user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

wtorek, 20 październik 2015 00:00

Cukier

Niedawno było o soli, dziś czas na przyjrzenie się kolejnemu białemu proszkowi. Czy taki cukier straszny jak go malują?

Słodka pokusa

Czy wiecie, że cukier w postaci w jakiej go znamy – czyli ekstrahowanego proszku – to względnie nowy wynalazek? Pierwsze fabryki cukru powstały mniej więcej na początku XIX a do powszechnego użycia cukier wszedł dopiero na początku XX w. (wcześniej był rarytasem, na który niewielu mogło sobie pozwolić).

Obecnie do wszystkich kuchni na świecie trafia 45 milionów ton cukru rocznie.

W moim domu rodzinnym cukru się w ogóle nie używało. Kilogramowa paczka cukru starczała średnio na 2 lata, gościom do herbaty i zawsze trzeba było jej szukać :-).

Wszechobecny cukier

Cukier jest tani jak barszcz (może dlatego, że też z buraków ;-) dlatego jest najpowszechniej stosowanym konserwantem i polepszaczem smaku. A ponieważ ludzie smak słodki lubią, cukier jest masowo dodawany wszędzie.

Pamiętam kilka lat temu gdy miałyśmy z córką kandydozę i przeszłyśmy na dietę bez cukru i mąki jak trudno było znaleźć w sklepie produkt bez cukru. Wędlina? Prawie niewykonalne. Śledzie? Również. Cukier jest wszędzie, nawet w produktach, które słodkie z natury nie są. Fanom Coli polecam wyszukanie i obejrzenie sobie na Youtube filmików pokazujących proces gotowania tego napoju. Po odparowaniu płynu, zostaje cukier (syrop). Można się zdziwić.

Rodzicom, którzy dzieciom podają wody smakowe i soczki (tak, tak, soczki) polecam doczytać co tak naprawdę fundują swoim pociechom. Soki owocowe to też produkt skondensowany z ogromną ilością cukru. Przewaga tego cukru jest taka, że ma pochodzenie naturalne, nie jest chemicznie ekstrahowany do białych kryształów, ale jednak to cukier. Przy czym te soczki butelce czy kartoniku (nie świeżo wyciskane) naprawdę nie zawierają naturalnych witamin. Dlatego soki owocowe wcale nie są takie zdrowe jak się powszechnie sądzi. Natomiast bardzo zdrowe są świeżo wyciskane soki warzywne! Owoce raczej powinno spożywać się w naturalnej postaci i to wcale nie tak dużo, jakby się mogło wydawać.

Jednak uwaga! Cukier zostaje coraz częściej wypierany przez syrop glukozowo-fruktozowy. To jest dopiero tragedia i świństwo jakich mało. Pamiętajcie, z dwojga złego cukier znacznie lepszy niż ww. syrop, co nie znaczy, że wskazany. 

Cukrowi narkomani

Wracając do wszechobecnego cukru. Jaki jest efekt tak powszechnego dodawania go do wszystkiego? Zastraszający wzrost zachorowań na cukrzycę typu II, otyłość, uzależnienie od cukru przybierające formy klasycznego uzależnienia (ze zmianą osobowości włącznie) i wiele, wiele innych.

W efekcie bardzo duża część ludzi ma tak spaczony smak, że ich ocena słodkości jest całkowicie zachwiana. Ostatnio moja mama, która słodyczy nie jada prawie w ogóle, na proszonym przyjęciu, po namowach gospodarza i szczerych zapewnieniach, iż ciasto jest bardzo mało słodkie a wręcz „wyjątkowo mało słodkie” skosztowała tego ciasta z grzeczności i dyskretnie wypluła, bo nie była w stanie przełknąć tego ulepka!

Biały, brązowy, trzcinowy – czyli kolejne nieporozumienia

O „białej śmierci” mówi się sporo, dlatego duża część osób po prostu ochoczo sięga po cukry inne niż biały z przekonaniem, że cukier brązowy i cukier trzcinowy są zdrowsze i że wystarczy cukier biały zastąpić powyższymi, aby odżywiać się dobrze :-).

Trzeba jasno powiedzieć, że nic bardziej mylnego.

Otóż:

Tzw. biały cukier jest produktem rafinacji buraka lub trzciny cukrowej. Końcowy efekt w postaci cukru rafinowanego czy to z buraka czy z trzciny cukrowej jest taki sam – jest to w ok. 99,7 % sacharoza. Biały cukier z trzciny cukrowej nie jest więc w żaden sposób lepszy od „naszego“ buraczanego cukru. Ponieważ jednak jest często droższy, przeciętny konsument automatycznie uznaje go za lepszy jakościowo i zdrowszy. Wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Podobnie rzecz ma się z tzw. cukrem brązowym. Cukier brązowy to najczęściej biały rafinowany cukier z dodatkiem melasy, która nadaje mu charakterystyczny śniady odcień. Samemu bardzo łatwo zrobić cukier brązowy dodając łyżkę melasy do szklanki cukru. Nic zdrowego.

Cukier nierafinowany

Cukier, który rzeczywiście jest lepszy to CUKIER NIERAFINOWANY (surowy). Przewaga cukru nierafinowanego na rafinowanym jest taka, że cukier nierafinowany oprócz sacharozy zawiera również śladowe ilości żelaza, wapnia, magnezu, potasu i innych pierwiastków (nie łudźmy się jednak, że są to ilości, które w znaczący sposób poprawią nasze zdrowie) i nieco wolniej wzrasta po nim stężenia glukozy we krwi (ale i tak szybko). 

Tak więc rzeczywiście cukier nierafinowany jest zdrowszy od białego i jeśli chcecie używać cukru „zdrowszego“ to właśnie tego szukajcie. Oczywiście cukier nierafinowany może być i cukrem z trzciny cukrowej i cukrem brązowym, ale kluczowym słowem jest tu „nierafinowany“. Niezrozumiałe jest dla mnie dlaczego ten cukier jest kilkukrotnie droższy niż cukier biały, gdyż proces jego produkcji jest krótszy i wymaga mniej odczynników chemicznych.

Chcę jednak jasno podkreślić to, że nawet jeśli cukier nierafinowany jest zdrowszy od białego, to wcale nie oznacza, że jest zdrowy.

Przy okazji olejów pisałam już o tym, że produkty ekstrahowane zawierają taką kondensację składników, która sama w naturze nie występuje. Błędem jest zatem zakładanie, że wystarczy cukier biały zastąpić nierafinowanym. Cukier w żywieniu po prostu trzeba ograniczyć do minimum. Wyjątkiem są osoby wyczynowo uprawiające sport, ale one o tym wiedzą same, więc nie będę się na ten temat rozpisywać.

Odstaw cukier a będą dziać się cuda

 

Jestem wielką zwolenniczką niestosowania cukru w ogóle. Wiem, że mogę zostać posądzona o radykalizm, ale zapewniam Was, że życie bez cukru jest po prostu lepsze i przyjemniejsze.

 

Co się dzieje, gdy odstawimy cukier:

Odczucia są podobne do odstawienia dowolnej innej używki: najpierw irytacja, poddenerwowanie, wściekłość i głód, potem spokój i dobre samopoczucie.

Bez cukru:

  • znacząco poprawia się nastrój, koncentracja, pamięć;
  • poprawia się sen;
  • wzrasta odporność;
  • poprawia się stan skóry (znikają wykwity i szorstkość);
  • zaczymy znacznie wyraziściej odczuwać smaki. Czujemy naturalną słodycz w naturalnych produktach, np. słodycz gotowanego ryżu, pomidora, ogórka. Surowa marchewka wydaje się być tak słodka, że jest prawie nie do zniesienia ;-)
  • chudniemy;
  • można wyleczyć albo ograniczyć pasożyty w układzie pokarmowym;
  • poprawia się stan zębów – wielu dentystów twierdzi, że procesu próchnicy nie da się cofnąć, tzn. że jeśli ząb już się zaczął psuć to sam się nie naprawi. Ostatnie badania pokazują, że nie jest to prawda. Nasz samouzdrawiający się organizm i z próchnicą jest w stanie sobie poradzić sam. Doświadczyłam tego osobiście po całkowitym odstawieniu cukru – cofnęły mi się tzw. plamki próchnicowe.

PAMIĘTAJCIE: Najbardziej zapalną znaną substancją jest właśnie cukier. We wszelkich stanach zapalnych (czy to reumatoidalne zapalenie stawów czy początek grypy czy coś innego) cukier  działa zaogniająco! W czasie choroby nowotworowej cukier należy odstawić całkowcie, bo żywią się nim komórki rakowe. 

Namawiam Was na stopniowe ograniczanie cukru, aż do całkowitej z niego rezygnacji. Dobrym początkiem jest dieta antypasożytnicza, o której pisałam tu – po jej przeprowadzeniu na pewno nie będzie Was ciągnęło do cukru.

Jeszcze jedna ważna uwaga. Po antybiotykoterapii przez 2-3 m-ce należy odstawić cukier całkowicie, w przeciwnym wypadku, połączenie wybitych „dobrych“ bakterie plus cukier to w zasadzie gwarancja drożdżycy.

Zdrowe zastępniki

W związku z coraz większą świadomością  dotyczącą szkodliwości cukru, ostatnio modne zrobiły się różne jego zastępniki.  Niektóre z nich rzeczywiście są lepsze niż cukier, ale powtarzam - celem powinno być wyłączenie nadmiaru smaku słodkiego z pożywienia. Większość z nas ma odczuwanie słodkiego wypaczone. W Azji, słodycze są zaledwie lekko słodkie, bardzo mi się to podoba, słodycz jest subtelna i dyskretna, po zjedzeniu nie chce się jej więcej. Moim prywatnym zdaniem, słodkie powinno się jeść nie częściej niż raz w tygodniu, np. w niedzielę i powinien to być deser minimalnie słodki (np. pieczone jabłka z rodzynkami i orzechami, pudding kokosowy z tapioki z łyżeczką miodu i musem z owoców).

Przy zdrowej florze bakteryjnej jelit, w zasadzie nie powinniśmy mieć specjalnie ochoty na słodkie. Przeogromna chęć na słodycze przejawiająca się np. wsiadaniem o 22.00 w samochód, żeby pojechać na stację benzynową po batonik czy chałwę, jest przejawem poważnych zaburzeń w organizmie (najprawdopodobniej jest to drożdżyca). Pamiętajcie, że trudny do odparcia apetyt na słodkie to najczęściej głos patogenu a nie Wasz głos wewnętrzny!

Ze zdrowych zastępników osobiście stosuję stewię w liściach (niestety nie wszyscy lubią tę słodycz, do wypieków raczej słabo się nadaje), dobrej jakości miód w niewielkiej ilości, ekologiczne owoce suszone (rodzynki, daktyle, figi), czasem ksylitol (niby naturalny, ale forma białego proszku jednak nie do końca mnie przekonuje) i brązowy cukier (używa go głównie mój mąż, czasem ja do ciast w ilości ¼ tego co w przepisie). Bardzo zdrowym słodem jest również słód ryżowy i jęczmienny, są subtelnie słodkie i bardzo drogie.

Słodycze a dzieci

Trochę inaczej jest z dziećmi. Dzieci bardzo lubią smak słodki, nawet te żywione prawidłowo. Osobiście uważam, że lepiej zrobić dziecku od czasu do czasu zdrowy, domowy, leciutko słodki deser (np. budyń, kisiel, ciasteczka owsiane, kaszę jaglaną z suszonymi owocami, pieczone owoce, batonik z suszonych owoców i orzechów, galaretkę na soku itp.) niż całkowicie zakazać słodyczy. To ostatnie grozi bowiem tym, że dziecko będzie podjadać paskudne sklepowe słodycze, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja (np. rodziców nie będzie w pobliżu) albo wcinać czekoladę w nocy pod kołdrą. Tak bowiem działa efekt zakazanego owocu. Umiarkowana ilość lekko słodkich, dobrej jakości, domowych słodyczy co jakiś czas pozwoli dziecku nauczyć się dobrych nawyków jeśli chodzi o poziom odczuwanej słodyczy i częstotliwość deserów. 

W ciężkich przypadkach

Osoby uzależenione od cukru, mogą mieć potworną trudność w odstawieniu cukru (jak to z każdym zerwaneim z nałogiem bywa). Dlatego na zakończenie, dla takich osob - ciekawostka. Istnieje naturalna roślina pod nazwą gurmar (gymnema sylvestre), która czasowo wyłącza odczuwanie smaku słodkiego. Przeżucie kilku liści z rana może skutecznie pomóc w walce z apetytem na słodkie.

 

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
środa, 02 wrzesień 2015 00:00

Olejek z oregano - tajna broń na okres jesienny

 

Oj pokochałam ten olejek miłością wielką i trwałą. Zalet ma ilość przeogromną, wad – jak dla mnie żadnych (choć przyznam, że zdania na ten temat są podzielone, o czym dalej), cenę przystępną a działanie spektakularne.

Właściwości:
  • jest naturalnym antyoksydantem, co oznacza, że neutralizuje nadmiar krążących w naszym ciele wolnych rodników (a w skrócie hamuje procesy starzenia i rakowacenia)
  • jest naturalnym antybiotykiem bez skutków ubocznych,
  • ma działanie przeciwbólowe
  • w sytuacji stanów zapalnych dziąseł (np. po leczeniu kanałowym) może w znacznym stopniu pozwolić utrzymywać stan zapalny pod względną kontrolą, szczególnie jak dodatkowo będziemy żuć 3-4 goździki dziennie
  • zwalcza dużą ilość bakterii (np. escherichia coli), grzybów (np. candida) i innych pasożytów
  • w bardzo wyraźny sposób wzmacnia odporność i jego stosowanie w okresie jesienno-zimowym znacząco obniża ryzyko jesienno-zimowego przeziębienia czy choroby
  • jak wszystkie gorzkie substancje poprawia i wspomaga trawienie
Stosowanie:

Wewnętrzne

O olejku oregano pisałam przy okazji prezentacji kuracji oczyszczającej z pasożytów tu. Ale powtórzę to jeszcze raz. Olejek, pomimo tego, że jest rozcieńczany w oliwie i ma stężenie „zaledwie” 20% jest niezwykle silny i ostry w smaku. Dlatego trzeba nauczyć się go używać. Ja używam go nieco inaczej niż podaje producent na opakowaniu, gdyż aplikuję go sobie załączonym zakraplaczem bezpośrednio na język w ilości 5 kropel 2-3 razy dziennie, po czym obficie popijam wodą. Ważne jest aby była to tylna a nie przednia część języka, gdyż z tyłu mniej odczuwamy jego ostry smak. Przyzwyczaiłam się do tego posmaku a nawet go polubiłam, ale wiem, że dla niektórych jest nie do zniesienia, wtedy należy – tak jak sugerują producenci – rozpuszczać go w łyżce oliwy. Olejek najlepiej przyjmować na pusty żołądek, 20 minut przed posiłkami

Zewnętrznie

Olejek z oregano może być stosowany zamiast aptecznych maści zewnętrznie na grzybice i inne zmiany skórne (zawsze wcześniej wykonujemy test na nadgarstku i sprawdzamy jak reaguje nasza skóra). Podobne działanie ma olejek lawendowy, goździkowy i z drzewa herbacianego.

Inhalacje

Gdy mamy katar albo czujemy, że coś nam siedzi w gardle, płucach lub zatokach warto spróbować inhalacji z olejku z oregano. W tym celu na 2 l wrzątku dajemy 15-30 kropli gotowego preparatu z oliwą o stężeniu 20% lub 3-6 kropli czystego (100%) olejku i wdychamy taką mieszankę przez kilka minut 2-3 razy dziennie.

Dostępność na rynku:

Na rynku dostępnych jest kilka preparatów i wydaje mi się, że wszystkie są porównywalne jakościowo. Substancja, o której tu piszę to olejek z dzikiego oregano (origanum vulgare) czyli lebiodki pospolitej. Większość dostępnych preparatów ma wmontowany zakraplacz oraz stężenie 20%.

Niektórzy mnie pytają czy jedzenie samego oregano, np. dodawanie go do potraw nie wystarczy. Oregano jest bardzo zdrowe i jasne, że jego używanie może być bardzo korzystne. Trzeba tu jednak wyraźnie powiedzieć, że każdy olejek eteryczny jest wysoce skoncentrowaną substancją, zawierającą nieporównywalnie więcej korzystnych dla nas fenoli, seskwiterpen, katechiny, flawonoidów itd. niż naturalna forma rośliny, z której zostały pozyskane.

Jeśli jeszcze nie znacie olejku oregano zachęcam Was gorąco do jego wypróbowania i okresowego stosowania!

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
wtorek, 04 sierpień 2015 00:00

Jesteś tym co jesz - hasło nie zawsze prawdziwe 

Gdy dajesz sobie to co najlepsze, a okazuje się, że karmisz wroga

 

Jesteś tym czym jesz – to hasło zawsze mi się podobało i rzeczywiście jakość nas w dużej mierze zależy od jakości tego co serwujemy sobie na talerzu.

Ale od strony szczegółów niestety nie jest to już tak oczywiste. Za to bowiem, co z wartości odżywczych zawartych w spożywanym pokarmie ostatecznie do nas trafi i nas zbuduje i wzmocni odpowiedzialne jest wchłanianie. Jeśli wchłanianie szwankuje – możesz się żywić najlepiej na świecie, a niewiele to da, a możesz wręcz mieć znaczące niedobory.

Przypadek, z którym miałam do czynienia ostatnio: kobieta, lat. 60, dosyć wysoki poziom homocysteiny (ok. 18, dla przypomnienia homocysteina pow. 8 powinna już być sygnałem alarmowym. Bliżej o homocysteinie pisałam tu). Zmieniła dietę, wykluczyła pieczywo, znacząco schudła, przez 3-4 miesiące suplementowała witaminę B12, B6 i kwas foliowy, co jak wiadomo jest najskuteczniejszym sposobem na obniżenie poziomu homocysteiny. Po 4 m-cach kolejne badanie wykazało wzrost homocysteiny do 23! Co to oznacza? Czy oznacza to, że witamina B12, B6 i kwas foliowy nie obniżają poziomu homocysteiny? Nie. To oznacza, że najprawdopodobniej z jakiegoś powodu organizm nie przyswajał tych witamin z suplementów. Przypomina to sypanie pasku do worka z dziurą i dziwienie się, że piasku jest coraz mniej. 

Przyczyn złego wchłaniania jest dużo i trudno od razu stwierdzić co w tym przypadku na to wpłynęło. Pierwszym wytłumaczeniem może by sam suplement. To niestety ma znaczenie czy witamina B12 kosztuje 3,49 zł czy 149 zł. Ta pierwsza w formie tabletki (pomijając fakt, że ma w składzie dosyć dużo różnych niepotrzebnych świństw), charakteryzuje się wchłanialnością na poziomie w najlepszym razie kilku procent, żeby był jakiś efekt trzeba by łykać jej tak dużo, że grozi nam zatrucie dodatkami upchanymi w tabletce).

No dobrze, ale akurat w omawianym przypadku kobieta nie oszczędzała na jakości suplementu. Jakie zatem mogły być inne przyczyny niskiej wchłanialności?

Podejrzewaną przeze mnie przyczyną jest rozrost pasożytów w przewodzie pokarmowym.

O florze bakteryjnej i jej fundamentalnym znaczeniu dla naszej odporności (czytaj: zdrowia) pisałam tu. Gdy na skutek błędnej diety, stosowania używek lub mocnych chemicznych leków dojdzie do zaburzeń flory bakteryjnej, przewagę zyskują „niechciani goście”.  Mamy wówczas do czynienia z infekcją pasożytniczą, która może wywoływać mniej lub bardziej dokuczliwe objawy (całą gamę, z których najczęstsze to egzemy, alergie i bóle/wzdęcia w jamie brzusznej).

Główne rodzaje infekcji pasożytniczych to:
  • zakażenia bakteryjne – np. gronkowcem złocistym, paciorkowcami, chlamydiami
  • zakażenia grzybiczne (w tym drożdżakowe) – tu niewątpliwą „gwiazdą” jest candida albicans
  • zakażenia robakami  - np. tasiemcami, owsikami, włosogłówkami, glistami ludzkimi, przywrami itp.
  • zakażenia pierwotniakami – np. lamblią, toksoplazmą itp.

Nie będę ich tu opisywać szczegółowo, w Internecie jest dużo rzetelnych informacji na ten temat a nawet można sobie obejrzeć obrzydliwe filmiki dosadnie pokazujące co się może zalegnąć w nas (nie polecam przed obiadem ani tuż po).

Najgorsze jest to, że ci nieproszeni goście nierzadko wydostają się z przewodu pokarmowego do wewnątrz organizmu wędrując krwią lub limfą do różnych zakamarków naszego ciała, co może zakończyć się tragicznie.

Czym żywią się pasożyty?

Nami. Lubią to co my. Cukier, mąkę, skrobię, tłuszcze. Uwielbiają witaminy i suplementy wzmacniające. Podbierają nam to co najlepsze, w ten sposób nie starcza dla nas.

Skala zakażeń pasożytniczych jest tak duża, że osobiście uważam, że raz w roku, nawet bez wykonywania żadnych badań warto przeprowadzić naturalne odrobaczanie i odgrzybianie, chociażby profilaktycznie.

Jeśli macie w domu zwierzęta a ich regularnie nie odrobaczacie, pewność, że macie pasożyty jest bliska 100%. Wśród osób cierpiących na choroby degeneracyjne (rak, stwardnienie rozsiane, Alzheimer) w ciemno można zakładać zakażenia pasożytnicze, szczególnie w postaci grzybic.

Wracając do omawianego przypadku, badania wykazały znaczący rozrost drożdżowców, być może odpowiedzialnych za nieprzyswajanie witaminy B12. Składa mi się to w całość, bo pacjentka jakiś czas temu zaczęła pić w bardzo dużych ilościach kombuchę (po znalezieniu w Internecie informacji o jej cudownych właściwościach prozdrowotnych). Kombucha zaś to sfermentowany napój z herbaty, a fermenty, choć w normalnych warunkach zdrowe i wskazane, przy zakażeniu drożdżakami mogą znacznie pogorszyć nasz stan.

Pacjentka jest teraz w trakcie przepisanej przeze mnie kuracji przeciwpasożytniczej i liczę na to, że po jej zakończeniu jej wchłanialność znacząco się poprawi i pociągnie za sobą spadek homocysteiny. Wydaje się bowiem, że do tej pory – pomimo w miarę dobrego żywienia i suplementacji -  to co cenne trafiało do intruzów.

Jak się pozbyć nieproszonych gości?

Jest bardzo dużo skutecznych, naturalnych metod pozbywania się pasożytów. Na rynku można spotkać dobrej jakości gotowe preparaty naturalne, ich cena jest jednak dosyć wysoka.  Warto sobie przy tym uświadomić, że najważniejsza w kuracji jest dieta a nie preparaty (które mają charakter pomocniczy) i bez właściwej diety żaden najdroższy nawet preparat nie pomoże, z właściwą zaś dietą – preparaty takie nie są niezbędne i można je zastąpić tanimi, naturalnymi odpowiednikami.

W kolejnym wpisie przedstawię prostą kurację przeciwpasożytniczą do samodzielnego przeprowadzenia w domu.

Share on Myspace
Dział: Kuracje
czwartek, 06 sierpień 2015 00:00

Program zwalczania pasożytów

 

W poprzednim wpisie podkreślałam konieczność regularnego odrobaczania się i oczyszczania z pasożytów. Przed przystąpieniem do kuracji koniecznie przeczytajcie tamten tekst.

Prezentowana przeze mnie dieta jest prosta, ale nie jest łatwa. Jak to zwykle bywa, najtrudniejsze są pierwsze 3 dni. Jeśli ktoś ma kilka kilo za dużo, na pewno przy okazji je straci, bez głodzenia się. Poniżej przedstawiam omówienie jej zasad, zaś na końcu artykułu znajdziecie „bryk” w pdf-ie z najważniejszymi informacjami do wydrukowania i przypięcia na lodówce jako ściągawki.

 

Podstawowe założenia kuracji:

Codziennie rano jako śniadanie jemy 1/3 filiżanki nierafinowanego (brązowego) surowego ryżu – ryż żujemy tak długo, aż zamieni się w płyn i wtedy go połykamy. Osoby ze słabymi zębami mogą ryż moczyć przez noc w wodzie, wówczas rano będzie miększy. Uwaga na takie śniadanko trzeba przeznaczyć minimum 20-30 min,  – tyle czasu żuje się ryż. Jest to podstawa diety, element którego niczym nie zastąpimy. Ryż spożyty w takiej postaci ma niezwykłe zdolności „wymiatania” zaległych w przewodzie pokarmowym gnijących resztek i pasożytów. Po zjedzeniu ryżu należy odczekać min. 3 godz. do następnego posiłku. Pyszne toto nie jest, ale można się przyzwyczaić i podejść do tego z humorem

15 min przed obiadem i kolacją pijemy łyżeczkę octu jabłkowego (ma to dokwasić żołądek i zapewnić prawidłowe trawienie) – jeśli źle znosisz ocet – zmniejsz dawkę, w ostateczności – jeśli nie jesteś w stanie pić octu – zrezygnuj z niego

2x dziennie pomiędzy posiłkami (min. 1 h po posiłku) zażywamy 5 kropli olejku oregano – olejek ten ma wybitnie przeciwgrzybiczne działanie. Do kupienia jest wiele preparatów (zwykle sam olejek oregano to ok. 20% składu, reszta to oliwa z oliwek i to jest całkowicie normalne, nie należy się przejmować, że olejku oregano jest w preparacie tylko 20%). Olejek można rozpuścić w szklance wody i wypić, ale łatwiej jest zaaplikować go sobie bezpośrednio na język i szybko popić wodą - ważne przy tym jest, aby była to tylna a nie przednia część języka. Sprawdźcie jak „smakuje” ten olejek podany z przodu języka a jak na jego tylnej części a zrozumiecie o co chodzi i jak działają kubki smakowe

Spożywamy 1 ząbek surowego czosnku dziennie (najlepiej z obiadem) – osoby, którym surowy czosnek źle robi mogą zastąpić go preparatem w kapsułkach

Jemy niewielką ilość kapusty kiszonej (łyżkę) do obiadu

Dodajemy prażone pestki dyni do obiadu lub kolacji (pestki dyni to świetny produkt przeciwpasożytniczy, jednak bezwzględnie muszą być uprażone, gdyż można na nich często spotkać bakterię coli)

Absolutnie nie wolno podjadać między posiłkami, bo rozwala to cały program!

Przed spaniem pijemy napar z mieszanki przeciw robakom lub z bylicy pospolitej/ piołunu – na rynku są również dostępne gotowe, gorzkie mieszanki na robaki, ale w zasadzie każde gorzkie zioła będą dobre

Przyjmujemy probiotyki i prebiotyki między posiłkami (szczególnie L. sporogenes i B. laterosporus)

Pijemy jedną łyżkę nierafinowanego oleju lnianego do obiadu

Dokładnie przeżuwamy jedzenie (b. ważne!)

Jest to dieta na której, nie wolno się przejadać, jemy absolutne minimum, w przypadku b. silnego głodu można zjeść marchewkę

Surowe warzywa moczyć przez 15 min. w roztworze octu jabłkowego (1 łyżka stołowa na 4 l wody) – usuwa pasożyty z warzyw

Odrobaczyć zwierzęta domowe, inaczej kuracja będzie krótkotrwała

Należy jeść o stałych godzinach!

 

Wykluczamy:
  • cukier pod każdą postacią (w tym miód). Dozwolona jest niewielka ilość stewii w liściach

  • węglowodany złożone (chleb, mąka, zboża, gotowany ryż i kasze, płatki śniadaniowe i ziemniaki). Dozwolona jest niewielka ilość kaszy jaglanej i gryczanej
  • surowe orzechy, migdały i pestki słonecznika (dozwolona jest niewielka ilość uprażonych lub ugotowanych)
  • owoce
  • nabiał (w tym sery)
  • mięsa, szczególnie czerwone
  • sól (dozwolona jest szczypta himalajskiej)
  • suplementy (które wzmacniają pasożyty), wyjątkiem jest chlorella, spirulina i zielony jęczmień

 

Dieta oparta jest na:
  • niewielkich ilościach kaszy jaglanej i gryczanej
  • grzybach (wszelkich)
  • podgotowanych kiełkach (potrafią być istną kopalnią pasożytów)
  • fasolkach adzuki i mung
  • w zasadzie wszystkich warzywach, a szczególnie burakach, marchwi, kapuście, porze, cebuli, chrzanie, cukinii, bakłażanie, kalafiorze, brokułach, selerze itp.
  • awokado (nadaje się do wszelkich past i jest bardzo sycące)
  • jajkach
  • soczewicy
  • dla wybitnych mięsożerców dozwolona jest niewielka ilość mięsa, bardzo dobrze ugotowanego raz na 5 dni
  • przyprawach: koper włoski, goździki, pieprz kajeński, szałwia, imbir, chrzan, tymianek
  • kelpie i innych wodorostach (odbudowują odporność)
  • napojach: woda, napary z pokrzywy, napar ze świeżej szałwii, czystek, zielony jęczmień, napar z pau d'arco (lapacho) - b. dobrze zwalcza drożdżowce

  

Plan posiłków:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu. Należy rzuć go tak długo, aż zmieni się w płyn

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – wybrane danie + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa (np. zupa krem)

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Przykładowy jadłospis:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu.

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – guacamole + placuszki gryczane + zapiekana cukinia nadziewana kaszą jaglaną i pieczarkami + surówka z marchewki + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa krem z kalafiora posypana pietruszką i prażonymi pestkami dynii

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Harmonogram:

Dietę stosujemy przez 10 dni, po których robimy 5 dni przerwy (jemy normalnie) po czym kontynuujemy kurację. Owe 5 dni przerwy wynika z cyklu rozwoju pasożytów, w tym czasie mają się wylęgnąć z larw kolejne osobniki, które my w kolejnym 10-dniowym cyklu zniszczymy. Minimalna kuracja to 3 x po 10 dni kuracji z dwoma 5-dniowymi przerwami pomiędzy – łącznie 40 dni. Przy znaczących zakażeniach pasożytniczych kuracja może trwać nawet 3x dłużej. W normalnych przypadkach proponuję zrobić normalny cykl, czyli 10+5+10+5+10.

Jeśli jesteście zdecydowani, mam dla Was tutaj powyższy program spisany w pigułce do wydrukowania i powieszenia na lodówce.

 

Kiedy?

Najtrudniejszym okresem przeprowadzania oczyszczania jest lato, bo wtedy dary natury w postaci owoców sezonowych kuszą nas zewsząd (i słusznie) a w czasie kuracji owoce są wykluczone (bo pasożyty lubią je równie bardzo jak my). Jeśli jednak nasz stan jest poważny i potrzebujemy szybkiego odrobaczania trzeba działać latem, a owoce jeść tylko w 5-dniowych okresach przerwy.

Korzystnie jest przeprowadzać kurację jesienią, kiedy owoce sezonowe już się skończyły, natomiast jest jeszcze dostępnych sporo warzyw, stanowiących podstawę tej kuracji. Zimą czy na wiosnę jest już tak niewiele z poprzedniego sezonu, że dużo trudniej będzie nam przygotować urozmaicone i atrakcyjne posiłki.  

 

Wypróżnienia:

Jak przy każdej kuracji oczyszczającej niezwykle ważną kwestią są regularne wypróżnienia. Ponieważ zmieniamy sposób jedzenia może dojść do zatwardzeń i nie jest to nic niezwykłego. Jednak w takiej sytuacji konieczne trzeba sobie pomóc (np. łyżką oleju rycynowego na noc). Długotrwałe zatwardzenia (powyżej 1 dnia) mogą doprowadzić do wtórnego zakażenia toksynami uwalniającymi się z zabitych/ uszkodzonych pasożytów, których nie wydaliliśmy (tzw. reakcja Hexheimera). Dlatego trzeba o regularne wypróżnianie szczególnie zadbać.

 

Skutki uboczne:

Chwilowe pogorszenie się stanu zdrowia (np. bóle głowy, swędzenie ciała, wypryski, pobolewanie wątroby, odczucie zasysania w żołądku/jelitach itp.) to normalne reakcje ozdrowieńcze i należy przyjąć je z wdzięcznością, bo oznaczają, że organizm intensywnie czyści się z pasożytów.

 

POWODZENIA!

UWAGA: dieta przeprowadzana może być przez osoby względnie zdrowe, przy poważniejszych chorobach - tylko pod nadzorem doświadczonego lekarza lub naturoterapeuty. Dieta została opracowana na podstawie Paula Pitchforda „Healing with Whole Foods: Asian Tradition and Modern Nutrition” („Odżywianie dla zdrowia: Tradycje wschodnie i nowoczesna wiedza o żywieniu”).

Share on Myspace
Dział: Kuracje
piątek, 24 lipiec 2015 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 3 Stany zapalne w organizmie - ukryci zabójcy

 

W poprzedniej części tego cyklu pokusiłam się o sformułowanie katalogu otwartego częstych przyczyn nowotworów, i wśród nich znalazły się również przewlekłe stany zapalne organizmu.

Ostre stany zapalne występują często przy infekcji. Oznaczają, że do organizmu wniknął patogen i organizm się broni i „działa”. Kończy się choroba, kończy się stan zapalny.

Z kolei przewlekłe stany zapalne jak sama nazwa wskazuje są stanami trwałymi. Jako takie sprzyjają wystąpieniu nie tylko raka, ale bardzo wielu chorób cywilizacyjnych, w tym z autoagresji. Posługując się znowu moją ulubioną metaforą, przewlekły stan zapalny jest jak trwały konflikt zbrojny na terytorium państwa, które non-stop od wielu miesięcy a nawet lat wymaga podwyższonej aktywności wojska. Gdy nasi obrońcy znajdują się, powiedzmy na granicy południowej i są non-stop zajęci, niezwykle łatwo jest innemu wrogowi przedostać się przez inną granicę i zaatakować. Po prostu trudno jest prowadzić walkę na zbyt wielu frontach jednocześnie, mając do dyspozycji konkretną ilość, osłabionego już wojska. Dlatego bezwzględnie należy dążyć do wyeliminowania przewlekłych stanów zapalnych organizmu. Tak aby nasza wewnętrzna armia na co dzień miała wolne i była zwarta i gotowa na właściwe i sprawne zareagowanie w sytuacji powstania komórek nowotworowych w naszym organizmie.

 

Czym jest stan zapalny?

Najkrócej mówiąc, stan zapalny to reakcja organizmu na wniknięcie patogenu i uszkodzenie tkanki. Po pojawieniu się stanu zapalnego leukocyty próbują zniszczyć patogeny i usunąć z organizmu zniszczone komórki.

Jeśli stan zapalny jest długotrwały – oznacza to, że coś przeszkadza naszym białym krwinkom pokonać intruzów, nie są wystarczająco silne i skuteczne. Trzymają wprawdzie intruza pod pewną kontrolą, ale nie są w stanie go całkowicie i ostatecznie wyeliminować z organizmu.

Owo „coś“ to najczęściej to co wrzucamy na talerz oraz nasz styl życia – czynniki „karmiące” wroga.

 

 

Jak rozpoznać stan zapalny? 

Objawy łatworozpoznawalne

Stan zapalny często po prostu czuć (boli ząb, stawy itp.) lub widać (obrzęk, zaczerwienienie, ropa).  Uczucie gorąca oraz zaczerwienienie spowodowane są rozszerzaniem się naczyń krwionośnych i spowolnieniem krążenia krwi, obrzęk jest spowodowany wysiękiem osocza a ból - uciskiem na włókna nerwowe.

W czasie gdy zachorowałam na raka, od mniej więcej 5 lat pobolewał mnie ząb po leczeniu kanałowym. Raz było lepiej, raz gorzej, dentyści sobie z tym nie radzili zupełnie, wydałam majątek na dwukrotne leczenie kanałowe, ale niewiele to dało. Teraz wiem, że przez ponad 5 lat pozwalałam na coraz większe osłabianie własnego układu immunologicznego. Kiedy zdecydowałam się wreszcie na wyrwanie zęba – literalnie odżyłam. Włosy przestały mi wypadać i nabrały blasku, skóra wypromieniała, wróciła do mnie energia. Oczywiście daleka jestem od twierdzenia, że mój przewlekły stan zapalny zęba był bezpośrednią przyczyną zachorowania na raka, natomiast na pewno się do niego przyczynił.  

Polecam zresztą zapoznanie się z badaniami dr Westona Price’a i publikacjami dr Hala A. Hugginsa nt. wpływu leczenia kanałowego na powstawanie chorób zwyrodnieniowych, w tym nowotworów. Polscy onkolodzy i stomatolodzy raczej nie mają o tym pojęcia. Zdanie, które często słyszę gdy próbuję zejść na te tematy, brzmi: „leczenie kanałowe jest standardową, bezpieczną metodą”. Wcale mnie nie przekonuje. Stomatologia jest bowiem akurat takim działem medycyny, w którym standardów, które potem okazały się dramatycznymi pomyłkami było całkiem sporo, żeby choćby wspomnieć wypełnienia amalgamatowe czy dodawanie „cudownego” fluoru do wszystkiego co się da. Po tym co przeszłam i przeczytałam do leczenia kanałowego podchodzę z ogromną rezerwą i sobie takiej atrakcji już nie zafunduję, wolę rwać od razu, a najlepiej oczywiście nie doprowadzać do kolejnych stanów zapalnych.

Zapalenia „bezobjawowe” (tzw. ciche stany zapalne)

Czasem jednak stanu zapalnego nie widać od razu, a jest. Przykładem są nadżerki we wczesnym stadium (stan zapalny już jest, ale jeszcze go nie czujemy), stany zapalne tętnic, prowadzące wprost do miażdżycy i związanych z tym zawałów i udarów oraz zakażenia pasożytami, grzybami, wirusami czy bakteriami. Jeśli więc podejrzewamy, że mamy ukryty stan zapalny, albo chcemy sprawdzić czy wszystko w porządku warto wykonać następujące badania z krwi:

  • białko fazy ostrej CRP (cena ok. 15 zł),
  • poziom homocysteiny (cena ok. 60 zł)

CRP białko fazy ostrej pokazuje wprost czy mamy w organizmie ukryte stany zapalne. Homocysteina jest dobrym wyznacznikiem tego co dzieje się z tętnicami i układem wieńcowym i prognostykiem incydentów wieńcowych, nieporównywalnie lepszym niż poziom cholesterolu, który w zasadzie nie jest żadnym wyznacznikiem tego czy będziemy mieć zawał/udar czy nie* Zasadniczo polskie poziomy normy homocysteiny są zawyżone. Poziom pow. 8-9 jest sygnałem, że coś się może zacząć w tętnicach dziać i warto się tym zainteresować. Najskuteczniejszym sposobem obniżenia poziomu homocysteiny (i ochrony tętnic) jest suplementacja witaminą B12, B6 i kwasem foliowym.

Oba badania są niestety płatne, onkolog raczej tych badań nie zleci, bo nie są w standardzie (choć zdecydowanie powinny), ale wiedza, którą otrzymamy po ich wykonaniu jest warta każdej ceny.  

 

Dieta przeciwzapalna

Substancje sprzyjające stanom zapalnym

Najbardziej zapalną substancją jest cukier. Wykluczenie cukru (i rafinowanego i nierafinowanego) oraz wszelkich słodzików-zastępników (miód, słody, suszone owoce itp.) oraz ograniczenie spożycia owoców do minimum jest pierwszym krokiem ku zakończeniu stanu zapalnego. W zasadzie jedynym dopuszczalnym słodzikiem może być stewia w liściach lub suszona (ale nie w formie proszku). Wiem, jest to bardzo trudne do zrobienia, ale opłaci się stokrotnie.

Częstą przyczyną powstawania stanów zapalnych są też nietolerancje pokarmowe, których wykrycie prowadzi wprost do wyleczenia. Przykładowo nietolerancja glutenu czy laktozy, za każdym razem gdy sięgniemy po te produkty, będzie nasilać stan zapalny. Całkowite ich wykluczenie może oznaczać pierwszy krok na drodze do wyleczenia stanów zapalnych. Żeby jednak wiedzieć, na co mamy nietolerancję, trzeba albo zrobić odpowiednie testy, albo bardzo wnikliwie obserwować reakcje swojego organizmu po spożyciu „podejrzanych” produktów.

Oczywiście wykluczamy całkowicie żywność przetworzoną, która pełna jest i cukru i innych świństw.

Z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej stan zapalny jest stanem gorąca z wilgocią i toksynami zatem wykluczyć należy pokarmy:

  • przygotowane gorącymi metodami obróbki termicznej – tj. grillowane, smażone i pieczone),
  • kiełbasy, wędliny, mięso (zwłaszcza baranina i wieprzowina),
  • słodkie wina i likiery,
  • tłuste sery, sery pleśniowe, sery żółte,
  • orzechy i nasiona oleiste,
  • oleje rafinowane (czyli te powszechnie dostępne) – dopuszczalna jest oliwa dobrej jakości, nierafinowany olej lniany oraz olej kokosowy w niewielkich ilościach,
  • majonez,
  • pikantne przyprawy: pieprz, tabasco, curry, cayenne,
  • ostre dodatki: chrzan, musztarda

 

Pokarmy antyzapalne

Jedną z najsilniejszych, znanych substancji antyzapalnych jest kurkumina, zawarta w przyprawie kurkumie i curry (kurkuma jest składnikiem curry). Kurkumina jest również uważana za jedną z najskuteczniejszych substancji antynowotworowych, co się składa w całość – działa przeciwzapalnie a więc antynowotworowo.

Warto wiedzieć, że kurkumina nie jest łatwo wchłaniana i nie wystarczy po prostu jej dodać do potrawy. Wchłania się najlepiej z dodatkiem pieprzu czy ostrej papryki oraz tłuszczu (oliwy/oleju kokosowego).

Przy sporych stanach zapalnych (i chorobach nowotworowych), wiedząc o dosyć słabej wchłanialności kurkumy, warto zainwestować w dobrej jakości (zawierający min. 95% kurkuminoidów) suplement z kurkuminą i przyjmować ją 3-4 dziennie w dawce np. 3 g na raz. Takie dawki trudno będzie przyjąć naturalnie w potrawach, ponieważ kurkuma ma dosyć mocny, gorzki smak – szczypta lub dwie nie będą wyczuwalne, ale dawki w gramach mogą być trudne do przełknięcia.

Przeciwzapalnie działają również wszelkie warzywa (zwłaszcza kapusta, kalafior, brokuły, seler, buraki) prażona kasza jaglana, fasole (zwłaszcza azuki i mung), avocado, zielona herbata, tofu zamiast mięsa, herbata ze znamion kukurydzy, czosnek i cebula.  Warto pamiętać, aby warzywa oczyścić z pasożytów (namaczać przez 15 min. w roztworze wody i dobrej jakości octu jabłkowego – 1 łyżka na 4 l).

Udowodnione działanie przciwzapalne mają tokotrienole (składnik witaminy E). Dobre suplementy z tokotrienolami są sosyć drogie, ale jeśli badania wykażą znaczny stan zapalny, to może warto po nie sięgnąć. Naturalnie tokotrientole występują w największej ilości w nasionach krzewu achiote (arnota właściwa - Bixa orellana L.) oraz w oleju palmowym. 

Antyzapalny styl życia

Sama zmiana diety może nie wystarczyć, jeśli nie zadbamy o odpowiednią jakość życia. A na tą składa się dbanie o odpowiednią ilość regularnego snu, dotlenienie (spacery w lesie), umiarkowany, ale regularny ruch fizyczny, najlepiej na świeżym powietrzu, ograniczenie stresu i praktyki wyciszające (medytacja, joga, itp.)

 

 

* wśród osób, które doświadczyły zawału/udaru tyle samo miało wysoki co niski cholesterol, co w konsekwencji oznacza, że korelacja „poziom cholesterolu-ryzyko zawału/udaru” nie istnieje. 

 

 

 

 

Share on Myspace

niedziela, 08 marzec 2015 00:00

Zadbaj o florę! 

 

jelita

Możesz się świetnie żywić a mimo to mieć problemy gastryczne, niską odporność i słabo przyswajać składniki odżywcze zawarte w pożywieniu. W takim przypadku bardzo prawdopodobne jest, że Twoja flora bakteryjna jelit pozostawia wiele do życzenia.

W dobie powszechnego przepisywania antybiotyków (np. w 2011 roku, 51% pacjentów otrzymało antybiotyki na kaszel i przeziębienie!), szacuje się, że w Polsce tylko ok 3% populacji ma prawidłową florę bakteryjną jelit a reszta, tj. 97 dysbiozę (dysbioza to patologiczna flora bakteryjna przewodu pokarmowego). Antybiotyki, walcząc z określonym rodzajem bakterii, wybijają jednak przy okazji korzystne i niezbędne szczepy mikroorganizmów, zaburzając tym samym silnie florę jelitową. 

Mikroflora jelitowa odgrywa w naszym organizmie rolę fundamentalną.

Wszelkie, ale to wszelkie kuracje i procesy dochodzenia do zdrowia należy zacząć od uporządkowania własnej flory bakteryjnej jelit, w przeciwnym razie pozostałe działania, choćby najsłuszniejsze, będą jak zawracanie kijem rzeki.

Odporność zaczyna się w jelitach. Coraz otwarciej mówi się również o tym, że ogromna większość alergii może mieć swoje pochodzenie w niewłaściwej florze bakteryjnej przewodu pokarmowego (np. kandydozie). Szczególnie widać to u dzieci uczulonych „na wszystko“, które po kuracji ziołowej i całkowitej zmianie diety zaczynają kwitnąć, co więcej są spokojniejsze i mniej drażliwe. 

Najczęstsze objawy dysbiozy to wzdęcia, bóle brzucha, nieprawidłowe wypróżnienia i alergie. Każda dysbioza może być początkiem poważniejszej choroby, dlatego tak ważne jest doprowadzenie własnych jelit do porządku właściwie dobraną dietą.

Czy wiesz, że:
- Każdy człowiek nosi ok. 500.000 genów bakterii jelitowych, ale tylko ok. 300.00 z nich występuje u połowy populacji (wniosek 200.000 genów bakterii jest specyficzne tylko dla nas)

- W zasadzie każde przewlekłe przyjmowanie leków doustnie prowadzi do dysbiozy
- Informacje z układu pokarmowego wpływają na funkcję mózgu (i odwrotnie)

- Kolonizacja jelit odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu się systemu immunologicznego i endokrynnego człowieka a to wprost prowadzi do wniosku, że zmiana flory jelitowej może prowadzić do neurochemicznych zmian, które wpływają na zachowanie człowieka a nawet na jego tzw. charakter?
 

Przyczyny dysbiozy

Najczęstszymi przyczynami dysbiozy są: antybiotykoterapia, przyjmowanie niesteroidowych leków przeciwzapalnych, przyjmowanie inhibitorów pompy protonowej, chemioterapia i radioterapia, stres, zła dieta (żywienie się głównie żywnością przetworzoną z dodatkami chemicznymi, mrożonkami, spożywanie żywności rafinowanej), zabiegi chirurgiczne pod narkozą, stany zapalne, brak aktywności fizycznej, nadwaga i otyłość, choroby cywilizacyjne.

Po kuracji antybiotykowej przez 2-3 miesiące nie jedz cukrów prostych, gdyż osłabiona flora bakteryjna sprzyja powstawaniu drożdżycy, a drożdżaki ubóstwiają cukry proste. Innymi słowy, o ile nie chcemy zafundować sobie np. kandydozy bo antybiotykoterapii najlepiej na 2-3 miesiące całkowicie odstawić słodkie.

Jak wyregulować florę bakteryjną jelit?

  • Przejść całkowicie na racjonalne żywienie (spożywanie pokarmów nierafinowanych, odstawienie tłuszczy kiepskiej jakości, unikanie tłuszczu)
  • unikać dodatków chemicznych w żywności
  • unikać stresów
  • wysypiać się
  • stosować probiotyki, prebiotyki, symbiotyki (wiele dostępnych)
  • jeść duże ilości żywności fermentowanej (np. kefir, rejuvelac, kapusta kiszona, ogórki kiszone, natto, miso itp.)

W zaawansowanych stadiach dysbiozy (np. zakażeniach pasożytami) może być konieczna kuracja suplementami przeciwpasożytniczymi (osobiście nigdy bym nie wzięła do ust leku przeciwpasożytniczego, gdyż niby walcząc z dysbiozą sam jest jej przyczyną). W takim przypadku – zaawansowanych stadiów zakażeń pasożytami - warto na co najmniej 6 tygodni całkowicie odstawić węglowodany wysokoglikemiczne (w tym zboża, a nawet kaszę jaglaną :-)), wszelkie cukry, alkohol i mleko. To może być dużym wyzwaniem samo w sobie, ale przynosi rewelacyjne efekty. Sama kiedyś mając kandydozę przeszłam na taką trudną dietę bezcukrową i bezzbożową i to właśnie w tym okresie osiągnęłam własny szczyt sztuki kulinarnej tworząc m.in. pyszne mufinki z białej fasoli bez cukru, zbóż i tłuszczu.

Po kuracji wzrośnie odporność, poprawi się wchłanianie składników odżywczych, być może znikną alergie.

Share on Myspace
Dział: Ogólne


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.