user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

Odżywianie dla zdrowia - energia i siła zgodnie z naturą - Artykuły filtrowane wg daty: październik 2015
piątek, 30 październik 2015 00:00

Fruktoza - czyli jak łatwo i szybko zniszczyć sobie wątrobę

 

Stary dobry cukier, o którym pisałam ostatnio składa się z dwóch cukrów prostych – glukozy i fruktozy, mniej więcej w równych proporcjach.

O ile z glukozą nasz organizm sobie radzi, a wręcz – w rozsądnych ilościach - jest ona potrzebna każdej komórce w naszym organizmie (z niej czerpiemy energię) o tyle fruktoza jest dla naszego organizmu bardzo niekorzystna.

Mało znana prawda

Otóż fruktoza metabolizowana jest tylko i wyłącznie w wątrobie! Metabolizowanie fruktozy przebiega dokładnie tak samo jak metabolizowanie alkoholu, z tą jedną różnicą, że fruktoza nie wywołuje efektu działania “na głowę” – wszystko inne przebiega dokładnie tak samo.

Jeśli w organizmie znajduje się nadmiar fruktozy odkłada się on w postaci tkanki tłuszczowej wokół organów wewnętrznych, co sprzyja znacząco chorobom serca. Co ciekawe nawet osoby szczupłe mogą mieć stłuszczone narządy wewnętrzne i nawet o tym nie wiedzieć.  

Wątroba alkoholika wygląda podobnie jak wątroba osoby używającej “zdrowego” fruktozowego proszku.

Innymi słowy: Chcesz mieć otłuszczoną wątrobę – jedz fruktozę!

Dlaczego więc zwykły biały cukier jest lepszy niż fruktoza w białym proszku? Bo zawiera jej o 50% mniej. Czysta arytmetyka. Ale jak się je dużo cukru, to efekt stłuszczenia wątroby i innych organów wewnętrznych też osiągniemy, bo też przecież spożywamy fruktozę.

Dlatego też reklamowany jako “zdrowy” syrop z agawy, który zawiera więcej fruktozy (70-100%) niż jakikolwiek inny “zdrowy” słodzik na rynku – jest fatalnym produktem i należy go unikać jak ognia! Do tego często jest on po prostu syntetyzowany w laboratorium z mocno zagęszczonego syropu fruktozowego.

Dlatego jeśli na etykiecie ze składem produktu czytamy “fruktoza”, “syrop fruktozowy”, “syrop glukozowo-fruktozowy” produkt taki należy go grzecznie odłożyć z powrotem na półkę.

Na marginesie dodam, że liczne badania wykazały, że fruktoza zwiększa łaknienie, ale już glukoza nie ma takiego działania. Fruktoza podnosi także poziom trójglicerydów we krwi i znacząco zwiększa ryzyko stanów zapalnych w organizmie.

Fruktoza w owocach

Zaraz, zaraz – krzykniecie. Przecież fruktoza jest podstawowym składnikiem owoców. Tak, ale wszystko znowu sprowadza się do ilości i koncentracji.

Owoce mają korzystne działanie zdrowotne, stężenie fruktozy jest w nich naturalne a w połączeniu z witaminami i błonnikiem osiągamy efekt nieco korzystniejszego działania. Ma to m.in. związek ze zmniejszaniem przez błonnik wchłaniania węglowodanów z przewodu pokarmowego (obniżenie poziomu insuliny). Fruktoza oderwana od błonnika (poza owocami) jest po prostu trucizną.

Ale – pisałam o tym już wcześniej – z owocami również nie należy przesadzać. Przyjmuje się, że bezpieczna dawka fruktozy (taka, która nie prowadzi do otłuszczenia wątroby) to łącznie 25 g dziennie. Dawka ta odpowiada 2 bananom czy 3-4 daktylom, czyli nie jest to wcale dużo!

W wykresie poniżej przedstawiam proporcje fruktozy na 100g danego owocu. Są to oczywiście dane uśrednione, owoc owocowi słodyczą nierówny. Oczywiście nie chodzi o ścisłe kalkulacje - wszak zabiłoby nam to całą radość jedzenia – lecz o zachowanie umiaru.

50 g cukru już wyczerpuje nam dzienną normę fruktozy, przy czym osobiście uważam, że dawkę tę należałoby zredukować, bo fruktozę zapewne spożywamy też w innych produktach, nie wiedząc o tym nawet.

Miód to również w 53% fruktoza, ale jego pozostałe walory zdrowotne uzasadniają przyjęcie, że 1-2 łyżeczki dobrej jakości surowego miodu (nie mówię tu o miodach z supermarketu) jest do przyjęcia, ale zamiast niż dodatkowo do owoców.

Pamiętajcie zatem: Fruktozy (w formie syropów i kryształków) należy unikać jak ognia, owoce jeść w niewielkich ilościach, a suszone owoce w jeszcze mniejszych.

 

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
piątek, 23 październik 2015 00:00

Nowe fajne miejsce w Warszawie ze zdrową żywnością

 

Tydzień temu wybrałam się do nowego sklepu z eko-żywnością na tyłach warszawskiego Intraco pod uroczą nazwą „Nagie z natury”.

Na informację o tym miejscu natknęłam się w Internecie, a że w zeszłym tygodniu byłam w pobliżu wpadłam z rozwianym włosem, żeby to cudo obejrzeć. I przyznam szczerze, że moje ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Młoda przesympatyczna para z Barcelony ucieszyła się, że mówię po angielsku, a jeszcze bardziej, że po hiszpańsku, bo oni po polsku dopiero się uczą, co nie przeszkadzało im (przynajmniej tego dnia) normalnie obsługiwać klientów :-). Opowiedzieli mi skąd pomysł, dlaczego Polska, jak funkcjonują, jakie zasady panują w sklepie.

Idea polega na tym, że cały towar znajduje się w opakowaniach zbiorczych. Nabieramy z worka tyle ile potrzebujemy „nagiego z natury” a nie opakowanego w folię produktu. Kupić można ziarna, kasze, suszone owoce, zboża, mąki, jajka, oleje, octy, miód, chleby, mleka roślinne, przyprawy itp. Wszystko z certyfikatem eko. Ceny rzeczywiście są bardzo atrakcyjne jak na żywność eko, wierzcie mi, znam się na tym ;-), więc przy okazji kupiłam to i owo. Sam sklep bardzo ładnie i przyjaźnie urządzony, czuć dobrą energię już od wejścia, czysto, schludnie, ciepłe oświetlenie. Gdy przychodzi się z własnymi torebkami i butelkami – udzielają dodatkowej zniżki. Ale jeśli akurat nie macie nic ze sobą, można dokupić na miejscu butelkę, słoik itp. Jest opcja zostawienia listy tego co potrzeba by odebrać odważone i zapakowane zakupy później.

Krótko mówiąc dla mnie strzał w dziesiątkę i kolejne miejsce w Warszawie, do którego będę wpadać (choć ode mnie to dosyć daleko). Sklep mieści się przy ul. Pokornej 2 i mam nadzieję, że na stałe wpisze się w stołeczną mapę miejsc ze zdrową żywnością. 

 

www.nagieznatury.pl

https://www.facebook.com/NAGIE-Z-NATURY-900110560027903/

 

Share on Myspace

Dział: Krótkie wpisy
wtorek, 20 październik 2015 00:00

Cukier

Niedawno było o soli, dziś czas na przyjrzenie się kolejnemu białemu proszkowi. Czy taki cukier straszny jak go malują?

Słodka pokusa

Czy wiecie, że cukier w postaci w jakiej go znamy – czyli ekstrahowanego proszku – to względnie nowy wynalazek? Pierwsze fabryki cukru powstały mniej więcej na początku XIX a do powszechnego użycia cukier wszedł dopiero na początku XX w. (wcześniej był rarytasem, na który niewielu mogło sobie pozwolić).

Obecnie do wszystkich kuchni na świecie trafia 45 milionów ton cukru rocznie.

W moim domu rodzinnym cukru się w ogóle nie używało. Kilogramowa paczka cukru starczała średnio na 2 lata, gościom do herbaty i zawsze trzeba było jej szukać :-).

Wszechobecny cukier

Cukier jest tani jak barszcz (może dlatego, że też z buraków ;-) dlatego jest najpowszechniej stosowanym konserwantem i polepszaczem smaku. A ponieważ ludzie smak słodki lubią, cukier jest masowo dodawany wszędzie.

Pamiętam kilka lat temu gdy miałyśmy z córką kandydozę i przeszłyśmy na dietę bez cukru i mąki jak trudno było znaleźć w sklepie produkt bez cukru. Wędlina? Prawie niewykonalne. Śledzie? Również. Cukier jest wszędzie, nawet w produktach, które słodkie z natury nie są. Fanom Coli polecam wyszukanie i obejrzenie sobie na Youtube filmików pokazujących proces gotowania tego napoju. Po odparowaniu płynu, zostaje cukier (syrop). Można się zdziwić.

Rodzicom, którzy dzieciom podają wody smakowe i soczki (tak, tak, soczki) polecam doczytać co tak naprawdę fundują swoim pociechom. Soki owocowe to też produkt skondensowany z ogromną ilością cukru. Przewaga tego cukru jest taka, że ma pochodzenie naturalne, nie jest chemicznie ekstrahowany do białych kryształów, ale jednak to cukier. Przy czym te soczki butelce czy kartoniku (nie świeżo wyciskane) naprawdę nie zawierają naturalnych witamin. Dlatego soki owocowe wcale nie są takie zdrowe jak się powszechnie sądzi. Natomiast bardzo zdrowe są świeżo wyciskane soki warzywne! Owoce raczej powinno spożywać się w naturalnej postaci i to wcale nie tak dużo, jakby się mogło wydawać.

Jednak uwaga! Cukier zostaje coraz częściej wypierany przez syrop glukozowo-fruktozowy. To jest dopiero tragedia i świństwo jakich mało. Pamiętajcie, z dwojga złego cukier znacznie lepszy niż ww. syrop, co nie znaczy, że wskazany. 

Cukrowi narkomani

Wracając do wszechobecnego cukru. Jaki jest efekt tak powszechnego dodawania go do wszystkiego? Zastraszający wzrost zachorowań na cukrzycę typu II, otyłość, uzależnienie od cukru przybierające formy klasycznego uzależnienia (ze zmianą osobowości włącznie) i wiele, wiele innych.

W efekcie bardzo duża część ludzi ma tak spaczony smak, że ich ocena słodkości jest całkowicie zachwiana. Ostatnio moja mama, która słodyczy nie jada prawie w ogóle, na proszonym przyjęciu, po namowach gospodarza i szczerych zapewnieniach, iż ciasto jest bardzo mało słodkie a wręcz „wyjątkowo mało słodkie” skosztowała tego ciasta z grzeczności i dyskretnie wypluła, bo nie była w stanie przełknąć tego ulepka!

Biały, brązowy, trzcinowy – czyli kolejne nieporozumienia

O „białej śmierci” mówi się sporo, dlatego duża część osób po prostu ochoczo sięga po cukry inne niż biały z przekonaniem, że cukier brązowy i cukier trzcinowy są zdrowsze i że wystarczy cukier biały zastąpić powyższymi, aby odżywiać się dobrze :-).

Trzeba jasno powiedzieć, że nic bardziej mylnego.

Otóż:

Tzw. biały cukier jest produktem rafinacji buraka lub trzciny cukrowej. Końcowy efekt w postaci cukru rafinowanego czy to z buraka czy z trzciny cukrowej jest taki sam – jest to w ok. 99,7 % sacharoza. Biały cukier z trzciny cukrowej nie jest więc w żaden sposób lepszy od „naszego“ buraczanego cukru. Ponieważ jednak jest często droższy, przeciętny konsument automatycznie uznaje go za lepszy jakościowo i zdrowszy. Wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Podobnie rzecz ma się z tzw. cukrem brązowym. Cukier brązowy to najczęściej biały rafinowany cukier z dodatkiem melasy, która nadaje mu charakterystyczny śniady odcień. Samemu bardzo łatwo zrobić cukier brązowy dodając łyżkę melasy do szklanki cukru. Nic zdrowego.

Cukier nierafinowany

Cukier, który rzeczywiście jest lepszy to CUKIER NIERAFINOWANY (surowy). Przewaga cukru nierafinowanego na rafinowanym jest taka, że cukier nierafinowany oprócz sacharozy zawiera również śladowe ilości żelaza, wapnia, magnezu, potasu i innych pierwiastków (nie łudźmy się jednak, że są to ilości, które w znaczący sposób poprawią nasze zdrowie) i nieco wolniej wzrasta po nim stężenia glukozy we krwi (ale i tak szybko). 

Tak więc rzeczywiście cukier nierafinowany jest zdrowszy od białego i jeśli chcecie używać cukru „zdrowszego“ to właśnie tego szukajcie. Oczywiście cukier nierafinowany może być i cukrem z trzciny cukrowej i cukrem brązowym, ale kluczowym słowem jest tu „nierafinowany“. Niezrozumiałe jest dla mnie dlaczego ten cukier jest kilkukrotnie droższy niż cukier biały, gdyż proces jego produkcji jest krótszy i wymaga mniej odczynników chemicznych.

Chcę jednak jasno podkreślić to, że nawet jeśli cukier nierafinowany jest zdrowszy od białego, to wcale nie oznacza, że jest zdrowy.

Przy okazji olejów pisałam już o tym, że produkty ekstrahowane zawierają taką kondensację składników, która sama w naturze nie występuje. Błędem jest zatem zakładanie, że wystarczy cukier biały zastąpić nierafinowanym. Cukier w żywieniu po prostu trzeba ograniczyć do minimum. Wyjątkiem są osoby wyczynowo uprawiające sport, ale one o tym wiedzą same, więc nie będę się na ten temat rozpisywać.

Odstaw cukier a będą dziać się cuda

 

Jestem wielką zwolenniczką niestosowania cukru w ogóle. Wiem, że mogę zostać posądzona o radykalizm, ale zapewniam Was, że życie bez cukru jest po prostu lepsze i przyjemniejsze.

 

Co się dzieje, gdy odstawimy cukier:

Odczucia są podobne do odstawienia dowolnej innej używki: najpierw irytacja, poddenerwowanie, wściekłość i głód, potem spokój i dobre samopoczucie.

Bez cukru:

  • znacząco poprawia się nastrój, koncentracja, pamięć;
  • poprawia się sen;
  • wzrasta odporność;
  • poprawia się stan skóry (znikają wykwity i szorstkość);
  • zaczymy znacznie wyraziściej odczuwać smaki. Czujemy naturalną słodycz w naturalnych produktach, np. słodycz gotowanego ryżu, pomidora, ogórka. Surowa marchewka wydaje się być tak słodka, że jest prawie nie do zniesienia ;-)
  • chudniemy;
  • można wyleczyć albo ograniczyć pasożyty w układzie pokarmowym;
  • poprawia się stan zębów – wielu dentystów twierdzi, że procesu próchnicy nie da się cofnąć, tzn. że jeśli ząb już się zaczął psuć to sam się nie naprawi. Ostatnie badania pokazują, że nie jest to prawda. Nasz samouzdrawiający się organizm i z próchnicą jest w stanie sobie poradzić sam. Doświadczyłam tego osobiście po całkowitym odstawieniu cukru – cofnęły mi się tzw. plamki próchnicowe.

PAMIĘTAJCIE: Najbardziej zapalną znaną substancją jest właśnie cukier. We wszelkich stanach zapalnych (czy to reumatoidalne zapalenie stawów czy początek grypy czy coś innego) cukier  działa zaogniająco! W czasie choroby nowotworowej cukier należy odstawić całkowcie, bo żywią się nim komórki rakowe. 

Namawiam Was na stopniowe ograniczanie cukru, aż do całkowitej z niego rezygnacji. Dobrym początkiem jest dieta antypasożytnicza, o której pisałam tu – po jej przeprowadzeniu na pewno nie będzie Was ciągnęło do cukru.

Jeszcze jedna ważna uwaga. Po antybiotykoterapii przez 2-3 m-ce należy odstawić cukier całkowicie, w przeciwnym wypadku, połączenie wybitych „dobrych“ bakterie plus cukier to w zasadzie gwarancja drożdżycy.

Zdrowe zastępniki

W związku z coraz większą świadomością  dotyczącą szkodliwości cukru, ostatnio modne zrobiły się różne jego zastępniki.  Niektóre z nich rzeczywiście są lepsze niż cukier, ale powtarzam - celem powinno być wyłączenie nadmiaru smaku słodkiego z pożywienia. Większość z nas ma odczuwanie słodkiego wypaczone. W Azji, słodycze są zaledwie lekko słodkie, bardzo mi się to podoba, słodycz jest subtelna i dyskretna, po zjedzeniu nie chce się jej więcej. Moim prywatnym zdaniem, słodkie powinno się jeść nie częściej niż raz w tygodniu, np. w niedzielę i powinien to być deser minimalnie słodki (np. pieczone jabłka z rodzynkami i orzechami, pudding kokosowy z tapioki z łyżeczką miodu i musem z owoców).

Przy zdrowej florze bakteryjnej jelit, w zasadzie nie powinniśmy mieć specjalnie ochoty na słodkie. Przeogromna chęć na słodycze przejawiająca się np. wsiadaniem o 22.00 w samochód, żeby pojechać na stację benzynową po batonik czy chałwę, jest przejawem poważnych zaburzeń w organizmie (najprawdopodobniej jest to drożdżyca). Pamiętajcie, że trudny do odparcia apetyt na słodkie to najczęściej głos patogenu a nie Wasz głos wewnętrzny!

Ze zdrowych zastępników osobiście stosuję stewię w liściach (niestety nie wszyscy lubią tę słodycz, do wypieków raczej słabo się nadaje), dobrej jakości miód w niewielkiej ilości, ekologiczne owoce suszone (rodzynki, daktyle, figi), czasem ksylitol (niby naturalny, ale forma białego proszku jednak nie do końca mnie przekonuje) i brązowy cukier (używa go głównie mój mąż, czasem ja do ciast w ilości ¼ tego co w przepisie). Bardzo zdrowym słodem jest również słód ryżowy i jęczmienny, są subtelnie słodkie i bardzo drogie.

Słodycze a dzieci

Trochę inaczej jest z dziećmi. Dzieci bardzo lubią smak słodki, nawet te żywione prawidłowo. Osobiście uważam, że lepiej zrobić dziecku od czasu do czasu zdrowy, domowy, leciutko słodki deser (np. budyń, kisiel, ciasteczka owsiane, kaszę jaglaną z suszonymi owocami, pieczone owoce, batonik z suszonych owoców i orzechów, galaretkę na soku itp.) niż całkowicie zakazać słodyczy. To ostatnie grozi bowiem tym, że dziecko będzie podjadać paskudne sklepowe słodycze, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja (np. rodziców nie będzie w pobliżu) albo wcinać czekoladę w nocy pod kołdrą. Tak bowiem działa efekt zakazanego owocu. Umiarkowana ilość lekko słodkich, dobrej jakości, domowych słodyczy co jakiś czas pozwoli dziecku nauczyć się dobrych nawyków jeśli chodzi o poziom odczuwanej słodyczy i częstotliwość deserów. 

W ciężkich przypadkach

Osoby uzależenione od cukru, mogą mieć potworną trudność w odstawieniu cukru (jak to z każdym zerwaneim z nałogiem bywa). Dlatego na zakończenie, dla takich osob - ciekawostka. Istnieje naturalna roślina pod nazwą gurmar (gymnema sylvestre), która czasowo wyłącza odczuwanie smaku słodkiego. Przeżucie kilku liści z rana może skutecznie pomóc w walce z apetytem na słodkie.

 

Share on Myspace

Dział: Pod lupą
niedziela, 04 październik 2015 00:00

Natto - japońska rewelacja antyzawałowa i wzmacniająca kości

relacja z samodzielnego wykonania

 

Cudowna witamina K2

O witaminie K2 mało który lekarz słyszał, tymczasem jest to jedna z kluczowych witamin dla zdrowia człowieka. Niewiele ma wspólnego z witaminą K, odpowiedzialną za krzepliwość krwi. K2 jest związana ze zdrowymi kośćmi i sprawną wieńcówką, czyli z prewencją osteoporozy i miażdżycy.

O K2 pisałam w tym artykule, ale przypomnę pokrótce o co chodzi. Otóż wchłanianie wapnia jest dosyć skomplikowaną sprawą. Mianowicie, wapń wydaje się być pierwiastkiem dosyć leniwym, a oznacza to, że usadawia się tam gdzie mu najwygodniej i najszybciej czyli niekoniecznie w kościach czy zębach. Stąd może być tak, że u jednej osoby wystąpi i zwapnienie narządów (osiadanie nadmiaru wapnia w tkankach miękkich) i typ II osteoporozy (m.in. z braku wapnia w kościach). To zjawisko jest wbrew pozorom bardzo częste i nosi nazwę „paradoksu wapnia”.

Zatem jeśli ktoś suplementuje się wapniem albo je dużo produktów z wapniem a do tego suplementuje się witaminą D lub dużo przebywa na słońcu (witamina D zwiększa wchłanianie wapnia) to zamiast wzmocnić kości może sobie wyhodować miażdżycę!

Wapń jest bowiem istotnym (twardym) składnikiem blaszki miażdżycowej.

Złe i skandaliczne są zalecenia większości dietetyków aby jeść więcej wapnia o ile wraz z taką wskazówką nie zaleci się suplementacji witaminą K2. Bowiem to właśnie K2 i tylko K2 ma tę właściwość, że kieruje wapń do kości i zębów (poprzez uaktywnienie osteokalcyny), ale także ma zdolność odprowadzenia już „osiadłego” wapnia czyli bezoperacyjnego leczenia miażdżycy (bliżej zainteresowanym polecam prace i artykuły dr Williama Davisa, który tak właśnie leczył swoich pacjentów). Moim zdaniem z dwojga złego lepiej w ogóle unikać produktów z wapniem niż jeść je bez witaminy K2. No chyba, że zawał komuś nie straszny.

K2 należy traktować jako element niezbędnej prewencji. W pewnym wieku prewencja antymiażdżycowa jest konieczna, a ten wiek jest dużo niższy niż się powszechnie wydaje, bo przy dzisiejszej diecie i stylu życia całkiem sporo 30-latków ma już zaawansowane zmiany miażdżycowe. Dlatego suplementację witaminą K2 trzeba zacząć dosyć wcześnie i najlepiej stosować ją stale lub okresowo (standardowo z witaminą D).

Jak to często bywa – nigdy nie jest tak, że jedna substancja jest dobra na to, innna tylko na tamto. I tak w przypadku witaminy K2 oprócz oczywistych korzyści antymiażdżycowych i wzmocnienia kości, wiele wskazuje na to, że działa ona również hamująco na niektóre nowotwory, np. płuc (japońskie badania), prostaty, krwi i wątroby. Jest niezwykle pomocna w leczeniu stwardnienia rozsianego, chorobie Alzheimera, reumatoidalnym zapaleniu stawów a nawet cukrzycy.

 

Dawki

Standardowa dawka dzienna K2-MK7 to 100 mikrogramów. Przy suplementacji witaminą D warto ją podwoić, a nawet potroić. Witaminę K2-MK7, tak jak witaminę D należy przyjmować z tłuszczami. 

 

Natto

Natto to japońska potrawa ze sfermentowanej soi, największe i najistotniejsze naturalne źródło witaminy K2-MK7. O K2-MK4 – drugiej formie witaminy K2 nie piszę celowo, bo ma krótki półokres rozpadu, co oznacza, że trzeba by przyjmować ją wielokrotnie w czasie dnia aby zachować odpowiednio wysoki poziom. Być może dlatego w Japonii choroby wieńcowe są zjawiskiem marginalnym.

Zaraz, zaraz. Jak jest możliwe, że K2-MK7 w naturze w istotnych ilościach występuję tylko w K2? – to było moje pierwsze pytanie gdy usłyszałam o K2. Bo czy matka-natura mogła się tak ograniczyć, do jednego w zasadzie produktu? I przyznam szczerze, że przez wiele miesięcy nie znałam na nie odpowiedzi. Aż tu nagle przeczytałam, że owady i robaki zawierają znaczące ilości K2. Bingo! To jest brakujące ogniwo! Obecnie, przynajmniej w naszej kulturze, mało kto robaki i owady traktuje jako pożywienie, ale przecież nie zawsze tak było. To było nasze naturalne źródło witaminy K2, z którego - w naszej części świata - dobrowolnie zrezygnowaliśmy (Azjaci nadal ze smakiem zajadają się owadami i robakami :-)).

Na marginesie dodam, że natto jest również cennym surowcem kosmetycznym. Kosmetyki – głównie w postaci serum do twarzy – w Azji kosztują krocie. Takie serum przeciwzmarszczkowe można wykonać samemu, dodając do porcji natto oczyszczonej wody oraz filtrując.

 

Eksperyment

Poniżej krótka relacja z mojego drugiego podejścia do natto. Pierwsze podejście już było, ale nie wyszło do końca (o czym za chwilę). Tak to z eksperymentami bywa, że rzadko wychodzą za pierwszym razem.

Korzystałam z instrukcji przygotowania natto z blogu badzweganinem.blox.pl, z tego artykułu. Wykonałam wszystko krok po kroku.

Do wyhodowania natto potrzebna jest soja (bio, każda inna jest genetycznie modyfikowana) oraz zarodniki bakterii B. subtilis. Z tym ostatnim jest najtrudniej, ja swój starter sprowadziłam z Japonii przez ebay.

Do utrzymania stałej temperatury soi 40 stopni razem skorzystałam z jogurtownicy, do której wstawiłam talerz z soją zaszczepioną bakteriami B. subtilis i podgrzewałam przez 24 h. Jest to zdecydowanie lepsze, wygodniejsze i oszczędniejsze rozwiązanie niż wybrany przy pierwszym podejściu piekarnik. Nie dość, że rachunek za prąd po 24-godzinnym podgrzewaniu soi w piekarniku był zauważalnie wyższy, to soja – pomimo przykrycia - bardzo mocno się wysuszyła, przez co była mało „śluzowata” i nie do końca miałam przekonanie czy witamina K2 w ogóle się w niej wytworzyła.

Tym razem – za pomocą jogurtownicy - wyszło. Wokół soi pojawiły się charakterystyczne, klejące niteczki – efekt fermentacji.

Eksperyment uważam za udany. Satysfakcja jest. Witamina K2 mg7 w lodówce na 10 dni dla całej rodziny również.

 

Jak stosować 

Konsystencję (vide zdjęcie pod tytułem) i zapach natto ma nieciekawe. Jednak staje się całkowicie akceptowalne a nawet smaczne jako wkładka do zupy. Na talerz nakładamy solidną łyżkę natto z górką i zalewamy zupą o temperaturze do 50 stopni (żeby nie zabić witamin, w tym cennej K2).

Jeśli nie jesteście aż tak ambitni, polecam Wam serdecznie suplementy K2-mk7 z natto :-) 

 

Podsumowując

Z samodzielnym wyrobem natto jest jednak sporo zachodu a dodatkowo jest to energetycznie kosztowne. Proces u mnie trwał łącznie – 43,5 godziny (18 h - namaczanie, 1,5 h - gotowanie na parze, 24 h - fermentacja). Nic dziwnego, że porządne suplementy K2-MK7 produkowane z natto (a nie syntetyczne) są drogie (w granicach 100 zł za 60 kapsułek wegańskich po 120 mg każda). Ponieważ zostało mi jeszcze trochę startera, pewnie jeszcze kiedyś go wykorzystam, bo mi szkoda wyrzucić, ale na co dzień zostaję jednak przy suplemencie. Jasne, że naturalne zawsze lepsze, ale w tym przypadku to jednak zbyt skomplikowane i uciążliwe.

Share on Myspace

Dział: Pod lupą


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.