user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

środa, 10 sierpień 2016 00:00

Zielona herbata - azjatycki napój bogów

 

Moją ulubioną herbaciarnię na Saskiej Kępie z uroczym staroświeckim klimatem i meblami jak u prababci, którą pamiętam od zawsze – zlikwidowali. W jej miejscu otworzyli kolejną kawiarnię – sieciówkę z menu standardowym, zestandaryzowanym i zglobalizowanym. Kawiarnie rosną jak grzyby po deszczu a herbaciarni ubywa. Każda kawiarnia ma w swojej ofercie również herbaty. Najczęściej z torebki. Zamawiam zieloną, Pani przy kasie wyciąga wielgachną szklankę jak do Latte, krzywię się a raczej jest do grymas cierpienia, ale nic nie mówię. Pani jest empatyczna, wychwytuje ślad bólu mentalnego na mojej twarzy „Coś nie tak?“ W szklance nie?“. „Nie“ – kiwam głową – „w filiżance“. „My to tak serwujemy, ale oczywiście może być w filiżance“. Wsypuje fusy luzem do filiżanki i zalewa je wrzątkiem z automatycznej maszyny, para aż bucha z brzucha filiżanki mi przeznaczonej. Bólu mentalnego na mojej twarzy tym razem obsługująca nie widzi, bo jest odwrócona do mnie plecami.

Męczę ten gorzki napój o kolorze żółtym z nutką pomarańczy, z którego wyjąć fusów – bez poparzenia się - się nie da i myślę sobie o tym, jak w dziejach ludzkości zagubiliśmy sztukę kamieniarską.  Pomimo pozornego postępu nie mamy na dzień dzisiejszy takich umiejętności technicznych w zakresie obróbki i budowania z kamienia jak mieli XIV-XV-wieczni kamieniarze, nie wiemy jak robili pewne rzeczy i nie jesteśmy w stanie ich odtworzyć. I pewnie ze sztuką parzenia herbaty będzie podobnie, bo i ponoć w Azji powoli chyli się ona ku upadkowi, gdyż gros Azjatów jest zafascynowana zachodnim stylem życia i raczej sięgną po Colę niż zieloną herbatę (o zgrozo!).

Chociaż żeby nie było, że wszędzie jest tak źle – w mojej ulubionej kawiarni Nero Green na Placu Konstytucji podają zieloną herbatę oddzielnie, w koszyczku, pouczają, żeby odczekać kilka minut przed zaparzeniem i nie parzyć zbyt długo.

Wiele osób zieloną herbatę traktuje w dalszym ciągu jako napitek egzotyczny. Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że zielona herbata jest niedobra, bo jest gorzka. Jeśli przyrządzona tak jak we wspomnianej na wstępie kawiarni – rzeczywiście tak będzie. Na gorzkość zielonek herbaty wpływa obecność składników pod nazwą antocyjany. Są one cierpkie, jeśli jest ich za dużo, herbata nie jest dobrej jakości. Herbata zielona do kupienia w dyskontach za 3-4 zł. po prostu nie może być smaczna.   

Właściwości zdrowotne zielonej herbaty

Pod względem składu chemicznego herbata jest bardzo skomplikowana – do dziś zidentyfikowano ponad 500 składników w niej zawartych.

Z nich, najczęściej wymienia się polifenole - organiczne związki o właściwościach przeciwutleniających, z czego w herbacie zielonej najpoważniejszą grupę stanowią katechiny. Dla przypomnienia – procesy utleniania – to procesy wysypu wolnych rodników – przyśpieszony proces starzenia i obniżenie odporności.

Zatem wszystkie składniki przeciwutleniające (tzw. antyoksydanty) są substancjami przeciwstarzeniowymi i przeciwdegeneracyjnymi.

Herbata zielona i popularniejsza w naszym regionie herbata czarna – to ta sama roślina, z tym że herbata zielona jest niefermentowana, zaś czarna – fermentowana. Istnieje jeszcze rodzaj pośredni – półfermentowana herbata ulung.

W herbacie zielonej dobroczynnych polifenoli jest zwykle od 15 do 35% (w zależności od gatunku), tymczasem w herbacie czarnej – już o ponad połowę mniej, gdyż większość tych związków utlenia się w procesie fermentacji.

Nie wnikając za bardzo w chemiczny skład herbaty zielonej, tak aby artykuł ten był lekkostrawny napiszę tylko, że na dzień dzisiejszy potwierdzono następujące działanie zielonej herbaty:

-       Przeciwdziała skutkom napromieniowania i migrenom

-       Wspomaga absorbcję witaminy C

-       Redukuje stężenie lipidów i cukru we krwi

-       Obniża wysokie ciśnienie krwi

-       Uszczelnia włosowate naczynia krwionośne (obecność rutyny)

-       Działa przeciwutleniająco (przeciwstarzeniowo)

l-       Działa sterylizująco i przeciwzapalnie

-       Zmniejsza odporność bakterii na antybiotyki

-       Przeciwdziała rakowi i mutacjom

-       Zawiera duże dawki witamin z grupy B, C, A, E, P, K

-       Ma korzystny wpływ na zęby (ze względu na zawarte w niej pierwiastki śladowe)

-       Poprawia wzrok

-       Wspomaga trawienie

-       Potrafi powstrzymać biegunkę ale również zapobiega zaparciom

-       Łagodzi działanie alkoholu (uzupełnia wit. C i odtruwa wątrobę).

Jak widać dobroczynne działanie zielonej herbaty jest naprawdę imponujące. Nic dziwnego, że wielu praktyków TCM stosuje samą herbatę do leczenia, dobierając odpowiednio gatunek i częstotliwość picia do stanu pacjenta. Należy pamiętać, że z każdym potencjalnie cudownym środkiem można przesadzić, nawet wody można wypić za dużo i doprowadzić się w ten sposób do śmierci. Zawsze należy pamiętać o zasadzie złotego środka.  

Kiedy pić a kiedy nie

Dobór herbaty i dawki jest oczywiście sprawą indywidualną. Niemniej dla względnie zdrowej osoby w okresie letnim – 1-3 filiżanki dobrej jakościowo herbaty zielonej dziennie są jak najbardziej wskazane. Dlaczego w okresie letnim? Ponieważ zielona herbata ma działanie wychładzające (termikę zimną), nawet pita na ciepło (w przeciwieństwie do czarnej - lekko ogrzewającej). Zimą w naszym klimacie herbaty zielonej nie polecam, no chyba, że jesteśmy przegrzani. 

Jak zaparzać

Nie jestem wielką specjalistką od parzenia zielonej herbaty, biorąc pod uwagę, że jest to cała sztuka, którą można zgłębiać wiele lat a nawet całe życie.

Najsłynniejszy specjalista od herbaty - Lu Yu (733-804) napisał 3-tomowe dzieło swojego życia zatytułowane „Księga herbaty“, w której zawarł własną wiedzę w temacie, wynikłą z kilkudziesięciu lat badań nad herbatą.

Niemniej zasady podstawowe są takie, że liście zalewamy wodą o temperaturze 80°C i parzymy ok. 3 minut. Następnie liście usuwamy. Kolor tak przygotowanego napoju będzie bardzo delikatny (w zależności od rodzaju herbaty). Osobiście bardzo lubię herbatę z gatunku sencha, szczególnie parzoną z dodatkiem prażonego ryżu, który nadaje jej charakterystycznego aromatu. Osobom, którym zielona herbata do tej pory kojarzyła się z gorzkim, niesmacznym napojem proponuję kupić odrobinę dobrej jakości senchy i zaparzyć ją we właściwy sposób. Będziecie zdziwieni tym delikatnym smakiem :-).

Kwestia 80°C jest nieco kłopotliwa, zwykle wystarczy wlać wrzątek do filiżanki odczekać kilka minut i dodać liście. Czasem jednak trudno wyczuć ten właściwy moment, na szczęście na rynku są już dostępne czajniki elektryczne, w których można ustawić temperaturę, do jakiej woda ma się zagotować. Sama taki czajnik posiadam i sprawdza się doskonale. Jest to poniekąd profanacja, skoro Lu Yu poświęcił sporo miejsca w swoim dziele na opis typu drewna :-).

Czego nie robić

W TCM obowiązują następujące zakazy:

-       nie pić herbaty z poprzedniego dnia (herbatę pić świeżą, tuż po zaparzeniu) - traci ona bowiem wiele ze swych cennych składników,

-       nie popijać herbatą leków – dotyczy to leków zachodnich, ale i żeń-szenia, korzenia dzwonkowca kosmatego, korzenia powojnika chińskiego i in. – działanie leków może zostać zahamowane.

Wykorzystanie pozakulinarne

Z zielonej herbaty, ze względu na jej liczne drogocenne substancje - robię naturalny tonik do twarzy. Do zaparzonej i ostudzonej dodaję kilka kropli olejku rozmarynowego, który jest naturalnym konserwantem i pozwala używać jej przez kilka dni nawet do tygodnia. Taki tonik ma działanie przeciwstarzeniowe, antynaczynkowe, odżywiające (ze względu na obecność witamin i minerałów). A to wszystko bez szkodliwych dodatków chemicznych.

Czytałam też, że liście zielonej herbaty po namoczeniu i ponownym wysuszeniu można dodawać do poduszek ziołowych. Sen na takiej poduszce to samo zdrowie!

Mam nadzieję, że tych z Was, którzy do zielonej herbaty do tej pory nie byli przekonani zachęciłam do zrobienia kolejnego podejścia, zaś już korzystających z jej dobrodziejstw – utwierdziłam w słuszności obranej drogi :-)

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
piątek, 27 listopad 2015 00:00

Hit na zimne dni - zupa wzmacniająca i ogrzewająca

Wczoraj spontanicznie „popełniłam zupę”, mąż mój wpadł w zachwyt, ja nie chwaląc się też, więc na świeżo wrzucam przepis, może ktoś z Was akurat szuka inspiracji na kolację czy jutrzejszy obiad.

Ze względu na użyte składniki zupa ta ma działanie wzmacniające Śledzionę (układ pokarmowy) oraz rozgrzewające. Przed jej zjedzeniem było mi trochę zimno, już w trakcie jedzenia zaczęłam odczuwać przyjemne ciepełko. Polecam wszystkim na ten właśnie okres, jest pyszna i aromatyczna a dodatek mleka kokosowego nadaje jej nieco egzotycznej nuty. 

A robi się ją tak:

Składniki:

80-100 g. dyni 

2-3 średnie marchewki 

1 średnia cebula

2-3 ząbki czosnku

imbir (kawałek o grubości 1 cm)

10 ml (2 łyżki) oliwy, masła klarowanego lub oleju kokosowego

puszka mleczka kokosowego bez dodatków

6 pomidorów obranych ze skróy lub 1 puszka pomidorów

0,5 litra wody

0,5 szklanki czerwonej soczewicy

0,5 łyżeczki garam masali (lub cynamonu jesli nie mamy garam masali)

łyżeczka kurkumy

sól do smaku

piertruszka lub inna zielenina do przybrania (opcjonalnie)

Pokrój drobno marchewkę lub zetrzyj na tarce z grubymi oczkami, pokrój w kostkę dynię i pomidory. Oliwę, olej kokosowy lub masło klarowane rozgrzej w sporym garnku. Pokrój drobno cebulę i bardzo drobno czosnek i imbir (lub zetrzyj na tarce z małymi oczkami), wrzuć do garnka, podsmażaj chwilę (3-4 minuty). Dodaj przyprawy, wymieszaj i podgrzewaj jeszcze minutę. Dodaj marchewkę, dynię i pomidory, obsmażaj kolejną minutę. Wlej mleko kokosowe i wodę, gotuj do miękkości (u mnie ok. 25-30 min.). Na koniec dodaj sok z cytryny. Jeśli pokroiłeś dosyć grubo warzywa, dobrze będzie zupę lekko potraktować blenderem, ale nie tak aby wyszedł nam gładki krem (jeśli pokroiłeś warzywa wystarczająco drobno, nie będzie to konieczne). Dekorujemy pietruszką lub bazylią. Smacznego!

 

Share on Myspace

Dział: Przepisy
niedziela, 04 październik 2015 00:00

Natto - japońska rewelacja antyzawałowa i wzmacniająca kości

relacja z samodzielnego wykonania

 

Cudowna witamina K2

O witaminie K2 mało który lekarz słyszał, tymczasem jest to jedna z kluczowych witamin dla zdrowia człowieka. Niewiele ma wspólnego z witaminą K, odpowiedzialną za krzepliwość krwi. K2 jest związana ze zdrowymi kośćmi i sprawną wieńcówką, czyli z prewencją osteoporozy i miażdżycy.

O K2 pisałam w tym artykule, ale przypomnę pokrótce o co chodzi. Otóż wchłanianie wapnia jest dosyć skomplikowaną sprawą. Mianowicie, wapń wydaje się być pierwiastkiem dosyć leniwym, a oznacza to, że usadawia się tam gdzie mu najwygodniej i najszybciej czyli niekoniecznie w kościach czy zębach. Stąd może być tak, że u jednej osoby wystąpi i zwapnienie narządów (osiadanie nadmiaru wapnia w tkankach miękkich) i typ II osteoporozy (m.in. z braku wapnia w kościach). To zjawisko jest wbrew pozorom bardzo częste i nosi nazwę „paradoksu wapnia”.

Zatem jeśli ktoś suplementuje się wapniem albo je dużo produktów z wapniem a do tego suplementuje się witaminą D lub dużo przebywa na słońcu (witamina D zwiększa wchłanianie wapnia) to zamiast wzmocnić kości może sobie wyhodować miażdżycę!

Wapń jest bowiem istotnym (twardym) składnikiem blaszki miażdżycowej.

Złe i skandaliczne są zalecenia większości dietetyków aby jeść więcej wapnia o ile wraz z taką wskazówką nie zaleci się suplementacji witaminą K2. Bowiem to właśnie K2 i tylko K2 ma tę właściwość, że kieruje wapń do kości i zębów (poprzez uaktywnienie osteokalcyny), ale także ma zdolność odprowadzenia już „osiadłego” wapnia czyli bezoperacyjnego leczenia miażdżycy (bliżej zainteresowanym polecam prace i artykuły dr Williama Davisa, który tak właśnie leczył swoich pacjentów). Moim zdaniem z dwojga złego lepiej w ogóle unikać produktów z wapniem niż jeść je bez witaminy K2. No chyba, że zawał komuś nie straszny.

K2 należy traktować jako element niezbędnej prewencji. W pewnym wieku prewencja antymiażdżycowa jest konieczna, a ten wiek jest dużo niższy niż się powszechnie wydaje, bo przy dzisiejszej diecie i stylu życia całkiem sporo 30-latków ma już zaawansowane zmiany miażdżycowe. Dlatego suplementację witaminą K2 trzeba zacząć dosyć wcześnie i najlepiej stosować ją stale lub okresowo (standardowo z witaminą D).

Jak to często bywa – nigdy nie jest tak, że jedna substancja jest dobra na to, innna tylko na tamto. I tak w przypadku witaminy K2 oprócz oczywistych korzyści antymiażdżycowych i wzmocnienia kości, wiele wskazuje na to, że działa ona również hamująco na niektóre nowotwory, np. płuc (japońskie badania), prostaty, krwi i wątroby. Jest niezwykle pomocna w leczeniu stwardnienia rozsianego, chorobie Alzheimera, reumatoidalnym zapaleniu stawów a nawet cukrzycy.

 

Dawki

Standardowa dawka dzienna K2-MK7 to 100 mikrogramów. Przy suplementacji witaminą D warto ją podwoić, a nawet potroić. Witaminę K2-MK7, tak jak witaminę D należy przyjmować z tłuszczami. 

 

Natto

Natto to japońska potrawa ze sfermentowanej soi, największe i najistotniejsze naturalne źródło witaminy K2-MK7. O K2-MK4 – drugiej formie witaminy K2 nie piszę celowo, bo ma krótki półokres rozpadu, co oznacza, że trzeba by przyjmować ją wielokrotnie w czasie dnia aby zachować odpowiednio wysoki poziom. Być może dlatego w Japonii choroby wieńcowe są zjawiskiem marginalnym.

Zaraz, zaraz. Jak jest możliwe, że K2-MK7 w naturze w istotnych ilościach występuję tylko w K2? – to było moje pierwsze pytanie gdy usłyszałam o K2. Bo czy matka-natura mogła się tak ograniczyć, do jednego w zasadzie produktu? I przyznam szczerze, że przez wiele miesięcy nie znałam na nie odpowiedzi. Aż tu nagle przeczytałam, że owady i robaki zawierają znaczące ilości K2. Bingo! To jest brakujące ogniwo! Obecnie, przynajmniej w naszej kulturze, mało kto robaki i owady traktuje jako pożywienie, ale przecież nie zawsze tak było. To było nasze naturalne źródło witaminy K2, z którego - w naszej części świata - dobrowolnie zrezygnowaliśmy (Azjaci nadal ze smakiem zajadają się owadami i robakami :-)).

Na marginesie dodam, że natto jest również cennym surowcem kosmetycznym. Kosmetyki – głównie w postaci serum do twarzy – w Azji kosztują krocie. Takie serum przeciwzmarszczkowe można wykonać samemu, dodając do porcji natto oczyszczonej wody oraz filtrując.

 

Eksperyment

Poniżej krótka relacja z mojego drugiego podejścia do natto. Pierwsze podejście już było, ale nie wyszło do końca (o czym za chwilę). Tak to z eksperymentami bywa, że rzadko wychodzą za pierwszym razem.

Korzystałam z instrukcji przygotowania natto z blogu badzweganinem.blox.pl, z tego artykułu. Wykonałam wszystko krok po kroku.

Do wyhodowania natto potrzebna jest soja (bio, każda inna jest genetycznie modyfikowana) oraz zarodniki bakterii B. subtilis. Z tym ostatnim jest najtrudniej, ja swój starter sprowadziłam z Japonii przez ebay.

Do utrzymania stałej temperatury soi 40 stopni razem skorzystałam z jogurtownicy, do której wstawiłam talerz z soją zaszczepioną bakteriami B. subtilis i podgrzewałam przez 24 h. Jest to zdecydowanie lepsze, wygodniejsze i oszczędniejsze rozwiązanie niż wybrany przy pierwszym podejściu piekarnik. Nie dość, że rachunek za prąd po 24-godzinnym podgrzewaniu soi w piekarniku był zauważalnie wyższy, to soja – pomimo przykrycia - bardzo mocno się wysuszyła, przez co była mało „śluzowata” i nie do końca miałam przekonanie czy witamina K2 w ogóle się w niej wytworzyła.

Tym razem – za pomocą jogurtownicy - wyszło. Wokół soi pojawiły się charakterystyczne, klejące niteczki – efekt fermentacji.

Eksperyment uważam za udany. Satysfakcja jest. Witamina K2 mg7 w lodówce na 10 dni dla całej rodziny również.

 

Jak stosować 

Konsystencję (vide zdjęcie pod tytułem) i zapach natto ma nieciekawe. Jednak staje się całkowicie akceptowalne a nawet smaczne jako wkładka do zupy. Na talerz nakładamy solidną łyżkę natto z górką i zalewamy zupą o temperaturze do 50 stopni (żeby nie zabić witamin, w tym cennej K2).

Jeśli nie jesteście aż tak ambitni, polecam Wam serdecznie suplementy K2-mk7 z natto :-) 

 

Podsumowując

Z samodzielnym wyrobem natto jest jednak sporo zachodu a dodatkowo jest to energetycznie kosztowne. Proces u mnie trwał łącznie – 43,5 godziny (18 h - namaczanie, 1,5 h - gotowanie na parze, 24 h - fermentacja). Nic dziwnego, że porządne suplementy K2-MK7 produkowane z natto (a nie syntetyczne) są drogie (w granicach 100 zł za 60 kapsułek wegańskich po 120 mg każda). Ponieważ zostało mi jeszcze trochę startera, pewnie jeszcze kiedyś go wykorzystam, bo mi szkoda wyrzucić, ale na co dzień zostaję jednak przy suplemencie. Jasne, że naturalne zawsze lepsze, ale w tym przypadku to jednak zbyt skomplikowane i uciążliwe.

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
środa, 08 lipiec 2015 00:00

Rewelacyjne, chrupiące chipsy z jarmużu!

 

Choć zasadzony przeze mnie w ogródku jarmuż ma się słabo, głównie za sprawą ślimaków, które lubią go nie mniej niż ja, w weekend udało mi się nabyć na warszawskim Bio Bazarze Norblin piękny, dorodny a wręcz gigantyczny pęczek bio jarmużu w cenie 5 zł J. Starczyło i na zdrowe zielone koktajle i na eksperymenty kuchenne. Przepis, który tu prezentuję nie jest mojego autorstwa, pochodzi z książki kucharskiej Gwyneth Paltrow „Córeczka tatusia”, ale ponieważ jest wyjątkowo udany, warto go puścić dalej w świat :-).

Chipsy z jarmużu (tak, tak, też mi było ciężko w to uwierzyć) są po prostu rewelacyjne w smaku, chrupiące jak prawdziwe chipsy a przy tym bardzo zdrowe. Córka moja stwierdziła nawet, że w smaku lepsze niż chipsy (ale czy ona w ogóle kiedykolwiek jadła chipsy?)

Proste, szybkie i efektowne, następnym razem kupię 2 pęczki-giganty i będę się nimi bezkarnie obżerać. Niestety rodzina moja też je pokochała, więc się muszę dzielić.

A robi się je tak:

Składniki:
Dorodny pęczek ekologicznego jarmużu
2 łyżki oliwy 
sól gruboziarnista do smaku 

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 st.

Duży pęczek liści jarmużu bez łodyg, porwanych rękami na mniejsze kawałki (3-4 cm) wrzucamy do głębokiego talerza lub miski, w której uprzednio umieściliśmy 2 łyżki oliwy. Mieszamy z oliwą, tak żeby każdy kawałek „otarł” się o nią. Rozkładamy na jednej lub dwóch blachach (zależy ile nam tego wyszło) na płasko, doprawiamy grubą solą i pieczemy 12-15 minut (u mnie zdecydowanie 12 min). Jemy tak jak chipsy.

Smacznego!

Share on Myspace
Dział: Przepisy
poniedziałek, 08 czerwiec 2015 00:00

Nie daj się odwodnić! 

 

picie

Długi weekend majowy był wyjątkowo ciepły, momentami upalny, więc to dobry moment, żeby podjąć temat nawadniania w czasie upałów.

Obiegowa opinia mówi, że kiedy czujesz pragnienie, to jesteś już odwodniony. Nie wiem czy to rzeczywiście prawda, bo zdania są podzielone i twierdzenia, że Matka-Natura po to nam dała pragnienie, żeby sygnalizować, że to już – brzmią rozsądnie.

Bez względu na to jaką interpretację przyjąć, w czasie upałów trzeba pić więcej i warto robić to mądrze. Wg. medycyny chińskiej lato to okres Yang w zenicie dlatego właśnie wtedy trzeba szczególnie zadbać o Yin, a Yin to krew i płyny ustrojowe ciała, na które upał i pocenie się działają wyniszczająco. Trzeba więc zdecydowanie zadbać o odpowiednie nawilżenie organizmu.

 

Woda

Sama woda może nie wystarczyć. Pamiętam jak ze zdziwieniem usłyszałam na zajęciach z dietetyki medycyny chińskiej, że woda może wysuszać i że w stanach wysuszenia organizmu nie jest wskazana! I tak jest rzeczywiście, pijemy, pijemy, siusiamy, siusiamy i jest nam wewnętrznie sucho.

Jeśli już woda to najlepiej z dodatkiem soli himalajskiej – dosłownie szczypta na szklankę.

Na bazie wody można też przygotować domowy zdrowy napój izotoniczny - do wody oprócz szczypty dobrej jakości soli dodajemy zdrowego słodu (np. odrobinę świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, miodu itp.) Mamy więc smak słodki i słony w jednym oraz dostarczone mikroelementy z soli.

O tym jaka woda i czy gazowana czy nie pisałam tu i tu.

 

Kompoty

kompotyKompoty są wynalazkiem genialnym i wcale nie muszą być słodkie jak ulepek

Ja gotuję kompoty bez dodatku cukru – wydobywa się naturalna słodycz owoców, całkowicie wystarczająca, jedynie w przypadku piekielnie kwaśnych mirabelek – dodaję do garnka suszonej stewii.

Wg. TCM doskonale nawilżającym kompotem jest kompot z gruszek z garścią migdałów (potwierdzam), ale każdy kompot gotowany na owocach lub suszonych owocach będzie dobrze nawilżał. Jeśli mamy nawracające infekcje górnych dróg oddechowych lub problemy z oddychaniem do kompotu warto dodać garść pestek z moreli (wg. TCM rewelacyjnie nawilżają Płuca).

 

Soki i musy z owoców

Świetne nawilżenie zapewniają świeżo wyciskane soki z owoców lub musy z dowolnych owoców.

W czasie upałów odczuwamy potrzebę schłodzenia, dlatego latem zasadniczo ograniczamy imbir, który ma silnie rozgrzewające działanie. Na szczęście większość cytrusów, melonów oraz arbuz mają termikę chłodną lub bardzo chłodną. Można też sięgać po pozostałe, w zasadzie wśród owoców nie ma takich o termice ciepłej. Warto pamiętać, że smakiem przytrzymującym płyny w organizmie jest smak kwaśny. Dlatego latem w naturalny sposób mamy ochotę na kwaśne. Czyli cytrusy będą tu jak znalazł.

Z kolei smakiem wysuszającym jest smak gorzki. Dlatego kawa czy czarna herbata pite w tym okresie mogą tylko spotęgować odczucie suchości w ciele.

melonOdrębne słowa uznania należą się arbuzowi, który nie tylko ochładza i nawilża, ale ma fantastyczne właściwości detoksykacyjne. Soku z arbuza nie ma sensu robić, arbuz najlepiej po prostu jeść, ewentualnie miąższ zmiksować lekko w blenderze. Jeśli ktoś nie ma czasu ani siły na trudne diety detoksykacyjne, polecam oczyszczanie arbuzem, codzienna szklanka takiego musu przez miesiąc potrafi zdziałać cuda.

 

Herbatki

Gdy jest ciepło mniej chętnie sięgamy po ciepłe napoje, ale przecież możemy zaczekać, aż napój wystygnie.

Jeśli dobierzemy takie herbatki, które mają jednocześnie działanie zdrowotne i ochładzające – będzie to strzał w dziesiątkę. Polecam zatem ochładzające a niezwykle zdrowe: zieloną herbatę, herbatkę z głogu, herbatkę z hibiskusa czy wywar z fasoli mung.

Lato to również idealna pora na koktajle z młodego jęczmienia i alg (spiruliny i chlorelli). Zimą pijąc te mocno wychładzające napoje można sobie zrobić krzywdę (np. wychłodzić Nerki), natomiast latem nie dość, że się odtruwamy i wzmacniamy to jeszcze schładzamy.

Tak więc pamiętajcie – nawadniać trzeba się z głową i jak zwykle sprawdzi się zasada „spróbuj, obserwuj i zadecyduj co będzie najlepsze”.

Share on Myspace
Dział: Ogólne
poniedziałek, 16 marzec 2015 00:00

Suplementować się czy nie - oto jest pytanie

 

Temat jest trudny i złożony, i to bardzo. Rynek suplementów wszelkiego rodzaju przeżywa prawdziwy boom, jednocześnie gdzieś tam wewnątrz dużo osób czuje, że suplementacja nie jest naturalna i zdrowy człowiek powinien całość witamin i minerałów czerpać z pożywienia. Zwolennicy suplementacji powtarzają jak mantrę, że dzisiejsza gleba jest tak wyjałowiona, że nie jest w stanie dostarczyć nam w warzywach i owocach wystarczającej ilości witamin i minerałów. Przeciwnicy suplementacji twierdzą, że nawet jeśli gleba nie jest tak dobra jak była kiedyś to i tak przy racjonalnym odżywianiu się i zdrowym trybie życia nie ma konieczności uzupełniania czegokolwiek. 

 
Temat trudny, bo ... 

Kwestia, jak już pisałam powyżej, jest bardziej skomplikowana. Przyjrzyjmy się dlaczego.

1.    Duże „minimum” na start

Do zdrowia potrzebujemy codziennie ok. 60 minerałów i 16 witamin (plus 12 rodzajów białka i 2 rodzajów niezbędnych kwasów tłuszczowych). To samo w sobie jest już znaczącą komplikacją. Zapewnienie odpowiedniego poziomu takiej ilości minerałów i witamin jest już wyzwaniem samym w sobie, nie mówiąc o tym jak może być deprymujące smile. Zbadanie poziomu wszystkich tych minerałów i witamin kosztuje majątek, niektórych w ogóle nie da się zbadać w Polsce. To powoduje, że trochę poruszamy się po omacku i zgadujemy co mogłoby nam pomóc.

2.    Normy

Wydaje się nam czasem, że żyjemy w świecie, o którym wiemy bardzo dużo. Nic bardziej mylnego. Tzw. normy poziomów różnych substancji w naszym ciele są niestety często ustalane bez solidnych badań (vide normy cholesterolu). To powoduje, że po pierwsze tzw. „normy” pomiędzy poszczególnymi laboratoriami są różne, a po drugie, że co rusz w świecie naukowym słychać o zawyżonych, albo zaniżonych standardach. Ostatnio coraz częściej mówi się o zaniżonych normach witaminy C. W skrajnej sytuacji może więc być tak, że z Tobą wszystko w porządku, ale ponieważ „normy” są niewłaściwie ustalone, zaczniesz się niepotrzebnie suplementować. Wydaje się również, że różnice osobnicze mogą usprawiedliwiać odchylenia od normy, a nawet znaczące odchylenia u całkowicie zdrowych osób. Mało jeszcze wiemy na ten temat.

3.    Gleba

O ile warzywa i owoce same wytwarzają niektóre witaminy, nie są one jednak w stanie wytworzyć żadnych minerałów. Jeśli chodzi o zawartość minerałów w warzywach i owocach, wyznacza ją gleba i tylko gleba. Innymi słowy „co w ziemi to w warzywach/ owocach”. A więc o ile nie mamy własnego ogródka i sadu, nie wiemy praktycznie nic o wartościach mineralnych tego co spożywamy. W dzisiejszym świecie uprawy intensywnej a nie ekstensywnej (masowego stosowania sztucznych nawozów i środków ochrony roślin, aby zwiększyć plony) doprawdy wielką niewiadomą jest to, co znajduje się w warzywach i owocach spożywanych przez nas, o ile nie pochodzą z upraw organicznych.

4.   Predyspozycje indywidualne.

Dwie osoby żywiące się dokładnie tak samo mogą mieć kompletnie inne wskaźniki witamin i minerałów (np. u jednej występują braki pierwiastków a u drugiej nie). Przyswajalność jest cechą indywidualną i mało jeszcze na ten temat wiemy. Jest to na pewno kwestia wysoce złożona i związana z wieloma czynnikami. Jeśli u kogoś występuje problem z przyswajalnością jakiegoś typu minerału czy witaminy (mimo, iż spożywa go w jedzeniu) to suplementacja niewiele zmieni, a wręcz będą to pieniądze wyrzucone w błoto. W takim przypadku należałoby sięgnąć do przyczyny tzn. zastanowić się co może blokować wchłanianie.

5.    Przyswajalność.

Nawet jeśli wiemy, że brakuje nam jakiejś witaminy czy pierwiastka i decydujemy się na jego suplementację, niestety sama suplementacja nie będzie gwarancją sukcesu, tzn. nie zapewni przyswojenia i utrzymania poziomu danego pierwiastka czy witaminy w organizmie. Tu znów przyczyn może być niezwykle dużo, chociażby to, z czym suplement podajemy (np. dla wchłaniania niektórych witamin potrzebny jest tłuszcz, grejpfrut blokuje wchłanianie niektórych substancji, wapń nie wchłonie się bez wystarczającego poziomu magnezu itp., jest tego naprawdę dużo), w jaki sposób podajemy (niektóre pierwiastki zdecydowanie łatwiej wchłaniają się transdermalnie, czyli przez skórę niż doustnie, jaki jest stan naszego przewodu pokarmowego (np. niedokwaszony żołądek może uniemożliwić wchłonięcie niektórych witamin i minerałów), o jakiej porze dnia podajemy (niektóre pierwiastki, np. magnez wchłaniają się znacznie lepiej rano a prawie wcale wieczorem, inne zaś z kolei - np. chrom – odwrotnie), jaka jest wysokość dawki, jak długo podajemy preparat, jakie leki przyjmujemy i wiele, wiele innych czynników, z których część nadal jest dla nas wielką niewiadomą.

6.    Złożone zależności.

Pierwiastki i minerały stanowią skomplikowany i wzajemnie zależny układ. Są takie pierwiastki, które nie wchłoną się bez obecności innych (tzw. synergiści) np. jod bez selenu czy wapń bez magnezu. Są witaminy, które najlepiej wchłaniają się w połączeniach (np. B12 z B6 i kwasem foliowym). Są też takie, których nadmiar wypycha z organizmu inne pierwiastki (tzw. antagoniści). Przykładowo chlor, fluor i brom są antagonistami jodu, gdy pierwszych trzech będziemy mieli za dużo, odnotujemy niedobór jodu. Tak się tłumaczy powszechnie obecnie występującą niedoczynność tarczycy (fluor w wodzie i pastach do zębów, chlorki w serach i innych produktach żywnościowych). Jeśli się suplementujemy danym pierwiastkiem a jednocześnie cały czas dostarczamy sobie jego antagonistów, skutki nie będą satysfakcjonujące.

7.    Jakość suplementu.

suplements1Wreszcie nie bez znaczenia pozostaje jakość samego suplementu. Najlepsze są suplementy naturalne a nie syntetyczne czyli te, których główny składnik jest pochodzenia naturalnego (organicznego) w 100%. Ważne jest aby czytać skład na etykiecie, bo samo określenie na pudełku „naturalny” może odnosić się do innego składnika, nie tego, o który nam chodzi. Ponadto istotne jest by producent był uznaną firmą, najlepiej jeśli składniki roślinne miały pochodzenie organiczne a suplement nie zawierał zbędnych dodatków chemicznych, ulepszaczy, polepszaczy itp. Innymi słowy sprawdzamy zawsze ile „cukru w cukrze” i wybieramy te wyższe wskaźniki. Ponadto wiele wskazuje na to, że ogólnie lepiej wchłaniane są preparaty w kapsułkach niż w tabletkach.

Innymi słowy, jest trudno, przy czym to co napisałam powyżej jest zaledwie zasygnalizowaniem złożoności tematu i na pewno go nie wyczerpałam. Pewnie można by do tego dorzucić kolejnych 15 stron istotnych informacji. 

 

Czy zatem suplementować się czy nie? I jak robić, żeby było dobrze?
  • Po pierwsze nie traktujmy suplementacji jako automatycznej konieczności. Myślę, że i w dzisiejszych czasach są osoby, które ze względu na swoje predyspozycje, wiek, sposób odżywiania, styl życia, miejsce zamieszkania, itd. nie wymagają żadnej suplementacji.
  • Jeśli nie należymy do tych wybrańców i zdecydujemy się na suplementację, róbmy to z głową. Jestem zdecydowaną przeciwniczką przyjmowania suplementów uniwersalnych (od A do Z), które mają dostarczać nam wszystkiego po trochu. Nie wiemy bowiem czego nam potrzeba i w jakich dawkach oraz w jakim towarzystwie. Takie „wszystkiego po trochu” może nam wręcz zaszkodzić. Sprawa jest wysoce indywidualna i w zasadzie dopiero po wykonaniu badań można decydować się na suplementację konkretnych witamin czy minerałów. Pełne badanie pierwiastkowo-witaminowe będzie kosztować majątek. Raczej należy obserwować swój organizm, włosy, paznokcie, skórę i robić badania pod kątem konkretnych objawów wiązanych z niedoborami danego pierwiastka czy witaminy (np. skurcze-zbadać magnez, cynk – słabe gojenie się ran itd.). Jeśli zaś nic Ci nie dolega ciesz się tym zamiast wydawać pieniądze na badania.

  • suplements4

    Jeśli jednak nie wszystko wygląda dobrze, zrobiłaś/-eś badania i wyszło Ci, że masz niedobory witamin i minerałów, to co powinnaś/-ieneś zrobić w pierwszej kolejności do odpowiednio zmodyfikować dietę. To jest podstawowe, naturalne i zdrowe rozwiązanie. Czasem może się to wiązać z koniecznością sięgnięcia po mięso. Jak pisałam, o ile w kwestii witamin zrobić to można stosunkowo łatwo, to jeśli chodzi o pierwiastki – nie wiemy ile i czy w ogóle jest ich obecnych w danej marchewce, buraku czy pietruszce. Dlatego przy znacznych niedoborach rozsądnym wyjściem będzie sięgnięcie po dobrej jakości suplementy. O ile jest taka możliwość najlepiej wybierać suplementy naturalne z jak najmniejszą ilością substancji pomocniczych (antyzbrylających, zbrylających, barwiących itp.) Zwykle są one znacznie droższe od suplementów syntetycznych. Np. suplement witaminy K2 nk7 będzie wyciągiem z prawdziwego natto, suplement witaminy C – wyciągiem np. z aceroli itp.

  • Złota zasada mówi, że suplement powinno się przyjmować min. 2 m-ce a optymalnie 3 m-ce. Po tym okresie warto zrobić przerwę i spojrzeć na kondycję włosów i skóry a najlepiej znowu wykonać badania i sprawdzić czy poziomy się podwyższyły. Jeśli nie, albo nie znacznie trzeba szukać przyczyn tak słabego wchłaniania (słabej jakości preparat? dysbioza?, antagoniści? inne?) 

 
Częste wzorce do suplementacji 

Tak jak pisałam sprawa jest wysoce indywidualna i każdy przypadek jest inny, ale jeśli miałabym poczynić pewne uogólnienia w oparciu o powtarzają się dosyć często wzorce to:  

Witamina D3. W okresie jesienno-zimowym (XI-IV) w naszej strefie klimatycznej 99% ludzi ma niedobory witaminy D3. Witamina ta jest obecna w pożywieniu w niewielkim (niewystarczającym) stopniu, zaś głównie jest syntetyzowana w skórze pod wpływem promieni słonecznych. Znaczenie tej witaminy, przez wiele lat niedocenianej, jest   kluczowe nie tylko dla prawidłowego rozwoju układu kostnego, ale i dla wielu innych układów takich jak neurologiczny, mięśniowy a nawet hormonalny. Wiele badań wskazuje również na związek niedoborów witaminy D3 z chorobami nowotworowymi, stwardnieniem rozsianym i niektórymi innymi chorobami degeneracyjnymi. Przez wiele lat dostępna wyłącznie na receptę, teraz widzę, że można ją dostać i bez recepty, myślę, że w okresie zimowym w naszej strefie klimatycznej można by ją uzupełniać w kroplach wręcz z automatu. Natomiast osoby, które nie wystawiają się na promienie słońca i stosują filtry słoneczne (co też jest pewną skrajnością związaną z demonizowaniem słońca) powinny suplementować witaminę D3 również w okresie letnim.

Witamina K2. O ile witamina D3 jest gwarantem wchłaniania wapnia, to witamina K2 jest strażnikiem jego właściwego umiejscowienia w organizmie. Bo niestety bywa tak, że po podaniu witaminy D3 wapń się super wchłania, ale wędruje nie do kości lecz do tkanek miękkich, np. tętnic. Innymi słowy można mieć i osteoporozę i zwapnienie tętnic oraz innych organów w tym samym czasie, co jest zwane w środowisku medycznym „paradoksem wapnia”. Tak więc suplementacja witaminą D3 wymaga podania również witaminy K2, w przeciwnym razie możemy sobie zrobić krzywdę, z wyhodowaniem miażdżycy włącznie. O witaminę K2 przeciętnego polskiego lekarza nie ma co pytać, co najwyżej słyszał coś o witaminie K1, która z witaminą K2 niewiele ma wspólnego. Witamina K2 w naturze występuje w niewielkich ilościach z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem jest natto, japoński przysmak ze sfermentowanej bakteriami bacillus subtilis soi (oczywiście nie modyfikowanej genetycznie). Jeśli ktoś regularnie jada natto, witaminy K2 może nie suplementować J Uroda natto jest taka, że ma nieciekawą konsystencję i nieciekawy zapach, przy czym wyrażam się tu eufemistycznie J. Notabene, bakterie bacillus subtilis dotarły do mnie w tamtym tygodniu wprost z Japonii, więc w tym tygodniu czeka mnie pierwsze podejście do natto, co oczywiście opiszę na blogu. Jeśli ktoś natto robić nie chce pozostają mu dobrej jakości suplementy K2 nk7 z natto.

Witamina C. Witamina C na co dzień powinna być dostarczana w pożywieniu, natomiast w okresie choroby czy osłabienia, zdecydowanie suplementowana. Ma ona bowiem taką właściwość, że bardzo szybko spada do zera, gdy chorujemy. Z tego powodu poziomu witaminy C nie ma sensu badać we krwi, gdyż może się on zmieniać dosłownie z godziny na godzinę. Witamina C w okresach osłabienia i choroby podawana w dużych dawkach (znacznie przekraczających tzw. normy) ma tak spektakularne działanie, że nawet nazwa „witamina” wydaje się nieadekwatna, działa ona wręcz jak cudowny, uniwersalny środek odżywczy, który potrafi wyleczyć choroby uznawane za nieuleczalne. Znane i udokumentowane są np. przypadki wyleczenie z choroby nowotworowej tylko witaminą C (podawaną w megadawkach dożylnie w postaci askorbinianu sodu). Witamina C ma udowodnione działanie chelatacyjne (tzn. potrafi wiązać i usuwać z organizmu metale ciężkie) i genialnie mobilizuje wszystkie siły organizmu. W moim domu witamina C lewoskrętna stoi w postaci proszku (kwasu askorbinowego) w kuchni w kilogramowym pudełku, gdy ktoś choruje. Łyka ją wtedy średnio co godzinę w ilości 2-3 g. Dlaczego w takiej postaci? Bo to co jest do kupienia w aptece pod nazwą witamina C ma niewiele witaminy a sporo szkodliwych dodatków. My spożywamy witaminę C w gramach a nie miligramach, kupując ją w sprawdzonych sklepach chemicznych.

Witamina B12 (oraz B6 i kwas foliowy). To niezwykle ważna witamina, której nie potrzebujemy dużo, ale której niedobór może prowadzić m.in. do demencji, psychozy, zmiany nastrojów, zawałów, zakrzepicy, niedokrwistości oraz wielu schorzeń neurologicznych. Witamina B12 jest obecna w produktach pochodzenia zwierzęcego, natomiast jej niedobory powszechnie występują u wegan i wegetarian. Witamina B12 występuje m.in. w sardynkach łososiu, tuńczyku, dorszu, jagnięcinie, owocach morza, wołowinie, mleku, jogurtach i jajkach. Weganie tych produktów nie jedzą, witaminę B12 powinni zatem niemalże w ciemno suplementować. Z wegetarianami lub jaroszami różnie bywa, tu raczej warto sprawdzić poziom, ale jest to także grupa podwyższonego ryzyka.

Magnez – osoby źle się żywiące, nadużywające kawy i podlegające długotrwałemu stresowi, wiecznie zmęczone powinny zrobić badania magnezu w organizmie. Magnez skuteczniej uzupełnia się transdermalnie niż przez przewód pokarmowy, np. robiąc sobie raz na jakiś czas kąpiel magnezową (w chlorku magnezu – pod warunkiem, że nie mamy niedoboru jodu, bo chlor jest antagonistą jodu lub w soli Epsom, czyli siarczanie magnezu).

Jod i selen – ogromna ilość osób cierpi na niedobór tych pierwiastków, co w konsekwencji może prowadzić do niedoczynności tarczycy (niedobór jodu) i chorób nowotworowych (niedobór selenu). Warto sprawdzić poziomy tych pierwiastków we krwi

Z kolei z ogromną ostrożnością podchodziłabym do suplementacji wapnia i żelaza. Wapnia, z powodu ryzyka miażdżycy jeśli nie suplementujemy witaminy K2. Żelaza – z powodu bardzo poważnych skutków przedawkowania żelaza, z chorobami serca, miażdżycą i nowotworami włącznie. Niedobór żelaza zwykle jest związany z jego niską jego absorpcją, należałoby się zatem raczej temu przyjrzeć niż od razu się suplementować. Przy niedoborach żelaza zdecydowanie szybciej sięgnęłabym po dobrej jakości mięso czerwone (choć mięsa w zasadzie nie jadam) niż po syntetyczne tabletki. 

 
Suplementy-superfoods

suplements5Jest kilka takich suplementów, które osobiście bardziej zaliczam do superfoods i uważam, że mogą być włączone nie tylko doraźnie ale wręcz na stałe do diety. Tymi suplementami są chlorella, spirulina i trawa jęczmienna. Zdecydowanie zasługują one na oddzielne wpisy, w których dokładnie opiszę ich walory i tak się stanie wkrótce. Wszystkie mają działanie wychładzające, tak więc trzeba to odpowiednio uwzględnić w diecie (skompensować pokarmami o termice ciepłej).

Na koniec życzę Wam mądrości i umiaru we wszystkim, nie tylko w stosowaniu suplementów! 

Share on Myspace
Dział: Ogólne
poniedziałek, 02 luty 2015 00:00

Superfoods antynowotworowe.

Pokarmy, które działają jak lekarstwa. 

Mianem „superfoods” określa się te pokarmy, które wykazują wręcz cudowne właściwości zdrowotne i potrafią wyleczyć, nie wykazując przy tym, w przeciwieństwie do leków syntetycznych, istotnych efektów ubocznych.

Choroba nowotworowa jest poważną chorobą całego organizmu a nie jedynie organu, w którym pojawił się guz. Zdrowy organizm potrafi sam zwalczyć komórki nowotworowe i de facto tak się dzieje wielokrotnie w trakcie naszego życia. Gdy tego nie robi oznacza to poważne upośledzenie układu immunologicznego, który (z różnych względów, które niestety zwykle są dla nas niewiadomą) nie potrafi się wystarczająco bronić i ulega namnażającym się komórkom rakowym.

Badania naukowe potwierdzają, że niektóre naturalne rośliny mają wręcz spektakularne działanie antynowotworowe, zbliżone a często przewyższające leki syntetyczne i nie wykazujące niepożądanych działań ubocznych. Poniższe zestawienie jest podsumowaniem tego co wiem na podstawie przeczytanych przeze mnie opracowań naukowych, natomiast podana kolejność nie ma nic wspólnego z intensywnością czy skutecznością ich działania. Bez względu na wybrany sposób leczenia, warto je na stałe włączyć do swojej diety w trakcie choroby nowotworowej, można i warto je też zawsze stosować prewencyjnie.
Zielona herbata


zielona herbata– zawiera liczne polifenole, w tym EGCG – związek przeciwdziałający powstawaniu nowych naczyń krwionośnych zasilających komórki rakowe. EGCG osiada na powierzchni komórek i blokuje receptory, które wysyłają sygnał, pozwalający na przeniknięcie do jej wnętrza sąsiadującym komórkom, w tym rakowym.
EGCG potrafi także blokować receptory, które wysyłają impulsy do tworzenia nowych komórek. Oprócz tego zielona herbata działa jak odtruwacz organizmu, przyśpiesza działanie wątroby, umożliwiając szybsze oczyszczenie się organizmu. Zielona herbata jest zdecydowanie pożywieniem, które warto na stałe włączyć do swojej diety. Ma ona jednak bardzo silne działanie wychładzające, dlatego należy ograniczyć jej spożycie, gdy czujemy zimno lub skompensować stosowaniem pokarmów o naturze termicznej rozgrzewającej.

 
Kurkuma

kurkuma- jeden z najsilniejszych, naturalnych środków przeciwzapalnych. Najczęściej stosowany jako składnik curry odpowiedzialny za zółty kolor mieszanki, natomiast czysta kurkuma to żółty pyłek, który w zasadzie nie ma zapachu a posmak lekko gorzki, męczący dopiero w dużej ilości. Kurkuma zawiera kurkumin ograniczający wzrost wielu rodzajów raka, m.in. okrężnicy, wątroby, żołądka, jajników i białaczki. Oddziałuje też na NF-kappaB, uniemożliwiając ochronę komórek rakowych przed działaniem mechanizmów obronnych organizmu. Warto zrobić sobie mieszankę kurkumy z papryką i pieprzem (papryka i pieprz poprawiają wchłanialność kurkumy dwa tysiące razy!) i dodawać ją w niewielkich ilościach do każdego dania. Dodatkowo podana z tłuszczem, najlepiej z łyżeczką oliwy extra virgin, nierafinowanego oleju rzepakowego lub lnianego zostanie jeszcze lepiej przyswojona. Sama kurkuma, bez tych dodatków nie jest w stanie pokonać bariery jelitowej.

 
Kordyceps (maczużnik chiński) 

– grzyb rosnący w Tybecie i Nepalu, którego cena za kilogram przewyższa cenę złota. Ogólnie dodaje energii i chroni serce, w tradycyjnej medycynie chińskiej stanowi jeden z podstawowych leków stosowanych w leczeniu schorzeń sercowo-naczyniowych. Badania wykazały, że polisacharydy oraz glukany wyizolowane z grzyba w warunkach laboratoryjnych zabijały komórki nowotworowe. Dodatkowo maczużnik chiński nasila działania komórek NK odpowiedzialnych za niszczenie komórek nowotworowych. Jest zdecydowanie preparatem w jaki warto zainwestować przy leczeniu choroby nowotworowej.

 
MGN-3

– zmodyfikowany grzybami shitake ekstrakt z otrębów ryżowych – jest w stanie zwiększyć aktywność komórek NK o 100-500%! Innymi słowy działa jak turbodoładowanie układu immunologicznego. Preparaty MGN-3 są niezwykle skuteczne ale bardzo drogie, pewną alternatywą jest dodawanie do jedzenia samych otrąb ryżowych (mają świetny, orzechowy smak) i shitake.

 
Pozostałe grzyby azjatyckie 

- (ling zhi, shitake, maitake, kawaratake) - stymulują działanie układu immunologicznego, zwiększają aktywność komórek obronnych. Grzyby azjatyckie to nie jedyne, które mają takie spektakularne działanie. Nasze boczniaki czy portobello a nawet zwykła pieczarka również wykazują wykazują bardzo dobre właściwości wzmacniające naturalne mechanizmy obronne.

 

 Imbir
napar z imbiru

– działa przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie, zwalcza niektóre komórki rakowe, ogranicza powstawanie nowych naczyń krwionośnych, niezbędnych dla rozwoju raka. Ma działanie silnie rozgrzewające, dlatego warto napar z imbiru stosować na przemian z zieloną herbatą, tak aby ich działanie termiczne się zrównoważyło.

 
Siemię lniane

– len, oprócz tego, że zawiera wzmacniające odporność kawsy omega 3, jest również jednym z lepszych źródeł lignin roślinnych, które są substancjami o udowodnionych właściwościach przeciwnowotworowych, przeciwestrogenowych i przeciwutleniających. Jest szczególnie przydatny przy leczeniu raka piersi i jelita grubego, gdyż komórki tych rodzajów raka mają receptory estrogenu (żywią się estrogenami) a ligniny w siemieniu lnianym mają działanie przeciwestrogenowe. Oczywiście siemię lniane tez dobrze byłoby spożywać z upraw ekologicznych. Siemię lniane ma tę przewagę nad nierafinowanym olejem lnianym tłoczonym na zimno, że można je dłużej przechowywać i jest bardzo tanie. Mielimy je tuż przed spożyciem, nie na zapas, gdyż wtedy się utleni.

 
Trawa pszeniczna

– posiada wyjątkowe działanie odtruwające. Nasyca tlenem komórki, detoksykuje cały organizm, usuwa karcerogeny. Nie jest jednak wskazana dla osób z objawami wychłodzenia i niedoboru, gdyż ma działanie ekstremalnie wychładzające. 

 
Wodorosty morskie

np. nori, kombu, wakame, dulse. Mają działanie wzmacniające i odżywcze, zawierają dużo cennych minerałów. Trudno dostać je w Polsce, a jeśli już gdzieś są dostępne to zwykle są bardzo drogie. Stan mórz jest taki jaki jest a glony mają to do siebie, że wciągają wszystko co się w wodzie znajduje, innymi słowy rtęć w morzu będzie też i w wodorostach. Tak więc szczególną uwagę trzeba zwracać na miejsce pochodzenia i wybierać preparaty bio. Warto dodawać je do wszystkich potraw.

 
Wodorosty słodkowodne 

- przede wszystkim chlorella i spirulina. To dwie superalgi, które na stałe powinny znaleźć się na stałe w menu nowotworowców. Chlorella jest wskazana dla osób z niedoborami, pobudza odporność w leczeniu wszelkich chorób zwyrodnieniowych, nie tylko nowotworowej, oczyszcza organizm z toksyn. Spirulina zawiera dużo fitocyjaniny, barwnik o właściwościach przeciwnowotworowych i również wzmacnia odporność. Obie świetnie się uzupełniają. Podobnie jak przy wodorostach morskich kluczowe jest miejsce pochodzenia. Zdecydowanie chlorella i spirulina z allegro za 30 zł. to nie jest to czym chcemy się karmić. Dobrej jakości preparaty organiczne, w których nie wypełniaczy, substancji przeciwzbrylających i wszystkich „śmieci” jakie alga wchłonęła z zanieczyszczonego akwenu, muszą kosztować i kosztują. Kupujemy organiczne, 100% sprasowanych alg albo nie kupujemy wcale, bo jeszcze sobie zaszkodzimy.

 
Granat

granat– posiada potwierdzone działanie przeciwzapalne i antyoksydacyjne, ogranicza rozwój raka. Zalecane jest picie soku z granata, z tym że nie chodzi to o soki z kartoników, takich lepiej nie pić wcale, bo zdrowotnych właściwości granatu w nich nie ma. Jeśli mamy wyciskarkę można robić samemu sok ze świeżych owoców, albo zjadać całe ziarna, które dodatkowo wspomagają pracę kosmków jelitowych.

 
Zioła rodzime 

- takie jak rozmaryn, tymianek, oregano, bazylia i mięta – sprzyjają apoptozie (śmierci komórki) komórek rakowych i ograniczają ich rozszerzanie.

 
Zioła z Azji i Ameryki Południowej 

- takie jak Vilcacora (koci pazur), La Pacho (Pau d’Arco, Tabevulia), Chaparral (Larrea divaricata), Suma (Pfaffia paniculata), traganek błoniasty (Astragalus membranaceus), Shang lu (szkarłatka jagodowa, Phytolacca acinosa) – większość z nich ma działanie znacznie wzmacniające odporność ale również udowodnione działanie antynowotworowe. Z naszych rodzimych ziół wspaniałe właściwości antynowotworowe ma również korzeń mniszka lekarskiego (taraxacum officinale). Przyjmuje się je w formie naparów.

Najlepiej przyjmować jednocześnie kilka ziół i grzybów, aby uzyskać efekt synergii.

 
Niektóre pospolite warzywa

– wrzucam je wszystkie trochę do jednego worka, ponieważ ilości jakie należałoby ich zjeść aby uzyskać efekt są znaczące. Zanieczyszczenie gleby i powszechnie stosowane sztuczne nawozy nie pozwalają patrzeć na większość warzyw jak na lekarstwo. Dlatego wszystko to co poniżej odnosi się tylko do warzyw uprawianych organicznie, spożywanych najlepiej w postaci skondensowanych soków. I tak: (A) warzywa krzyżowe (brukselka, bok choy, kapusta chińska, brokuły, kalafior) – mają w składzie sulforafan oraz indolo-3-carbinole, silne związki a działaniu antyrakowym. Gotowanie kapusty i brokułów niszczy te substancje. Należy je krótko dusić lub podsmażać na oliwie z oliwek. (B) Czosnek, cebula, por, szalotka i szczypiorek – sprzyjają apoptozie (obumieraniu komórek) raka, piersi, płuc, prostaty i białaczki. Obniżają poziom cukru we krwi. (C) Marchew, bataty, jamy, cukinie, dynia – zawierają witaminę A i likopen, skuteczny z zwalczaniu wzrostu komórek kilku rodzajów raki, m.in. glejaka. Luteina, likopen i fitoen zwiększają przyrost komórek układu immunologicznego. Czynią komórki NK bardziej agresywnymi względem komórek nowotworowych. (D) Psiankowate (pomidory, bakłażany, ziemniaki, papryka) mają udowodnione działanie antynowotworowe a ponadto mają działanie odtruwające. Nie powinny być jednak spożywane przez osoby z niedoborem Qi śledziony-trzustki (E) Jagody (truskawki, maliny, jagody, jeżyny, żurawina) – zawierają kwas elagowy i dużą ilość polifenoli. Pobudzają wydalanie karcerogenów z organizmu i powstrzymują proces tworzenia nowych naczyń włosowatych, niezbędnych do rozwoju guza (F) Buraki – oczyszczają wątrobę i krew. Wzmacniają serce i działają uspakajająco. 

 

Dlaczego w standardowych kuracjach antynowotworowych o roli pożywienia i tych właśnie cudownych pokarmów nie mówi się wcale? Dlaczego onkolog prowadzący w ogóle nie porusza tej kwestii z pacjentem? Mnie to się w dalszym ciągu w głowie nie mieści.

Share on Myspace


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.