user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

poniedziałek, 28 wrzesień 2015 00:00

Zakwaszony żołądek – fundamentalna zasada dobrego zdrowia

Żołądek jako przyczyna wielu chorób, których nigdy z żołądkiem byś nie powiązał

 

W tym artykule opisywałam przypadek obniżonej wchłanialności składników odżywczych ze względu na zakażenie pasożytnicze. Drugą niezwykle częstą przyczyną złego wchłaniania jest niedokwaszony żołądek. Ta sprawa jest fundamentalna dla zdrowia, a piszę o niej dziś nie bez przyczyny.

Kilka dni temu bowiem doradzałam komuś z nadczynnością tarczycy wykonanie testu zakwaszenia żołądka. W przełożeniu na TCM nadczynność tarczycy najczęściej jest związana z niedoborem yin.  Niedobór yin to niedobór substancji, więc „na nasze” braki w organizmie. Jeśli osoba dobrze się odżywia i dba o to, co kładzie na talerz – a tak było w tym przypadku – podejrzenie pada na wchłanianie.

 

pH żołądka

Idealne pH naszego żołądka to 1-2,5. Kwas solny w żołądku ma za zadanie rozpuścić i strawić wszystko to co się tam dostanie. Na skutek wrodzonych predyspozycji (rzadko) i złej diety (najczęściej) poziom pH w żołądku rośnie i może przekraczać wskazane wyżej optymalne wielkości. I co się dzieje wtedy? Katastrofa. Ale o tym w szczegółach dalej.

Z węglowodanami i tłuszczami żołądek jeszcze  dać sobie radę, gdyż są one mówiąc w dużym uproszczeniu - stosunkowo lekkostrawne.

 

Trawienie białek

Problem zaczyna się przy białkach. Są one trudne do strawienia i wymagają dobrej pracy żołądka, tzn. dobrego jego zakwaszenia. A przecież białko to nie tylko mięso, ale i strączkowe, warzywa, zboża czy przetwory mleczne. Białka to najważniejsze elementy budulcowe wszystkich organizmów żywych. Są to wielkocząsteczkowe związki organiczne, w znacznej części zbudowane z aminokwasów. W uproszczeniu i dla lepszego zobrazowania – białka są często przedstawiane jako sznur korali, zaś aminokwasy jako poszczególne koraliki o różnej wielkości, kształtach i kolorach.

W procesie trawienia białka muszą być porozdzielane na pojedyncze aminokwasy, a dzieje się tak tylko pod wpływem kwasu solnego, pepsyny i innych substancji znajdujących się w odpowiednio zakwaszonym żołądku. Znamy 20 aminokwasów biogennych (czyli tych, z których zbudowane sa organizmy żywe). Spośród tych 20, 8 jest uważanych za aminokwasy niezbędne dla organizmu człowieka. Są to tzw. aminokwasy egzogenne, które muszą być człowiekowi dostarczone z pożywieniem, bo nasz organizm nie potrafi ich wytworzyć.*

 

Niestrawione białka a choroby

Te niezbędne dla naszego zdrowia aminokwasy wytworzą się tylko w dobrze zakwaszonym żołądku. Niedokwaszony żołądek oznacza, że nie będziemy mogli ich uzyskać czyli de facto poważne braki zagrażające naszemu zdrowiu. To z aminokwasów bowiem nasz organizm tworzy enzymy, hormony i inne substancje, co prowadzi nas wprost do konkluzji, że brak przyswajania pewnych aminokwasów ze względu na zbyt duże ph żołądka może prowadzić do problemów np. z hormonami

Taka np. insulina jest zbudowana z 21 aminokwasów w jednym łańcuchu i 30 w drugim!. Myślicie, że brak tylko jednego z tych aminokwasów będzie oznaczać, że insulina będzie słabsza czy też wolniej działać? Nie. Brak chociażby jednego aminokwasu będzie oznaczać, że insuliny po prostu nie będzie! 

Stąd prosty wniosek, że wszelkie choroby o podłożu hormonalnym mogą mieć początek w niedokwaszeniu żołądka i nieprzyswajaniu białek. Czy każda choroba związana z hormonami ma takie podłoże? Oczywiście, nie. Pewnie bywają i inne przyczyny.

Ale jest to zbyt ważny i istotny trop, żeby go zignorować. Tylko, że o zbadaniu poziomu zakwaszenia żołądka jako możliwej przyczynie choroby żaden, albo prawie żaden lekarz pacjentowi nie powie. Standardowe leczenie jest jak zwykle objawowe, albo przyjmuje się sztucznie hormony, albo – np. w przypadku nadczynności tarczycy – wypala, wycina, naświetla. Każde z tych działań jest drastyczne i nienaturalne oraz powoduje, że do końca życia jesteśmy uzależnieni od przemysłu farmaceutycznego (brrr.)

Nikt się nie pochyli nad zbadaniem przyczyn choroby. Rola świadomego pacjenta, cierpiącego na dowolną chorobę o charakterze przewlekłym to iście detektywistyczna praca, polegająca na szukaniu na własną rękę możliwych przyczyn choroby i ich usunięciu. W tej detektywistycznej pracy zbadanie swojego pH żołądka to jeden z pierwszych kroków, szczególnie, że jest to procedura stosunkowo łatwa (o czym dalej).

 

To jednak nie koniec

Wyobraźcie sobie kubeł z kwasem solnym i kawałek mięsa, który do niego wrzucacie. Co się dzieje? Mięso jest trawione, rozpada się i znika. Dodajcie teraz o proszku zasadowego do kwasu solnego i ponownie wrzućcie mięso. Albo nie dzieje się nic, albo mięso nie rozkłada się do końca. Niestrawione białko dostaje się do dwunastnicy i do jelita cienkiego i tam zaczyna gnić. Proces gnilny w jelitach to pożywka dla pasożytów wszelakiego rodzaju i kolejne poważne konsekwencje zdrowotne, takie jak spadek odporności, alergie a nawet nowotwory.

Co więcej, nie do końca strawione białko dostaje się w procesie wchłaniania do krwioobiegu a organizm traktuje je jako intruza, z którym trzeba walczyć. I nasz układ immunologiczny z takimi niestrawionymi białkami walczy, czego efektem może być alergia, egzema, astma, reumatoidalne zapalenie stawów i mnóstwo innych tzw. chorób degeneracyjnych. Jak widzicie lista potencjalnych chorób związanych z niedokwaszonym żołądkiem się powiększa.

Nieprawdopodobnie wielka ilość chorób autoimmunologicznych ale i innych tzw. cywilizacyjnych ma swoje podłoże w niedokwaszonym żołądku!

De facto każda choroba może mieć początek w niedokwaszonym żołądku!

Spektrum chorób wynikających z niedokwaszonego żołądka jest ogromne, od depresji (brak wydzielania serotoniny ze względu na niewchłanianie odpowiednich aminokwasów), poprzez bezsenność (brak wytwarzania melatoniny ze względu na niewchłanianie odpowiednich aminokwasów), anemię (brak wchłaniania żelaza) na zawale serca kończąc (wysoki poziom homocysteiny, wiązanej bezpośrednio z zawałami – o tym pisałam tu, na skutek braku przyswajania witaminy B12, B6 i kwasu foliowego w związku z niewytworzeniem odpowiednim aminokwasów). Notabene, ciekawa jestem, ile osób, które przeszło na dietę bezglutenową (mimo, iż nie chorują na celiakię), twierdząc, że bez glutenu lepiej się czują, ma po prostu niedokwaszony żołądek (gluten to przecież ciężkostrawne białko, które niestrawione może wywoływać objawy alergii).

 

Neutralizowanie kwasów żołądkowych czyli paranoja w czystej postaci

Większość ludzi choć raz w życiu miała zgagę nawet jeśli nie cierpi na chorobę refluksową. Zgaga to nieprzyjemne pieczenie w przełyku, wrażenie cofania się treści pokarmowej z żołądka w górę. I tak jest w rzeczywistości. Ze względu na fatalną dietę większości ludzi, problem zgagi jest dziś powszechny.

Co się wtedy standardowo robi? Zobojętnia kwasy żołądkowe zasadowymi proszkami i specyfikami typu Rennie. I pieczenia nie czuć.

Jest to działanie dokładnie odwrotne od tego jakie powinniśmy wykonać i skandalem jest to, że w reklamach za zgagę wini się „nadkwasotę”. Nic bardziej mylnego.Ale po kolei.

Pomiędzy żołądkiem a przełykiem znajduje się zawór (zdjęcie obok). Zawór ma z jednej strony przepuścić treść z przełyku do żołądka, z drugiej zaś – chronić przełyk przed wydostaniem się czegokolwiek z powrotem do przełyku. Zgaga (choroba refluksowa) polega na tym, że ów zwieracz się luzuje i soki z żołądka chlapią w górę na przełyk. A ponieważ przełyk nie jest przystosowany do spotkania z kwasem solnym – odczuwamy to jako pieczenie (wypalanie). I uwaga: im bardziej zakwaszony żołądek, tym mocniej zaciska się zwieracz. Im pH wyższe tym zwieracz bardziej się poluzowuje. Co to oznacza? Proszek zasadowy wpuszczony do żołądka jeszcze bardziej poluzowuje zwieracz i z żołądka na przełyk chlapie coraz bardziej tyle, że treścią o wyższym pH, której nie czujemy. Znów więc działamy tylko na przyczynę, pogłębiając problem. Przy zgadze, bardzo często wystarczy zakwasić żołądek aby się jej pozbyć, bo zwieracz mocniej się ściśnie. Popularne środki „przeciw zgadze” mogą nam doszczętnie zrujnować zdrowie, doprowadzając do pH w żołądku bliskiemu 5  czy nawet 7, a to już bardzo poważna sprawa.  

 

Jak sprawdzić poziom zakwaszenia żołądka

Profesjonalne sprawdzenie poziomu zakwaszenia może być wykonane u gastrologa. W warunkach domowych wystarczy procedura podana poniżej, która ma blisko 96% dokładność.

Bierzemy pół łyżeczki sody oczyszczonej i lejemy na nią odrobinę octu jabłkowego domowego lub kupnego wysokiej jakości. Powinna się intensywnie pienić, jeśli piany nie ma oznacza to, że soda jest stara i straciła swoje właściwości; trzeba ją wyrzucić i kupić nową.

Następnie w 150 ml. wody rozpuszczamy łyżeczkę aktywnej sody oczyszczonej (w przypadku dzieci – pół łyżeczki) - nie tej zmieszanej z octem tylko świeżej, bierzemy stoper do ręki i pijemy tę mieszankę na czczo. Po wypiciu włączamy stoper i sprawdzamy kiedy nam się odbije (beknie). Soda w połączeniu z kwasem solnym wytwarza dwutlenek węgla, stąd odbicie. Jeśli stężenie kwasu solnego będzie niewystarczające odbicie nastąpi późno lub wcale.

Czasy „odbicia”

  • do 40 sekund po wypiciu: nadkwasota (im bliżej 40 sekund tym mniejsza)
  • 40- 90 sekund po wypiciu: dobre zakwaszenie
  • 90-180 sekund po wypiciu: słabe zakwaszenie (im bliżej 180 sekund tym gorzej)
  • powyżej 180 sekund lub wcale – bardzo źle

 

Jak zakwasić żołądek

Jeśli zakwaszenie naszego żołądka jest słabe należy stosować następujące zasady:

  • 15 min. przed posiłkiem wypić łyżkę octu jabłkowego rozpuszczonego w niewielkiej ilości wody
  • za wyjątkiem powyższego „zakwasacza“ nie pić 30 min. przed posiłkiem i 1,5 h. po posiłku, aby nie rozcieńczać dodatkowo kwasów i enzymów (rzadko jadam w restauracjach i na mieście, ale gdy już to się zdarzy za każdym razem kelnerki są zdziwione, że nie zamawiam napojów ani przed jedzeniem, ani po – doprawdy nie wiem dlaczego w lokalach gastronomicznych standardowo oczekuje się, że tuż przed jedzeniem rozwodnisz sobie soki żołądkowe :-))
  • żuć jedzenie do papki (wg. TCM każdy kęs powinno się przeżuć min. 20 razy) 
  • jeść powoli, nie śpiesząc się, przy stole, na siedząco, broń Boże czytając, przeglądając komórkę czy patrząc w telewizor,
  • dodawać szczyptę soli himalajskiej do wody, którą pijemy (bliżej pisałam o tym tu)
  • stosować gorzkie zioła na trawienie

Jeśli problem z zakwaszeniem jest poważny (odbicie pow. 180 sekund), warto rozważyć zakup preparatu pod nazwą betaina hcl. Jest to kwas solny i pepsyna w kapsułce, które przyjmuje się w trakcie posiłku. Sposób dawkowania warto ustalić z kimś kompetentnym, ale raczej są to spore dawki (nawet 5-6 kapsułek do posiłku, w zależności od producenta). Z czasem, gdy pH naszego żołądka się ustabilizuje – dawki będzie można coraz bardziej obniżać. 

Po zakwaszeniu żołądka w wielu przypadkach jak ręką odjął znikają objawy bardzo poważnych chorób. W moim przekonaniu w leczeniu każdej choroby przewlekłej (nowotwory nie są tu wyjątkiem) zbadanie pH żołądka i ewentualne jego obniżenie są jedną z pierwszych rzeczy jakie należy sprawdzić. Zróbcie ten test koniecznie, a wyniki mogą Was zaskoczyć.

* Do aminokwasów niezbędnych zaliczamy: lizynę, metioninę, treoninę, leucynę, izoleucynę, walinę, tryptofan i fenyloalaninę.

Share on Myspace

wtorek, 04 sierpień 2015 00:00

Jesteś tym co jesz - hasło nie zawsze prawdziwe 

Gdy dajesz sobie to co najlepsze, a okazuje się, że karmisz wroga

 

Jesteś tym czym jesz – to hasło zawsze mi się podobało i rzeczywiście jakość nas w dużej mierze zależy od jakości tego co serwujemy sobie na talerzu.

Ale od strony szczegółów niestety nie jest to już tak oczywiste. Za to bowiem, co z wartości odżywczych zawartych w spożywanym pokarmie ostatecznie do nas trafi i nas zbuduje i wzmocni odpowiedzialne jest wchłanianie. Jeśli wchłanianie szwankuje – możesz się żywić najlepiej na świecie, a niewiele to da, a możesz wręcz mieć znaczące niedobory.

Przypadek, z którym miałam do czynienia ostatnio: kobieta, lat. 60, dosyć wysoki poziom homocysteiny (ok. 18, dla przypomnienia homocysteina pow. 8 powinna już być sygnałem alarmowym. Bliżej o homocysteinie pisałam tu). Zmieniła dietę, wykluczyła pieczywo, znacząco schudła, przez 3-4 miesiące suplementowała witaminę B12, B6 i kwas foliowy, co jak wiadomo jest najskuteczniejszym sposobem na obniżenie poziomu homocysteiny. Po 4 m-cach kolejne badanie wykazało wzrost homocysteiny do 23! Co to oznacza? Czy oznacza to, że witamina B12, B6 i kwas foliowy nie obniżają poziomu homocysteiny? Nie. To oznacza, że najprawdopodobniej z jakiegoś powodu organizm nie przyswajał tych witamin z suplementów. Przypomina to sypanie pasku do worka z dziurą i dziwienie się, że piasku jest coraz mniej. 

Przyczyn złego wchłaniania jest dużo i trudno od razu stwierdzić co w tym przypadku na to wpłynęło. Pierwszym wytłumaczeniem może by sam suplement. To niestety ma znaczenie czy witamina B12 kosztuje 3,49 zł czy 149 zł. Ta pierwsza w formie tabletki (pomijając fakt, że ma w składzie dosyć dużo różnych niepotrzebnych świństw), charakteryzuje się wchłanialnością na poziomie w najlepszym razie kilku procent, żeby był jakiś efekt trzeba by łykać jej tak dużo, że grozi nam zatrucie dodatkami upchanymi w tabletce).

No dobrze, ale akurat w omawianym przypadku kobieta nie oszczędzała na jakości suplementu. Jakie zatem mogły być inne przyczyny niskiej wchłanialności?

Podejrzewaną przeze mnie przyczyną jest rozrost pasożytów w przewodzie pokarmowym.

O florze bakteryjnej i jej fundamentalnym znaczeniu dla naszej odporności (czytaj: zdrowia) pisałam tu. Gdy na skutek błędnej diety, stosowania używek lub mocnych chemicznych leków dojdzie do zaburzeń flory bakteryjnej, przewagę zyskują „niechciani goście”.  Mamy wówczas do czynienia z infekcją pasożytniczą, która może wywoływać mniej lub bardziej dokuczliwe objawy (całą gamę, z których najczęstsze to egzemy, alergie i bóle/wzdęcia w jamie brzusznej).

Główne rodzaje infekcji pasożytniczych to:
  • zakażenia bakteryjne – np. gronkowcem złocistym, paciorkowcami, chlamydiami
  • zakażenia grzybiczne (w tym drożdżakowe) – tu niewątpliwą „gwiazdą” jest candida albicans
  • zakażenia robakami  - np. tasiemcami, owsikami, włosogłówkami, glistami ludzkimi, przywrami itp.
  • zakażenia pierwotniakami – np. lamblią, toksoplazmą itp.

Nie będę ich tu opisywać szczegółowo, w Internecie jest dużo rzetelnych informacji na ten temat a nawet można sobie obejrzeć obrzydliwe filmiki dosadnie pokazujące co się może zalegnąć w nas (nie polecam przed obiadem ani tuż po).

Najgorsze jest to, że ci nieproszeni goście nierzadko wydostają się z przewodu pokarmowego do wewnątrz organizmu wędrując krwią lub limfą do różnych zakamarków naszego ciała, co może zakończyć się tragicznie.

Czym żywią się pasożyty?

Nami. Lubią to co my. Cukier, mąkę, skrobię, tłuszcze. Uwielbiają witaminy i suplementy wzmacniające. Podbierają nam to co najlepsze, w ten sposób nie starcza dla nas.

Skala zakażeń pasożytniczych jest tak duża, że osobiście uważam, że raz w roku, nawet bez wykonywania żadnych badań warto przeprowadzić naturalne odrobaczanie i odgrzybianie, chociażby profilaktycznie.

Jeśli macie w domu zwierzęta a ich regularnie nie odrobaczacie, pewność, że macie pasożyty jest bliska 100%. Wśród osób cierpiących na choroby degeneracyjne (rak, stwardnienie rozsiane, Alzheimer) w ciemno można zakładać zakażenia pasożytnicze, szczególnie w postaci grzybic.

Wracając do omawianego przypadku, badania wykazały znaczący rozrost drożdżowców, być może odpowiedzialnych za nieprzyswajanie witaminy B12. Składa mi się to w całość, bo pacjentka jakiś czas temu zaczęła pić w bardzo dużych ilościach kombuchę (po znalezieniu w Internecie informacji o jej cudownych właściwościach prozdrowotnych). Kombucha zaś to sfermentowany napój z herbaty, a fermenty, choć w normalnych warunkach zdrowe i wskazane, przy zakażeniu drożdżakami mogą znacznie pogorszyć nasz stan.

Pacjentka jest teraz w trakcie przepisanej przeze mnie kuracji przeciwpasożytniczej i liczę na to, że po jej zakończeniu jej wchłanialność znacząco się poprawi i pociągnie za sobą spadek homocysteiny. Wydaje się bowiem, że do tej pory – pomimo w miarę dobrego żywienia i suplementacji -  to co cenne trafiało do intruzów.

Jak się pozbyć nieproszonych gości?

Jest bardzo dużo skutecznych, naturalnych metod pozbywania się pasożytów. Na rynku można spotkać dobrej jakości gotowe preparaty naturalne, ich cena jest jednak dosyć wysoka.  Warto sobie przy tym uświadomić, że najważniejsza w kuracji jest dieta a nie preparaty (które mają charakter pomocniczy) i bez właściwej diety żaden najdroższy nawet preparat nie pomoże, z właściwą zaś dietą – preparaty takie nie są niezbędne i można je zastąpić tanimi, naturalnymi odpowiednikami.

W kolejnym wpisie przedstawię prostą kurację przeciwpasożytniczą do samodzielnego przeprowadzenia w domu.

Share on Myspace
Dział: Kuracje
czwartek, 06 sierpień 2015 00:00

Program zwalczania pasożytów

 

W poprzednim wpisie podkreślałam konieczność regularnego odrobaczania się i oczyszczania z pasożytów. Przed przystąpieniem do kuracji koniecznie przeczytajcie tamten tekst.

Prezentowana przeze mnie dieta jest prosta, ale nie jest łatwa. Jak to zwykle bywa, najtrudniejsze są pierwsze 3 dni. Jeśli ktoś ma kilka kilo za dużo, na pewno przy okazji je straci, bez głodzenia się. Poniżej przedstawiam omówienie jej zasad, zaś na końcu artykułu znajdziecie „bryk” w pdf-ie z najważniejszymi informacjami do wydrukowania i przypięcia na lodówce jako ściągawki.

 

Podstawowe założenia kuracji:

Codziennie rano jako śniadanie jemy 1/3 filiżanki nierafinowanego (brązowego) surowego ryżu – ryż żujemy tak długo, aż zamieni się w płyn i wtedy go połykamy. Osoby ze słabymi zębami mogą ryż moczyć przez noc w wodzie, wówczas rano będzie miększy. Uwaga na takie śniadanko trzeba przeznaczyć minimum 20-30 min,  – tyle czasu żuje się ryż. Jest to podstawa diety, element którego niczym nie zastąpimy. Ryż spożyty w takiej postaci ma niezwykłe zdolności „wymiatania” zaległych w przewodzie pokarmowym gnijących resztek i pasożytów. Po zjedzeniu ryżu należy odczekać min. 3 godz. do następnego posiłku. Pyszne toto nie jest, ale można się przyzwyczaić i podejść do tego z humorem

15 min przed obiadem i kolacją pijemy łyżeczkę octu jabłkowego (ma to dokwasić żołądek i zapewnić prawidłowe trawienie) – jeśli źle znosisz ocet – zmniejsz dawkę, w ostateczności – jeśli nie jesteś w stanie pić octu – zrezygnuj z niego

2x dziennie pomiędzy posiłkami (min. 1 h po posiłku) zażywamy 5 kropli olejku oregano – olejek ten ma wybitnie przeciwgrzybiczne działanie. Do kupienia jest wiele preparatów (zwykle sam olejek oregano to ok. 20% składu, reszta to oliwa z oliwek i to jest całkowicie normalne, nie należy się przejmować, że olejku oregano jest w preparacie tylko 20%). Olejek można rozpuścić w szklance wody i wypić, ale łatwiej jest zaaplikować go sobie bezpośrednio na język i szybko popić wodą - ważne przy tym jest, aby była to tylna a nie przednia część języka. Sprawdźcie jak „smakuje” ten olejek podany z przodu języka a jak na jego tylnej części a zrozumiecie o co chodzi i jak działają kubki smakowe

Spożywamy 1 ząbek surowego czosnku dziennie (najlepiej z obiadem) – osoby, którym surowy czosnek źle robi mogą zastąpić go preparatem w kapsułkach

Jemy niewielką ilość kapusty kiszonej (łyżkę) do obiadu

Dodajemy prażone pestki dyni do obiadu lub kolacji (pestki dyni to świetny produkt przeciwpasożytniczy, jednak bezwzględnie muszą być uprażone, gdyż można na nich często spotkać bakterię coli)

Absolutnie nie wolno podjadać między posiłkami, bo rozwala to cały program!

Przed spaniem pijemy napar z mieszanki przeciw robakom lub z bylicy pospolitej/ piołunu – na rynku są również dostępne gotowe, gorzkie mieszanki na robaki, ale w zasadzie każde gorzkie zioła będą dobre

Przyjmujemy probiotyki i prebiotyki między posiłkami (szczególnie L. sporogenes i B. laterosporus)

Pijemy jedną łyżkę nierafinowanego oleju lnianego do obiadu

Dokładnie przeżuwamy jedzenie (b. ważne!)

Jest to dieta na której, nie wolno się przejadać, jemy absolutne minimum, w przypadku b. silnego głodu można zjeść marchewkę

Surowe warzywa moczyć przez 15 min. w roztworze octu jabłkowego (1 łyżka stołowa na 4 l wody) – usuwa pasożyty z warzyw

Odrobaczyć zwierzęta domowe, inaczej kuracja będzie krótkotrwała

Należy jeść o stałych godzinach!

 

Wykluczamy:
  • cukier pod każdą postacią (w tym miód). Dozwolona jest niewielka ilość stewii w liściach

  • węglowodany złożone (chleb, mąka, zboża, gotowany ryż i kasze, płatki śniadaniowe i ziemniaki). Dozwolona jest niewielka ilość kaszy jaglanej i gryczanej
  • surowe orzechy, migdały i pestki słonecznika (dozwolona jest niewielka ilość uprażonych lub ugotowanych)
  • owoce
  • nabiał (w tym sery)
  • mięsa, szczególnie czerwone
  • sól (dozwolona jest szczypta himalajskiej)
  • suplementy (które wzmacniają pasożyty), wyjątkiem jest chlorella, spirulina i zielony jęczmień

 

Dieta oparta jest na:
  • niewielkich ilościach kaszy jaglanej i gryczanej
  • grzybach (wszelkich)
  • podgotowanych kiełkach (potrafią być istną kopalnią pasożytów)
  • fasolkach adzuki i mung
  • w zasadzie wszystkich warzywach, a szczególnie burakach, marchwi, kapuście, porze, cebuli, chrzanie, cukinii, bakłażanie, kalafiorze, brokułach, selerze itp.
  • awokado (nadaje się do wszelkich past i jest bardzo sycące)
  • jajkach
  • soczewicy
  • dla wybitnych mięsożerców dozwolona jest niewielka ilość mięsa, bardzo dobrze ugotowanego raz na 5 dni
  • przyprawach: koper włoski, goździki, pieprz kajeński, szałwia, imbir, chrzan, tymianek
  • kelpie i innych wodorostach (odbudowują odporność)
  • napojach: woda, napary z pokrzywy, napar ze świeżej szałwii, czystek, zielony jęczmień, napar z pau d'arco (lapacho) - b. dobrze zwalcza drożdżowce

  

Plan posiłków:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu. Należy rzuć go tak długo, aż zmieni się w płyn

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – wybrane danie + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa (np. zupa krem)

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Przykładowy jadłospis:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu.

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – guacamole + placuszki gryczane + zapiekana cukinia nadziewana kaszą jaglaną i pieczarkami + surówka z marchewki + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa krem z kalafiora posypana pietruszką i prażonymi pestkami dynii

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Harmonogram:

Dietę stosujemy przez 10 dni, po których robimy 5 dni przerwy (jemy normalnie) po czym kontynuujemy kurację. Owe 5 dni przerwy wynika z cyklu rozwoju pasożytów, w tym czasie mają się wylęgnąć z larw kolejne osobniki, które my w kolejnym 10-dniowym cyklu zniszczymy. Minimalna kuracja to 3 x po 10 dni kuracji z dwoma 5-dniowymi przerwami pomiędzy – łącznie 40 dni. Przy znaczących zakażeniach pasożytniczych kuracja może trwać nawet 3x dłużej. W normalnych przypadkach proponuję zrobić normalny cykl, czyli 10+5+10+5+10.

Jeśli jesteście zdecydowani, mam dla Was tutaj powyższy program spisany w pigułce do wydrukowania i powieszenia na lodówce.

 

Kiedy?

Najtrudniejszym okresem przeprowadzania oczyszczania jest lato, bo wtedy dary natury w postaci owoców sezonowych kuszą nas zewsząd (i słusznie) a w czasie kuracji owoce są wykluczone (bo pasożyty lubią je równie bardzo jak my). Jeśli jednak nasz stan jest poważny i potrzebujemy szybkiego odrobaczania trzeba działać latem, a owoce jeść tylko w 5-dniowych okresach przerwy.

Korzystnie jest przeprowadzać kurację jesienią, kiedy owoce sezonowe już się skończyły, natomiast jest jeszcze dostępnych sporo warzyw, stanowiących podstawę tej kuracji. Zimą czy na wiosnę jest już tak niewiele z poprzedniego sezonu, że dużo trudniej będzie nam przygotować urozmaicone i atrakcyjne posiłki.  

 

Wypróżnienia:

Jak przy każdej kuracji oczyszczającej niezwykle ważną kwestią są regularne wypróżnienia. Ponieważ zmieniamy sposób jedzenia może dojść do zatwardzeń i nie jest to nic niezwykłego. Jednak w takiej sytuacji konieczne trzeba sobie pomóc (np. łyżką oleju rycynowego na noc). Długotrwałe zatwardzenia (powyżej 1 dnia) mogą doprowadzić do wtórnego zakażenia toksynami uwalniającymi się z zabitych/ uszkodzonych pasożytów, których nie wydaliliśmy (tzw. reakcja Hexheimera). Dlatego trzeba o regularne wypróżnianie szczególnie zadbać.

 

Skutki uboczne:

Chwilowe pogorszenie się stanu zdrowia (np. bóle głowy, swędzenie ciała, wypryski, pobolewanie wątroby, odczucie zasysania w żołądku/jelitach itp.) to normalne reakcje ozdrowieńcze i należy przyjąć je z wdzięcznością, bo oznaczają, że organizm intensywnie czyści się z pasożytów.

 

POWODZENIA!

UWAGA: dieta przeprowadzana może być przez osoby względnie zdrowe, przy poważniejszych chorobach - tylko pod nadzorem doświadczonego lekarza lub naturoterapeuty. Dieta została opracowana na podstawie Paula Pitchforda „Healing with Whole Foods: Asian Tradition and Modern Nutrition” („Odżywianie dla zdrowia: Tradycje wschodnie i nowoczesna wiedza o żywieniu”).

Share on Myspace
Dział: Kuracje
poniedziałek, 13 lipiec 2015 00:00

Kuracja śliwką umeboshi

 

Jakiś czas temu pisałam o tym, że przymierzam się do kuracji śliwką umeboshi i oto nadszedł ten moment. Od 9 dni codziennie rano …. ale zaraz, zaraz, po kolei.

Jelita, jelita i jeszcze raz jelita.

Coraz częściej czytam o tym jak fundamentalne znaczenie dla naszego zdrowia ma stan naszych jelit, tzn. właściwa flora bakteryjna (obecność tego co dobre i nieobecność intruzów=szkodliwych pasożytów). O florze pisałam tu, powtarzać się nie będę, wspomnę tylko tytułem wstępu o tym co niezbędne do gładkiego i bezbolesnego przejścia do tytułowej śliwki umeboshi.

Skrajne poglądy (eeee tam skrajne, po prostu trudno nam w naszej kulturze w to uwierzyć) są takie, że system jelitowy jest odrębnym ośrodkiem świadomości człowieka, nie mniej istotnym niż gloryfikowany przez kulturę zachodnią mózg. W tradycyjnej medycynie chińskiej można też spotkać poglądy, że każdy ważniejszy organ w ciele człowieka ma swoją odrębną niezależną świadomość, współpracującą (lub nie) z pozostałymi.

Fakt faktem, że informacje o tym jak poprzez regulację jelit można wpłynąć na zachowanie a nawet charakter człowieka są zwalające z nóg. Osoby agresywne zmieniają się w spokojne i dobrotliwe, ustępują depresje, osoby nadmiernie emocjonalne – łagodnieją a nawet ustępują objawy schorzeń psychicznych.

Ponieważ wyrośliśmy w kulturze, w której wyrośliśmy, mimo wszystko na co dzień żyjemy w dualizmie ciało-psyche, przy problemach psychicznych „normą” jest pomoc psychologa lub w stanach trudniejszych - psychiatry. Tymczasem okazuje się, że w wielu przypadkach (nie wszystkich oczywiście) lata drogiej i często mało skutecznej psychoterapii można by zastąpić odrobaczeniem, oczyszczeniem i właściwym skolonizowaniem jelit a efekty mogą przejść nasze najśmielsze oczekiwania.

W ostatnim numerze „O czym lekarze Ci nie powiedzą”, któremu to wydawnictwu poświęcę odrębny wpis, bo jest tego bezsprzecznie wart, w artykule pt. „Autyzm kryje się w jelitach” powoływane są badania naukowe z wielu ośrodków z USA, z których wynika, że schorzenie to ma charakter metaboliczny i rozpoczyna się w jelicie, często na skutek niezdolności do właściwego rozkładu peptydów pochodzących z glutenu i nabiału.     

W zasadzie większość chorób cywilizacyjnych, z rakiem na czele, bardzo często ma swój początek w niewłaściwym stanie jelit (w tym grzybicy) lub nietolerancji pokarmowej i leczenie powinno zacząć się od tego.


Śliwka umeboshi

Śliwka umeboshi to rodzaj moreli z Japonii, marynowanej z liściem pachnotki, słodko-słonej w smaku, silnie zasadowej, o działaniu zbliżonym do antybiotyku (co do „złych” bakterii). Ma wybitne działanie regulujące pracę jelit - leczy niestrawność, usuwa robaki, działa na zaparcia i na biegunki, regeneruje wątrobę. Ma również ogólnie bardzo silne działanie odmładzające, więc nie ma się co zastanawiać :-)

 

Kuracja

Do kuracji potrzebny jest słoiczek śliwek umeboshi (niestety jest to pewien wydatek – niewielki słoiczek kosztuje 37 zł, ale starcza na całą kurację, lepiej nie szukać tu oszczędności na siłę, ten za 37 zł. jest jakościowo najlepszy), kuzu (sproszkowana skrobia uzyskiwana z bulwy japońskiej rośliny pn. opornik łatkowaty, jest zagęszczaczem, chłodzi i koi żołądek oraz jelita) oraz dobrej jakości sos sojowy (bez cukru i sztucznych dodatków).

Jeśli nie mamy kuzu, można je pominąć, bo jest trudne do dostania i dosyć drogie. Bez kuzu kuracja też będzie skuteczna, choć mniej smaczna (ja robię bez kuzu).

 

1/3 śliwki umeboshi (czyli b. niewielką ilość) rozcieramy w moździerzu z odrobiną sosu sojowego, dodajemy odrobinę kuzu lub nie oraz ciut ciepłej wody i mieszamy. Powinna wyjść nam z tego ilość o objętości ok. 1 łyżki.

 

I tak przygotowaną śliwkę umeboshi zjadamy na czczo a po 20 minutach możemy zasiąść do śniadania. Zasadniczo wg TCM pokarmy słone powinno się jadać na początku posiłku, bo sól ma silne właściwości kierowania energii w dół (yin) i opada na dno żołądka, pobudzając przy tym wydzielanie soków trawiennych, które są niezbędne do strawienia tego co zjemy potem.

Od 9 dni codziennie rano sprawiam sobie taką przystaweczkę do śniadanka. Nie smakuje mi to jakoś specjalnie, może ze względu na brak kuzu (nie ma smakować tylko leczyć ;-)) ale znam osoby, które dałyby się pokroić za ten charakterystyczny smak :-)

Jeśli czujecie, że Wasze jelita potrzebują wsparcia spróbujcie koniecznie!

Share on Myspace
Dział: Kuracje
poniedziałek, 04 maj 2015 00:00

Dieta przy ostrych zapaleniach błony śluzowej żołądka (z nadżerką)

 

W weekend rozmawiałam z osobą, która ma właśnie taki problem, więc na gorąco przekazuję tu zalecenia żywieniowe wg TCM na taką okoliczność, być może przydadzą się komuś cierpiącemu.

Co jeść w takiej sytuacji?

Przede wszystkim niewiele.

Do bazowych produktów należy biały ryż. W takim stanie zapominamy wszystko co wiemy o przewadze ryżu nierafinowanego (brązowego) nad białym i sięgamy po biały, bo brązowy jest w ostrym stanie zbyt ciężkostrawny.

Ryż jemy najlepiej jako kleik, albo congee.*

 congee

Jemy również:

Gotowaną marchewkę, gotowaną dynię, kaszkę kukurydzianą na wodzie, ugotowanego ziemniaczka.

Nie stosujemy ostrych przypraw, w tym czosnku i cebuli. Absolutnie nie stosujemy cukru i innych słodzików (cukier jest najbardziej zapalnym produktem żywnościowym, a nadżerka to nic innego jak stan zapalny).

Wskazane jest też picie sklarowanego soku z ziemniaka, który świetnie działa na żołądek i nadżerki.

Sok taki robi się w ten sposób, że po wyciśnięciu ziemniaka, koniecznie odczekujemy, aż skrobia opadnie na dno szklanki. Sok nad skrobią jest klarowny. Delikatnie odlewamy tylko tę sklarowaną część i ją pijemy. Surowej skrobi nie wolno jeść!

Można również sięgnąć po sok z surowej kapusty, który ma zdolności regenerujące błonę śluzową żołądka (leczy nawet wrzody żołądka), zaczynamy od ¼ szklanki, jeśli dobrze to znosimy to kontynuujemy przez kilka tygodni zwiększając powoli dawkę do 1 szklanki, jeśli występuje pogorszenie pieczenia i bólu – nie kontynuujemy.

Sklarowany sok z ziemniaka i sok z kapusty najlepiej pić na czczo.

Dobrze działa również rumianek, macerat z korzenia prawoślazu i macerat z siemienia lnianego. Maceraty robimy w ten sposób, że 1-2 łyżki korzenia prawoślazu (lub siemienia lnianego) zalewamy 1 szklanką zimnej wody w szklanym naczyniu i pozostawiamy na kilka godzin. Tuż przed wypiciem dodać do niego trochę ciepłej wody (aby nie pić zimnego), przecedzić przez sitko i wypić przed snem.

Powyższe zalecenia dotyczą łagodzenia objawów i zaleczenia nadżerki. Oczywiście po zażegnaniu stanu ostrego trzeba zrobić rachunek sumienia i radykalnie zmienić dietę na zdrową i pełnowartościową.

* Congee (wym. kondżi) – „woda ryżowa”, wodnista papka lub kleik gotowany na małym ogniu w 5-6-krotnie większą ilością wody. Wg. TCM congee powinno się gotować 4-6 godzin, w naszych warunkach jeśli będzie krócej, też pomoże.

Share on Myspace
czwartek, 02 kwiecień 2015 00:00

10 prostych sposobów na bezbolesne przetrwanie Świąt

stolNo cóż, każde święta to chyba najtrudniejszy okres jeśli chodzi o zdrowe odżywianie. Tradycyjnie jadła jest w nadmiarze, potraw specjalnych – niekoniecznie najzdrowszych – mnós’two, czas specjalny, żal katować się dietą, stąd w tym okresie o tzw. „odstępstwa najłatwiej. Obżarstwo jest niemal wpisane w tradycję polskich Świąt J Oczywiście najlepiej mu nie ulegać, ale jeśli nie dacie rady to poniżej kilka podpowiedzi, jak ułatwić sobie przetrwanie tego specyficznego czasu i złagodzić ewentualne skutki szaleństwa.

1. Nie podjadaj pomiędzy posiłkami. Ustal, że jesz śniadanie, obiad i kolację i nic pomiędzy. Nasz układ trawienny naprawdę potrzebuje odpoczynku pomiędzy kolejnymi „wkładami do pieca”. Jeśli podjadasz pomiędzy posiłkami nie dajesz mu szansy na spokojne zrobienie tego, co do niego należy i w ten sposób praktycznie zamawiasz sobie niestrawność.

2. Pamiętaj o dużym odstępie na nocne trawienie. Zjedz ostatni posiłek na 4 godziny przed snem a śniadanie następnego dnia najwcześniej 12 godzin później. Sygnał do rozpoczęcia detoksykacji pojawia się mniej więcej osiem godzin po twoim ostatnim posiłku, a sprawne przeprowadzenie tego procesu wymaga co najmniej czterech godzin. Spróbuj a zobaczysz jak dobrze będziesz się czuć, szczególnie jeśli kolacja nie była zbyt obfita.

3. Nie pij w trakcie posiłków, bezpośrednio przed nimi i bezpośrednio po nich. Napoje rozrzedzają soki trawienne, nie u każdego jest to wielki problem, ale w okresie większego niż zazwyczaj obciążania układu trawiennego, warto na to zwrócić  szczególną uwagę. To pomoże uniknąć nam niestrawności, czyli przykrego uczucia przepełnienia i ciężkości.

4. Pamiętaj o ruchu. Wpisz w swój kalendarz obowiązkowy spacer po obiedzie świątecznym w niedzielę i po śniadaniu w poniedziałek. Deszcz nie powinien być przeszkodą, trzeba się po prostu odpowiednio ubrać. Uwaga: ćwiczenia w domu się nie liczą, chodzi bowiem i o ruch i o dotlenienie organizmu, tak aby pomóc mu uporać się z tym, co mu zafundowaliśmy w postaci niekontrolowanych „wrzutów”.spacer

5. Słodkości jedz raz dziennie, w pierwszej połowie dnia. Jeśli nie chcemy i nie możemy sobie odmówić ciast, tortów i deserów, ograniczmy je do jednego razu dziennie, i niech to nie będzie kolacja. W ten sposób damy sobie jakąś szansę na spalenie tego, no chyba, że akurat marzymy o dodatkowych centymetrach w pasie i w biodrach, wtedy ten punkt możemy całkowicie pominąć J

6. Jedz na małych talerzach. Udowodniono, że pełny talerz niewielkich rozmiarów psychologicznie lepiej zaspokaja nasze uczucie głodu w głowie i w oczach niż taka sama porcja jedzenia podana na dużym talerzu, na którym widzimy puste obszary, niezapełnione jedzeniem J Warto więc mądrze wykorzystać tę sprawdzoną zasadę.

7. Uważaj na połączenia. Pokarmy wysokobiałkowe (mięsa, strączkowate, orzechy i nasiona) spożywaj na początku posiłku, bo to one są najtrudniej strawne i do prawidłowego przetworzenia potrzebują najwięcej soków żołądkowych (skrobia  i inne potrzebują ich znacząco mniej). Białka, tłuszcze i skrobie najlepiej łączyć z zielonymi, nie skrobiowymi warzywami. Owoce i pokarmy słodzone powinny być jadane najlepiej całkowicie osobno, albo – w niewielkich ilościach i z unikaniem owoców fermentujących – na końcu posiłku.

8. Jedz wolno i dokładnie przeżuwaj. Mózg dopiero po ok. 20 minutach od rozpoczęcia posiłku otrzymuje sygnał, że dostarczamy mu jedzenia,  jeśli zjemy w zbyt krótkim czasie zbyt dużo, początkowo w ogóle tego nie odczujemy, ale po ok. 20 minutach możemy się poczuć bardzo źle. Warto też pamiętać, że proces trawienia zaczyna się w ustach, dokładne przeżucie pokarmu znacząco pomoże naszemu żołądkowi a później jelitom, zrobić z nim to co trzeba.  

9. Miej w zanadrzu herbatki trawienne. W sytuacji gdy naszemu żołądkowi lub jelitom jednak nie spodoba się to co im wrzuciliśmy (lub forma, połączenia albo ilość tego), warto sięgnąć po naturalne metody wspomagania trawienia. Najprostsze herbatki na trawienie to napar z rumianku lub napar z kopru włoskiego (działają lepiej niż mięta). Rozbudowana wersja bardzo skutecznej herbatki na trawienie to mieszanka kwawnika, mięty, kminku, kopru włoskiego i korzenia lukrecji w tych samych proporcjach, stosowana w ilości jednej kopiastej łyżeczki na szklankę wrzątku po jedzenie, do 3 razy dziennie.

10. Nie miej wyrzutów sumienia! Jeśli już grzeszysz, nie miej wyrzutów sumienia i nie myśl o tym, jak strasznie niezdrowe lub kaloryczne rzeczy jesz. Zgodnie z najnowszymi odkryciami w zakresie biochemii, to nasze przekonania w największym stopniu kształtują naszą rzeczywistość biochemiczną (czyli stan naszego organizmu). Innymi słowy, jeśli jesteś przekonana/-y, że jakiś pokarm Ci zaszkodzi, najpewniej tak właśnie będzie i odwrotnie. Warto pamiętać o dewizie odżywiania makrobiotycznego, zgodnie z którą nie jest ważne co jemy od czasu do czasu, ale czym się odżywiamy na co dzień.  Dlatego, jeśli już zdecydujesz się jeść nie do końca zdrowo, czerp przynajmniej z tego radość i wróć rozsądnie szybko do prawidłowych nawyków.

Powyższe sposoby są proste, ale nie zawsze łatwe J Życzę Wam Udanych Świąt, mądrości i umiaru! 

Share on Myspace
Dział: Ogólne
niedziela, 08 marzec 2015 00:00

Zadbaj o florę! 

 

jelita

Możesz się świetnie żywić a mimo to mieć problemy gastryczne, niską odporność i słabo przyswajać składniki odżywcze zawarte w pożywieniu. W takim przypadku bardzo prawdopodobne jest, że Twoja flora bakteryjna jelit pozostawia wiele do życzenia.

W dobie powszechnego przepisywania antybiotyków (np. w 2011 roku, 51% pacjentów otrzymało antybiotyki na kaszel i przeziębienie!), szacuje się, że w Polsce tylko ok 3% populacji ma prawidłową florę bakteryjną jelit a reszta, tj. 97 dysbiozę (dysbioza to patologiczna flora bakteryjna przewodu pokarmowego). Antybiotyki, walcząc z określonym rodzajem bakterii, wybijają jednak przy okazji korzystne i niezbędne szczepy mikroorganizmów, zaburzając tym samym silnie florę jelitową. 

Mikroflora jelitowa odgrywa w naszym organizmie rolę fundamentalną.

Wszelkie, ale to wszelkie kuracje i procesy dochodzenia do zdrowia należy zacząć od uporządkowania własnej flory bakteryjnej jelit, w przeciwnym razie pozostałe działania, choćby najsłuszniejsze, będą jak zawracanie kijem rzeki.

Odporność zaczyna się w jelitach. Coraz otwarciej mówi się również o tym, że ogromna większość alergii może mieć swoje pochodzenie w niewłaściwej florze bakteryjnej przewodu pokarmowego (np. kandydozie). Szczególnie widać to u dzieci uczulonych „na wszystko“, które po kuracji ziołowej i całkowitej zmianie diety zaczynają kwitnąć, co więcej są spokojniejsze i mniej drażliwe. 

Najczęstsze objawy dysbiozy to wzdęcia, bóle brzucha, nieprawidłowe wypróżnienia i alergie. Każda dysbioza może być początkiem poważniejszej choroby, dlatego tak ważne jest doprowadzenie własnych jelit do porządku właściwie dobraną dietą.

Czy wiesz, że:
- Każdy człowiek nosi ok. 500.000 genów bakterii jelitowych, ale tylko ok. 300.00 z nich występuje u połowy populacji (wniosek 200.000 genów bakterii jest specyficzne tylko dla nas)

- W zasadzie każde przewlekłe przyjmowanie leków doustnie prowadzi do dysbiozy
- Informacje z układu pokarmowego wpływają na funkcję mózgu (i odwrotnie)

- Kolonizacja jelit odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu się systemu immunologicznego i endokrynnego człowieka a to wprost prowadzi do wniosku, że zmiana flory jelitowej może prowadzić do neurochemicznych zmian, które wpływają na zachowanie człowieka a nawet na jego tzw. charakter?
 

Przyczyny dysbiozy

Najczęstszymi przyczynami dysbiozy są: antybiotykoterapia, przyjmowanie niesteroidowych leków przeciwzapalnych, przyjmowanie inhibitorów pompy protonowej, chemioterapia i radioterapia, stres, zła dieta (żywienie się głównie żywnością przetworzoną z dodatkami chemicznymi, mrożonkami, spożywanie żywności rafinowanej), zabiegi chirurgiczne pod narkozą, stany zapalne, brak aktywności fizycznej, nadwaga i otyłość, choroby cywilizacyjne.

Po kuracji antybiotykowej przez 2-3 miesiące nie jedz cukrów prostych, gdyż osłabiona flora bakteryjna sprzyja powstawaniu drożdżycy, a drożdżaki ubóstwiają cukry proste. Innymi słowy, o ile nie chcemy zafundować sobie np. kandydozy bo antybiotykoterapii najlepiej na 2-3 miesiące całkowicie odstawić słodkie.

Jak wyregulować florę bakteryjną jelit?

  • Przejść całkowicie na racjonalne żywienie (spożywanie pokarmów nierafinowanych, odstawienie tłuszczy kiepskiej jakości, unikanie tłuszczu)
  • unikać dodatków chemicznych w żywności
  • unikać stresów
  • wysypiać się
  • stosować probiotyki, prebiotyki, symbiotyki (wiele dostępnych)
  • jeść duże ilości żywności fermentowanej (np. kefir, rejuvelac, kapusta kiszona, ogórki kiszone, natto, miso itp.)

W zaawansowanych stadiach dysbiozy (np. zakażeniach pasożytami) może być konieczna kuracja suplementami przeciwpasożytniczymi (osobiście nigdy bym nie wzięła do ust leku przeciwpasożytniczego, gdyż niby walcząc z dysbiozą sam jest jej przyczyną). W takim przypadku – zaawansowanych stadiów zakażeń pasożytami - warto na co najmniej 6 tygodni całkowicie odstawić węglowodany wysokoglikemiczne (w tym zboża, a nawet kaszę jaglaną :-)), wszelkie cukry, alkohol i mleko. To może być dużym wyzwaniem samo w sobie, ale przynosi rewelacyjne efekty. Sama kiedyś mając kandydozę przeszłam na taką trudną dietę bezcukrową i bezzbożową i to właśnie w tym okresie osiągnęłam własny szczyt sztuki kulinarnej tworząc m.in. pyszne mufinki z białej fasoli bez cukru, zbóż i tłuszczu.

Po kuracji wzrośnie odporność, poprawi się wchłanianie składników odżywczych, być może znikną alergie.

Share on Myspace
Dział: Ogólne
sobota, 24 styczeń 2015 00:00

Chleba naszego powszedniego ... raczej unikajmy. O pszenicy słów kilka. 

 

pszenicaTemat pszenicy jest modny, szczególnie od czasu ukazania się na rynku książki Williama Davisa „Dieta bez pszenicy. Jak pozbyć się pszennego brzucha i być zdrowym”.

Wiele osób unika glutenu jak ognia pomimo, iż wcale nie cierpią na celiakię. Celiakia to poważna choroba autoimmunologiczna, nie zaliczana jednak do alergii. Wynika z nieprawidłowej reakcji immunologicznej organizmu na gluten a konsekwencją spożywania produktów zawierających gluten są uszkodzenia, a nawet całkowity zanik kosmków jelitowych, niezbędnych do wchłaniania składników odżywczych z pożywienia. 

W przypadku osób, które na celiakię nie chorują zasadniczo unikanie glutenu nie znajduje większego uzasadnienia, szczególnie jeśli chodzi o żyto, owies czy jęczmień (bo pszenica to inna historia, o czym dalej).

Z drugiej strony pszenica jest niezwykle cenionym pokarmem w TCM, któremu przypisywane są bardzo istotne funkcje odbudowujące.

Wg. medycyny chińskiej pszenica ma smak słodki (czytaj: łagodny) i naturę termiczną chłodną. Oczyszcza gorąco, zsyła w dół yang, odżywia serce, uspokaja Ducha, uzupełnia nerki i gasi pragnienie. Jest jednym z niewielu pokarmów, którym medycyna chińska przypisuje bezpośrednie działanie odżywcze i na ciało i na umysł, choć osoby otyłe nie powinny jej spożywać. Nie jest również wskazana dla osób z nowotworami i guzami.

No to jak w końcu jest? 

Otóż pszenica, o której mowa w medycynie chińskiej to nie ta pszenica, z której wypiekane są najpopularniejsze chleby w naszym rejonie świata.

Wszystko znów sprowadza się do jakości. Pszenica, którą powszechnie dziś się nam serwuje, niewiele ma wspólnego z tą pszenicą, która była podstawą żywienia przez 6 tysięcy lat. Oczywiście i przez te 6 tysięcy lat pszenica zmieniała się genetycznie, bo jest to naturalny proces w samej naturze. Jednak mniej więcej od roku 1929 została poddana takim modyfikacjom genetycznym przez człowieka, że dzisiejszą pszenicę trudno nazwać pszenicą. Jest to produkt hybrydowy, tani, odporny na grzyby i wydajny, ale niewiele mający wspólnego z oryginałem. 

Davis badał sprawę dokładnie i pisze, że krzyżowania jakim poddano pszenicę sprawiają, że są w niej związki wybitnie dla nas niekorzystne takie jak amylopektyna A, gliadyna i zmodyfikowany gluten. Ten ostatni, zdaniem kardiologa, jest odpowiedzialny za tak znaczny wzrost zachorowań na celiakię.

Od siebie dorzucę, że do tego dochodzą jeszcze takie kwestie jak:
  • rafinowanie mąki,

  • sprzedawanie mąki a nie ziaren (zmielona mąka podobnie jak wyłuskane orzechy jełczeje, choć my tego nie widzimy, jełczeje czyli utlenia się - wolne rodniki) – bardzo trudno jest kupić dziś zboża w ziarnach, oj ile trzeba się nachodzić,

  • sztuczne barwienie już rafinowanej mąki, aby była bardziej biała,

  • spulchniacze i ulepszacze dodawane do mąki.

Kiedyś od bardzo szczerej właścicielki piekarni usłyszałam, że oni nawet jakby chcieli nie dodawać spulchniaczy i ulepszaczy do mąki to nie mogą, bo dostają taki gotowy produkt od dostawcy.

Nic dziwnego, że coraz więcej osób źle toleruje pieczywo pszenne, ma po nich wzdęcia i innego rodzaju problemy gastryczne.

Ale część osób takich objawów zewnętrznych nie ma, albo nie wiąże ich z pieczywem („zawsze miałam wzdęcia”) i wcina ogromne ilości chleba na śniadanie, obiad i kolację.

De facto niskiej jakości chleb pszenny jest najpopularniejszym fastfoodem w Polsce a wszechobecne kanapki z najzwyklejszego białego chleba z szynką konserwową i plastrem produktu seropodobnego – istną zmorą żywieniową. 

Jak najłatwiej sprawdzić czy chleb jest dobry? Zostawić go na kilka dni. Dobry chleb powinien zeschnąć się na kamień. Jeśli spleśnieje – ma w sobie niekorzystne chemikalia. 

Co w tej sytuacji robić? 

1. Sięgnąć po prastare odmiany pszenicy takie jak kamut, płaskurka, samopsza czy orkisz. Z tych wszystkich odmian najpopularniejszy i najłatwiejszy do dostania jest orkisz. Kiedyś bardzo drogi, teraz widzę, że tanieje. Kamut i płaskurkę można zamówić w Internecie, w Niemczech można je kupić nawet w drogeriach smile. Z nich piec chleb, robić naleśniki, piec ciasta itp. Wg. TCM i kamut i orkisz mają podobne właściwości co pszenica, z tym, że mają naturę termiczną ogrzewającą. Bardzo dużo osób z nietolerancją pszenicy w ogóle nie ma tego problemu np. z kamutem.

kamut (po lewej) i płaskurka

kamut (po lewej) i płaskurka

2. Jeśli nie mamy czasu czy chęci wypiekać własnego pieczywa, uważnie czytajmy etykiety na wypiekach. Niestety powszechne jest, że chleb nazwany „chlebem orkiszowym” w swym składzie orkisz rzeczywiście ma ale w proporcji np. 40% gdzie reszta to pszenica. To nie o taki chleb chodzi. W marketach w zasadzie bardzo trudno o przyzwoite pieczywo, nawet to na wagę „z metra” nie zawsze ma dobry skład.

3. Znaleźć miejsce gdzie mają dobre wypieki z mąki nierafinowanej i tam się zaopatrywać. Oprócz czytania etykiet, drugim kluczowym wskaźnikiem jest obserwacja swoich reakcji po zjedzeniu danego rodzaju pieczywa. Jeśli skład jest ok, ale my po zjedzeniu takiego wypieku czujemy się źle – nie kupujmy więcej. Ja chleb czasem piekę sama a najczęściej kupuję w swojej kooperatywie – jest to chleb 100% żytni na zakwasie. Z tym, że osobom z wrażliwym układem trawiennym chleby na zakwasie mogą nie podchodzić.

4. Jeśli wybieramy chleby bez pszenicy i mimo to, żaden z nich nam - a raczej naszemu układowi trawiennemu - nie odpowiada a życia bez chleba sobie nie wyobrażamy, proponuję:

- zrobić badania w kierunku celiakii (w Polsce można już kupić test do samodzielnego wykrycia celiakii – koszt ok. 45 zł).

- korzystać z opiekacza – chleb generalnie jest produktem dosyć ciężkostrawnym, podgrzanie go znacząco ułatwia jego trawienie

- skiełkować najpierw ziarno, z którego następnie wypiekamy chleb, naleśniki itd. – to sztuczka wręcz magiczna, okazuje się, że nawet osoby z ogromną nietolerancją na zboża w większości nie mają problemów z ich trawieniem po ich skiełkowaniu. Jest to dosyć pracochłonne, zboże zalewamy wodą, kiełkujemy (2-3 dni) a potem znowu suszymy. Dla tych, którzy nie mają cierpliwości, żeby to samemu robić pozostają tzw. chleby esseńskie wypieczone właśnie ze skiełkowanego ziarna. Drogie jak diabli, ale zdrowe. Pomijając lepszą tolerancję skiełkowanych zbóż, kiełkowanie wg. medycyny chińskiej dodatkowo zwiększa qi pokarmu (czyli energię żywotną, którą my z tego produktu czerpiemy).

Ogólnie bardzo lubię chleb, ale żyjąc w takich czasach w jakich żyjemy stawiam na jakość a nie ilość. Naprawdę jeden wysokiej jakości chleb na tydzień na rodzinę 2+1 powinien wystarczyć całkowicie. 

Pieczywo "prosto z pieca"?

Na koniec nie mogę się powstrzymać, żeby nie skomentować „ciepłego, chrupiącego pieczywa prosto z pieca” w niektórych dyskontach, które - wypiekane na naszych oczach - pachnie tak wspaniale i rzeczywiście jest jeszcze ciepłe gdy go dotkniemy. Otóż sformułowanie „ciepłe, chrupiące pieczywo prosto z pieca” jest tu kluczowe. Z prawnego punktu widzenia wszystko się zgadza i nikt nas nie wprowadza w błąd. Tyle, że nikt też specjalnie się nie chwali, że pieczywo to jest wypiekane z mrożonek, których średni czas zamrożenia wynosi ok. pół roku! Innymi słowy te chrupiące, pachnące bułeczki są imitacją żywności. Wg. medycyny chińskiej produkt zamrożony traci swoje qi. 

Share on Myspace
Dział: Pod lupą


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.