user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

Odżywianie dla zdrowia - energia i siła zgodnie z naturą - Artykuły filtrowane wg daty: wrzesień 2015
poniedziałek, 28 wrzesień 2015 00:00

Zakwaszony żołądek – fundamentalna zasada dobrego zdrowia

Żołądek jako przyczyna wielu chorób, których nigdy z żołądkiem byś nie powiązał

 

W tym artykule opisywałam przypadek obniżonej wchłanialności składników odżywczych ze względu na zakażenie pasożytnicze. Drugą niezwykle częstą przyczyną złego wchłaniania jest niedokwaszony żołądek. Ta sprawa jest fundamentalna dla zdrowia, a piszę o niej dziś nie bez przyczyny.

Kilka dni temu bowiem doradzałam komuś z nadczynnością tarczycy wykonanie testu zakwaszenia żołądka. W przełożeniu na TCM nadczynność tarczycy najczęściej jest związana z niedoborem yin.  Niedobór yin to niedobór substancji, więc „na nasze” braki w organizmie. Jeśli osoba dobrze się odżywia i dba o to, co kładzie na talerz – a tak było w tym przypadku – podejrzenie pada na wchłanianie.

 

pH żołądka

Idealne pH naszego żołądka to 1-2,5. Kwas solny w żołądku ma za zadanie rozpuścić i strawić wszystko to co się tam dostanie. Na skutek wrodzonych predyspozycji (rzadko) i złej diety (najczęściej) poziom pH w żołądku rośnie i może przekraczać wskazane wyżej optymalne wielkości. I co się dzieje wtedy? Katastrofa. Ale o tym w szczegółach dalej.

Z węglowodanami i tłuszczami żołądek jeszcze  dać sobie radę, gdyż są one mówiąc w dużym uproszczeniu - stosunkowo lekkostrawne.

 

Trawienie białek

Problem zaczyna się przy białkach. Są one trudne do strawienia i wymagają dobrej pracy żołądka, tzn. dobrego jego zakwaszenia. A przecież białko to nie tylko mięso, ale i strączkowe, warzywa, zboża czy przetwory mleczne. Białka to najważniejsze elementy budulcowe wszystkich organizmów żywych. Są to wielkocząsteczkowe związki organiczne, w znacznej części zbudowane z aminokwasów. W uproszczeniu i dla lepszego zobrazowania – białka są często przedstawiane jako sznur korali, zaś aminokwasy jako poszczególne koraliki o różnej wielkości, kształtach i kolorach.

W procesie trawienia białka muszą być porozdzielane na pojedyncze aminokwasy, a dzieje się tak tylko pod wpływem kwasu solnego, pepsyny i innych substancji znajdujących się w odpowiednio zakwaszonym żołądku. Znamy 20 aminokwasów biogennych (czyli tych, z których zbudowane sa organizmy żywe). Spośród tych 20, 8 jest uważanych za aminokwasy niezbędne dla organizmu człowieka. Są to tzw. aminokwasy egzogenne, które muszą być człowiekowi dostarczone z pożywieniem, bo nasz organizm nie potrafi ich wytworzyć.*

 

Niestrawione białka a choroby

Te niezbędne dla naszego zdrowia aminokwasy wytworzą się tylko w dobrze zakwaszonym żołądku. Niedokwaszony żołądek oznacza, że nie będziemy mogli ich uzyskać czyli de facto poważne braki zagrażające naszemu zdrowiu. To z aminokwasów bowiem nasz organizm tworzy enzymy, hormony i inne substancje, co prowadzi nas wprost do konkluzji, że brak przyswajania pewnych aminokwasów ze względu na zbyt duże ph żołądka może prowadzić do problemów np. z hormonami

Taka np. insulina jest zbudowana z 21 aminokwasów w jednym łańcuchu i 30 w drugim!. Myślicie, że brak tylko jednego z tych aminokwasów będzie oznaczać, że insulina będzie słabsza czy też wolniej działać? Nie. Brak chociażby jednego aminokwasu będzie oznaczać, że insuliny po prostu nie będzie! 

Stąd prosty wniosek, że wszelkie choroby o podłożu hormonalnym mogą mieć początek w niedokwaszeniu żołądka i nieprzyswajaniu białek. Czy każda choroba związana z hormonami ma takie podłoże? Oczywiście, nie. Pewnie bywają i inne przyczyny.

Ale jest to zbyt ważny i istotny trop, żeby go zignorować. Tylko, że o zbadaniu poziomu zakwaszenia żołądka jako możliwej przyczynie choroby żaden, albo prawie żaden lekarz pacjentowi nie powie. Standardowe leczenie jest jak zwykle objawowe, albo przyjmuje się sztucznie hormony, albo – np. w przypadku nadczynności tarczycy – wypala, wycina, naświetla. Każde z tych działań jest drastyczne i nienaturalne oraz powoduje, że do końca życia jesteśmy uzależnieni od przemysłu farmaceutycznego (brrr.)

Nikt się nie pochyli nad zbadaniem przyczyn choroby. Rola świadomego pacjenta, cierpiącego na dowolną chorobę o charakterze przewlekłym to iście detektywistyczna praca, polegająca na szukaniu na własną rękę możliwych przyczyn choroby i ich usunięciu. W tej detektywistycznej pracy zbadanie swojego pH żołądka to jeden z pierwszych kroków, szczególnie, że jest to procedura stosunkowo łatwa (o czym dalej).

 

To jednak nie koniec

Wyobraźcie sobie kubeł z kwasem solnym i kawałek mięsa, który do niego wrzucacie. Co się dzieje? Mięso jest trawione, rozpada się i znika. Dodajcie teraz o proszku zasadowego do kwasu solnego i ponownie wrzućcie mięso. Albo nie dzieje się nic, albo mięso nie rozkłada się do końca. Niestrawione białko dostaje się do dwunastnicy i do jelita cienkiego i tam zaczyna gnić. Proces gnilny w jelitach to pożywka dla pasożytów wszelakiego rodzaju i kolejne poważne konsekwencje zdrowotne, takie jak spadek odporności, alergie a nawet nowotwory.

Co więcej, nie do końca strawione białko dostaje się w procesie wchłaniania do krwioobiegu a organizm traktuje je jako intruza, z którym trzeba walczyć. I nasz układ immunologiczny z takimi niestrawionymi białkami walczy, czego efektem może być alergia, egzema, astma, reumatoidalne zapalenie stawów i mnóstwo innych tzw. chorób degeneracyjnych. Jak widzicie lista potencjalnych chorób związanych z niedokwaszonym żołądkiem się powiększa.

Nieprawdopodobnie wielka ilość chorób autoimmunologicznych ale i innych tzw. cywilizacyjnych ma swoje podłoże w niedokwaszonym żołądku!

De facto każda choroba może mieć początek w niedokwaszonym żołądku!

Spektrum chorób wynikających z niedokwaszonego żołądka jest ogromne, od depresji (brak wydzielania serotoniny ze względu na niewchłanianie odpowiednich aminokwasów), poprzez bezsenność (brak wytwarzania melatoniny ze względu na niewchłanianie odpowiednich aminokwasów), anemię (brak wchłaniania żelaza) na zawale serca kończąc (wysoki poziom homocysteiny, wiązanej bezpośrednio z zawałami – o tym pisałam tu, na skutek braku przyswajania witaminy B12, B6 i kwasu foliowego w związku z niewytworzeniem odpowiednim aminokwasów). Notabene, ciekawa jestem, ile osób, które przeszło na dietę bezglutenową (mimo, iż nie chorują na celiakię), twierdząc, że bez glutenu lepiej się czują, ma po prostu niedokwaszony żołądek (gluten to przecież ciężkostrawne białko, które niestrawione może wywoływać objawy alergii).

 

Neutralizowanie kwasów żołądkowych czyli paranoja w czystej postaci

Większość ludzi choć raz w życiu miała zgagę nawet jeśli nie cierpi na chorobę refluksową. Zgaga to nieprzyjemne pieczenie w przełyku, wrażenie cofania się treści pokarmowej z żołądka w górę. I tak jest w rzeczywistości. Ze względu na fatalną dietę większości ludzi, problem zgagi jest dziś powszechny.

Co się wtedy standardowo robi? Zobojętnia kwasy żołądkowe zasadowymi proszkami i specyfikami typu Rennie. I pieczenia nie czuć.

Jest to działanie dokładnie odwrotne od tego jakie powinniśmy wykonać i skandalem jest to, że w reklamach za zgagę wini się „nadkwasotę”. Nic bardziej mylnego.Ale po kolei.

Pomiędzy żołądkiem a przełykiem znajduje się zawór (zdjęcie obok). Zawór ma z jednej strony przepuścić treść z przełyku do żołądka, z drugiej zaś – chronić przełyk przed wydostaniem się czegokolwiek z powrotem do przełyku. Zgaga (choroba refluksowa) polega na tym, że ów zwieracz się luzuje i soki z żołądka chlapią w górę na przełyk. A ponieważ przełyk nie jest przystosowany do spotkania z kwasem solnym – odczuwamy to jako pieczenie (wypalanie). I uwaga: im bardziej zakwaszony żołądek, tym mocniej zaciska się zwieracz. Im pH wyższe tym zwieracz bardziej się poluzowuje. Co to oznacza? Proszek zasadowy wpuszczony do żołądka jeszcze bardziej poluzowuje zwieracz i z żołądka na przełyk chlapie coraz bardziej tyle, że treścią o wyższym pH, której nie czujemy. Znów więc działamy tylko na przyczynę, pogłębiając problem. Przy zgadze, bardzo często wystarczy zakwasić żołądek aby się jej pozbyć, bo zwieracz mocniej się ściśnie. Popularne środki „przeciw zgadze” mogą nam doszczętnie zrujnować zdrowie, doprowadzając do pH w żołądku bliskiemu 5  czy nawet 7, a to już bardzo poważna sprawa.  

 

Jak sprawdzić poziom zakwaszenia żołądka

Profesjonalne sprawdzenie poziomu zakwaszenia może być wykonane u gastrologa. W warunkach domowych wystarczy procedura podana poniżej, która ma blisko 96% dokładność.

Bierzemy pół łyżeczki sody oczyszczonej i lejemy na nią odrobinę octu jabłkowego domowego lub kupnego wysokiej jakości. Powinna się intensywnie pienić, jeśli piany nie ma oznacza to, że soda jest stara i straciła swoje właściwości; trzeba ją wyrzucić i kupić nową.

Następnie w 150 ml. wody rozpuszczamy łyżeczkę aktywnej sody oczyszczonej (w przypadku dzieci – pół łyżeczki) - nie tej zmieszanej z octem tylko świeżej, bierzemy stoper do ręki i pijemy tę mieszankę na czczo. Po wypiciu włączamy stoper i sprawdzamy kiedy nam się odbije (beknie). Soda w połączeniu z kwasem solnym wytwarza dwutlenek węgla, stąd odbicie. Jeśli stężenie kwasu solnego będzie niewystarczające odbicie nastąpi późno lub wcale.

Czasy „odbicia”

  • do 40 sekund po wypiciu: nadkwasota (im bliżej 40 sekund tym mniejsza)
  • 40- 90 sekund po wypiciu: dobre zakwaszenie
  • 90-180 sekund po wypiciu: słabe zakwaszenie (im bliżej 180 sekund tym gorzej)
  • powyżej 180 sekund lub wcale – bardzo źle

 

Jak zakwasić żołądek

Jeśli zakwaszenie naszego żołądka jest słabe należy stosować następujące zasady:

  • 15 min. przed posiłkiem wypić łyżkę octu jabłkowego rozpuszczonego w niewielkiej ilości wody
  • za wyjątkiem powyższego „zakwasacza“ nie pić 30 min. przed posiłkiem i 1,5 h. po posiłku, aby nie rozcieńczać dodatkowo kwasów i enzymów (rzadko jadam w restauracjach i na mieście, ale gdy już to się zdarzy za każdym razem kelnerki są zdziwione, że nie zamawiam napojów ani przed jedzeniem, ani po – doprawdy nie wiem dlaczego w lokalach gastronomicznych standardowo oczekuje się, że tuż przed jedzeniem rozwodnisz sobie soki żołądkowe :-))
  • żuć jedzenie do papki (wg. TCM każdy kęs powinno się przeżuć min. 20 razy) 
  • jeść powoli, nie śpiesząc się, przy stole, na siedząco, broń Boże czytając, przeglądając komórkę czy patrząc w telewizor,
  • dodawać szczyptę soli himalajskiej do wody, którą pijemy (bliżej pisałam o tym tu)
  • stosować gorzkie zioła na trawienie

Jeśli problem z zakwaszeniem jest poważny (odbicie pow. 180 sekund), warto rozważyć zakup preparatu pod nazwą betaina hcl. Jest to kwas solny i pepsyna w kapsułce, które przyjmuje się w trakcie posiłku. Sposób dawkowania warto ustalić z kimś kompetentnym, ale raczej są to spore dawki (nawet 5-6 kapsułek do posiłku, w zależności od producenta). Z czasem, gdy pH naszego żołądka się ustabilizuje – dawki będzie można coraz bardziej obniżać. 

Po zakwaszeniu żołądka w wielu przypadkach jak ręką odjął znikają objawy bardzo poważnych chorób. W moim przekonaniu w leczeniu każdej choroby przewlekłej (nowotwory nie są tu wyjątkiem) zbadanie pH żołądka i ewentualne jego obniżenie są jedną z pierwszych rzeczy jakie należy sprawdzić. Zróbcie ten test koniecznie, a wyniki mogą Was zaskoczyć.

* Do aminokwasów niezbędnych zaliczamy: lizynę, metioninę, treoninę, leucynę, izoleucynę, walinę, tryptofan i fenyloalaninę.

Share on Myspace

poniedziałek, 21 wrzesień 2015 00:00

Dieta na okres jesienny

 

Słyszałam kiedyś, że to czego najbardziej brakuje ludziom mieszkającym w strefie tropikalnej to zmiana pór roku, charakterystyczna dla naszej szerokości geograficznej. Oczywiście fajnie jest pojechać w tamte rejony o dowolnej porze roku i się wygrzać (i spocić), ale dla tubylców fakt, iż pogoda jest tam cały czas taka sama, wcale nie musi być plusem. Nasze pory roku, z których każda jest inna, są po prostu piękne, bajeczne, dają człowiekowi wymierne poczucie stałości, pewności, porządku, następstwa i skutkowości zjawisk, są wreszcie fantastyczną metaforą okresów życia ludzkiego.

Wg. medycyny chińskiej każda z pór roku wiąże się z konkretnym elementem/ przemianą. Okres, w którym teraz się znajdujemy to tzw. babie lato; rządzi nim element Ziemi, związany ze Śledzioną, czyli krótko mówiąc z układem pokarmowym. Dla układu pokarmowego idealna jest dieta ciepła, z przewagą smaków łagodnych i produktów o kolorystyce żółto-pomarańczowo-beżowej. Właśnie teraz warto o to zadbać a skutki będą dalekosiężne w postaci solidnego wzmocnienia przed trudnym okresem zimowym.

Babie lato to krótki okres, po którym wkraczamy w jesień, związaną z elementem Metalu – Płucami, czyli ogólnie układem oddechowym.

Wracając do pogody, za dnia jeszcze ciepło i przyjemnie, w nocy powietrze jest już zimne. Jak pisał klasyk medycyny chińskiej:

„Jesienią wszystko w przyrodzie  osiąga pełnię dojrzałości.

Ziarna dojrzewają i nadchodzi czas zbiorów.

Energia niebios się ochładza, podobnie jak pogoda.”

Ziemia jest jeszcze rozgrzana, dlatego od dołu możemy się ubierać ciagle letnio, ale powietrze już nie jest tak komfortowe termicznie – dlatego wg. TCM w tym okresie powinniśmy raczej chodzić w szortach i sweterku niż w długich spodniach i t-shircie. Dbamy w ten sposób o Płuca, związane z tą porą roku.

Bardzo lubię jesień (może dlatego, że jestem jesiennym dzieckiem) – sezon ponoć najmniej lubiany ze wszystkich czterech. Jesień to pora, w której powoli z pełnej aktywności lata przechodzimy do statycznej zimy. Ważne jest aby nie forsować organizmu i nie zachowywać się jesienią jak latem. W praktyce oznacza to lekkie wyhamowanie, wcześniejsze chodzenie spać, jedzenie cieplejszych pokarmów, częstsze przebywanie w domu (nie jest to absolutnie równoznaczne z zaszyciem się w domu). Jesień to czas na skupienie energii, ześrodkowanie ducha i poskromienie żądz. Koniecznie trzeba też zadbać o spokój i niepoddanie się spadkom nastroju, o które - w związku ze zmniejszoną ilością światła słonecznego i kapryśną pogodą – niezwykle łatwo. Trzeba zadbać o własny błogostan, dawać sobie czas na przyjemności, doświetlać się, regularnie ćwiczyć, szczególnie wskazane są ćwiczenia oddechowe na wzmocnienie Płuc.

Nie ma dwóch osób, które powinny się dokładnie tak samo odżywiać. Wszystko zależy od aktualnego, indywidualnego stanu organizmu. To co dla jednego będzie zbawieniem dla drugiego może mieć katastrofalne skutki (np. całkowite odstawienie mięsa w przypadku osób nadmiarowych może przynieść rewelacyjne efekty, w przypadku osób niedoborowych i osłabionych – może zdziałać więcej szkody niż pożytku).

Ponieważ jednak 98% ludzi społeczeństw zachodnich ma problemy z układem trawiennym, dobrą uniwersalną dietą na okres i babiego lata i jesieni jest dieta wzmacniająca Śledzionę. Podstawę tej diety stanowią takie produkty sezonowe jak np.  dynia, kapusta, kapusta pekińska, buraki, cebula, grzyby, ziemniaki, marchewka, cukinia, por, kalafior, orzechy, seler, pigwa. Stosujemy też produkty strączkowe, ale te drobniejsze np. soczewica, drobna fasolka, fasolka adzuki, ciecierzyca (im ziarno strączkowe jest większe tym trudniej je strawić). Oczywiście okres jesienny to również bogactwo zbóż, szczególnie kasz. Kto jeszcze nie pokochał kaszy jaglanej powinien właśnie teraz to zrobić. Warto też sięgać po żyto, jęczmień i grykę. Do diety jesiennej warto wprowadzić rozgrzewające czosnek, imbir, cynamon, goździki i aromatyczne przyprawy. Kuchnia tradycyjnej medycyny chińskiej nie wprowadza tu dla nas niczego nowego, wszak okres jesienny w Polsce niezmiennie kojarzy się z aromatycznym, grzanym winem, pieczonymi jabłkami i piernikami.

W okresie jesiennym ograniczamy lub odstawiamy owoce (których zresztą coraz mniej), szczególnie wychładzające cytrusy, a także produkty takie jak algi, trawy jęczmienne i sałaty. Jeśli jemy coś o naturze yin (chłodne) to niech będzie przyrządzone na sposób yang (np. pieczone jabłka czy gruszki).

Mądre żywienie w okresie jesiennym pomaga zachować na dłużej siły zyskane podczas lata. 

Share on Myspace

Dział: Ogólne
poniedziałek, 07 wrzesień 2015 00:00

Sprawdź swój kosmetyk

Jak w łatwy sposób przekonać się czy skład Twojego kosmetyku nie jest szkodliwy – instrukcja krok po kroku

 

Dziś opiszę jak samodzielnie sprawdzić skład kosmetyku, nie będąc chemikiem i mając – oględnie rzecz ujmując – przeciętne pojęcie o łacińskiej terminologii składów chemicznych.

Gdy kilka lat temu odkryłam narzędzie, które dziś opiszę, ¾ mojej łazienki wylądowało w koszu. Ileż to rozczarowań wówczas przeżyłam, w ciągu kilku dni testowania! Ile firm, które uważałam za dobre i porządne na zawsze straciło moje zaufanie. Uważajcie, bo i Wam to grozi. Jednak wiedza i świadomość są warte każdej ceny, nawet a może raczej przede wszystkim utraty zaufania :-).

Narzędzie do samodzielnej analizy składu kosmetyku jest udostępniane przez amerykańską organizację non-profit Environmental Working Group. Ogólnie rzecz biorąc robią kawał dobrej roboty.

Nie wiem czy istnieją inne tego typu narzędzia, ja w każdym bądź razie na nie nie trafiłam i korzystam z tego. Nie jest może idealne (o czym dalej), ale zdecydowanie najlepsze, jakie znam :-).

Każdy wprowadzony do analizy kosmetyk jest rozkładany na czynniki pierwsze, po czym jest wystawiana ocena całościowa, zobrazowana dodatkowo kolorami. 

Zielony (punktacja 0-2) oznacza, że kosmetyk jest bezpieczny, „zielony”. Kosmetyk z punktacją 3-5 w kolorze pomarańczowym, to produkt neutralny (ale np. mnie to nie wystarcza aby taki kosmetyk kupić, kupuję tylko zielone). Punkty 6-9 oznaczone na czerwono oznaczają, że kosmetyk jest najnormalniej w świecie niebezpieczny.  

Punktacja całkowita to oczywiście nie wszystko. System podaje analizę wszystkich składników i może być tak, że przy 30 składnikach 26 jest „zielonych”, ale dwa czy trzy fatalne. Ostatecznie ocena całościowa nie będzie najgorsza (bo jest wypadkową wszystkich), ale dla mnie jakikolwiek składnik, który nie jest sam w sobie oceniony jako bezpieczny dyskwalifikuje cały kosmetyk, nawet jeśli obok niego będzie 25 innych, dobrych.

Inną bardzo ciekawą funkcją jest to, że w podsumowaniu system pokazuje nam podział na tzw. ogólne bezpieczeństwo, zagrożenie rakiem, toksyczność wpływającą na rozwój i płodność, alergie i system odpornościowy.

Tak więc spójrzmy jak to działa:

Wchodzimy na stronę http://www.ewg.org/skindeep

Narzędzie jest w j. angielskim, jeśli ktoś zupełnie sobie nie radzi, warto skorzystać z automatycznego tłumaczenia stron na polski (wtyczka).

Strona wymaga jednorazowej rejestracji, zróbcie to, bo warto. W prawym górnym rogu wciskamy „build your own report”/„zbuduj swój własny raport”

Otwiera nam się okno logowania, wybieramy: „Login/register”/"Logowanie/rejestracja”. Po zarejestrowaniu i potwierdzeniu adresu e-mail możemy korzystać z narzędzia.

Po zalogowaniu pojawia nam się takie okno:

 

 

System sugeruje nam zmianę hasła:

 

Ignorujemy to. Klikamy w „Get started now: Build your own product report”/ "Teraz rozpocznij. Zbuduj swój własny raport o produkcie

Otwiera nam się pierwsze z czterech okien, które wypełniamy.

 

 

 

Pierwsza rubryka „Product name”/ „Nazwa produktu” zawiera rozwijaną listę, ale ponieważ jest to baza amerykańska jest w niej niewielka ilość produktów europejskich i znikoma polskich. Dlatego najczęściej wpisujemy tu po prostu nazwę kosmetyku, np. "Szampon XYZ do włosów jasnych z jarzębiną".

Druga rubryka „Product directions”/ „Sposób użycia” klikamy „directions not available”

Trzecia rubryka „Product categorization”/ "Kategoryzacja produktu" – wystarczy, że wybierzemy jedną z rozwijanej listy. Z tym jest trochę problemu, bo dostępna ilość jest spora i trzeba to wszystko przewinąć. Na szczęście jeśli pomylimy się z kategoryzacji to nic wielkiego się nie stanie.

Czwartą rubrykę „Product package text/claims”/ „Zastrzeżenia na opakowaniu” – możemy pominąć. Podobnie piątą i szóstą rubrykę „Product indications” i „Product warnings”:

Siódma rubryka „INGREDIENTS EXACTLY AS LISTED ON THE LABEL” jest najważniejsza. Tu wklejamy skład naszego kosmetyku. Skład większości kosmetyków (tzw. INCI) można znaleźć na stronie producenta lub w sklepach internetowych, wówczas nasze zadanie sprowadza się do jego skopiowania ze strony i wklejenia do rubryki (copy&paste). Jeśli opisu składu nie znaleźliśmy w sieci, a bardzo chcemy sprawdzić czy kosmetyk jest dobry, czeka nas żmudne, ręczne wpisywanie składników. Trzeba tu mocno uważać, bo w nazwach łacińskich bardzo łatwo o pomyłkę.

Składniki powinny być rozdzielone średnikami, ale jeśli wpiszemy przecinki (,) system automatycznie zamieni je na średniki (;), więc tym na szczęście nie należy się przejmować. Jednak na tym etapie (wpisywania składników) może się zdarzyć trochę „zabawy”. Po pierwsze, system nie czyta znaku „*”, tymczasem znak ten często jest używany w składach organicznych, dla oznaczenia składników z bio-upraw. Takie gwiazdki (*) trzeba z opisu ręcznie usunąć. Po drugie, wszelkie nazwy polskie (notabene występujące bardzo rzadko w składach, tu króluje łacina :-)) – też trzeba usunąć. Trzecim często występującym problemem, szczególnie w sytuacji gdy sami wklepujemy w rubrykę składniki z opakowania; są literówki, których system niestety nie potrafi automatycznie skorygować. Każda literówka powoduje, że system nie rozpozna składnika. Wtedy należy na przeglądarce wcisnąć przycisk „wstecz” i poprawić opis. WAŻNE: jeśli literówek jest więcej, warto zapisać i korygować skład w edytorze tekstu a później go wkleić, bo sam przycisk wstecz może się nie sprawdzić.

Gdy skład już mamy wpisany klikamy „save & continue to step 2"/"zachowaj i przejdź do kroku 2"

Otwiera nam się kolejne okno (dane przykładowe):

To wszystko wygląda na dosyć skomplikowane, ale tak naprawdę ważne jest to co w ramce czyli spis składników. Jeśli wszystko się zgadza i jest porozdzielane średnikami klikamy na „save & continue to step 3”/"zachowaj i przejdź do kroku 3".

Jeśli wszystkie składniki zostały poprawnie dodane i rozpoznane kolejne okno będzie wyglądać mniej więcej tak:

 

Każdy składnik jest wyszczególniony a system prosi nas o podanie procentowej zawartości każdego z nich. Ponieważ te informacje zwykle nie są podane na etykiecie, nie trzeba wypełniać tej rubryki. Proponuję również nie ruszać rubryki środkowej (N/A), odnoszącej się konkretnie do amerykańskich uregulowań. W trzeciej rubryce, jeśli mamy ochotę można zaznaczyć informacje dodatkowe o każdym ze składników, np. że jest pochodzenia organicznego. Jeśli nie jest, nie zaznaczamy.

Jeśli natomiast wystąpiły jakieś błędy na etapie kroku 2 strona może wyglądać tak:

U góry ("Ingredients not found in the database"/"Składniki nie odnalezione w bazie") system wskazuje, jakich składników nie zidentyfikował. Najprawdopodobniej wpisałeś je z literówką. Obok takiego niezidentyfikowanego składnika jest rozwijana lista:

 

 Na liście czasem (bardzo rzadko) znajduje się podpowiedź jaki to mógłby być składnik, ale najczęściej jedyną dostępną opcją jest "none of the above"/"żadne z powyższych". W tej sytuacji nie należy tego wciskać tylko wcisnąć w przegląrce przycisk wstecz do kroku 2 i poprawić literówki, tak jak już pisałam, korzystając z edytora tekstu. Poprawiony o literówki skład wklejamy ponownie i klikamy na "zachowaj i przejdź do kroku 3". Jeśli poprawiliśmy wszystko teraz nie powinno być problemu i rubryka "Ingredients not found in the database" w ogóle nie powinna się pojawić. Gdyby tak się zdarzyło, że mamy pewność, że składnik został wpisany poprawnie, a system nadal go nie identyfikuje, oznacza to, że może to być rzeczywiście składnik spoza bazy, wówczas wybieramy "none of the above"/ "żaden z powyższych". Przy analizie zostanie on pominięty.

Gdy wszystko jest już uzupełnione klikamy na "save&continue to step 4"/"zachowaj i przejdź do kroku 4".

Krok 4 wygląda tak:

i jest podziękowaniem za dodanie produktu. Trzeba kliknąć na "View your product report"/"Zobacz swój raport o produkcie" i dopiero wtedy otwiera nam się finalne okno, które nas interesuje. W przypadku testowym, który sprawdzałam na potrzeby tego artykułu wygląda ono tak:

 

U góry po lewej stronie jest ocena całościowa, w tym przypadku "4" czyli neutralnie. Po prawej u góry podsumowanie produktu pod kątem ogólnego bezpieczeństwa, zagrożenia rakiem, toksyczności wpływającą na rozwój i płodność, alergii i wpływu na system odpornościowy. Jak widać analizowany kosmetyk nie jest kancerogenny, natomiast może alergizować. 

Poniżej jest opis każdego ze składników wraz z oceną, którą możemy sobie prześledzić szczegółowo. I co ważne, więc podkreślę to jeszcze raz, taka analiza pozostaje w naszym profilu i możemy do niej wrócić. Nie zauważyłam żadnych limitów ilościowych, a sama w ten sposób sprawdziłam już ponad 200 kosmetyków. 

Uwagi i problemy:

Jak już pisałam system nie jest idealny i nie wolno wyłączyć myślenia. Oprócz opisanych już powyżej literówek, z którymi sobie nie radzi i które trzeba żmudnie ręcznie poprawiać chcę zwrócić uwagę na jedną kwestię. Otóż moim zdaniem niektóre składniki są bardzo surowo zakwalifikowane. Szczególnie źle system ocenia "frangrance/ parfum" czyli zapachy i nic dziwnego jeśli chodzi o zapachy syntetyczne. Natomiast kosmetyki aromatyzowane naturalnymi olejkami eterycznymi, jakich używam, moim zdaniem powinny być traktowane łagodniej. System jednak ostro je ocenia wskazując, że mogą być mocno alergizujące. Wszystko się zgadza, ale w przypadku niealergika, jak ja, gdzie tak niewielka ilość olejku eterycznego (kilka kropel) na kosmetyk nie czyni nic oprócz przyjemnego zapachu, ta ocena nie znajduje uzasadnienia. Sam fakt aromatyzowania olejkami eterycznymi kosmetyku już skazuje go na wypadnięcie z grupy "zielonych". Dlatego dla moich potrzeb, w ogóle nie wpisuję olejków eterycznych do analizy składu, bo mi fałszuje obraz kosmetyku.

Podobnie uważam, że kwas mlekowy (bądź co bądź naturalna substancja) jest potraktowany lekko niesprawiedliwie pomarańczową czwórką. Wolę jednak taką nadmierną gorliwość w demaskowaniu złych składów, niż naciąganie "w górę" substancji szkodliwych. Warto więc pamiętać, że system podejdzie raczej ostrożnościowo i uzna za niebezpieczny składnik bezpieczny niż odwrotnie. Jak zawsze, myślenia wyłączać nie wolno, jeśli macie jakieś watpliwości co do konkretnego składnika poszukajcie w sieci dodatkowych informacji, żeby mieć wewnętrzną pewność.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże wielu przejrzeć na oczy jeśli chodzi o kosmetyki, których używa się na co dzień, szczególnie te drogeryjno-marketowe, sprawiające wrażenie zdrowych i naturalnych. Pamiętajcie, że to co kładziemy na skórę dostaje się do wnętrza organizmu. Pamiętajcie również, że to my, jako konsumenci decydujemy co będzie sprzedawane a co nie. Jeśli przestaniemy kupować śmieci (tyczy się to nie tylko kosmetyków), przestaną nam oferować śmieci.

Życzę Wam wielu trafnych wyborów kosmetycznych!

Share on Myspace

 

środa, 02 wrzesień 2015 00:00

Olejek z oregano - tajna broń na okres jesienny

 

Oj pokochałam ten olejek miłością wielką i trwałą. Zalet ma ilość przeogromną, wad – jak dla mnie żadnych (choć przyznam, że zdania na ten temat są podzielone, o czym dalej), cenę przystępną a działanie spektakularne.

Właściwości:
  • jest naturalnym antyoksydantem, co oznacza, że neutralizuje nadmiar krążących w naszym ciele wolnych rodników (a w skrócie hamuje procesy starzenia i rakowacenia)
  • jest naturalnym antybiotykiem bez skutków ubocznych,
  • ma działanie przeciwbólowe
  • w sytuacji stanów zapalnych dziąseł (np. po leczeniu kanałowym) może w znacznym stopniu pozwolić utrzymywać stan zapalny pod względną kontrolą, szczególnie jak dodatkowo będziemy żuć 3-4 goździki dziennie
  • zwalcza dużą ilość bakterii (np. escherichia coli), grzybów (np. candida) i innych pasożytów
  • w bardzo wyraźny sposób wzmacnia odporność i jego stosowanie w okresie jesienno-zimowym znacząco obniża ryzyko jesienno-zimowego przeziębienia czy choroby
  • jak wszystkie gorzkie substancje poprawia i wspomaga trawienie
Stosowanie:

Wewnętrzne

O olejku oregano pisałam przy okazji prezentacji kuracji oczyszczającej z pasożytów tu. Ale powtórzę to jeszcze raz. Olejek, pomimo tego, że jest rozcieńczany w oliwie i ma stężenie „zaledwie” 20% jest niezwykle silny i ostry w smaku. Dlatego trzeba nauczyć się go używać. Ja używam go nieco inaczej niż podaje producent na opakowaniu, gdyż aplikuję go sobie załączonym zakraplaczem bezpośrednio na język w ilości 5 kropel 2-3 razy dziennie, po czym obficie popijam wodą. Ważne jest aby była to tylna a nie przednia część języka, gdyż z tyłu mniej odczuwamy jego ostry smak. Przyzwyczaiłam się do tego posmaku a nawet go polubiłam, ale wiem, że dla niektórych jest nie do zniesienia, wtedy należy – tak jak sugerują producenci – rozpuszczać go w łyżce oliwy. Olejek najlepiej przyjmować na pusty żołądek, 20 minut przed posiłkami

Zewnętrznie

Olejek z oregano może być stosowany zamiast aptecznych maści zewnętrznie na grzybice i inne zmiany skórne (zawsze wcześniej wykonujemy test na nadgarstku i sprawdzamy jak reaguje nasza skóra). Podobne działanie ma olejek lawendowy, goździkowy i z drzewa herbacianego.

Inhalacje

Gdy mamy katar albo czujemy, że coś nam siedzi w gardle, płucach lub zatokach warto spróbować inhalacji z olejku z oregano. W tym celu na 2 l wrzątku dajemy 15-30 kropli gotowego preparatu z oliwą o stężeniu 20% lub 3-6 kropli czystego (100%) olejku i wdychamy taką mieszankę przez kilka minut 2-3 razy dziennie.

Dostępność na rynku:

Na rynku dostępnych jest kilka preparatów i wydaje mi się, że wszystkie są porównywalne jakościowo. Substancja, o której tu piszę to olejek z dzikiego oregano (origanum vulgare) czyli lebiodki pospolitej. Większość dostępnych preparatów ma wmontowany zakraplacz oraz stężenie 20%.

Niektórzy mnie pytają czy jedzenie samego oregano, np. dodawanie go do potraw nie wystarczy. Oregano jest bardzo zdrowe i jasne, że jego używanie może być bardzo korzystne. Trzeba tu jednak wyraźnie powiedzieć, że każdy olejek eteryczny jest wysoce skoncentrowaną substancją, zawierającą nieporównywalnie więcej korzystnych dla nas fenoli, seskwiterpen, katechiny, flawonoidów itd. niż naturalna forma rośliny, z której zostały pozyskane.

Jeśli jeszcze nie znacie olejku oregano zachęcam Was gorąco do jego wypróbowania i okresowego stosowania!

Share on Myspace

Dział: Pod lupą


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.