user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

Po co ten blog?

Po co ten blog? (4)

czwartek, 04 luty 2016 00:00

Moja historia - grzechy i zmiany

 

Grzechy

Nie wyniosłam z domu tradycji wspólnych posiłków ani nawyków przygotowywania ich sobie.. Oboje rodzice pracowali zawodowo na prestiżowych, odpowiedzialnych stanowiskach. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam, że tata przynosił do domu obiady ze swojej firmowej stołówki w takich blaszanych pojemnikach, montowanych jeden na drugim, chyba nazywały się …. yyyy eeee. W którymś momencie to się skończyło (tata zmienił pracę?, zamknęli stołówkę?) i każdy z domowników musiał sobie radzić sam. A najłatwiej (czytaj: najszybciej) było sięgnąć po kawałek chleba z żółtym serem. Myślę, że duża część moich obiadów z tamtego okresu tak właśnie wyglądała. Może były jakieś obiady w szkole, ale kompletnie tego nie pamiętam.

Na studiach zdarzało mi się nie jeść wcale przez cały dzień bo …. jakoś tak wyszło. Pamiętam jak z niedowierzaniem patrzyłam gdy moja współlokatorka w akademiku obierała i kroiła marchewkę, żeby sobie ugotować porządną, domową zupę. Wtedy była dla mnie kosmitką. Przez jakiś czas studiowałam dwa kierunki w dwóch różnych miastach, więc pełne, wartościowe posiłki to była ostatnia rzecz jaka mi chodziła po głowie. Potem, gdy zaczęłam pracować na etat każda godzina poza pracą w biurze wydawała się na wagę złota zatem szkoda było tracić te cenne chwile na coś tak banalnego jak gotowanie. A zainteresowań miałam zawsze tysiące i wiecznie brakowało mi czasu na to wszystko czego jeszcze chciałam spróbować. Dlatego jadałam głównie dania gotowe, najlepiej jeszcze niedrogie, żeby mieć więcej czasu i pieniędzy na rzeczy mnie interesujące.

Gdy kupiłam swoje pierwsze mieszkanie, przerobiłam je tak, że ze sporej kuchni został tzw. aneks, natomiast łazienka powiększyła się kosztem kuchni prawie trzykrotnie. Bo planowałam dużo więcej czasu spędzać w łazience niż w kuchni. I tak robiłam. Bardzo dbałam o siebie zewnętrznie, dużo wydawałam na kosmetyki i zabiegi przeróżne, niewiele zastanawiając się jak dbam o siebie od wewnątrz i co w siebie bezmyślnie wrzucam. Notabene dziś robię dokładnie odwrotnie - ilość używanych przeze mnie kosmetyków zmniejszyła się do absolutnego minimum a w kuchni spędzam średnio godzinę do dwóch dziennie przyrządzając sobie samej skromne, zdrowe, smaczne i pełnowartościowe posiłki. Po raz pierwszy nie jestem na żadnej diecie (przerabiałam chyba wszystkie) i jem wszystko o ile czuję, że służy mojemu organizmowi.

Zmiany

Na początku 2013 r. podjęłam świadomą i dobre przemyślaną decyzję poprawy mojego zdrowia. Nie żeby mi coś dolegało, ale gdzieś podświadomie wiedziałam, że trzeba się za siebie wziąć. Zacząć ćwiczyć, lepiej się odżywiać, wreszcie zacząć naprawdę regularnie (a nie od wielkiego dzwonu) medytować. I z takim postanowieniem rozpoczęłam rok 2013 i nawet nieźle mi szło. Zaczęłam ćwiczyć jogę. Zaczęłam więcej czasu spędzać na planowaniu tego co kupię i co ugotuję. Może nie było idealnie, ale było dużo lepiej. Byłam z siebie dumna, a duma to uczucie, którego los zdaje się wyjątkowo nie lubić. Bycie dumnym z siebie to prosta droga do sprowokowania losu do dania Ci pstryczka w nos.

W moim przypadku było to bardzo, bardzo mocne uderzenie. Koniec sierpnia 2013 r. diagnoza po pierwszym usg: nowotwór złośliwy, biopsja była czystą formalnością, określającą jedynie podtyp raka. Praktycznie ominęło mnie czekanie na potwierdzenie diagnozy kolejnymi badaniami, już po pierwszej wizycie było wiadomo z czym mamy do czynienia. To co przeżywa człowiek, który się dowiaduje, że jest chory na straszną chorobę na literę r… i jakie wsparcie otrzymuje od systemu opieki zdrowotnej ;-) to temat na odrębny post jeśli nie blog. Wśród wszystkich możliwych odcieni uczuć był i bardzo wyraźny moment złości. No bo do cholery, zdrowo się odżywiam, w jodze robię już takie rzeczy, o których niedawno nawet nie śniłam a tu … to?! Co jest?! To nie fair!

Teraz już wiem, że wszystko ma znaczenie i naiwnością jest sądzić, że lata zaniedbań i nieodpowiedzialnego traktowania własnego ciała można zatuszować kilkoma miesiącami … pewnych starań. Moja choroba okazała się katalizatorem zmian, które bez niej nie nastąpiły wcale lub nie nastąpiłyby wystarczająco szybko.

Pomijając moje rozżalenie na złośliwość losu od samego początku miałam ogromne przekonanie graniczące z pewnością, że to się dzieje po coś. W szpitalu słuchałam różnych nagrań medytacyjnych i relaksacyjnych i jedno z nich szczególnie mocno zapadło mi w pamięć:

Bądź wdzięczny za wszystkie lekcje jakie niesie Ci życie, szczególnie te najbardziej gorzkie, których dziś jeszcze nie rozumiesz.

I pomijając strach, który jest naturalny, byłam wdzięczna i jestem wdzięczna cały czas. Bo z traumatycznego i trudnego doświadczenia niespodziewanie wynikło wiele dobrego: nowa pasja dotycząca zdrowego stylu życia i medycyny naturalnej, w tym tradycyjnej medycyny chińskiej, która to pasja w chwili obecnej jest już w zasadzie moim drugim zawodem i która pozwala mi z sukcesami pomagać innym, blog, który czytacie, autorskie szkolenia ze zdrowego odżywiania w trakcie tworzenia, wykłady, spotkania i .... mam nadzieję wiele innych.  

Czuję się w pełni zdrowa i odpowiedzialna za siebie. Nie, nie mam żadnej gwarancji, że ten stan utrzyma się na zawsze, ale i tak mi się podoba :-)

 

niedziela, 26 lipiec 2015 00:00

O mnie

 

Jestem dyplomowaną dietoterapeutką Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, pasjonatką zdrowego stylu życia i naturoterapii. Szczególnie fascynuje mnie wpływ diety i pracy z umysłem na zdrowie człowieka, cały czas kształcę się w tym kierunku i nie ma dnia, w którym coś nowego by mnie nie zadziwiło. Innym obszarem mojego szczególnego zainteresowania jest praca z energią – temat na granicy ezoteryki i fizyki kwantowej (o ile taka granica w ogóle istnieje), moim osobistym zdaniem - przyszłość medycyny.

Udzielam konsultacji osobom, które są gotowe na wprowadzenie zmian w swoim życiu i na wyjście z choroby dietą i zmianą stylu życia. Zajmuję się również szkoleniami w zakresie dietetyki i profilaktyki chorób. Świadomie podążam drogą środka, tzn. staram się łączyć bliskie mi podejście naukowe z otwarciem się na terapie i metody wspomagające samoleczenie, których wg. dzisiejszego stanu wiedzy nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Nie potrzebuję podwójnie ślepych prób, żeby stwierdzić, że coś pomogło w konkretnym przypadku; natura jest najlepszą apteką i działanie wielu pokarmów i ziół w oczywisty sposób przewyższa pod każdym względem leki alopatyczne, nawet jeśli nikt nie przeprowadził w tym zakresie badań klinicznych.

Jestem wieczną eksperymentatorką (na szczęście eksperymentuje głównie na sobie), realistką z pozytywnym nastawieniem, wolnomyślicielką, wiedźmą* o białej aurze ;-)

*UWAGA: Wiedźma to nie wredny typ charakteru ;-)! Wiedźma – jak sama nazwa wskazuje - to kobieta posiadająca WIEDZĘ, związaną z ziołolecznictwem, uzdrawianiem, przyrodą – i do tego właśnie nieustająco aspiruję :-)

 

Share on Myspace
czwartek, 13 listopad 2014 00:00

Leczenie pokarmem

 

Leczenie dietą to nic innego jak długofalowy proces przywracania organizmowi naturalnej równowagi, tak aby sam był w stanie wykonywać to co jest jego naturalnym zadaniem – wyzdrowieć samoistnie.

Leczenie pokarmem nie jest oczywiście tak spektakularne jak leczenie lekarstwami aptecznymi. A żyjemy w świecie, w którym oczekuje się we wszystkim jak najszybszych wyników i do tego jak najmniejszym kosztem. Stąd tysiące kursów typu „Nauka tenisa w weekend” i "Jak schudnąć 10 kg w tydzień". Stąd mamy tabletki na wszystko: na zgagę, ból głowy czy szefa-despotę.

Niestety duża część ludzi wierzy bezkrytycznie, że katowanie swojego organizmu toksynami, tłustym jedzeniem, alkoholem, mięsem nafaszerowanym hormonami pozostaje bez znaczenia o ile weźmie się później stosowną tabletkę (np. na trawienie czy zgagę).

Wszystko ma znaczenie. 

Oczywiście jeden mały grzech żywieniowy Cię nie zabije, ale wiele nawykowo powtarzanych – może już jak najbardziej.

Nasza współczesna medycyna zachodnia jest spektakularna jeśli chodzi o ratowanie życia i szybkie usuwanie objawów zagrażających życiu. Kompletnie jednak nie pochyla się nad przyczynami choroby, w przeciwieństwie do medycyny wschodniej, a w szczególności tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM).

Żeby posłużyć się alegorią – przypomina to ekipę superstrażaków, którzy błyskawicznie i z perfekcją gaszą pożar domu a następnie odjeżdżają. Domownicy dochodzą do siebie, wietrzą wnętrze, wymieniają spalone meble. Nikt jednak nie widzi, że dom jest drewniany, nie impregnowany, ze słomianym dachem. Kolejny pożar jest sprawą wyłącznie czasu. Aby go uniknąć, trzeba by przebudować całość, zaimpregnować drewno, usunąć słomę.

Nie inaczej jest z naszym organizmem. Wspaniałe osiągnięcia medycyny zachodniej mogą uratować nam życie i chwała im za to, ale nie zapewnią nam zdrowia, o ile nie zadbamy o nie sami. Jak bowiem ktoś słusznie zauważył, medycyna zachodnia zajmuje się chorobami a nie zdrowiem, zdrowie leży poza zasięgiem jej zainteresowań.

Share on Myspace
środa, 12 listopad 2014 00:00

Po co ten blog?

 

Gdyby ktoś powiedział mi 2 lata temu, że będę pisać bloga, wyśmiałabym go. Gdyby dodał, że będzie to blog o tematyce zdrowego odżywiania i wychodzeniu właściwą dietą z choroby – zrobiłabym naprawdę wielkie oczy. Życie pisze takie scenariusze, że głowa mała.

1. Piszę ten blog bo wierzę głęboko, że to co jemy i jak jemy ma fundamentalny wpływ na nasze zdrowie i dietą jesteśmy w stanie doprowadzić nasz organizm do stanu naturalnego, czyli stanu wewnętrznej równowagi.

Zdrowy człowiek to taki, który ma energię, odporność i dobre samopoczucie fizyczne, psychiczne i duchowe. Jestem głęboko przekonana, że gdybyśmy żyli trochę zdrowiej (mniej pracowali, więcej śmiali się, lepiej jedli, więcej się ruszali, bardziej dbali o głębokie relacje międzyludzkie) bylibyśmy w stanie wyleczyć się z większości chorób sami, dzięki naturalnej odporności i sile naszego organizmu. Niestety nasz organizm ma każdego dnia prawdziwe batalie do stoczenia, w postaci neutralizacji wszystkich szkodliwych substancji, które bądź to docierają do nas ze środowiska (na co mamy niewielki wpływ) bądź to są wprowadzane do naszych organizmów w postaci pokarmu, napojów, leków, używek i dymów (na co mamy zdecydowanie wpływ większy). To powoduje, że to, co jest naszą naturalną predyspozycją, czyli samoleczenie się, w praktyce może nie zadziałać, ze względu na permanentne przeciążenie naszych wewnętrznych "oczyszczaczy", tzn. głównie wątroby i nerek.

girlTruizmem jest stwierdzenie, że zatruwamy swoją planetę i siebie jako jej część. Jednak mało kto tak naprawdę zdaje sobie sprawę jak bardzo śmieciowe jedzenie jest nam udostępniane do konsumpcji. Wielokrotnie spotykam się ze stwierdzeniem, że gdyby przetworzona żywność była rzeczywiście tak toksyczna jak niektórzy twierdzą, zakazane byłoby jej sprzedawanie. Niestety nic bardziej błędnego. Smutne to i straszne, ale w dobie konsumpcjonizmu, gdy pieniądz jest bogiem i liczy się tylko sprzedaż, nikt nie zadba o Ciebie i twoje zdrowie. Możesz to zrobić tylko Ty.

ZDROWE ODŻYWIANIE jest częścią świadomego, pełnego życia w zdrowiu, obok POZYTYWNEGO NASTAWIENIA i RUCHU FIZYCZNEGO.

Te trzy rzeczy tworzą złoty trójkąt – podstawę dobrego życia.

2. Piszę ten blog bo doświadczyłam bardzo ciężkiej choroby i przejście na właściwą dietę w znacznej mierze pozwoliło mi z tej choroby wyjść.

Samo życie zmusiło mnie do zadania sobie pytania jak bardzo chcę żyć a jeśli bardzo to ile jestem w stanie zrobić, żeby dać sobie tę szansę. „Wszystko co konieczne” – brzmiała odpowiedź. „Wszystko co konieczne” to nie zdanie się na lekarzy onkologów i lekarstwa. „Wszystko co konieczne” to przejęcie pełnej odpowiedzialności za własne wyzdrowienie i gotowość do wprowadzenia radykalnych zmian w sposobie życia i myślenia, danie własnemu ciału jak największe szanse na przezwyciężenie choroby.

I choć nigdy nie ma żadnej gwarancji, że choroba nie powróci – mam czyste sumienie, że zrobiłam wszystko co trzeba i co mogłam zrobić. I zdrowo mam zamiar żyć do końca życia, kiedykolwiek to będzie.

3. Piszę ten blog, bo wiem, że wiedza o zdrowym odżywianiu jest w dalszym ciągu dla większości ludzi wiedzą tajemną i chciałabym, żeby ten blog choć nieco rozjaśnił ten mrok niewiedzy.

W dietetyce, podobnie jak w większości dziedzin naszego współczesnego, skomplikowanego świata można spotkać dużo sprzecznych informacji. I bądź tu człowieku mądry, jak co chwila piszą coś innego. Błędy w badaniach, skrajne kontrowersje np. dotyczące produktów mlecznych. I jak tu, panie żyć – chciałoby się zapytać?

Przede wszystkim przestać bezmyślnie wierzyć we wszystko co napiszą i skakać od skrajności do skrajności. W odżywianiu, tak jak w każdej dziedzinie życia, warto zachować zdrowy rozsądek i złoty środek, a przede wszystkim obserwować swój organizm i jego reakcje. Tu nie ma reguł zero-jedynkowych: złe-dobre. „To, co jest pokarmem dla jednych, dla innych może być trucizną” mówił już Lukrecjusz (99-55 p.n.e.) rzymski filozof i uzdrowiciel.

4. Piszę ten blog, bo czuję potrzebę przekazania w prosty, przyjazny sposób tego co już wiem, wierząc, że może to realnie pomóc komuś żyć … zdrowiej i bardziej dbać o siebie (czytaj: kochać siebie)

W czasie mojej choroby odrobiłam sumiennie pracę domową. Przeczytałam to co było do przeczytania. Zaczęłam zdobywać konkretną wiedzę na temat zdrowia i wpływu kluczowych czynników na nie. Kursy szybkiego czytania się przydały, chłonęłam tony książek, robiłam mnóstwo profesjonalnych kursów dietetyki i żywienia, wszystko po to, żeby sobie dać szansę wyzdrowienia i utrzymania zdrowia. Aż jakoś tak wyszło, że … wkręciłam się na maksa i stałam się w pewnym sensie ekspertem od zdrowego odżywiania. Ludzie z najbliższego otoczenia widząc, że mam pasję i wiem coraz więcej zaczęli zwracać się do mnie z konkretnymi pytaniami. Wtedy odsyłałam ich do mądrych książek, w których prawdziwe autorytety pisały bardzo cenne rzeczy. Wiem jednak, że nikt z nich do tych książek nie sięgnął i nie sięgnie, bo mają ograniczoną ilość czasu i inne pasje niż ja.

Blog jako forma z założenia łatwiejsza i przyjemniejsza, może być miejscem zdobywania podstawowej wiedzy o prawidłowym odżywianiu, bez konieczności studiowania literatury naprawdę fachowej. Jeśli komuś pomogę choć o promil zmienić swoje życie na lepsze będę głęboko usatysfakcjonowana! Na zdrowie! 

Share on Myspace


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.