kaszy jaglanej i gryczanej
  • surowe orzechy, migdały i pestki słonecznika (dozwolona jest niewielka ilość uprażonych lub ugotowanych)
  • owoce
  • nabiał (w tym sery)
  • mięsa, szczególnie czerwone
  • sól (dozwolona jest szczypta himalajskiej)
  • suplementy (które wzmacniają pasożyty), wyjątkiem jest chlorella, spirulina i zielony jęczmień

 

Dieta oparta jest na:
  • niewielkich ilościach kaszy jaglanej i gryczanej
  • grzybach (wszelkich)
  • podgotowanych kiełkach (potrafią być istną kopalnią pasożytów)
  • fasolkach adzuki i mung
  • w zasadzie wszystkich warzywach, a szczególnie burakach, marchwi, kapuście, porze, cebuli, chrzanie, cukinii, bakłażanie, kalafiorze, brokułach, selerze itp.
  • awokado (nadaje się do wszelkich past i jest bardzo sycące)
  • jajkach
  • soczewicy
  • dla wybitnych mięsożerców dozwolona jest niewielka ilość mięsa, bardzo dobrze ugotowanego raz na 5 dni
  • przyprawach: koper włoski, goździki, pieprz kajeński, szałwia, imbir, chrzan, tymianek
  • kelpie i innych wodorostach (odbudowują odporność)
  • napojach: woda, napary z pokrzywy, napar ze świeżej szałwii, czystek, zielony jęczmień, napar z pau d'arco (lapacho) - b. dobrze zwalcza drożdżowce

  

Plan posiłków:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu. Należy rzuć go tak długo, aż zmieni się w płyn

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – wybrane danie + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa (np. zupa krem)

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Przykładowy jadłospis:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu.

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – guacamole + placuszki gryczane + zapiekana cukinia nadziewana kaszą jaglaną i pieczarkami + surówka z marchewki + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa krem z kalafiora posypana pietruszką i prażonymi pestkami dynii

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Harmonogram:

Dietę stosujemy przez 10 dni, po których robimy 5 dni przerwy (jemy normalnie) po czym kontynuujemy kurację. Owe 5 dni przerwy wynika z cyklu rozwoju pasożytów, w tym czasie mają się wylęgnąć z larw kolejne osobniki, które my w kolejnym 10-dniowym cyklu zniszczymy. Minimalna kuracja to 3 x po 10 dni kuracji z dwoma 5-dniowymi przerwami pomiędzy – łącznie 40 dni. Przy znaczących zakażeniach pasożytniczych kuracja może trwać nawet 3x dłużej. W normalnych przypadkach proponuję zrobić normalny cykl, czyli 10+5+10+5+10.

Jeśli jesteście zdecydowani, mam dla Was tutaj powyższy program spisany w pigułce do wydrukowania i powieszenia na lodówce.

 

Kiedy?

Najtrudniejszym okresem przeprowadzania oczyszczania jest lato, bo wtedy dary natury w postaci owoców sezonowych kuszą nas zewsząd (i słusznie) a w czasie kuracji owoce są wykluczone (bo pasożyty lubią je równie bardzo jak my). Jeśli jednak nasz stan jest poważny i potrzebujemy szybkiego odrobaczania trzeba działać latem, a owoce jeść tylko w 5-dniowych okresach przerwy.

Korzystnie jest przeprowadzać kurację jesienią, kiedy owoce sezonowe już się skończyły, natomiast jest jeszcze dostępnych sporo warzyw, stanowiących podstawę tej kuracji. Zimą czy na wiosnę jest już tak niewiele z poprzedniego sezonu, że dużo trudniej będzie nam przygotować urozmaicone i atrakcyjne posiłki.  

 

Wypróżnienia:

Jak przy każdej kuracji oczyszczającej niezwykle ważną kwestią są regularne wypróżnienia. Ponieważ zmieniamy sposób jedzenia może dojść do zatwardzeń i nie jest to nic niezwykłego. Jednak w takiej sytuacji konieczne trzeba sobie pomóc (np. łyżką oleju rycynowego na noc). Długotrwałe zatwardzenia (powyżej 1 dnia) mogą doprowadzić do wtórnego zakażenia toksynami uwalniającymi się z zabitych/ uszkodzonych pasożytów, których nie wydaliliśmy (tzw. reakcja Hexheimera). Dlatego trzeba o regularne wypróżnianie szczególnie zadbać.

 

Skutki uboczne:

Chwilowe pogorszenie się stanu zdrowia (np. bóle głowy, swędzenie ciała, wypryski, pobolewanie wątroby, odczucie zasysania w żołądku/jelitach itp.) to normalne reakcje ozdrowieńcze i należy przyjąć je z wdzięcznością, bo oznaczają, że organizm intensywnie czyści się z pasożytów.

 

POWODZENIA!

UWAGA: dieta przeprowadzana może być przez osoby względnie zdrowe, przy poważniejszych chorobach - tylko pod nadzorem doświadczonego lekarza lub naturoterapeuty. Dieta została opracowana na podstawie Paula Pitchforda „Healing with Whole Foods: Asian Tradition and Modern Nutrition” („Odżywianie dla zdrowia: Tradycje wschodnie i nowoczesna wiedza o żywieniu”).

Share on Myspace
Dział: Kuracje
poniedziałek, 16 marzec 2015 00:00

Suplementować się czy nie - oto jest pytanie

 

Temat jest trudny i złożony, i to bardzo. Rynek suplementów wszelkiego rodzaju przeżywa prawdziwy boom, jednocześnie gdzieś tam wewnątrz dużo osób czuje, że suplementacja nie jest naturalna i zdrowy człowiek powinien całość witamin i minerałów czerpać z pożywienia. Zwolennicy suplementacji powtarzają jak mantrę, że dzisiejsza gleba jest tak wyjałowiona, że nie jest w stanie dostarczyć nam w warzywach i owocach wystarczającej ilości witamin i minerałów. Przeciwnicy suplementacji twierdzą, że nawet jeśli gleba nie jest tak dobra jak była kiedyś to i tak przy racjonalnym odżywianiu się i zdrowym trybie życia nie ma konieczności uzupełniania czegokolwiek. 

 
Temat trudny, bo ... 

Kwestia, jak już pisałam powyżej, jest bardziej skomplikowana. Przyjrzyjmy się dlaczego.

1.    Duże „minimum” na start

Do zdrowia potrzebujemy codziennie ok. 60 minerałów i 16 witamin (plus 12 rodzajów białka i 2 rodzajów niezbędnych kwasów tłuszczowych). To samo w sobie jest już znaczącą komplikacją. Zapewnienie odpowiedniego poziomu takiej ilości minerałów i witamin jest już wyzwaniem samym w sobie, nie mówiąc o tym jak może być deprymujące smile. Zbadanie poziomu wszystkich tych minerałów i witamin kosztuje majątek, niektórych w ogóle nie da się zbadać w Polsce. To powoduje, że trochę poruszamy się po omacku i zgadujemy co mogłoby nam pomóc.

2.    Normy

Wydaje się nam czasem, że żyjemy w świecie, o którym wiemy bardzo dużo. Nic bardziej mylnego. Tzw. normy poziomów różnych substancji w naszym ciele są niestety często ustalane bez solidnych badań (vide normy cholesterolu). To powoduje, że po pierwsze tzw. „normy” pomiędzy poszczególnymi laboratoriami są różne, a po drugie, że co rusz w świecie naukowym słychać o zawyżonych, albo zaniżonych standardach. Ostatnio coraz częściej mówi się o zaniżonych normach witaminy C. W skrajnej sytuacji może więc być tak, że z Tobą wszystko w porządku, ale ponieważ „normy” są niewłaściwie ustalone, zaczniesz się niepotrzebnie suplementować. Wydaje się również, że różnice osobnicze mogą usprawiedliwiać odchylenia od normy, a nawet znaczące odchylenia u całkowicie zdrowych osób. Mało jeszcze wiemy na ten temat.

3.    Gleba

O ile warzywa i owoce same wytwarzają niektóre witaminy, nie są one jednak w stanie wytworzyć żadnych minerałów. Jeśli chodzi o zawartość minerałów w warzywach i owocach, wyznacza ją gleba i tylko gleba. Innymi słowy „co w ziemi to w warzywach/ owocach”. A więc o ile nie mamy własnego ogródka i sadu, nie wiemy praktycznie nic o wartościach mineralnych tego co spożywamy. W dzisiejszym świecie uprawy intensywnej a nie ekstensywnej (masowego stosowania sztucznych nawozów i środków ochrony roślin, aby zwiększyć plony) doprawdy wielką niewiadomą jest to, co znajduje się w warzywach i owocach spożywanych przez nas, o ile nie pochodzą z upraw organicznych.

4.   Predyspozycje indywidualne.

Dwie osoby żywiące się dokładnie tak samo mogą mieć kompletnie inne wskaźniki witamin i minerałów (np. u jednej występują braki pierwiastków a u drugiej nie). Przyswajalność jest cechą indywidualną i mało jeszcze na ten temat wiemy. Jest to na pewno kwestia wysoce złożona i związana z wieloma czynnikami. Jeśli u kogoś występuje problem z przyswajalnością jakiegoś typu minerału czy witaminy (mimo, iż spożywa go w jedzeniu) to suplementacja niewiele zmieni, a wręcz będą to pieniądze wyrzucone w błoto. W takim przypadku należałoby sięgnąć do przyczyny tzn. zastanowić się co może blokować wchłanianie.

5.    Przyswajalność.

Nawet jeśli wiemy, że brakuje nam jakiejś witaminy czy pierwiastka i decydujemy się na jego suplementację, niestety sama suplementacja nie będzie gwarancją sukcesu, tzn. nie zapewni przyswojenia i utrzymania poziomu danego pierwiastka czy witaminy w organizmie. Tu znów przyczyn może być niezwykle dużo, chociażby to, z czym suplement podajemy (np. dla wchłaniania niektórych witamin potrzebny jest tłuszcz, grejpfrut blokuje wchłanianie niektórych substancji, wapń nie wchłonie się bez wystarczającego poziomu magnezu itp., jest tego naprawdę dużo), w jaki sposób podajemy (niektóre pierwiastki zdecydowanie łatwiej wchłaniają się transdermalnie, czyli przez skórę niż doustnie, jaki jest stan naszego przewodu pokarmowego (np. niedokwaszony żołądek może uniemożliwić wchłonięcie niektórych witamin i minerałów), o jakiej porze dnia podajemy (niektóre pierwiastki, np. magnez wchłaniają się znacznie lepiej rano a prawie wcale wieczorem, inne zaś z kolei - np. chrom – odwrotnie), jaka jest wysokość dawki, jak długo podajemy preparat, jakie leki przyjmujemy i wiele, wiele innych czynników, z których część nadal jest dla nas wielką niewiadomą.

6.    Złożone zależności.

Pierwiastki i minerały stanowią skomplikowany i wzajemnie zależny układ. Są takie pierwiastki, które nie wchłoną się bez obecności innych (tzw. synergiści) np. jod bez selenu czy wapń bez magnezu. Są witaminy, które najlepiej wchłaniają się w połączeniach (np. B12 z B6 i kwasem foliowym). Są też takie, których nadmiar wypycha z organizmu inne pierwiastki (tzw. antagoniści). Przykładowo chlor, fluor i brom są antagonistami jodu, gdy pierwszych trzech będziemy mieli za dużo, odnotujemy niedobór jodu. Tak się tłumaczy powszechnie obecnie występującą niedoczynność tarczycy (fluor w wodzie i pastach do zębów, chlorki w serach i innych produktach żywnościowych). Jeśli się suplementujemy danym pierwiastkiem a jednocześnie cały czas dostarczamy sobie jego antagonistów, skutki nie będą satysfakcjonujące.

7.    Jakość suplementu.

suplements1Wreszcie nie bez znaczenia pozostaje jakość samego suplementu. Najlepsze są suplementy naturalne a nie syntetyczne czyli te, których główny składnik jest pochodzenia naturalnego (organicznego) w 100%. Ważne jest aby czytać skład na etykiecie, bo samo określenie na pudełku „naturalny” może odnosić się do innego składnika, nie tego, o który nam chodzi. Ponadto istotne jest by producent był uznaną firmą, najlepiej jeśli składniki roślinne miały pochodzenie organiczne a suplement nie zawierał zbędnych dodatków chemicznych, ulepszaczy, polepszaczy itp. Innymi słowy sprawdzamy zawsze ile „cukru w cukrze” i wybieramy te wyższe wskaźniki. Ponadto wiele wskazuje na to, że ogólnie lepiej wchłaniane są preparaty w kapsułkach niż w tabletkach.

Innymi słowy, jest trudno, przy czym to co napisałam powyżej jest zaledwie zasygnalizowaniem złożoności tematu i na pewno go nie wyczerpałam. Pewnie można by do tego dorzucić kolejnych 15 stron istotnych informacji. 

 

Czy zatem suplementować się czy nie? I jak robić, żeby było dobrze?
  • Po pierwsze nie traktujmy suplementacji jako automatycznej konieczności. Myślę, że i w dzisiejszych czasach są osoby, które ze względu na swoje predyspozycje, wiek, sposób odżywiania, styl życia, miejsce zamieszkania, itd. nie wymagają żadnej suplementacji.
  • Jeśli nie należymy do tych wybrańców i zdecydujemy się na suplementację, róbmy to z głową. Jestem zdecydowaną przeciwniczką przyjmowania suplementów uniwersalnych (od A do Z), które mają dostarczać nam wszystkiego po trochu. Nie wiemy bowiem czego nam potrzeba i w jakich dawkach oraz w jakim towarzystwie. Takie „wszystkiego po trochu” może nam wręcz zaszkodzić. Sprawa jest wysoce indywidualna i w zasadzie dopiero po wykonaniu badań można decydować się na suplementację konkretnych witamin czy minerałów. Pełne badanie pierwiastkowo-witaminowe będzie kosztować majątek. Raczej należy obserwować swój organizm, włosy, paznokcie, skórę i robić badania pod kątem konkretnych objawów wiązanych z niedoborami danego pierwiastka czy witaminy (np. skurcze-zbadać magnez, cynk – słabe gojenie się ran itd.). Jeśli zaś nic Ci nie dolega ciesz się tym zamiast wydawać pieniądze na badania.

  • suplements4

    Jeśli jednak nie wszystko wygląda dobrze, zrobiłaś/-eś badania i wyszło Ci, że masz niedobory witamin i minerałów, to co powinnaś/-ieneś zrobić w pierwszej kolejności do odpowiednio zmodyfikować dietę. To jest podstawowe, naturalne i zdrowe rozwiązanie. Czasem może się to wiązać z koniecznością sięgnięcia po mięso. Jak pisałam, o ile w kwestii witamin zrobić to można stosunkowo łatwo, to jeśli chodzi o pierwiastki – nie wiemy ile i czy w ogóle jest ich obecnych w danej marchewce, buraku czy pietruszce. Dlatego przy znacznych niedoborach rozsądnym wyjściem będzie sięgnięcie po dobrej jakości suplementy. O ile jest taka możliwość najlepiej wybierać suplementy naturalne z jak najmniejszą ilością substancji pomocniczych (antyzbrylających, zbrylających, barwiących itp.) Zwykle są one znacznie droższe od suplementów syntetycznych. Np. suplement witaminy K2 nk7 będzie wyciągiem z prawdziwego natto, suplement witaminy C – wyciągiem np. z aceroli itp.

  • Złota zasada mówi, że suplement powinno się przyjmować min. 2 m-ce a optymalnie 3 m-ce. Po tym okresie warto zrobić przerwę i spojrzeć na kondycję włosów i skóry a najlepiej znowu wykonać badania i sprawdzić czy poziomy się podwyższyły. Jeśli nie, albo nie znacznie trzeba szukać przyczyn tak słabego wchłaniania (słabej jakości preparat? dysbioza?, antagoniści? inne?) 

 
Częste wzorce do suplementacji 

Tak jak pisałam sprawa jest wysoce indywidualna i każdy przypadek jest inny, ale jeśli miałabym poczynić pewne uogólnienia w oparciu o powtarzają się dosyć często wzorce to:  

Witamina D3. W okresie jesienno-zimowym (XI-IV) w naszej strefie klimatycznej 99% ludzi ma niedobory witaminy D3. Witamina ta jest obecna w pożywieniu w niewielkim (niewystarczającym) stopniu, zaś głównie jest syntetyzowana w skórze pod wpływem promieni słonecznych. Znaczenie tej witaminy, przez wiele lat niedocenianej, jest   kluczowe nie tylko dla prawidłowego rozwoju układu kostnego, ale i dla wielu innych układów takich jak neurologiczny, mięśniowy a nawet hormonalny. Wiele badań wskazuje również na związek niedoborów witaminy D3 z chorobami nowotworowymi, stwardnieniem rozsianym i niektórymi innymi chorobami degeneracyjnymi. Przez wiele lat dostępna wyłącznie na receptę, teraz widzę, że można ją dostać i bez recepty, myślę, że w okresie zimowym w naszej strefie klimatycznej można by ją uzupełniać w kroplach wręcz z automatu. Natomiast osoby, które nie wystawiają się na promienie słońca i stosują filtry słoneczne (co też jest pewną skrajnością związaną z demonizowaniem słońca) powinny suplementować witaminę D3 również w okresie letnim.

Witamina K2. O ile witamina D3 jest gwarantem wchłaniania wapnia, to witamina K2 jest strażnikiem jego właściwego umiejscowienia w organizmie. Bo niestety bywa tak, że po podaniu witaminy D3 wapń się super wchłania, ale wędruje nie do kości lecz do tkanek miękkich, np. tętnic. Innymi słowy można mieć i osteoporozę i zwapnienie tętnic oraz innych organów w tym samym czasie, co jest zwane w środowisku medycznym „paradoksem wapnia”. Tak więc suplementacja witaminą D3 wymaga podania również witaminy K2, w przeciwnym razie możemy sobie zrobić krzywdę, z wyhodowaniem miażdżycy włącznie. O witaminę K2 przeciętnego polskiego lekarza nie ma co pytać, co najwyżej słyszał coś o witaminie K1, która z witaminą K2 niewiele ma wspólnego. Witamina K2 w naturze występuje w niewielkich ilościach z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem jest natto, japoński przysmak ze sfermentowanej bakteriami bacillus subtilis soi (oczywiście nie modyfikowanej genetycznie). Jeśli ktoś regularnie jada natto, witaminy K2 może nie suplementować J Uroda natto jest taka, że ma nieciekawą konsystencję i nieciekawy zapach, przy czym wyrażam się tu eufemistycznie J. Notabene, bakterie bacillus subtilis dotarły do mnie w tamtym tygodniu wprost z Japonii, więc w tym tygodniu czeka mnie pierwsze podejście do natto, co oczywiście opiszę na blogu. Jeśli ktoś natto robić nie chce pozostają mu dobrej jakości suplementy K2 nk7 z natto.

Witamina C. Witamina C na co dzień powinna być dostarczana w pożywieniu, natomiast w okresie choroby czy osłabienia, zdecydowanie suplementowana. Ma ona bowiem taką właściwość, że bardzo szybko spada do zera, gdy chorujemy. Z tego powodu poziomu witaminy C nie ma sensu badać we krwi, gdyż może się on zmieniać dosłownie z godziny na godzinę. Witamina C w okresach osłabienia i choroby podawana w dużych dawkach (znacznie przekraczających tzw. normy) ma tak spektakularne działanie, że nawet nazwa „witamina” wydaje się nieadekwatna, działa ona wręcz jak cudowny, uniwersalny środek odżywczy, który potrafi wyleczyć choroby uznawane za nieuleczalne. Znane i udokumentowane są np. przypadki wyleczenie z choroby nowotworowej tylko witaminą C (podawaną w megadawkach dożylnie w postaci askorbinianu sodu). Witamina C ma udowodnione działanie chelatacyjne (tzn. potrafi wiązać i usuwać z organizmu metale ciężkie) i genialnie mobilizuje wszystkie siły organizmu. W moim domu witamina C lewoskrętna stoi w postaci proszku (kwasu askorbinowego) w kuchni w kilogramowym pudełku, gdy ktoś choruje. Łyka ją wtedy średnio co godzinę w ilości 2-3 g. Dlaczego w takiej postaci? Bo to co jest do kupienia w aptece pod nazwą witamina C ma niewiele witaminy a sporo szkodliwych dodatków. My spożywamy witaminę C w gramach a nie miligramach, kupując ją w sprawdzonych sklepach chemicznych.

Witamina B12 (oraz B6 i kwas foliowy). To niezwykle ważna witamina, której nie potrzebujemy dużo, ale której niedobór może prowadzić m.in. do demencji, psychozy, zmiany nastrojów, zawałów, zakrzepicy, niedokrwistości oraz wielu schorzeń neurologicznych. Witamina B12 jest obecna w produktach pochodzenia zwierzęcego, natomiast jej niedobory powszechnie występują u wegan i wegetarian. Witamina B12 występuje m.in. w sardynkach łososiu, tuńczyku, dorszu, jagnięcinie, owocach morza, wołowinie, mleku, jogurtach i jajkach. Weganie tych produktów nie jedzą, witaminę B12 powinni zatem niemalże w ciemno suplementować. Z wegetarianami lub jaroszami różnie bywa, tu raczej warto sprawdzić poziom, ale jest to także grupa podwyższonego ryzyka.

Magnez – osoby źle się żywiące, nadużywające kawy i podlegające długotrwałemu stresowi, wiecznie zmęczone powinny zrobić badania magnezu w organizmie. Magnez skuteczniej uzupełnia się transdermalnie niż przez przewód pokarmowy, np. robiąc sobie raz na jakiś czas kąpiel magnezową (w chlorku magnezu – pod warunkiem, że nie mamy niedoboru jodu, bo chlor jest antagonistą jodu lub w soli Epsom, czyli siarczanie magnezu).

Jod i selen – ogromna ilość osób cierpi na niedobór tych pierwiastków, co w konsekwencji może prowadzić do niedoczynności tarczycy (niedobór jodu) i chorób nowotworowych (niedobór selenu). Warto sprawdzić poziomy tych pierwiastków we krwi

Z kolei z ogromną ostrożnością podchodziłabym do suplementacji wapnia i żelaza. Wapnia, z powodu ryzyka miażdżycy jeśli nie suplementujemy witaminy K2. Żelaza – z powodu bardzo poważnych skutków przedawkowania żelaza, z chorobami serca, miażdżycą i nowotworami włącznie. Niedobór żelaza zwykle jest związany z jego niską jego absorpcją, należałoby się zatem raczej temu przyjrzeć niż od razu się suplementować. Przy niedoborach żelaza zdecydowanie szybciej sięgnęłabym po dobrej jakości mięso czerwone (choć mięsa w zasadzie nie jadam) niż po syntetyczne tabletki. 

 
Suplementy-superfoods

suplements5Jest kilka takich suplementów, które osobiście bardziej zaliczam do superfoods i uważam, że mogą być włączone nie tylko doraźnie ale wręcz na stałe do diety. Tymi suplementami są chlorella, spirulina i trawa jęczmienna. Zdecydowanie zasługują one na oddzielne wpisy, w których dokładnie opiszę ich walory i tak się stanie wkrótce. Wszystkie mają działanie wychładzające, tak więc trzeba to odpowiednio uwzględnić w diecie (skompensować pokarmami o termice ciepłej).

Na koniec życzę Wam mądrości i umiaru we wszystkim, nie tylko w stosowaniu suplementów! 

Share on Myspace
Dział: Ogólne


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.