user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

poniedziałek, 29 luty 2016 00:00

Ile posiłków jeść? 

 

Dłuższy czas nic nie pisałam, bo przebywałam w tzw. odosobnieniu medytacyjnym a konkretnie byłam na 10-dniowym kursie Vipassany. Dla tych którzy nie wiedzą co to podaję link, pod którym można poczytać więcej - http://www.pallava.dhamma.org. Przeżycie niezwykłe i oświecające, ale nie o tym ma być wpis. Otóż w czasie kursu spożywa się zasadniczo dwa wegetariańskie posiłki – śniadanie o 6.30 i obiad o godz. 11. O 17 można zjeść jeszcze jabłko. To jest z góry wiadome, zapisane w regulaminie i wiem, że stanowi dla wielu osób barierę nie do pokonania, nie mniejszą niż konieczność zachowania całkowitego milczenia w czasie kursu.

Tymczasem jedzenie standardowo trzech posiłków dziennie (a czasem i czterech lub pięciu jak błędnie zalecają niektórzy dietetycy) to stosunkowo nowy wymysł. Zwykle w historii człowiek jadł wtedy kiedy jedzenie było, a że było o nie znacząco trudniej niż obecnie – czasem raz dziennie to był spory sukces.

Obecnie w dobie nadmiaru i konsumpcjonizmu im więcej i częściej zjemy tym więcej się sprzeda. Jest to więc stan społecznie pożądany, abyśmy się opychali. Stąd przykładowo standardowa porcja w restauracji jest znacząco zawyżona w stosunku do wielkości żołądka normalnej osoby. A jeśli dostaniemy małą porcję to zamiast się cieszyć, że się nie przejemy zwykle jesteśmy oburzeni, że porcje takie małe a takie drogie. Najlepiej żeby było dużo i tanio. Brrrr. Stąd również popularność w Stanach miejsc typu eat-as-you-can (zjedz ile możesz) bez ograniczeń ilościowych po wykupieniu „wjazdu” do takiego miejsca. I dlatego amerykańskie społeczeństwo tak wygląda jak wygląda.

Gdy złączymy dłonie jakbyśmy chcieli nabrać w nie wody otrzymamy wielkość żołądka zdrowego człowieka.

Kurs Vipassany to praca z nawykowymi zachowaniami umysłu. Z pewnością jednym z takich nawyków jest przywiązanie do kolacji :-), bez której po prostu nie wypada. I jak obserwowałam mechanizm był taki. Przez pierwsze 2-3 dni niektóre z kobiet, z którymi byłam na kursie (obowiązuje separacja płci) nakładały sobie gigantyczne porcje na śniadanie i na obiad a czasem i dokładkę. Były nawet takie osoby, które jadły dosłownie dwa obiady, tak aby tę ominiętą kolację zjeść po prostu wcześniej. Tyle, że potem nie medytuje się dobrze. Niczego się dobrze nie robi. Taka ilość wrzuconego do żołądka jedzenia, nawet wegetariańskiego, powoduje, że cała energia jest kierowana właśnie tam, żeby jakoś zaradzić temu barbarzyństwu ;-). Przyznam szczerze, że drugiego dnia moja porcja obiadowa była ciut za duża, co spowodowała, że tuż po posiłku zrobiło mi się bardzo zimno. No tak – pomyślałam – cała energia odpłynęła do żołądka, nie starcza na grzanie.

Ale już po pierwszych dniach porcje zmalały, wróciły do normalnych rozmiarów, a potem zaczęły jeszcze maleć. Nikt już nie jadł na zapas. Trudno mi wypowiadać się za innych, ale wychodzi na to, że bez kolacji można żyć i to całkiem nieźle, a głodu po kilku dniach nie ma lub się go akceptuje.

Post lub ograniczenie jedzenia były od zawsze stosowane do wspomagania różnego rodzaju praktyk duchowych. Na odosobnieniu medytacyjnym jest to uzasadnione, ale czy w normalnym życiu brak kolacji jest potrzebny i wskazany?

Mój mąż, który na kursie Vipassany był 2 lata temu od tamtej pory nie wrócił już do trzeciego posiłku. Je owoc ok. godz. 17. Przy okazji schudł, przedtem był szczupły, teraz jest bardzo szczupły. Trochę zaraził mnie tym nawykiem, z tym że ja prostu jem lekką kolację (np. zupę) o 17. Czyli de facto mam trzy posiłki dziennie, ale ten trzeci jest symboliczny i bardzo wcześnie. Uważam, że jest to dla mnie system optymalny. Ale nawet normalna kolacja zjedzona nie później niż o 17-18 też będzie dobrym rozwiązaniem. O ile ktoś nie jest dzieckiem, nie jest osłabiony, wychudzony i niedoborowy powinien spróbować zrezygnować z kolacji lub znacznie ją ograniczyć i nie jeść później niż o 17-18. Efekty będą spektakularne – więcej energii, lepsze trawienie, większa jasność umysłu a przy okazji łagodny i stały spadek wagi o ile ktoś ma nadwagę.

Share on Myspace

Dział: Ogólne
środa, 27 styczeń 2016 00:00

Zdrowe, niezdrowe? Jeść, nie jeść? A co mówią badania?

Kontynuując rozpoczęty niedawno w tym artykule wątek ciągle nowych „odkryć” i „rewelacji” w dietetyce, dziś chciałam napisać kilka słów na temat badań naukowych w dietetyce i naukach o zdrowiu.

Tytułem wstępu

O Thomasie Youngu zwykło się mówić, że był ostatnim człowiekiem, który wiedział wszystko. Ten wszechstronny uczony (fizyk, filozof, lekarz) żył na przełomie XVIII i XIX w. i był chodzącą encyklopedią, tzn. posiadał wiedzę na każdy temat w zakresie tego co ówczesna cywilizacja za swój dorobek wiedzy uznawała.  Potem nastąpił taki turbowzrost naszego poznania prawd rządzących światem, że „wiedzieć wszystko” przestało być możliwe nawet w przypadku geniuszy i weszliśmy w czasy specjalizacji, która z czasem przeszła w wąskie specjalizacje a współcześnie ma tendencje do przechodzenia w absurdalnie wąskie specjalizacje (lekarz od prawego oka, lekarz od lewego oka ;-)).

Obecnie ilość informacji jakie są dostępne (pod naszymi palcami :-)) jest przeogromna. Jednak pojawił się nowy problem. Internet z całym swoim dobrodziejstwem ma również tę podstawową wadę, że każdy może w nim napisać wszystko i konia z rzędem temu, kto dotrze czy to prawda czy stek bzdur. Stare dobre czasy, gdy po sprawdzoną wiedzę sięgało się do encyklopedii jako do źródła zaufanego i pewnego odeszły w niepamięć, teraz o wszystko pytamy „doktora Googla”, który czasem niegłupio mówi, ale czasem plecie trzy po trzy. W konsekwencji żyjemy w epoce ogromnej niepewności na każdym polu: komu ufać, kto mówi prawdę a kto nie, szczególnie, że w Internecie w zasadzie można spotkać opinie skrajnie przeciwne na dowolny wręcz temat. Do tego dochodzi oczywiście smutna świadomość, iż wszyscy jesteśmy celami sprzedażowymi niczym tarcze strzelnicze i firmy nie zawahają się zrobić wszystkiego, aby nakłonić nas do sięgnięcia po ich produkty, uciekając się przy tym do coraz bardziej wyrafinowanych (czytaj: perfidnych) form perswazji (czytaj: manipulacji) w formie zawoalowanej np. w doradztwo specjalistyczne czy pozytywne komentarze „zwykłych” użytkowników na forach itp. Patrząc na problem z góry, jest on częścią ogólnie zauważalnej niepewności w dzisiejszym świecie i odczuwalnej utraty oparcia w wartościach i autorytetach, świecie, w którym jedyną pewną rzeczą jest to, że nic nie jest pewne.

W dzisiejszym świecie jedyną pewną rzeczą jest to, że nic nie jest pewne.

I być może stąd bierze się powszechne zachłyśnięcie hasłem „badania naukowe potwierdziły”; może to wyraz naszego głębokiego, wewnętrznego pragnienia aby coś na tym świecie było rzeczywiście potwierdzone, jasne i stabilne? A to miałaby nam zapewnić bezstronna i obiektywna nauka :-).

Pamiętam jak napisałam artykuł o szkodliwości kuchenki mikrofalowej (tutaj) i podniósł się i na Facebooku i w prywatnej do mnie korespondencji wielki raban, że nie ma badań naukowych na ten temat, więc to bzdura. No cóż, skoro Wikipedia podaje, że brak badań na ten temat to przecież tak musi być ;-)

Jak łatwo napisać „brak badań” i zdyskredytować cały koncept. Tymczasem oczywiście badania istnieją i były publikowane m.in. w – bagatela – czasopiśmie „The Lancet” (dla niezorientowanych jest to szpica i bodaj najbardziej prestiżowe czasopismo medyczne na świecie). Wystarczy jednak napisać „brak badań” i wszyscy jak baranki będą to powtarzać. Jak pisał Caldini reguła autorytetu to jedna z podstawowych zasad wpływu społecznego, w tym przypadku autorytetem są bliżej nie sprecyzowani naukowcy, którzy jakieś badania prowadzili, ale nie wykazały one szkodliwości. Zaraz, zaraz ….. tylko czy zwrot „brak badań naukowych” = „badania były robione i nic nie wykazały” czy może raczej „nikt badań nie robił”?!

Dzisiejszy artykuł uważam za ważny dla zachowania zdrowego rozsądku w staraniach o zdrowe, zrównoważone życie. Nie może bowiem być tak, że jeśli badań naukowych brak to „hulaj dusza, piekła nie ma” a z drugiej strony do badań naukowych trzeba podchodzić z rezerwą, ostrożnością i nigdy, przenigdy nie wyłączać myślenia. W momencie gdy przestaniesz dociekać i kwestionować jesteś zgubiony. Pamiętaj, tylko kwestionując wszystko możesz rozpoznać to co niekwestionowalne :-).

.

„Zdobycze” nauki

Czym grozi wyłączenie myślenia i intuicji? Przypomina mi się historia, którą słyszałam kilka lat temu o mężczyźnie, który włączył GPS, zdał się całkowicie na niego i utonął w jeziorze, po tym jak GPS skierował tam jego auto.

Osobiście irytują mnie ludzie gloryfikujący zdobycze współczesnej wiedzy i bezrefleksyjnie podchodzący do nich, szczególnie jeśli wyśmiewają „szarlatanerię” tj. wszystko to z czym nauka współczesna sobie nie radzi, tzn. nie jest w stanie znaleźć dla tego wyjaśnienia.

Pamiętam jak kilka lat temu współczesna nauka potwierdziła istnienie kanałów energetycznych w ciele człowieka, które rzeczywiście pokrywają się z tym co już kilka tys. lat temu nazwano czakrami. Czy to nie jest śmieszne, że po kilku tysiącach lat nauka potwierdziła wreszcie to, co było wiadomo od dawna? I co teraz na to ci, u których na słowo „czakra” pojawiał się litościwy i ironiczny uśmieszek pod nosem?

O nauce ogólnie słów kilka

Zanim przejdę do zasadniczego tematu tego artykułu, czyli dlaczego „badania naukowe” w naukach o odżywianiu są - eufemistycznie rzecz ujmując – mało miarodajne, przedstawię jeszcze kilka moich ogólnych spostrzeżeń nt. nauki w ogólności.

Po pierwsze – od tego trzeba zacząć - sama nauka jest często definiowana jako skuteczna metoda ograniczania fałszywej wiedzy o rzeczywistości. A z tego wniosek, że naukowcy posługują się permanentnie i świadomie prawdami tymczasowymi, obowiązującymi tylko, dopóki nie zostaną obalone.

Po drugie – nauka jest prawie zawsze na usługach tych co badania finansują lub na wynikach badań budują tzw. własny dorobek naukowy. Pamiętam jak w wieku 14 lat przeczytałam głośną książkę „Zakazana archeologia”. Nie wnikając w treść tej pozycji, po raz pierwszy dotarło wtedy do mnie bardzo boleśnie to, że najwspanialsze odkrycia naukowe są sztucznie wyciszane, wyśmiewane i zagłuszane jeśli nie pasują do współczesnej koncepcji „wiedzy” w danej dziedzinie lub zagrażają aktualnym autorytetom.

Bo skoro rzesza uczonych zbudowała swój autorytet naukowy od doktoratu do habilitacji czy profesury twierdząc „X”, to młody naukowiec, który przyjdzie i wykaże, że nie „X” tylko „Y” stanie się automatycznie wrogiem numer 1 „naukowego” establishmentu, bo z punktu widzenia okopanych na swoich pozycjach „naukowców” żyjących ze swoich odkryć, stanowi potworne zagrożenie dla ich pozycji i źródeł utrzymania. Nikt nie lubi gdy mu się wytknie, że się pomylił i nikt nie lubi spadać z piedestału :-). I środowisko naukowe nie jest tutaj żadnym wyjątkiem. Gdy się to zrozumie, dużo łatwiej będzie zaakceptować, że część niezwykle ważnych odkryć naukowych do tzw. powszechnej świadomości w ogóle nie trafia.

Pomiędzy światem nauki przez duże „N” a naszym zwykłym światem odbiorców głodnych wiedzy ;-) jest ogromna przepaść. Mało kto czyta teksty źródłowe z badań (może co najwyżej w swojej dziedzinie) zwykle korzystamy z przerobionych, uproszczonych i zinterpretowanych informacji na portalach informacyjnych. Kilka razy sięgnęłam do badań źródłowych, a że mam, że tak powiem warsztat naukowca, wiem jak się badania naukowe robi i sama je robiłam, choć w innej dziedzinie niż odżywianie – bardzo wyraźnie dostrzegłam przekręcenia i nieuprawnione nadinterpretacje tych co owe artykuliki pisali. Stąd też bawią mnie „obrońcy twardej nauki” czepiający się kurczowo XIX-wiecznego konceptu mędrca szkiełka i oka w sytuacji gdy pierwsza liga naukowców na świecie już od dawna jest na poziomie sterowania materią przez świadomość i leczenia energetycznego a fizyka newtonowska wydaje się powoli odchodzić do lamusa.  

Specyfika badań naukowych w zakresie zdrowia i dietetyki

Wszelkie badania na temat wpływu odżywiania i stylu życia na zdrowie są z natury rzeczy „miękkie” i nie muszą być bezwzględnie powtarzalne. Jeśli zrzucimy książkę ze stołu 100 razy z rzędu, 100 razy z rzędu spadnie na podłogę.

Jeśli będziemy się fatalnie żywić przez 100 dni a do tego palić 2 paczki papierosów dziennie możemy zachorować na raka, ale …. wcale nie musimy.

Jest to już bowiem dużo bardziej skomplikowane i zależne od wielu dodatkowych czynników, w tym – o czym się coraz częściej mówi – naszych przekonań na temat tego, czy jest to dla nas szkodliwe czy nie.

W eksperymencie idealnym badacz po pierwsze zna wszystkie zmienne, a pod drugie nie jest ich zbyt dużo. Sprawdza różne kombinacje zmiennych i skutków jakie wywołują i dochodzi do wniosków.

Przy odżywianiu jest to całkowicie niemożliwe. Zmiennych w przypadku czynników wpływających na zdrowie i samopoczucie człowieka jest tyle, że nawet nie da się ich wszystkich wymienić. A sposób odżywiania będzie tylko jedną zmienną, ważną, ale nie jedyną. Skoro więc ktoś odżywia się prawidłowo, ale przykładowo ma wrodzoną słabą konstytucję, silnie się stresuje, przeszedł w przeszłości poważne choroby, śpi na cieku wodnym, ma pleśń w domu, żyje pod stałym napromieniowaniem, nie dosypia, używa kancerogennej „chemii”, mieszka w zatrutym środowisku itp. itd. – samo zdrowe odżywianie nie wystarczy dla zdrowia.

Zatem wszelkie badania typu „100 kobiet przez 100 dni nie jadło mięsa a drugie 100 jadło i te co nie jadły miały więcej energii i lepiej się czuły” jest z gruntu rzeczy ogromnym uproszczeniem i nie da się powiedzieć kategorycznie, że to właśnie mięso a nie inne czynniki czy to aktualnie występujące, czy takie które wystąpiły w przeszłości, czy to wreszcie nastawienie kobiet, zadecydowały o wynikach.

Dlatego przy odżywianiu nigdy nie będzie dowodów bezwzględnych.

Korelacja czy przyczynowość

Z tego powodu rzetelny naukowiec powie raczej o korelacji niż przyczynowości w naukach o żywieniu. Oznacza to np., że widać korelację (związek) pomiędzy brakiem spożywania produktów mlecznych przez Azjatów a niższym poziomem zachorowań na raka piersi wśród Azjatek. Czy to jednak oznacza, że produkty mleczne są przyczyną zachorowań na raka? Nie, tego powiedzieć nie można, bo być może zupełnie coś innego zadecydowało o tych statystykach. Ale taka korelacja może już stanowić podstawę do dokonania własnych wyborów przez kobietę, u której zdiagnozowano raka piersi. Niemniej niektóre korelacje są tak oczywiste, że można pokusić się o sformułowanie stwierdzeń, graniczących z pewnością, jak np. to, że palenie papierosów jest szkodliwe.

Ale mimo to jeden będzie palił i pił przez całe życie i umrze śmiercią naturalną w wieku 96 lat a drugi żyjąc zdrowo przedwcześnie umrze na nowotwór. Bowiem ilość czynników dodatkowych (w tym nastawienia psychicznego) jest tak duża i istotna, że może przeważyć nad samym zdrowym odżywianiem. Nie na darmo mówi się, że jak się pacjent zaprze i chce żyć to i medycyna jest bezradna :-). Z drugiej strony czy to oznacza, że możemy żywić się dowolnie, bo mało od nas zależy? Oczywiście nie. W absolutnej większości przypadków nasz styl życia będzie przybliżał lub oddalał nas od zdrowiaWszystko co robimy właściwym odżywianiem i stylem życia jest inwestycją w siebie i świadomym zwiększeniem swoich szans na zdrowe życie, nikt nam jednak żadnej gwarancji zdrowia nie da. Rób więc to co do Ciebie należy, ale oderwij się od efektu końcowego, który nie do końca jest zależny od Ciebie, o czym szerzej pisałam w tym artykule.

Jestem wielką zwolenniczką przenoszenia do nauk o odżywianiu sprawdzonych metod z innych dziedzin nauki a konkretnie metody introspekcji, rozumianej jako wgląd w siebie i obserwację :-). Badania, badaniami, ale jeśli czujemy, że po jakimś produkcie czujemy się źle a po innym dobrze to raczej to niech będzie dla nas wskazówką. To co naturalnie występuje w przyrodzie w pewnej formie prawie zawsze będzie lepsze niż produkty produkty wysoko przetworzone (żywność gotowa) czy skondensowane (np. oleje, soki). Ot, cała filozofia.

Finansowanie badań

Nawet jeśli przyjąć, że wszystkie badania są prowadzone rzetelnie i bezstronnie (co nie jest prawdą) trzeba mieć na uwadze jeszcze jedną rzecz. Mianowicie badania naukowe leków chemicznych kosztują miliardy dolarów i trwają latami. Firma inwestuje w te badania, bo później zwrócą się one w sprzedaży opatentowanego leku.

Tyle, że marchewki, granatu, brokułów, imbiru itp. nikt nie opatentuje, zatem nikomu nie zależy na prowadzeniu poważnych badań naukowych na temat wpływu roślin naturalnych na nasze zdrowie, bo to kosztuje a zarobić się na tym nie da jak na lekarstwach.

Udowodnione działanie niektórych pokarmów jest raczej uprawdopodobnione w ten sposób, że zauważono znaczną korelację i poprawę stanu zdrowia.

Miejmy więc świadomość, że stwierdzenie „brak badań naukowych” nie oznacza, że coś nie działa a jedynie to, że najprawdopodobniej nikt nie był zainteresowany przeprowadzeniem badań ze względów finansowych. Czy coś działa czy nie, najszybciej wypróbujecie na sobie. Sprawdź, jeśli zadziała po prostu będziesz to wiedzieć i nie będziesz potrzebował podwójnie ślepych prób by uwierzyć :-)

Wiedząc o tym, że nauka operuje prawdami tymczasowymi, dodatkowo często zniekształconymi przez interpretację lub wręcz zmanipulowanymi, nie ufajmy bezkrytycznie doniesieniom prasowym, ale też nie zamykajmy na nie całkowicie oczu. Gdzieś w tym wszystkim trzeba się jakoś rozsądnie odnaleźć nie popadając w skrajności i dogmatyzm, czego Wam z całego serca życzę.

 

Share on Myspace

Dział: Ogólne
środa, 02 wrzesień 2015 00:00

Olejek z oregano - tajna broń na okres jesienny

 

Oj pokochałam ten olejek miłością wielką i trwałą. Zalet ma ilość przeogromną, wad – jak dla mnie żadnych (choć przyznam, że zdania na ten temat są podzielone, o czym dalej), cenę przystępną a działanie spektakularne.

Właściwości:
  • jest naturalnym antyoksydantem, co oznacza, że neutralizuje nadmiar krążących w naszym ciele wolnych rodników (a w skrócie hamuje procesy starzenia i rakowacenia)
  • jest naturalnym antybiotykiem bez skutków ubocznych,
  • ma działanie przeciwbólowe
  • w sytuacji stanów zapalnych dziąseł (np. po leczeniu kanałowym) może w znacznym stopniu pozwolić utrzymywać stan zapalny pod względną kontrolą, szczególnie jak dodatkowo będziemy żuć 3-4 goździki dziennie
  • zwalcza dużą ilość bakterii (np. escherichia coli), grzybów (np. candida) i innych pasożytów
  • w bardzo wyraźny sposób wzmacnia odporność i jego stosowanie w okresie jesienno-zimowym znacząco obniża ryzyko jesienno-zimowego przeziębienia czy choroby
  • jak wszystkie gorzkie substancje poprawia i wspomaga trawienie
Stosowanie:

Wewnętrzne

O olejku oregano pisałam przy okazji prezentacji kuracji oczyszczającej z pasożytów tu. Ale powtórzę to jeszcze raz. Olejek, pomimo tego, że jest rozcieńczany w oliwie i ma stężenie „zaledwie” 20% jest niezwykle silny i ostry w smaku. Dlatego trzeba nauczyć się go używać. Ja używam go nieco inaczej niż podaje producent na opakowaniu, gdyż aplikuję go sobie załączonym zakraplaczem bezpośrednio na język w ilości 5 kropel 2-3 razy dziennie, po czym obficie popijam wodą. Ważne jest aby była to tylna a nie przednia część języka, gdyż z tyłu mniej odczuwamy jego ostry smak. Przyzwyczaiłam się do tego posmaku a nawet go polubiłam, ale wiem, że dla niektórych jest nie do zniesienia, wtedy należy – tak jak sugerują producenci – rozpuszczać go w łyżce oliwy. Olejek najlepiej przyjmować na pusty żołądek, 20 minut przed posiłkami

Zewnętrznie

Olejek z oregano może być stosowany zamiast aptecznych maści zewnętrznie na grzybice i inne zmiany skórne (zawsze wcześniej wykonujemy test na nadgarstku i sprawdzamy jak reaguje nasza skóra). Podobne działanie ma olejek lawendowy, goździkowy i z drzewa herbacianego.

Inhalacje

Gdy mamy katar albo czujemy, że coś nam siedzi w gardle, płucach lub zatokach warto spróbować inhalacji z olejku z oregano. W tym celu na 2 l wrzątku dajemy 15-30 kropli gotowego preparatu z oliwą o stężeniu 20% lub 3-6 kropli czystego (100%) olejku i wdychamy taką mieszankę przez kilka minut 2-3 razy dziennie.

Dostępność na rynku:

Na rynku dostępnych jest kilka preparatów i wydaje mi się, że wszystkie są porównywalne jakościowo. Substancja, o której tu piszę to olejek z dzikiego oregano (origanum vulgare) czyli lebiodki pospolitej. Większość dostępnych preparatów ma wmontowany zakraplacz oraz stężenie 20%.

Niektórzy mnie pytają czy jedzenie samego oregano, np. dodawanie go do potraw nie wystarczy. Oregano jest bardzo zdrowe i jasne, że jego używanie może być bardzo korzystne. Trzeba tu jednak wyraźnie powiedzieć, że każdy olejek eteryczny jest wysoce skoncentrowaną substancją, zawierającą nieporównywalnie więcej korzystnych dla nas fenoli, seskwiterpen, katechiny, flawonoidów itd. niż naturalna forma rośliny, z której zostały pozyskane.

Jeśli jeszcze nie znacie olejku oregano zachęcam Was gorąco do jego wypróbowania i okresowego stosowania!

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
wtorek, 25 sierpień 2015 00:00

Sól ziemi naszej

 

 

Sól podobnie jak cukier sławę ma ostatnio złą. Całkiem błędnie. Jak to zwykle bywa istota rzeczy tkwi w dawce i jakości. Ciekawe jest to, że prawie każdy nawet najzdrowszy produkt spożywczy w nadmiarze może być toksyczny. To nas wzywa do stosowania umiaru i samoświadomości tego co robimy ze sobą i naszym ciałem.

 

Sól wg. TCM

Gruntuje, ściąga w dół (do wewnątrz i w dół), wspomaga trawienie (wydzielanie soków trawiennych), sprowadza na ziemię, pobudza działanie nerek, ochładza.

Zmiękcza stwardniałe więzły chłonne, gruczoły i mięśnie, rozbija twarde masy, jest związana z czakrą podstawy (poczucie bezpieczeństwa), a więc  wspiera doświadczanie przejrzystości, ugruntowania i ześrodkowania. Co ciekawe dodatek soli wzmacnia odczuwanie smaku słodkiego, dlatego aby potrawa wydawała się bardziej słodka warto ją doprawić szczyptą soli.

 

Jakość

Podobnie jak w przypadku innych produktów sól obecnie jest poddawana procesowi rafinacji. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, bo przecież „sól to sól”. Otóż nie. Sól rafinowana składa się w 99,9% z chlorku sodu, resztę stanowią substancje antyzbrylające, takie jak jodek potasu. Powszechnie stosowana sól (tzw. warzona) jest wyjałowiona z około 60-80 pierwiastków śladowych, niezbędnych nam do życia, które zawierała w sobie przed procesem rafinacji.

Być może dlatego w społeczeństwach zachodu tak dużo się soli (solą rafinowaną), ponieważ organizm domaga się tych pierwiastków a ich nie dostaje (syndrom podobny do niedożywienia osób otyłych, jedzą coraz więcej śmieciowego jedzenia, w którym brak niezbędnych składników odżywczych). Nadmierne przesalanie i dodawanie soli gdzie się da może również wskazywać na powszechny brak poczucia bezpieczeństwa we współczesnym społeczeństwie niepewności lub zmian. Łaknienie soli zwykle znika po tygodniu umiarkowanego stosowania soli nierafinowanej.

 

Uniwersalny środek oczyszczający

Sól ma fantastyczne właściwości oczyszczające organizm z toksyn, przeciwdziała zatruciom, ma właściwości alkalizujące.

Stosowana zewnętrznie w postaci kąpieli – oczyszcza i relaksuje. Warto przy tym zrezygnować z gotowych kupnych soli do kąpieli, gdyż nikt nie wie co do nich dodano. Najlepszą i najbardziej wartościową kąpielą solną będzie kąpiel z garścią soli himalajskiej i dodatkiem ulubionego olejku eterycznego.

Na temat zastosowań zdrowotnych soli pisane są książki, więc wszystkich jej potencjalnych zastosowań na pewno tu nie wymienię, wspomnę jednak jeszcze o płukaniu gardła solą – jest to jedna z najskuteczniejszych metod na ból gardła, całkowicie naturalna i tania. Wady: niesmaczna, ale do przeżycia.

Kąpiel z dodatkiem soli i sody oczyszczonej jest również wskazana przy narażeniu na promieniowanie, np. po różnego rodzaju prześwietleniach RTG, mammograficznych itp. Paul Pitchford podaje, że taka kąpiel jest stosowana przez specjalistów pracujących z promieniotwórczymi izotopami. Do wanny ciepłej wody dodaje się po 400 g soli nierafinowanej i sody oczyszczonej, przebywa się w kąpieli ok. 20 minut, po czym płucze ciało chłodną wodą. Przy prześwietleniu diagnostycznym kąpiel taką warto stosować 2x dziennie przez 3 dni.

Na poziomie psychicznym, kąpiel z solą pozwala oczyścić się po trudnych sytuacjach i odciąć energetyczne po kontaktach z toksycznymi ludźmi

Na moim stoliku nocnym leżą na stałe trzy kolorowe kryształy soli (biały, różowy i fioletowe), podarowane mi przez bliską mi osobę.

 

Nadmiar soli

Nadmiar soli jest szkodliwy gdyż prowadzi do zaburzenia subtelnej równowagi sodowo-potasowej, warunkującej dobre zdrowie(gdy w organizmie jest za dużo sodu, za mało jest potasu). Klasyczne dolegliwości związane ze zbyt dużą ilością sodu w organizmie to:

-       podwyższone ciśnienie

-       obrzęki (przy tendencjach do zatrzymywania płynów w ciele)

-       upośledzenie wchłaniania składników odżywczych

-       pozbawianie organizmu wapnia

Jesteśmy narażeni na nadmiar soli, ponieważ bardzo duża ilość produktów gotowych ją zawiera. To kolejny argument za tym, aby z takich produktów zrezygnować całkowicie na rzecz nieprzetworzonego pożywienia, które możemy sami wzbogacić niewielką ilością nierafinowanej soli dobrej jakości. 

 

Jaką sól stosować

Sól rafinowana czyli chlorek sodu NaCl plus trochę jodu (sól warzona, jodowana) to biała trucizna, po którą nie sięgamy.

Nadal bardzo modna jest sól morska – kiedyś uważana za najlepszą, przy obecnym stanie zanieczyszczenia mórz doprawdy wielką niewiadomą jest co w niej znajdziemy obok dobroczynnych minerałów. Dodatkowo widziałam kilka razy w sklepach ze zdrową żywnością piękną sól morską rafinowaną, a więc UWAGA: „morska” nie oznacza automatycznie „nierafinowana”, trzeba czytać etykiety!

Najbogatszą i najlepszą pod kątem składników jest różowa sól himalajska, która zawiera ok. 85 przyswajalnych pierwiastków niezbędnych dla zdrowia.

Z tego co widzę, staniała znacząco, ponieważ z solą tak czy siak nie należy przesadzać, myślę, że warto ją kupować, jedno opakowanie powinno starczyć na długo.

Polska sól kamienna z kopalni (Wieliczka, Kłodawa) jest naturalnym produktem nierafinowanych i choć aż tylu pierwiastków co sól himalajska nie zawiera, jest dla niej dobrą, tańszą i całkowicie naturalną alternatywą. 

 

Dawki

Sól jest już w pożywieniu. Sód będący głównym składnikiem soli znajdziemy w dużych ilościach w jajkach, owocach morza, wodorostach i mięsie i innych.

Z dawkami jak to z dawkami – nie wiemy czy są prawidłowe. Obecnie uznaje się za bezpieczną dawkę dzienną w ilości 5g. Na zdjęciu przedstawiam jaka to jest ilość.

Przyznam szczerze, że nie jestem w stanie zjeść gotowanego jajka i pokrojonego z cebulką pomidora bez soli i pewnie fundując sobie to danie od razu wyczerpuję ww. dawkę dzienną.

Z góry przepraszam panów, ale niestety u wielu mężczyzn obserwowałam i obserwuję zjawisko, które z jednej strony mnie bawi a z drugiej jednak przeraża. Otóż pan taki dostając do konsumpcji zupę (np. ugotowaną przez małżonkę, albo w lokalu gastronomicznym) nie kosztując jej wcale, przed przystąpieniem do jedzenia sięga po solniczkę i obficie nią wymachuje nad talerzem. Po tym rytuale zaczyna nabierać zupę łyżką i jeść. Zawsze się wtedy zastanawiam „A co jeśli zupa już była za słona?”. „Albo idealnie dosolona?”

Uwaga: gdy stosujemy sól gruboziarnistą, łyżeczka soli gruboziarnistej to nie to samo co łyżeczka soli drobnoziarnistej. Z łyżeczki soli gruboziarnistej po zmieleniu wychodzi znacznie więcej soli.

 

„Domowy” napój izotoniczny

Osoby intensywnie trenujące sport (do których nie należę, ale mam takie w rodzinie) wiedzą doskonale co się dzieje z organizmem po mniej więcej 1-1,5 h intensywnego wysiłku fizycznego. Dostępne gotowe napoje izotoniczne to chodząca tablica Mendelejewa, świństwo, którego nawet wrogowi żal podać. Z chemicznego punktu widzenia napój izotoniczny to woda, glukoza i minerały, można go w prosty sposób zrobić na poczekaniu.

Przepis na prosty napój izotoniczny (1 szklanka):

Dobrej jakości woda + odrobinę słodu (łyżeczka miodu, 1/3 szklanki odrobina świeżo wyciśniętego soku owocowego) + 1-2 szczypty dobrej jakości soli.

Przy okazji innego postu pisałam, że pijąc wodę w upały warto do niej dodać szczyptę soli himalajskiej, będzie niewyczuwalna, a dostarczymy sobie niezbędnych minerałów.

 

Kiedy wykluczyć sól

Sól powinno się wykluczyć całkowicie w przypadku chorób nowotworowych. W czasie praktyki klinicznej Maxa Gersona zauważył on, że guzy i zmiany nowotworowe maleją wraz ze zwiększeniem dawki potasu i zmniejszeniem dawki sodu.  Zbiega się to z założeniami tradycyjnej medycyny chińskiej, która nowotwory zwykle definiuje jako połączenie wilgoci (której powstawaniu właśnie nadmiar soli sprzyja) oraz toksyn.

W trakcie choroby nowotworowej warto całkowicie zrezygnować z soli (sól jest obecna naturalnie w wielu pokarmach) ale nie unikać wodorostów (np. słony kelp). Miso i sos sojowy, jako bardzo słone, również lepiej wykluczyć.

 

Podsumowanie
  1. Kupujmy sól nierafinowaną bez dodatków (himalajską, kamienną, ew. morską)
  2. Tanią sól warzoną można kupować do celów gospodarczych (np. namoczenia spalonej patelni, posypywania oblodzonego podjazdu itp.)
  3. Używajmy soli w sposób zrównoważony, pamiętając, że sól powinna wzbogacać smak potrawy a nie w niej dominować. Jeśli wyczuwamy, że potrawa jest słona – to źle.
  4. W trakcie choroby nowotworowej rozsądnie jest zrezygnować z dodawania soli do potraw całkowicie.
Share on Myspace
Dział: Pod lupą
wtorek, 04 sierpień 2015 00:00

Jesteś tym co jesz - hasło nie zawsze prawdziwe 

Gdy dajesz sobie to co najlepsze, a okazuje się, że karmisz wroga

 

Jesteś tym czym jesz – to hasło zawsze mi się podobało i rzeczywiście jakość nas w dużej mierze zależy od jakości tego co serwujemy sobie na talerzu.

Ale od strony szczegółów niestety nie jest to już tak oczywiste. Za to bowiem, co z wartości odżywczych zawartych w spożywanym pokarmie ostatecznie do nas trafi i nas zbuduje i wzmocni odpowiedzialne jest wchłanianie. Jeśli wchłanianie szwankuje – możesz się żywić najlepiej na świecie, a niewiele to da, a możesz wręcz mieć znaczące niedobory.

Przypadek, z którym miałam do czynienia ostatnio: kobieta, lat. 60, dosyć wysoki poziom homocysteiny (ok. 18, dla przypomnienia homocysteina pow. 8 powinna już być sygnałem alarmowym. Bliżej o homocysteinie pisałam tu). Zmieniła dietę, wykluczyła pieczywo, znacząco schudła, przez 3-4 miesiące suplementowała witaminę B12, B6 i kwas foliowy, co jak wiadomo jest najskuteczniejszym sposobem na obniżenie poziomu homocysteiny. Po 4 m-cach kolejne badanie wykazało wzrost homocysteiny do 23! Co to oznacza? Czy oznacza to, że witamina B12, B6 i kwas foliowy nie obniżają poziomu homocysteiny? Nie. To oznacza, że najprawdopodobniej z jakiegoś powodu organizm nie przyswajał tych witamin z suplementów. Przypomina to sypanie pasku do worka z dziurą i dziwienie się, że piasku jest coraz mniej. 

Przyczyn złego wchłaniania jest dużo i trudno od razu stwierdzić co w tym przypadku na to wpłynęło. Pierwszym wytłumaczeniem może by sam suplement. To niestety ma znaczenie czy witamina B12 kosztuje 3,49 zł czy 149 zł. Ta pierwsza w formie tabletki (pomijając fakt, że ma w składzie dosyć dużo różnych niepotrzebnych świństw), charakteryzuje się wchłanialnością na poziomie w najlepszym razie kilku procent, żeby był jakiś efekt trzeba by łykać jej tak dużo, że grozi nam zatrucie dodatkami upchanymi w tabletce).

No dobrze, ale akurat w omawianym przypadku kobieta nie oszczędzała na jakości suplementu. Jakie zatem mogły być inne przyczyny niskiej wchłanialności?

Podejrzewaną przeze mnie przyczyną jest rozrost pasożytów w przewodzie pokarmowym.

O florze bakteryjnej i jej fundamentalnym znaczeniu dla naszej odporności (czytaj: zdrowia) pisałam tu. Gdy na skutek błędnej diety, stosowania używek lub mocnych chemicznych leków dojdzie do zaburzeń flory bakteryjnej, przewagę zyskują „niechciani goście”.  Mamy wówczas do czynienia z infekcją pasożytniczą, która może wywoływać mniej lub bardziej dokuczliwe objawy (całą gamę, z których najczęstsze to egzemy, alergie i bóle/wzdęcia w jamie brzusznej).

Główne rodzaje infekcji pasożytniczych to:
  • zakażenia bakteryjne – np. gronkowcem złocistym, paciorkowcami, chlamydiami
  • zakażenia grzybiczne (w tym drożdżakowe) – tu niewątpliwą „gwiazdą” jest candida albicans
  • zakażenia robakami  - np. tasiemcami, owsikami, włosogłówkami, glistami ludzkimi, przywrami itp.
  • zakażenia pierwotniakami – np. lamblią, toksoplazmą itp.

Nie będę ich tu opisywać szczegółowo, w Internecie jest dużo rzetelnych informacji na ten temat a nawet można sobie obejrzeć obrzydliwe filmiki dosadnie pokazujące co się może zalegnąć w nas (nie polecam przed obiadem ani tuż po).

Najgorsze jest to, że ci nieproszeni goście nierzadko wydostają się z przewodu pokarmowego do wewnątrz organizmu wędrując krwią lub limfą do różnych zakamarków naszego ciała, co może zakończyć się tragicznie.

Czym żywią się pasożyty?

Nami. Lubią to co my. Cukier, mąkę, skrobię, tłuszcze. Uwielbiają witaminy i suplementy wzmacniające. Podbierają nam to co najlepsze, w ten sposób nie starcza dla nas.

Skala zakażeń pasożytniczych jest tak duża, że osobiście uważam, że raz w roku, nawet bez wykonywania żadnych badań warto przeprowadzić naturalne odrobaczanie i odgrzybianie, chociażby profilaktycznie.

Jeśli macie w domu zwierzęta a ich regularnie nie odrobaczacie, pewność, że macie pasożyty jest bliska 100%. Wśród osób cierpiących na choroby degeneracyjne (rak, stwardnienie rozsiane, Alzheimer) w ciemno można zakładać zakażenia pasożytnicze, szczególnie w postaci grzybic.

Wracając do omawianego przypadku, badania wykazały znaczący rozrost drożdżowców, być może odpowiedzialnych za nieprzyswajanie witaminy B12. Składa mi się to w całość, bo pacjentka jakiś czas temu zaczęła pić w bardzo dużych ilościach kombuchę (po znalezieniu w Internecie informacji o jej cudownych właściwościach prozdrowotnych). Kombucha zaś to sfermentowany napój z herbaty, a fermenty, choć w normalnych warunkach zdrowe i wskazane, przy zakażeniu drożdżakami mogą znacznie pogorszyć nasz stan.

Pacjentka jest teraz w trakcie przepisanej przeze mnie kuracji przeciwpasożytniczej i liczę na to, że po jej zakończeniu jej wchłanialność znacząco się poprawi i pociągnie za sobą spadek homocysteiny. Wydaje się bowiem, że do tej pory – pomimo w miarę dobrego żywienia i suplementacji -  to co cenne trafiało do intruzów.

Jak się pozbyć nieproszonych gości?

Jest bardzo dużo skutecznych, naturalnych metod pozbywania się pasożytów. Na rynku można spotkać dobrej jakości gotowe preparaty naturalne, ich cena jest jednak dosyć wysoka.  Warto sobie przy tym uświadomić, że najważniejsza w kuracji jest dieta a nie preparaty (które mają charakter pomocniczy) i bez właściwej diety żaden najdroższy nawet preparat nie pomoże, z właściwą zaś dietą – preparaty takie nie są niezbędne i można je zastąpić tanimi, naturalnymi odpowiednikami.

W kolejnym wpisie przedstawię prostą kurację przeciwpasożytniczą do samodzielnego przeprowadzenia w domu.

Share on Myspace
Dział: Kuracje
czwartek, 06 sierpień 2015 00:00

Program zwalczania pasożytów

 

W poprzednim wpisie podkreślałam konieczność regularnego odrobaczania się i oczyszczania z pasożytów. Przed przystąpieniem do kuracji koniecznie przeczytajcie tamten tekst.

Prezentowana przeze mnie dieta jest prosta, ale nie jest łatwa. Jak to zwykle bywa, najtrudniejsze są pierwsze 3 dni. Jeśli ktoś ma kilka kilo za dużo, na pewno przy okazji je straci, bez głodzenia się. Poniżej przedstawiam omówienie jej zasad, zaś na końcu artykułu znajdziecie „bryk” w pdf-ie z najważniejszymi informacjami do wydrukowania i przypięcia na lodówce jako ściągawki.

 

Podstawowe założenia kuracji:

Codziennie rano jako śniadanie jemy 1/3 filiżanki nierafinowanego (brązowego) surowego ryżu – ryż żujemy tak długo, aż zamieni się w płyn i wtedy go połykamy. Osoby ze słabymi zębami mogą ryż moczyć przez noc w wodzie, wówczas rano będzie miększy. Uwaga na takie śniadanko trzeba przeznaczyć minimum 20-30 min,  – tyle czasu żuje się ryż. Jest to podstawa diety, element którego niczym nie zastąpimy. Ryż spożyty w takiej postaci ma niezwykłe zdolności „wymiatania” zaległych w przewodzie pokarmowym gnijących resztek i pasożytów. Po zjedzeniu ryżu należy odczekać min. 3 godz. do następnego posiłku. Pyszne toto nie jest, ale można się przyzwyczaić i podejść do tego z humorem

15 min przed obiadem i kolacją pijemy łyżeczkę octu jabłkowego (ma to dokwasić żołądek i zapewnić prawidłowe trawienie) – jeśli źle znosisz ocet – zmniejsz dawkę, w ostateczności – jeśli nie jesteś w stanie pić octu – zrezygnuj z niego

2x dziennie pomiędzy posiłkami (min. 1 h po posiłku) zażywamy 5 kropli olejku oregano – olejek ten ma wybitnie przeciwgrzybiczne działanie. Do kupienia jest wiele preparatów (zwykle sam olejek oregano to ok. 20% składu, reszta to oliwa z oliwek i to jest całkowicie normalne, nie należy się przejmować, że olejku oregano jest w preparacie tylko 20%). Olejek można rozpuścić w szklance wody i wypić, ale łatwiej jest zaaplikować go sobie bezpośrednio na język i szybko popić wodą - ważne przy tym jest, aby była to tylna a nie przednia część języka. Sprawdźcie jak „smakuje” ten olejek podany z przodu języka a jak na jego tylnej części a zrozumiecie o co chodzi i jak działają kubki smakowe

Spożywamy 1 ząbek surowego czosnku dziennie (najlepiej z obiadem) – osoby, którym surowy czosnek źle robi mogą zastąpić go preparatem w kapsułkach

Jemy niewielką ilość kapusty kiszonej (łyżkę) do obiadu

Dodajemy prażone pestki dyni do obiadu lub kolacji (pestki dyni to świetny produkt przeciwpasożytniczy, jednak bezwzględnie muszą być uprażone, gdyż można na nich często spotkać bakterię coli)

Absolutnie nie wolno podjadać między posiłkami, bo rozwala to cały program!

Przed spaniem pijemy napar z mieszanki przeciw robakom lub z bylicy pospolitej/ piołunu – na rynku są również dostępne gotowe, gorzkie mieszanki na robaki, ale w zasadzie każde gorzkie zioła będą dobre

Przyjmujemy probiotyki i prebiotyki między posiłkami (szczególnie L. sporogenes i B. laterosporus)

Pijemy jedną łyżkę nierafinowanego oleju lnianego do obiadu

Dokładnie przeżuwamy jedzenie (b. ważne!)

Jest to dieta na której, nie wolno się przejadać, jemy absolutne minimum, w przypadku b. silnego głodu można zjeść marchewkę

Surowe warzywa moczyć przez 15 min. w roztworze octu jabłkowego (1 łyżka stołowa na 4 l wody) – usuwa pasożyty z warzyw

Odrobaczyć zwierzęta domowe, inaczej kuracja będzie krótkotrwała

Należy jeść o stałych godzinach!

 

Wykluczamy:
  • cukier pod każdą postacią (w tym miód). Dozwolona jest niewielka ilość stewii w liściach

  • węglowodany złożone (chleb, mąka, zboża, gotowany ryż i kasze, płatki śniadaniowe i ziemniaki). Dozwolona jest niewielka ilość kaszy jaglanej i gryczanej
  • surowe orzechy, migdały i pestki słonecznika (dozwolona jest niewielka ilość uprażonych lub ugotowanych)
  • owoce
  • nabiał (w tym sery)
  • mięsa, szczególnie czerwone
  • sól (dozwolona jest szczypta himalajskiej)
  • suplementy (które wzmacniają pasożyty), wyjątkiem jest chlorella, spirulina i zielony jęczmień

 

Dieta oparta jest na:
  • niewielkich ilościach kaszy jaglanej i gryczanej
  • grzybach (wszelkich)
  • podgotowanych kiełkach (potrafią być istną kopalnią pasożytów)
  • fasolkach adzuki i mung
  • w zasadzie wszystkich warzywach, a szczególnie burakach, marchwi, kapuście, porze, cebuli, chrzanie, cukinii, bakłażanie, kalafiorze, brokułach, selerze itp.
  • awokado (nadaje się do wszelkich past i jest bardzo sycące)
  • jajkach
  • soczewicy
  • dla wybitnych mięsożerców dozwolona jest niewielka ilość mięsa, bardzo dobrze ugotowanego raz na 5 dni
  • przyprawach: koper włoski, goździki, pieprz kajeński, szałwia, imbir, chrzan, tymianek
  • kelpie i innych wodorostach (odbudowują odporność)
  • napojach: woda, napary z pokrzywy, napar ze świeżej szałwii, czystek, zielony jęczmień, napar z pau d'arco (lapacho) - b. dobrze zwalcza drożdżowce

  

Plan posiłków:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu. Należy rzuć go tak długo, aż zmieni się w płyn

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – wybrane danie + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa (np. zupa krem)

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Przykładowy jadłospis:

Śniadanie:

1/4 do 1/3 (garść) wypłukanego surowego, brązowego ryżu ryżu.

po śniadaniu nie jeść nic przez 3 h

15 min przed obiadem 1 łyżeczka octu jabłkowego

Obiad (np. o 13.00) – guacamole + placuszki gryczane + zapiekana cukinia nadziewana kaszą jaglaną i pieczarkami + surówka z marchewki + ząbek surowego czosnku + łyżka oleju lnianego + łyżka kapusty kiszonej

2 h po obiedzie – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po obiedzie – probiotyki/prebiotyki

15 min przed kolacją 1 łyżeczka octu jabłkowego

Kolacja (np. o 17.00, góra 18.00) – zupa krem z kalafiora posypana pietruszką i prażonymi pestkami dynii

1,5 h po kolacji – 5 kropli olejku z oregano

2,5 h po kolacji – probiotyki/prebiotyki

Na noc przed snem – napar z bylicy pospolitej lub innych gorzkich ziół

 

Harmonogram:

Dietę stosujemy przez 10 dni, po których robimy 5 dni przerwy (jemy normalnie) po czym kontynuujemy kurację. Owe 5 dni przerwy wynika z cyklu rozwoju pasożytów, w tym czasie mają się wylęgnąć z larw kolejne osobniki, które my w kolejnym 10-dniowym cyklu zniszczymy. Minimalna kuracja to 3 x po 10 dni kuracji z dwoma 5-dniowymi przerwami pomiędzy – łącznie 40 dni. Przy znaczących zakażeniach pasożytniczych kuracja może trwać nawet 3x dłużej. W normalnych przypadkach proponuję zrobić normalny cykl, czyli 10+5+10+5+10.

Jeśli jesteście zdecydowani, mam dla Was tutaj powyższy program spisany w pigułce do wydrukowania i powieszenia na lodówce.

 

Kiedy?

Najtrudniejszym okresem przeprowadzania oczyszczania jest lato, bo wtedy dary natury w postaci owoców sezonowych kuszą nas zewsząd (i słusznie) a w czasie kuracji owoce są wykluczone (bo pasożyty lubią je równie bardzo jak my). Jeśli jednak nasz stan jest poważny i potrzebujemy szybkiego odrobaczania trzeba działać latem, a owoce jeść tylko w 5-dniowych okresach przerwy.

Korzystnie jest przeprowadzać kurację jesienią, kiedy owoce sezonowe już się skończyły, natomiast jest jeszcze dostępnych sporo warzyw, stanowiących podstawę tej kuracji. Zimą czy na wiosnę jest już tak niewiele z poprzedniego sezonu, że dużo trudniej będzie nam przygotować urozmaicone i atrakcyjne posiłki.  

 

Wypróżnienia:

Jak przy każdej kuracji oczyszczającej niezwykle ważną kwestią są regularne wypróżnienia. Ponieważ zmieniamy sposób jedzenia może dojść do zatwardzeń i nie jest to nic niezwykłego. Jednak w takiej sytuacji konieczne trzeba sobie pomóc (np. łyżką oleju rycynowego na noc). Długotrwałe zatwardzenia (powyżej 1 dnia) mogą doprowadzić do wtórnego zakażenia toksynami uwalniającymi się z zabitych/ uszkodzonych pasożytów, których nie wydaliliśmy (tzw. reakcja Hexheimera). Dlatego trzeba o regularne wypróżnianie szczególnie zadbać.

 

Skutki uboczne:

Chwilowe pogorszenie się stanu zdrowia (np. bóle głowy, swędzenie ciała, wypryski, pobolewanie wątroby, odczucie zasysania w żołądku/jelitach itp.) to normalne reakcje ozdrowieńcze i należy przyjąć je z wdzięcznością, bo oznaczają, że organizm intensywnie czyści się z pasożytów.

 

POWODZENIA!

UWAGA: dieta przeprowadzana może być przez osoby względnie zdrowe, przy poważniejszych chorobach - tylko pod nadzorem doświadczonego lekarza lub naturoterapeuty. Dieta została opracowana na podstawie Paula Pitchforda „Healing with Whole Foods: Asian Tradition and Modern Nutrition” („Odżywianie dla zdrowia: Tradycje wschodnie i nowoczesna wiedza o żywieniu”).

Share on Myspace
Dział: Kuracje
poniedziałek, 13 lipiec 2015 00:00

Kuracja śliwką umeboshi

 

Jakiś czas temu pisałam o tym, że przymierzam się do kuracji śliwką umeboshi i oto nadszedł ten moment. Od 9 dni codziennie rano …. ale zaraz, zaraz, po kolei.

Jelita, jelita i jeszcze raz jelita.

Coraz częściej czytam o tym jak fundamentalne znaczenie dla naszego zdrowia ma stan naszych jelit, tzn. właściwa flora bakteryjna (obecność tego co dobre i nieobecność intruzów=szkodliwych pasożytów). O florze pisałam tu, powtarzać się nie będę, wspomnę tylko tytułem wstępu o tym co niezbędne do gładkiego i bezbolesnego przejścia do tytułowej śliwki umeboshi.

Skrajne poglądy (eeee tam skrajne, po prostu trudno nam w naszej kulturze w to uwierzyć) są takie, że system jelitowy jest odrębnym ośrodkiem świadomości człowieka, nie mniej istotnym niż gloryfikowany przez kulturę zachodnią mózg. W tradycyjnej medycynie chińskiej można też spotkać poglądy, że każdy ważniejszy organ w ciele człowieka ma swoją odrębną niezależną świadomość, współpracującą (lub nie) z pozostałymi.

Fakt faktem, że informacje o tym jak poprzez regulację jelit można wpłynąć na zachowanie a nawet charakter człowieka są zwalające z nóg. Osoby agresywne zmieniają się w spokojne i dobrotliwe, ustępują depresje, osoby nadmiernie emocjonalne – łagodnieją a nawet ustępują objawy schorzeń psychicznych.

Ponieważ wyrośliśmy w kulturze, w której wyrośliśmy, mimo wszystko na co dzień żyjemy w dualizmie ciało-psyche, przy problemach psychicznych „normą” jest pomoc psychologa lub w stanach trudniejszych - psychiatry. Tymczasem okazuje się, że w wielu przypadkach (nie wszystkich oczywiście) lata drogiej i często mało skutecznej psychoterapii można by zastąpić odrobaczeniem, oczyszczeniem i właściwym skolonizowaniem jelit a efekty mogą przejść nasze najśmielsze oczekiwania.

W ostatnim numerze „O czym lekarze Ci nie powiedzą”, któremu to wydawnictwu poświęcę odrębny wpis, bo jest tego bezsprzecznie wart, w artykule pt. „Autyzm kryje się w jelitach” powoływane są badania naukowe z wielu ośrodków z USA, z których wynika, że schorzenie to ma charakter metaboliczny i rozpoczyna się w jelicie, często na skutek niezdolności do właściwego rozkładu peptydów pochodzących z glutenu i nabiału.     

W zasadzie większość chorób cywilizacyjnych, z rakiem na czele, bardzo często ma swój początek w niewłaściwym stanie jelit (w tym grzybicy) lub nietolerancji pokarmowej i leczenie powinno zacząć się od tego.


Śliwka umeboshi

Śliwka umeboshi to rodzaj moreli z Japonii, marynowanej z liściem pachnotki, słodko-słonej w smaku, silnie zasadowej, o działaniu zbliżonym do antybiotyku (co do „złych” bakterii). Ma wybitne działanie regulujące pracę jelit - leczy niestrawność, usuwa robaki, działa na zaparcia i na biegunki, regeneruje wątrobę. Ma również ogólnie bardzo silne działanie odmładzające, więc nie ma się co zastanawiać :-)

 

Kuracja

Do kuracji potrzebny jest słoiczek śliwek umeboshi (niestety jest to pewien wydatek – niewielki słoiczek kosztuje 37 zł, ale starcza na całą kurację, lepiej nie szukać tu oszczędności na siłę, ten za 37 zł. jest jakościowo najlepszy), kuzu (sproszkowana skrobia uzyskiwana z bulwy japońskiej rośliny pn. opornik łatkowaty, jest zagęszczaczem, chłodzi i koi żołądek oraz jelita) oraz dobrej jakości sos sojowy (bez cukru i sztucznych dodatków).

Jeśli nie mamy kuzu, można je pominąć, bo jest trudne do dostania i dosyć drogie. Bez kuzu kuracja też będzie skuteczna, choć mniej smaczna (ja robię bez kuzu).

 

1/3 śliwki umeboshi (czyli b. niewielką ilość) rozcieramy w moździerzu z odrobiną sosu sojowego, dodajemy odrobinę kuzu lub nie oraz ciut ciepłej wody i mieszamy. Powinna wyjść nam z tego ilość o objętości ok. 1 łyżki.

 

I tak przygotowaną śliwkę umeboshi zjadamy na czczo a po 20 minutach możemy zasiąść do śniadania. Zasadniczo wg TCM pokarmy słone powinno się jadać na początku posiłku, bo sól ma silne właściwości kierowania energii w dół (yin) i opada na dno żołądka, pobudzając przy tym wydzielanie soków trawiennych, które są niezbędne do strawienia tego co zjemy potem.

Od 9 dni codziennie rano sprawiam sobie taką przystaweczkę do śniadanka. Nie smakuje mi to jakoś specjalnie, może ze względu na brak kuzu (nie ma smakować tylko leczyć ;-)) ale znam osoby, które dałyby się pokroić za ten charakterystyczny smak :-)

Jeśli czujecie, że Wasze jelita potrzebują wsparcia spróbujcie koniecznie!

Share on Myspace
Dział: Kuracje
wtorek, 07 lipiec 2015 00:00

Co jeść gdy skwar się leje z nieba

Zrobiłam sobie tydzień przerwy od bloga, bo odpoczywałam po kolejnym dużym egzaminie tym razem dyplomowym z dietetyki wg. Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, który w zasadzie zdałam nadspodziewanie dobrze, pomimo moich obaw, bo materia – choć fascynująca – jest niezwykle złożona. Przez najbliższe pół roku będę zdobywać praktykę diagnostyczną a potem ... zobaczymy :-)   

Tymczasem za oknem spiekota straszna i choć miało być o czymś innym znowu będzie o upałach i o tym, jak się wspomóc w ich trakcie od strony żywieniowej. Tym razem mniej o napojach a bardziej o pokarmach stałych, bo co tu jeść jak z nieba leje się skwar i najchętniej by się nie jadło tylko zamknęło w lodówce?

Wg. TCM pokarmy mają swoją termikę, to znaczy działają termicznie neutralnie, ogrzewająco lub ochładzająco. Te działające ogrzewająco lub ochładzająco dzielą się na działające lekko i ekstremalnie. Znajomość tych zasad pozwala perfekcyjnie dopasować spożywane produkty do pory roku, aury i stanu naszego wewnętrznego rozgrzania. Jeśli więc nie jesteście wyziębieni ;-) a wręcz oziębienia potrzebujecie Waszej uwadze polecam:

Produkty działające mocno schładzająco:

  •        w zasadzie większość warzyw i owoców, a w szczególności pomidor, sałata, rzodkiew, arbuz, pomarańcze (inne cytrusy również),     gruszki, kiwi, rabarbar,
  •        kraby, kawior, raki
  •        sól
  •        wodorosty (algi)
  •        fasolka mung

Z tego zestawu pierwsza część jest dosyć oczywista, natomiast nie wszyscy znają fantastyczne właściwości fasolki mung jako rewelacyjnego produktu ochładzającego. Fasolkę gotujemy, studzimy i jemy np. w sałatce. Chińczycy piją również napój z fasolki mung oraz oczywiście congee z tą fasolką. Ponoć nic nie chłodzi lepiej. Rzućcie więc w kąt lody i sorbety, które źle działają na gardło i delektujcie się fasolką mung :-D

Przykładowa sałatka: ugotować fasolkę mung z dodatkiem pokrojonych w paski wodorostów do miękkości, dodać drobno pokrojony pomidor, uprażony sezam, ziarna granatu, posypać lubczykiem, dosolić do smaku, polać łyżką oliwy z oliwek extra virgin.

Warto również wybierać chłodniejsze rodzaje kasz, np. jęczmienną. Ciepłe lato to też wymarzony wręcz okres do wzmocnienia się za pomocą chlorelli, spiruliny czy zielonego proszku z młodego jęczmienia. Wszystkie te produkty mają wybitne działanie prozdrowotne, wzmacniające i detoksykujące, ale również bardzo mocno wychładzające, dlatego zimą trzeba je stosować bardzo ostrożnie, natomiast latem możemy mieć 2 w 1 – i zdrowie i ochłodzenie :-)

Latem, gdy tracimy dużo płynów pocąc się bardzo wskazany jest smak kwaśny, który przytrzymuje płyny wewnątrz, a więc i ogranicza pocenie. To wyjaśnia dlaczego tak wiele osób właśnie w upały ma ochotę na kwaszone ogórasy i lemoniadę. Warto przy tym pamiętać, że smak kwaśny ma swoje wersje gorące, neutralne i chłodne. Gorące raczej wykluczmy, tzn. np. ocet.

Czego unikać

Jeśli dla kogoś życie bez mięsa traci cały swój sens, na ten okres sugeruję przynajmniej je ograniczyć i wybierać gatunki chłodniejsze, tj. kaczkę lub neutralne – wieprzowinę czy gęś oraz zrezygnować z najbardziej rozgrzewających metod obróbki termicznej, tj. grillowania i pieczenia. Kaczka na parze lub gotowana nie rozgrzeje nas tak bardzo jak mogłaby to uczynić grillowana baranina :-).

Z innych ogrzewających substancji warto wykluczyć ostre przyprawy i imbir. Mają działanie rozpraszające (tj. wznoszące i wyrzucające na zewnątrz) a nam chodzi o to, żeby przytrzymać płyny wewnątrz organizmu. A więc w upały jedzmy nieostro i lekko kwaśno i koniecznie pamiętajmy o odpowiedniej ilości płynów.

O tym co pić w upały pisałam tutaj.

 

Trzymajcie się jakoś, na piątek zapowiadają ochłodzenie!

Share on Myspace
Dział: Ogólne
poniedziałek, 08 czerwiec 2015 00:00

Nie daj się odwodnić! 

 

picie

Długi weekend majowy był wyjątkowo ciepły, momentami upalny, więc to dobry moment, żeby podjąć temat nawadniania w czasie upałów.

Obiegowa opinia mówi, że kiedy czujesz pragnienie, to jesteś już odwodniony. Nie wiem czy to rzeczywiście prawda, bo zdania są podzielone i twierdzenia, że Matka-Natura po to nam dała pragnienie, żeby sygnalizować, że to już – brzmią rozsądnie.

Bez względu na to jaką interpretację przyjąć, w czasie upałów trzeba pić więcej i warto robić to mądrze. Wg. medycyny chińskiej lato to okres Yang w zenicie dlatego właśnie wtedy trzeba szczególnie zadbać o Yin, a Yin to krew i płyny ustrojowe ciała, na które upał i pocenie się działają wyniszczająco. Trzeba więc zdecydowanie zadbać o odpowiednie nawilżenie organizmu.

 

Woda

Sama woda może nie wystarczyć. Pamiętam jak ze zdziwieniem usłyszałam na zajęciach z dietetyki medycyny chińskiej, że woda może wysuszać i że w stanach wysuszenia organizmu nie jest wskazana! I tak jest rzeczywiście, pijemy, pijemy, siusiamy, siusiamy i jest nam wewnętrznie sucho.

Jeśli już woda to najlepiej z dodatkiem soli himalajskiej – dosłownie szczypta na szklankę.

Na bazie wody można też przygotować domowy zdrowy napój izotoniczny - do wody oprócz szczypty dobrej jakości soli dodajemy zdrowego słodu (np. odrobinę świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, miodu itp.) Mamy więc smak słodki i słony w jednym oraz dostarczone mikroelementy z soli.

O tym jaka woda i czy gazowana czy nie pisałam tu i tu.

 

Kompoty

kompotyKompoty są wynalazkiem genialnym i wcale nie muszą być słodkie jak ulepek

Ja gotuję kompoty bez dodatku cukru – wydobywa się naturalna słodycz owoców, całkowicie wystarczająca, jedynie w przypadku piekielnie kwaśnych mirabelek – dodaję do garnka suszonej stewii.

Wg. TCM doskonale nawilżającym kompotem jest kompot z gruszek z garścią migdałów (potwierdzam), ale każdy kompot gotowany na owocach lub suszonych owocach będzie dobrze nawilżał. Jeśli mamy nawracające infekcje górnych dróg oddechowych lub problemy z oddychaniem do kompotu warto dodać garść pestek z moreli (wg. TCM rewelacyjnie nawilżają Płuca).

 

Soki i musy z owoców

Świetne nawilżenie zapewniają świeżo wyciskane soki z owoców lub musy z dowolnych owoców.

W czasie upałów odczuwamy potrzebę schłodzenia, dlatego latem zasadniczo ograniczamy imbir, który ma silnie rozgrzewające działanie. Na szczęście większość cytrusów, melonów oraz arbuz mają termikę chłodną lub bardzo chłodną. Można też sięgać po pozostałe, w zasadzie wśród owoców nie ma takich o termice ciepłej. Warto pamiętać, że smakiem przytrzymującym płyny w organizmie jest smak kwaśny. Dlatego latem w naturalny sposób mamy ochotę na kwaśne. Czyli cytrusy będą tu jak znalazł.

Z kolei smakiem wysuszającym jest smak gorzki. Dlatego kawa czy czarna herbata pite w tym okresie mogą tylko spotęgować odczucie suchości w ciele.

melonOdrębne słowa uznania należą się arbuzowi, który nie tylko ochładza i nawilża, ale ma fantastyczne właściwości detoksykacyjne. Soku z arbuza nie ma sensu robić, arbuz najlepiej po prostu jeść, ewentualnie miąższ zmiksować lekko w blenderze. Jeśli ktoś nie ma czasu ani siły na trudne diety detoksykacyjne, polecam oczyszczanie arbuzem, codzienna szklanka takiego musu przez miesiąc potrafi zdziałać cuda.

 

Herbatki

Gdy jest ciepło mniej chętnie sięgamy po ciepłe napoje, ale przecież możemy zaczekać, aż napój wystygnie.

Jeśli dobierzemy takie herbatki, które mają jednocześnie działanie zdrowotne i ochładzające – będzie to strzał w dziesiątkę. Polecam zatem ochładzające a niezwykle zdrowe: zieloną herbatę, herbatkę z głogu, herbatkę z hibiskusa czy wywar z fasoli mung.

Lato to również idealna pora na koktajle z młodego jęczmienia i alg (spiruliny i chlorelli). Zimą pijąc te mocno wychładzające napoje można sobie zrobić krzywdę (np. wychłodzić Nerki), natomiast latem nie dość, że się odtruwamy i wzmacniamy to jeszcze schładzamy.

Tak więc pamiętajcie – nawadniać trzeba się z głową i jak zwykle sprawdzi się zasada „spróbuj, obserwuj i zadecyduj co będzie najlepsze”.

Share on Myspace
Dział: Ogólne
czwartek, 16 kwiecień 2015 00:00

Wypróżnienia – temat „nieelegancki”, ale ważny J 

Uwaga będzie trochę obrzydliwie (bez przesady) za to bardzo życiowo J

 

Życie to trawienie. A jako, że ciało nie jest oderwane od psychiki, a wręcz przeciwnie trawienie rozumieć można w szerszym, niż tylko fizjologicznym kontekście. Spotykają nas różne rzeczy, ludzie i zdarzenia, lepsze czy gorsze i jakość naszego życia zależy od tego jak je „strawimy” – czy nam zalegną gdzieś w środku nie dając emocjonalnego spokoju czy w odpowiednim momencie po przetrawieniu zostaną usunięte.

 Dobre życie = dobre trawienie.

Na poziomie psychicznym dobrym trawieniem będzie właściwy stosunek do tego co nas spotyka w życiu, nie przetrzymywanie latami toksycznych emocji, odpuszczanie, pozbywanie się tego co niepotrzebne i co zaśmieca spokój umysłu. Taką samą sytuację życiową jeden strawi dobrze, innego rozłoży ona całkowicie.

trawienieNa poziomie fizjologicznym dobre trawienie sprowadza się do tego, że to co potrzebne z pokarmu ma zostać po rozłożeniu na mniejsze cząsteczki wchłonięte i przyswojone, a to co zbędne – usunięte z organizmu w formie „wiadomo czego”.

W prawidłowym przebiegu tego procesu pomaga nam sama grawitacja, bo nasz układ trawienny jest zbudowany w uproszczeniu jak pionowa rura, co wrzucimy z góry powinno w odpowiednim momencie wyjść dołem, bez cofania się po drodze.

Piszę o tym, bo jestem dziś w 10 dniu kuracji oczyszczającej Clean, o której pisałam poprzednio. Czuję się wyśmienicie i moja energia wzrosła znacząco, a nawet nie jestem jeszcze w połowie.

Jednak wtedy gdy coś zmieniamy (zmiana sposobu jedzenia, zmiana otoczenia, np. wyjazd, itp.) łatwo o zmiany w wypróżnianiu, w postaci bądź to biegunek bądź zaparć, częściej tych ostatnich. Dodatkowo przy oczyszczeniach wraz z kałem często wydalany jest nagromadzony w organizmie śluz, co to też bardzo sprzyja zaparciom.

Tymczasem  codzienne wypróżnienie w ogóle, a w okresie oczyszczania szczególnie jest kwestią niezwykłej wręcz wagi.

Cytując klasykę, tj. „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Haška:

„O szóstej żołnierze dostają gulasz z kartoflami, o pół do dziewiątej idzie wojsko do latryny, żeby się wyknocić, o dziewiątej idzie spać. Przed takim wojskiem nieprzyjaciel pierzcha ze zgrozą.”

Cytat genialny bo dotyka aż trzech istotnych kwestii zdrowego życia: wczesnej kolacji, regularnego wypróżniania i wczesnego chodzenia spać J

Nie wolno zatem dopuszczać do długotrwałych zaparć, gdyż dla naszego organizmu oznacza to ryzyko zatrucia organizmu toksynami, które powinny zostać wydalone, ale ze względu na brak wypróżnienia ulegają ponownemu wchłonięciu, np. do krwi.  Jest to też czynnik zwiększający ryzyko zachorowania na raka.

W czasie oczyszczeń, gdy dodatkowo z organizmu uwalniane są nagromadzone latami toksyny jest to szczególnie istotne. Jeśli nie zadbamy o codzienne wypróżnienie może dojść do tzw. efektu Herxheimera, który oznacza ponowne wchłonięcie się toksyn i ostre objawy zatrucia.

Jeśli więc decydujesz się na wiosenną kurację oczyszczającą pamiętaj o konieczności codziennego wypróżnienia. Jeśli samo nie idzie, trzeba sobie doraźnie pomóc. Takich doraźnych sposobów poprawienia wydalania jest sporo, od wypicia dwóch łyżek obrzydliwego oleju rycynowego, poprzez ziółka (np. równie sympatyczny w smaku co ww. olej - rzewień, na lewatywie kończąc.) Są to rozwiązania doraźne, nie dotykające przyczyny, ale w trakcie oczyszczeni niezbędne.

Natomiast stałe (regularne) zaparcia lub stałe biegunki są sygnałem nieprawidłowości zdrowotnych, czasem o podłożu chorobowym, najczęściej jednak ze względu na złe odżywianie i styl życia (np. długotrwałej siedzącej pozycji przed komputerem i brachu ruchu).

Czy wspominałam, że kocham indywidualistyczne podejście tradycyjnej medycyny chińskiej do człowieka? M.in. za to, że nie leczy objawów tylko sięga do przyczyny? Że jeden objaw może mieć kilka różnych przyczyn i bez ustalenia przyczyny nie powinno się zaczynać terapii (pożywieniem lub ziołami)?

I z zaparciami jest oczywiście tak samo. W TCM jest 5 podstawowych wzorców zaparć, których przyczynami może być całkiem coś innego, łącznie ze stresem emocjonalnym. I tak zaparcia mogą wynikać z nadmiarowego gorąca w żołądku i jelitach, z  zastoju qi Wątroby lub ataku Wątroby na Śledzionę, z  Niedoboru Qi Śledziony i Płuc, z niedoboru Krwi i Yin lub z niedoboru Yang Śledziony i Nerek.

Zdaję sobie sprawę, że dla osób bez znajomości podstaw TCM poprzednie zdanie niewiele wniesie do sprawy. Dobra wiadomość jest więc taka, że rewelacyjnym sposobem na wyregulowanie pracy jelit i regularne wypróżnienia w zasadzie w każdym z tych wzorców (bez względu na przyczynę) jest kuracja śliwką umeboshi. Kuracja taka trwa 4-5 tygodni i daje naprawdę spektakularne efekty. Napiszę o niej w jednym z najbliższych wpisów. 

Link do artykułu o kuracji śliwką umeboshi.

Share on Myspace
Dział: Ogólne
wtorek, 07 kwiecień 2015 00:00

Oczyść się na wiosnę!

Gotowy program oczyszczania wg. A. Jungera

detox

Nie ma lepszego momentu na przeprowadzenie programu oczyszczania organizmu niż wiosna. Wszystko budzi się do życia z wigorem i my – jako część wszystkiego - też chcemy poczuć się po zimie pięknie, lekko i pełni nowej energii.

Program oczyszczania warto przeprowadzać minimum raz w roku, nawet jeśli żywimy się dobrze. Jeśli żywimy się tak sobie, warto go zrobić minimum dwa razy - i na wiosnę i wczesną jesienią.

Dlaczego oczyszczanie jest niezbędne

Organizm ludzki ma naturalną właściwość samouzdrawiania się. Jest to wręcz magiczne kiedy spojrzymy przykładowo na proces gojenia się rany. Jeśli ten naturalny proces leczenia nie przebiega, albo przebiega w bardzo zwolnionym tempie, oznacza to, że coś przeszkadza naszemu organizmowi wykorzystać tę swoją naturalną magiczną cechę. Tym co przeszkadza są toksyny. W dzisiejszym, niezdrowym świecie, na co dzień fundujemy sobie świadomie i nieświadomie takie ilości toksyn, że ich neutralizacja przez nasz organizm wymaga zmiany zasad gospodarowania energią – ciało nie dając sobie rady z nadmiarem toksyn magazynuje je „tymczasowo” w tkankach (np. w tłuszczu) czekając na moment kiedy będzie mogło na spokojnie wydalić je z organizmu. Ten moment nie nadchodzi, a toksyny się kumulują. Stąd większość ludzi jest zatruta, chociaż jakoś tam funkcjonuje. Główną ideą wiosennego oczyszczenia jest odcięcie lub przynajmniej mocne ograniczanie dostarczanych nowych toksyn, tak aby organizm mógł pozbyć się skumulowanych w ciele toksyn bez żadnych przeszkód i ograniczeń czyli zrobić to, do czego został stworzony – oczyścić się sam.

Dlaczego Clean

Programów oczyszczających jest całe mnóstwo – lepszych i gorszych. Od skrajnych głodówek (absolutnie nie dla osób z niedoborami), do delikatnych programów sprowadzających się do dodatkowego wypicia szklanki kefiru czy wody z cytryną, które pewnie nie zaszkodzą, ale też jakoś spektakularnie nam nie pomogą.

Wybór jest trudny, więc podpowiadam jak umiem, bo przetarłam wiele szlaków w tej kwestii.

Osobiście uważam, że najlepszym programem oczyszczającym organizm z jakim się spotkałam jest program „Clean” Alejandro Jungera. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma innych dobrych programów, oznacza to tylko, że mnie osobiście niezwykle odpowiada mądrość i kompleksowość podejścia do tematu tego autora.

Oczyszczanie wg. tego programu wiąże się z pobudzeniem układu detoksykacji do bardziej intensywnej i efektywnej pracy. Jemy, nie głodzimy się, bo bezpieczny proces usuwania toksyn wymaga dostarczenia organizmowi odpowiednich składników odżywczych. Program ten zakłada ponadto wspieranie procesów prowadzących do eliminacji zaburzeń funkcjonowania jelit, może być np. świetnym startem do leczenia poważnych drożdżyc.

Tych z Was, którzy  poważnie myślą o rozpoczęciu tego programu, zachęcam do zakupu książki A. Jungera pt. „Clean” ze względu na dokładny (blisko 300 str.) opis programu, szczegółowe wyjaśnienie biochemiczne procesu detoksykacji oraz gotowe przepisy na posiłki. Jeśli nie planujecie zakupu książki, nie zrażajcie się, można samodzielnie komponować posiłki wg. zasad, które postaram się przedstawić poniżej.

Program zasadniczo trwa 21 dni, ale jeśli z jakiś względów taki okres będzie dla Was za długi – 14 lub nawet 7 dni też da znaczącą poprawę zdrowia. Odżywianie i oczyszczanie nie są procesami zerojedynkowymi – albo wszystko albo nic. Jeśli uda Ci się wytrzymać choćby tydzień to i tak dużo dla siebie zrobisz (choć przyznaję, że po 3 tygodniach lata się pod sufitem z nadmiaru energii i warto przez program przebrnąć choćby po to J)

Ja ten program zaczynam po raz kolejny właśnie dziś, stąd ten wpis J

Wykluczenia

Następujące okoliczności są przeciwwskazaniem do stosowania programu Clean:

  • ciąża lub okres karmienia piersią
  • cukrzyca typu 1
  • zaawansowana choroba nowotworowa z szybką utratą wagi
  • przyjmowanie leków, których stężenie we krwi musi pozostawać na stałym poziomie (szczególnie antyzakrzepowe, antyarytmiczne i przeciwdrgawkowe)
  • choroba, z powodu której wszelkie zmiany równowagi chemicznej w organizmie mogą stanowić dla ciebie zagrożenie.

Jak się przygotować

Nastawienie psychiczne – jest wszystkim. Jeśli masz głęboką, niezmąconą chęć oczyszczenia własnego organizmu, i myślisz „chcę” a nie „muszę” – uda Ci się. Jeśli wiesz, że powinieneś/powinnaś, ale wcale nie masz na to ochoty – najprawdopodobniej Ci nie wyjdzie, więc szkoda w ogóle próbować.

Przygotowanie logistyczne – należy zorganizować sobie życie na ten okres, dokładnie zaplanować posiłki na min. 2 dni do przodu, kupić niezbędne produkty, zaopatrzyć się w dobrej jakości wodę (najlepiej nie w plastikowych butelkach), odpowiednio „rozluźnić” kalendarz tak żeby mieć czas na przygotowanie posiłków, relaks, spacery i sen. Program oczyszczania nie może być kolejnym wyzwaniem i źródłem stresu w Twoim zalatanym życiu, ma to być czas nagrody dla Ciebie, skupienia się na sobie i dawania sobie tego co najlepsze. Jeśli uważasz, że aktualny tryb życia Ci na to nie pozwala, wybierz wersję tygodniową, albo odłóż oczyszczanie na później, wtedy kiedy będziesz w stanie rzeczywiście z niego skorzystać

Odcięcie toksyn – na tyle na ile możesz odstaw toksyny w pożywieniu, kosmetykach, chemii domowej. Odstaw palenie (na zawsze), nie poddawaj się w tym okresie prześwietleniom. Toksyny rozumiem szeroko – unikaj więc również „toksycznych” ludzi, nie oglądaj nic nie wnoszących „śmieciowych” programów, szczególnie o polityce.

Prowadzenie dziennika - przygotuj zeszyt, w którym będziesz zapisywać wszystko co jesz i pijesz, a także własne samopoczucie, reakcje organizmu, pozom energii, wypróżnienia, wygląd skóry, zapach ciała, ewentualne bóle itp.

Porównanie - zrób sobie zdjęcie przed rozpoczęciem programu i porównaj ze zdjęciem po jego zakończeniu (kolor skóry, cienie i worki pod oczami, napięcie skóry, błysk w oku ;-))

Ściągawka - powieś sobie na lodówce listę pokarmów wskazanych i zabronionych („Czego nie jeść” i „co jeść” poniżej)

Okres przygotowawczy - przejdź przez okres przygotowawczy czyli  tzw. dietę eliminacyjną. Jeśli na co dzień żywisz się dobrze w zasadzie z marszu możesz rozpocząć detoksykację, w przeciwnym razie zafunduj sobie okres przygotowawczy od kilku do nawet 2 tygodni w formie tzw. diety eliminacyjnej. W tym okresie znacząco ogranicz spożywanie kofeiny, odstaw alkohol, pij więcej wody niż zwykle i jedz trzy normalne (niekoniecznie płynne) posiłki dziennie, złożone wyłącznie z produktów dozwolonych (cześć „co jeść” poniżej).

 

Czego nie jeść

Sam program bazuje na wykluczeniu z pożywienia na 21 dni pokarmów, które są częstymi alergenami lub zawierają substancje, które mogą utrudniać detoksykację.

W ten sposób odciążamy wątrobę, dając organizmowi odpoczynek porównywalny z 3-tygodniowym błogim odpoczynkiem na Karaibach po wielu latach ostrego zasuwania w korporacji bez urlopu ;-)

Uwaga: to, że wykluczamy niektóre pokarmy (np., grejpfrut, bakłażany i pomidory, zboża, truskawki, miód itp.) nie oznacza, że te produkty są niezdrowe (niektóre są bardzo zdrowe) a jedynie, że ze względu na pewne związki w nich występujące rezygnujemy z nich na ten czas. Piszę o tym, bo dla niektórych ludzi ta część założeń jest niezrozumiała. Po programie stopniowo wrócisz do nich.

I tak, wykluczamy:

  1. Napoje i produkty gotowe czy przetworzone, które zawierają sztuczne dodatki, konserwanty i inne substancje chemiczne
  2. Węglowodany proste, zawarte w cukrach i zbożach, w szczególności tych rafinowanych (na przykład białej mące czy białym ryżu),
  3. Kukurydzę, pomidory, ziemniaki, bakłażan, paprykę
  4. Masło, margarynę, wszelkie tłuszcze o stałej konsystencji, tłuszcze przetworzone, dressingi sałatkowe, majonez, tłuszcze do smarowania
  5. Alkohol, kawę, napoje z zawartością kofeiny, słodkie napoje gazowane, napoje smakowe
  6. Cukier spożywczy, cukry białe i brązowe, miód, syrop klonowy, syrop kukurydziany, fruktoza, mieszanka fruktozy i glukozy
  7. Czekoladę, keczup, gotowe mieszanki przypraw, gotowe sosy i inne podobne dodatki
  8. Pomarańcze, sok pomarańczowy, grapefruity, truskawki, winogrona, banany
  9. Nabiał i jaja, mleko, sery, twaróg, śmietana, jogurt, masło, lody, śmietanki w proszku
  10. Pszenicę, jęczmień, orkisz, kamut, żyto, kuskus, owies (wszystkie zboża z glutenem)
  11. Surowa ryba, wieprzowina, wołowina, cielęcina, kiełbasa, wędliny, mięso w puszkach, parówki, skorupiaki
  12. Produkty sojowe (sos sojowy, oliwa sojowa w produktach przetworzonych, tempeh, tofu, mleko sojowe, jogurty sojowe)
  13. Orzeszki ziemne, masło orzechowe, pistacje, orzechy makadamii

"Nie wolno jeść nic!” – zakrzyknie pewnie część z Was. Nieprawda.

Co jeść

W czasie programu możemy bowiem jeść:

  1. Warzywa: najlepiej świeże, surowe, duszone, sauté lub w postaci soków, pieczone
  2. wyciskany na zimno olej z oliwy, lnu, sezamu, migdałów, słonecznika, rzepaku, dyni, orzechów włoskich
  3. filtrowaną bądź butelkowaną wodę (unikajmy plastikowych butelek), zieloną herbatę, herbatki ziołowe (herbatki nie mogą być jedynym płynem, przynajmniej połowę musi stanowić woda)
  4. syrop z brązowego ryżu, syrop z agawy, stewię
  5. ocet, wszystkie przyprawy: sól chimalajska/kamienna, pieprz, bazylia, mączka chleba świętojańskiego, cynamon, kminek, koper, czosnek, imbir, musztarda, oregano, pietruszka, rozmaryn, kurkuma, tymianek
  6. owoce w całości, niesłodzone, mrożone lub w soku własnym, rozcieńczone soki naturalne
  7. ryż, mleka roślinne -  mleko migdałowe, ryżowe, kokosowe lub jaglane, brązowy ryż, kaszę jaglaną, komosę ryżowa, szarłat (amarantus), grykę
  8. ryby zimnowodne, dziczyznę, chudą jagnięcinę, kaczkę, kurczaka, indyka (tak pisze A. Junger, ja bym mimo wszystko namawiała na wykluczenie, albo znaczne ograniczenie mięsa w tym okresie)
  9. groch, soczewicę, rośliny strączkowe
  10. nasiona sezamu, pestki dyni czy słonecznika; orzechy laskowe, orzechy pekan, migdały, orzechy nerkowca, orzechy włoskie

Program oczyszczania – podstawowe zasady

  • W czasie detoksykacji spożywasz 3 posiłki dziennie – dwa płynne (najlepiej koktajl-smoothie rano i zupa krem na kolację) i jeden stały (obiad) komponowane wyłącznie z produktów dozwolonych. Przykładowe posiłki są dostępne w książce „Clean, ale można je samodzielnie komponować z dozwolonych produktów. Mój dzisiejszy jadłospis (dzień 1) podaję na dole.
  • Zawsze, gdy to tylko możliwe, wybieraj produkty organiczne.
  • Dokładnie i wolno przeżuwaj pożywienie, pamiętaj, że trawienie zaczyna się już w ustach.
  • Bezwzględnie przestrzegaj zasady 12-godzinnego odstępu pomiędzy kolacją dnia poprzedniego a śniadaniem dnia następnego.
  • Przy dużym głodzie pomiędzy posiłkami (szczególnie na początku programu) możesz wypić dodatkowy koktajl, zjeść jabłko, marchewkę lub 5 migdałów.
  • Pamiętaj o codziennym wypróżnieniu i jeśli trzeba sięgnij po herbatkę na zaparcia lub wypij na noc dwie łyżki oleju rycynowego. Jest to niezwykle ważne, aby w czasie kuracji nie doprowadzać do zaparć, bo wówczas uwalniane toksyny mogą się z powrotem wchłonąć.
  • Staraj się pić dużo wody dobrej jakości. Junger zaleca pić tak, aby oddawać mocz co godzinę. Życie, życiem, uważam, że aż tak często nie trzeba (szczególnie gdy typ pracy nam to uniemożliwia), ale zdecydowanie pijmy więcej niż zwykle. Woda ułatwia wypłukiwanie nagromadzonych toksyn z organizmu.
  • Codziennie zjedz jeden ząbek surowego czosnku.
  • Zapisuj wszystko skrupulatnie w dzienniku.

Kwestie pozażywieniowe

Oczyszczenie należy rozumieć szerzej, również na płaszczyźnie psychicznej. Niech to będzie radosny okres tylko dla siebie. Codziennie rób coś co kochasz, wygospodaruj na to czas. Unikaj spotkań i sytuacji, których nie lubisz. Ćwicz codziennie chociaż 10 minut, wybierz się na spacer aby się dotlenić. Program Clean bez codziennego ruchu nie ma sensu, nie osiągniemy zamierzonego efektu detoksykacji.

Zadbaj o odpowiednią ilość snu, staraj się chodzić spać najlepiej ok. 22, jeśli jest to absolutnie niemożliwe to o 23. Jeśli jeszcze nigdy nie medytowałeś, to też dobry moment, żeby spróbować choćby z 10 minut dziennie. Wystarczy, że na 10 minut dziennie zamkniesz oczy i wsłuchasz się w to co do Ciebie dociera, starając się jednocześnie oczyścić umysł z myśli. Nie stresuj się jeśli nie będzie to wychodzić perfekcyjnie, ważne żeby znaleźć tę chwilę na spokój. Równie dobrze medytować możesz na spacerze w lesie czy w parku, skupiając się na przyrodzie.

Możesz zafundować sobie saunę, nawet kilka razy, która dodatkowo pozwoli wypocić Ci toksyny przez skórę. Jeśli możesz, oglądaj dużo dobrych komedii, śmiech sprzyja wszelkim procesom ozdrowieńczym.

odpoczynek

Reakcje organizmu

Warto wiedzieć, że organizm przez długi czas faszerowany przetworzonymi pokarmami i pozbawiony istotnych składników odżywczych może bardzo gwałtownie zareagować na rozpoczęcie procesu usuwania toksyn i pojawienie się zdrowszego jedzenia.

Te objawy mogą wydawać się niekorzystne  a nawet budzić niepokój, dlatego warto wiedzieć że są normalne i przejściowe. Organizm czyści się z toksyn na różne sposoby. To czego możesz się spodziewać (jeśli masz bardzo zaśmiecony organizm) to m.in. wykwity skórne, bóle głowy, stan podgorączkowy, pogorszenie nastroju, uczucie osłabienia, intensywny zapach wydzielin.

Zaakceptuj z góry, że tak może być i pamiętaj, że to dobre znaki, że organizm wszedł w proces samooczyszczania.

Chudnięcie nie jest celem tego programu, ale stanowi częsty skutek uboczny u osób z nadwagą. U osób o wadze normalnej raczej nie wystąpi.

Co potem?

Przejście przez cały lub skrócony program oczyszczania jest powodem do dumy, ale to jeszcze nie koniec pracy. W tym czasie odstawiliśmy bardzo dużą część pokarmów i powrót do nich powinien następować stopniowo.

Uwaga: nie wracamy do pokarmów rafinowanych (biały cukier, biała mąka, popularne oleje z marketów) wcale!

Każdy produkt wprowadzaj pojedynczo i obserwuj prze 2-3 swoją reakcję, przed wprowadzeniem kolejnego. Np. możesz zacząć od wprowadzenia zbóż zawierających gluten (ale nie pszenicy) i zobaczyć czy przez te 2-3 dni nie masz wzdęć, spadków energii i innych niepożądanych reakcji, których nie miałeś w czasie programu Clean. Potem wprowadzasz pszenicę. Jeśli odczuwasz dolegliwości, ponownie ją odstawiasz i obserwujesz czy dolegliwości się cofnęły. I tak dalej, po kolei z każdym produktem. W ten sposób masz unikalną szansę zaobserwować co Ci rzeczywiście służy a co nie i wykryć nietolerancje, o których nigdy nie wiedziałeś. Zapisuj wszystko. Może się okazać, że pokarmy, których nigdy byś o to nie podejrzewał, wcale nie działają na Ciebie dobrze. Ten okres powolnego wprowadzania pokarmów jest fascynujący sam w sobie i może dostarczyć nam ogromnej wiedzy o własnym organizmie.

I jak? Wchodzicie w to?

Poniżej mój dzisiejszy jadłospis (bez napojów):

Pół godziny przed śniadaniem szklanka ciepłej wody z połówką cytryny

Śniadanie: Koktajl z mango z ananasem i mleka kokosowego

Pół mango, mniej więcej tyle samo objętościowo ananasa, ½-1 szklanka mleka kokosowego. Wszystko zmiksować razem w blenderze i wypić.

Obiad: Sałatka z soczewicy

1 szklanka suszonej zielonej soczewicy namoczonej w 3 szklankach wody.

1 szklanka cukinii, pokrojonej w kostkę

1 szklanka ogórka, pokrojonego w kostkę

1/4 szklanka ananasa, pokrojonego w drobną kostkę

¾ szklanki marchewki pokrojonej w kostkę

¼ szklanki cebulki pokrojonej drobno

¼ szklanki oliwy

sok z 1 cytryny

Przyprawy: kminek, kurkuma, starty imbir, 1 ząbek czosnku, sól, liście kolendry lub pietruszki

Namoczoną soczewicę gotować do miękkości (ok. 30 min.). Przygotować dressing z przypraw, oliwy i soku z cytryny. Wymieszać soczewicę z cukinią, ogórkiem, ananasem, marchewką i cebulką. Polać dressingiem, wymieszać i odczekać 5 minut aż smaki się wymieszają.

Kolacja: (ok. 17.30): Zupa z cukinii i bazylii

Uwaga: W programie Clean zupy kremy są niegotowane, z surowych warzyw!. Mnie osobiście nie do końca to pasuje, więc mimo wszystkie przynajmniej podgotowywuję na parze warzywa i dopiero wtedy robię krem. Ale to kwestia gustu.

1 cukinia, pokrojona w kostkę

1 łodyga selera naciowego

1 łyżka czerwonej lub słodkiej cebuli, drobno posiekanej

1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin

5 liści bazylii

sól

¼ awokado

4 łyżki wody

dodatkowe liście bazylii (do ozdoby)

1. Zmiksuj wszystkie składniki w blenderze, ustawionym na wysokie obroty.

2. Ozdób danie świeżymi, dokładnie rozdrobnionymi liśćmi bazylii.

Share on Myspace
Dział: Kuracje
niedziela, 08 marzec 2015 00:00

Zadbaj o florę! 

 

jelita

Możesz się świetnie żywić a mimo to mieć problemy gastryczne, niską odporność i słabo przyswajać składniki odżywcze zawarte w pożywieniu. W takim przypadku bardzo prawdopodobne jest, że Twoja flora bakteryjna jelit pozostawia wiele do życzenia.

W dobie powszechnego przepisywania antybiotyków (np. w 2011 roku, 51% pacjentów otrzymało antybiotyki na kaszel i przeziębienie!), szacuje się, że w Polsce tylko ok 3% populacji ma prawidłową florę bakteryjną jelit a reszta, tj. 97 dysbiozę (dysbioza to patologiczna flora bakteryjna przewodu pokarmowego). Antybiotyki, walcząc z określonym rodzajem bakterii, wybijają jednak przy okazji korzystne i niezbędne szczepy mikroorganizmów, zaburzając tym samym silnie florę jelitową. 

Mikroflora jelitowa odgrywa w naszym organizmie rolę fundamentalną.

Wszelkie, ale to wszelkie kuracje i procesy dochodzenia do zdrowia należy zacząć od uporządkowania własnej flory bakteryjnej jelit, w przeciwnym razie pozostałe działania, choćby najsłuszniejsze, będą jak zawracanie kijem rzeki.

Odporność zaczyna się w jelitach. Coraz otwarciej mówi się również o tym, że ogromna większość alergii może mieć swoje pochodzenie w niewłaściwej florze bakteryjnej przewodu pokarmowego (np. kandydozie). Szczególnie widać to u dzieci uczulonych „na wszystko“, które po kuracji ziołowej i całkowitej zmianie diety zaczynają kwitnąć, co więcej są spokojniejsze i mniej drażliwe. 

Najczęstsze objawy dysbiozy to wzdęcia, bóle brzucha, nieprawidłowe wypróżnienia i alergie. Każda dysbioza może być początkiem poważniejszej choroby, dlatego tak ważne jest doprowadzenie własnych jelit do porządku właściwie dobraną dietą.

Czy wiesz, że:
- Każdy człowiek nosi ok. 500.000 genów bakterii jelitowych, ale tylko ok. 300.00 z nich występuje u połowy populacji (wniosek 200.000 genów bakterii jest specyficzne tylko dla nas)

- W zasadzie każde przewlekłe przyjmowanie leków doustnie prowadzi do dysbiozy
- Informacje z układu pokarmowego wpływają na funkcję mózgu (i odwrotnie)

- Kolonizacja jelit odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu się systemu immunologicznego i endokrynnego człowieka a to wprost prowadzi do wniosku, że zmiana flory jelitowej może prowadzić do neurochemicznych zmian, które wpływają na zachowanie człowieka a nawet na jego tzw. charakter?
 

Przyczyny dysbiozy

Najczęstszymi przyczynami dysbiozy są: antybiotykoterapia, przyjmowanie niesteroidowych leków przeciwzapalnych, przyjmowanie inhibitorów pompy protonowej, chemioterapia i radioterapia, stres, zła dieta (żywienie się głównie żywnością przetworzoną z dodatkami chemicznymi, mrożonkami, spożywanie żywności rafinowanej), zabiegi chirurgiczne pod narkozą, stany zapalne, brak aktywności fizycznej, nadwaga i otyłość, choroby cywilizacyjne.

Po kuracji antybiotykowej przez 2-3 miesiące nie jedz cukrów prostych, gdyż osłabiona flora bakteryjna sprzyja powstawaniu drożdżycy, a drożdżaki ubóstwiają cukry proste. Innymi słowy, o ile nie chcemy zafundować sobie np. kandydozy bo antybiotykoterapii najlepiej na 2-3 miesiące całkowicie odstawić słodkie.

Jak wyregulować florę bakteryjną jelit?

  • Przejść całkowicie na racjonalne żywienie (spożywanie pokarmów nierafinowanych, odstawienie tłuszczy kiepskiej jakości, unikanie tłuszczu)
  • unikać dodatków chemicznych w żywności
  • unikać stresów
  • wysypiać się
  • stosować probiotyki, prebiotyki, symbiotyki (wiele dostępnych)
  • jeść duże ilości żywności fermentowanej (np. kefir, rejuvelac, kapusta kiszona, ogórki kiszone, natto, miso itp.)

W zaawansowanych stadiach dysbiozy (np. zakażeniach pasożytami) może być konieczna kuracja suplementami przeciwpasożytniczymi (osobiście nigdy bym nie wzięła do ust leku przeciwpasożytniczego, gdyż niby walcząc z dysbiozą sam jest jej przyczyną). W takim przypadku – zaawansowanych stadiów zakażeń pasożytami - warto na co najmniej 6 tygodni całkowicie odstawić węglowodany wysokoglikemiczne (w tym zboża, a nawet kaszę jaglaną :-)), wszelkie cukry, alkohol i mleko. To może być dużym wyzwaniem samo w sobie, ale przynosi rewelacyjne efekty. Sama kiedyś mając kandydozę przeszłam na taką trudną dietę bezcukrową i bezzbożową i to właśnie w tym okresie osiągnęłam własny szczyt sztuki kulinarnej tworząc m.in. pyszne mufinki z białej fasoli bez cukru, zbóż i tłuszczu.

Po kuracji wzrośnie odporność, poprawi się wchłanianie składników odżywczych, być może znikną alergie.

Share on Myspace
Dział: Ogólne


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.