user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

"Dieta a Rak" - ABC

"Dieta a Rak" - ABC (5)

Artykuły stanowiące subiektywny poradnik dla osób, z chorobą nowotworową i ich rodzin. Diagnoza choroby nowotworowej jest zawsze szokiem i dla chorego i dla jego najbliższych. Oprócz całego spektrum różnych odczuć, często pojawia się pytanie "Co mam zrobić?" i "Co mogę zrobić?" Artykuły w tej kategorii to  zapis moich przemyśleń na ten temat na podstawie własnych doświadczeń - osoby leczącej się onkologicznie w Polsce w XXI w.  ABC dotyczyć będzie w dużej mierze diety, ale nie tylko, bo dieta nie jest wszystkim, na czym należy się skupić. Mam nadzieję, że choć część zawartych tu spostrzeżeń przyda się w praktyce osobom, którym życie postawiło takie wyzwanie.  

piątek, 27 marzec 2015 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 1 Geny czy styl życia? Czy standardowe leczenie wystarczy?

Szacuje się, że Polsce dziennie ponad 400 osób słyszy diagnozę „rak”. Liczba zachorowań na nowotwory złośliwe w Polsce w ciągu ostatnich trzydziestu lat wrosła ponad dwukrotnie, osiągając w 2010 roku liczbę ponad 140,5 tys diagnoz. Światowa Organizacja Zdrowia przewiduje jednak, że prawdziwe „tsunami” zachorowań na nowotwory dopiero przed nami i co roku ilość chorych na całym świecie będzie wzrastać dramatycznie.

W zasadzie nie ma już żadnych wątpliwości, że znacząca część chorób nowotworowych, a w szczególności rak jelita, prostaty i piersi to choroby o charakterze cywilizacyjnym, tzn. zostały wywołane przez toksyczne czynniki charakterystyczne dla naszej cywilizacji. Choroba nowotworowa, dotychczas dotykająca najczęściej osoby starsze (które przez całe życie zdołały nazbierać wystarczającą ilość kancerogennych substancji w swoich organizmach), coraz częściej jest brutalną rzeczywistością osób młodych i bardzo młodych. Przy dzisiejszych toksycznych czynnikach środowiskowych i ich wzrastającej skali, najczarniejsze scenariusze przewidują, że obecne pokolenie dzieci 8-10-letnich, będzie masowo chorować na nowotwory już po osiągnięciu 20 roku życia!

wstazkiJednak, pomimo tego oczywistego sprzężenia wzrastającej ilości zachorowań z coraz bardziej niezdrowym stylem życia, ze zdziwieniem stwierdzam, że każdy, dokładnie każdy lekarz, dowolnej specjalności, który mnie oglądał w trakcie mojej choroby i nadal ogląda w trakcie badań kontrolnych zawsze i wszędzie pyta, czy w mojej rodzinie były przypadki zachorowań na ten typ raka a dalszych pytań … nie ma. Zakładam, że jest to pytanie standardowe w przypadku młodych pacjentów, do których się zaliczam, jednak jest ono dla mnie kompletnie niezrozumiałe w świetle coraz powszechniej podawanych przez naukowców informacji, że zaledwie 2-3% wszystkich nowotworów ma podłoże genetyczne. Notabene, wśród przedstawicieli mainstreamowej nauki coraz częściej wprost mówi się o tym, że genetyka jest zdecydowanie przeceniana. Na poziomie naprawdę światowym biochemicy i fizycy są  już nawet nie na etapie medycyny molekularnej ale wręcz na etapie kwantowej medycyny energetycznej, u nas ciągle jeszcze wyśmiewanej jako szarlatanizm przez niedouczonych fanatyków „prawdziwej” nauki,  no ale u nas rzeczy dzieją się bardzo wolno i przepływ wiedzy pomiędzy światem nauki a przeciętnym lekarzem medycyny może trwać lata świetlne, jeśli w ogóle się wydarzy. Nie, nie miałam w rodzinie podobnych zachorowań. Natomiast żywiłam się marnie i bezrefleksyjnie, i ogólnie żyłam źle, przede wszystkim w permanentnym stresie. Natomiast nikt, absolutnie nikt do dzisiaj nie zapytał mnie o mój sposób żywienia i styl życia. Przerażające są doniesienia wskazujące na to, że część lekarzy w Polsce wprost mówi pacjentom, którzy o to zapytają, że dieta i styl życia nie mają związku z chorobami nowotworowymi!

Tuż po mojej diagnozie, znajomy kardiochirurg, przyjaciel moich rodziców, wybitny specjalista w swojej dziedzinie, powiedział mi szczerze, że jestem najgorszym typem pacjentki jaki może się zdarzyć i lekarzowi i mnie samej. Za dużo wiem, za dużo rozumiem, za dużo czytam i sprawdzam lekarzy. Lekarze tego nie lubią (i jest to eufemizm dużego kalibru ;-), choć oczywiście jak zawsze, są pozytywne wyjątki), ale takie podejście jest również niedobre dla mnie, bo nie daje mi oparcia, bo trudno mi zaufać i zdać się w pełni na lekarza. Błogosławieni, którzy nie wi(e)dzieli a uwierzyli (lekarzowi :-)).

Dużo wtedy nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że jest w tym stwierdzeniu wiele racji. Czytałam kiedyś wywiad z Jerzym Stuhrem, w którym wspominał przełomowy moment swojej choroby, kiedy to zrozumiał, że nie ma kontroli nad własnym życiem. Że musi zaufać lekarzom i odpuścić, że ciągłe sprawdzanie i upewnianie się, do niczego nie prowadzi. I było to dla niego wyzwalające. Myślę, że wielu chorych na dowolną chorobę, której potencjalnie mogą nie przeżyć, wcześniej czy później osiąga taki moment i ten mój też nadszedł. Moment, w którym trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie wiadomo jak będzie i ile czasu nam zostało i spokojnie to zaakceptować. Jak pisał Viktor Frankl („Człowiek w poszukiwaniu sensu”- pozycja wybitna), prawdziwa i jedyna wolność to tylko wolność wyboru swojej postawy w każdych, nawet najtrudniejszych okolicznościach. I właśnie tej postawie chciałabym poświęcić chwilę.

równowagaPomiędzy zrozumieniem i zaakceptowaniem faktu, że nie ma się kontroli i wpływu na ostateczny wynik choroby a zdaniem się jedynie na lekarzy i zaordynowaną przez nich terapię jest spora przestrzeń, którą warto a wręcz należy wykorzystać. Na tą przestrzeń składa się to wszystko, co chory może zrobić sam aby wyzdrowieć, wszystko to czego standardowo lekarze nie robią i o czym nie powiedzą, od diety poczynając na wpływie nastawienia psychicznego kończąc. Ciężka, odpowiedzialna i niełatwa praca po stronie chorego.

Ten swoisty taniec pomiędzy z jednej strony „odpuszczeniem” a z drugiej „zaangażowaniem się w proces leczenia”, jest zjawiskiem fascynującym. W jodze znane są pojęcia abhyāsa i vairagya i bardzo pasują one to zobrazowania tych subtelnych zależności. Abhyasa to wysiłek, siła woli, działanie, pełna świadomość naszych czynów. Vairagya to odpuszczenie, akceptacja, emocjonalne odcięcie się od efektu końcowego. Obie tylko pozornie się wykluczają, w rzeczywistości mogą wspaniale współdziałać ze sobą.

Innymi słowy robisz wszystko co do Ciebie należy, najlepiej jak potrafisz, nie myśląc o rezultacie,  rezultat (sukces lub porażka) jest już poza Tobą, nie należy do Ciebie. Ta koncepcja jest zresztą świetną uniwersalną receptą na dobre życie. 

Planuję, że artykuły w tej kategorii (Dieta a rak - ABC), z czasem ułożą się w swoisty poradnik dla osób, którym dane było usłyszeć od lekarza straszne słowo na „r”. Zwracam uwagę, że słowo „dane” ma źródłosłów w słowie „dar” i bynajmniej nie jest to przypadek.

Ten swoisty poradnik będzie dotyczyć tylko pierwszego elementu czyli tego na co mamy wpływ – tego, co możesz zrobić, żeby jak najbardziej pomóc sobie w chorobie nowotworowej, żeby dać sobie największe możliwe szanse wyzdrowienia. Ta zmiana będzie związana głównie z modyfikacją sposobu odżywiania się, ale nie tylko, bo samo przemodelowanie nawyków żywieniowych – choć często konieczne i kluczowe – prawie nigdy nie będzie wystarczające. Piszę na podstawie własnych doświadczeń, jednak każde doświadczenia są inne, tak jak i każda choroba jest inna. Oderwij się od rezultatu i staraj się robić najlepiej wszystko to co możesz, aby sobie pomóc. 

Share on Myspace
wtorek, 12 maj 2015 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 2 Zrozumieć raka. Przyczyny

 

Rak - co to takiego?

Początkiem udanej terapii jest zrozumienie czym jest choroba nowotworowa. Śmiem twierdzić, że wiedza przeciętnego człowieka na ten temat nie jest zbyt wielka. Wiadomo, że jest to choroba straszna, często śmiertelna i z rakiem trzeba walczyć, tzn. zabijać cholerstwo czym się da – wycinamy, traktujemy agresywną chemią i napromieniowywaniem.

Słowo „walka” pojawia się w kontekście choroby nowotworowej bardzo często. A walka zakłada, że jest wróg zewnętrzny i niewiele ma wspólnego z nami. Tymczasem nie tak jest.

Nie wchodząc w szczegóły, choroba nowotworowa polega na tym, że zdrowa komórka organizmu zamienia się w komórkę rakową. Do tego jest potrzebny kancerogen – substancja inicjująca powstanie komórki rakowej poprzez wybicie jednego elektronu ze zdrowej komórki. Normalnie wybity elektron jest w stanie powrócić na swoje miejsce, jednak przy nagromadzeniu krytycznej ilości kancerogenów w organizmie, nie jest to możliwe i dochodzi do powstania komórek rakowych.

Każdy człowiek w swoim życiu nawet wielokrotnie sytuacje, w których pojawiają się w jego organizmie komórki rakowe. Innymi słowy rak śpi w każdym z nas. Jednak zdrowy organizm, dzięki systemowi immunologicznemu, jest w stanie rozpoznać zagrożenie i je zniszczyć. Szczególną rolę odgrywa tu pewien podtyp białych krwinek, tj. komórki NK.

 

Komórki NK - agenci do zadań specjalnych

Komórki NK (od: natural killers czyli naturalni zabójcy) to komórki systemu odpornościowego do zadań specjalnych, pierwsza linia obrony przed patogenami (wirusami) i komórkami rakowymi. Od innych białych komórek odróżnia je to, że nie muszą mieć wczesniej kontaktu z przeciwciałem, żeby się zmobilizować. Po nawiązaniu kontaktu komórki NK kierują swoje naturalne instrumenty, którymi są pęcherzyki napełnione truciznami na cel, a celem są komórki nowotworowe.

Po zetknięciu z powierzchnią komórki raka pęcherzyki są opróżniane i chemiczna broń komórek NK - perforin i granzymy - przenika przez błonę, gdzie aktywuje mechanizmy zaprogramowanej autodestrukcji (jądro komórki rozpada się, a komórka raka ginie).

Możemy nawet nie wiedzieć, że gdzieś w naszym organizmie w tym momencie są komórki nowotworowe, a sprawnie działające komórki NK się nimi po cichu zajmują.

Rak, w postaci guza powstaje wtedy kiedy organizm z jakichś względów nie jest w stanie się skutecznie bronić i robić tego co do niego należy, krótko mówiąc wtedy, kiedy komórki NK nie dają rady.

 

Przyczyny raka - ogólnie

Przyczyny takiego stanu rzeczy w zasadzie, logicznie rzecz biorąc, mogą być dwóch rodzajów:

-      wewnętrzne (nasz system odpornościowy nie daje rady a powinien = zwykłe zagrożenie ale chora, niewydolna armia)

i

-       zewnętrzne (jesteśmy pod stałym wpływem czynników rakotwórczych i nasz system odpornościowy, nawet jeśli sprawny nie daje rady = dobra sprawna armia, ale zagrożenie tak duże i poważne, że nawet dobra i sprawna armia nie poradzi sobie).

Gdy usłyszałam swoją diagnozę bardzo mało wiedziałam o tej chorobie. Jednak mój wrodzony racjonalizm i żelazna logika od razu mi podpowiedziała: była przyczyna lub splot przyczyn (zewnętrznych lub wewnętrznych), które doprowadziły do rozwoju nowotworu. Bez względu na to co wytniemy, naświetlimy, zatrujemy, jeśli przyczyna nie zostanie usunięta, nawrót jest wyłącznie kwestią czasu.

Leczenie raka nie powinno polegać na wycinaniu, wypalaniu i truciu (choć czasem jest to niezbędne), ale na podniesieniu odporności organizmu i usunięciu pierwotnej przyczyny nowotworu.

Podstawowy problem z rakiem jest taki, że rzadko wiemy co dokładnie go wywołało.

 

Częste przyczyny raka - co wiemy

Jednak teza, że przyczyna raka nie jest znana jest nieprawdziwa. Istnieje co najmniej kilkanaście potwierdzonych przyczyn rozwoju nowotworów. Poniżej podaję je poglądowo w sposób mało usystematyzowany i na pewno nie wyczerpujący. Co więcej część z nich może występować i zazwyczaj występuje łącznie.

  1. Zła dieta (np. spożywanie zjełczałych tłuszczów, nadmiernej ilości konserwantów, sztucznych dodatków, przejadanie się itp.)
  2. Przewlekłe stany zapalne (w tym zębów, często po leczeniu kanałowym).
  3. Przyczyny genetyczne
  4. Infekcja pospolitym grzybem Candida albicans
  5. Zakwaszenie organizmu (pH poniżej normalnego poziomu wynoszącego 7,365)
  6. Problemy natury emocjonalnej (które mają bezpośrednie przełożenie na obniżenie odporności organizmu)
  7. Metale ciężkie w organizmie (kadm z dymu tytoniowego, związki rtęci, ołowiu i arsenu)
  8. Zakażenia wirusowe (np. żółtaczka typu B i C, opryszczka narządów płciowych, brodawczak, Wirus Epsteina-Barr)
  9. Nadmiar słońca (rak skóry), ale i niedobór słońca (brak witaminy D3)
  10. Wszelakie promieniowanie (sieci elektromagnetyczne, rtg, mammografia itp.)
  11. Przyjmowanie niektórych leków (np. hormonalnych)
  12. Promieniowanie żył wodnych i cieków (np. dom, w którym kolejni właściciele umierają po kilku latach)
  13. Ogólne nagromadzenie kancerogenów w organizmie wynikające z niezdrowego stylu życia (rakotwórcze kosmetyki, rakotwórcze plastiki, rakotwórcze dodatki)

 

Strategia działania

Nie wiedząc jaka była dokładnie przyczyna w danym przypadku, trzeba działać tak, jakby zaistniały wszystkie i trzeba zająć się eliminacją wszystkich oraz bardzo dużo zainwestować w podnoszenie odporności – nie tylko preparatami ale i stylem życia (zadbaniem o siebie, zerwaniem z „chorymi” relacjami itp.). Z opowieści wielu osób wynika na przykład, że dopiero ucięcie toksycznych relacji czy to w domu czy w pracy – umożliwiło wyzdrowienie. Stres, w tym stres długotrwały jest niestety dosyć skutecznym sposobem wyhodowania sobie nowotworu. Fatalnej jakości jedzenie (pełne kancerogenów i z mała ilością wartości odżywczych), brak czasu dla siebie, brak czasu na robienie tego co się lubi, czyli na czerpanie autentycznej radości z życia również może mieć opłakane skutki.

Choroba nowotworowa to stan, w którym choruje cały organizm a nie tylko miejsce, w którym uwidocznił się guz. Jedyną strategią wyzdrowienia jest wyremontowanie całego organizmu, odtrucie go, odbudowanie odporności i usunięcie przyczyn zewnętrznych, o ile wystąpiły.

 

Dlatego nie wierzę w lekarstwo na raka – takie, które zadziała na każdy typ nowotworu i na każdego, bez żadnych skutków ubocznych

Ochroną jest mądre dbanie o siebie, świadome i uważne życie we wszystkich sferach, od odżywiania, poprzez ruch i aktywności przynoszące radość i spełnienie na relacjach międzyludzkich kończąc. Trzeba zachować harmonię i czystość w życiu – czystość pożywienia, powietrza, intencji, relacji lub jeśli nie zawsze jest to możliwe – zadbać o ich regularne oczyszczanie.

Bez względu więc na to czy i na jakie terapie standardowe się zdecydujemy, trzeba mieć w głowie, że one działają na objaw a nie na przyczynę. Przyczynami lekarze się nie zajmą. Przyczynami trzeba zająć się samemu.

Jak się do tego zabrać i jakie metody są dostępne – o tym w kolejnych wpisach.

 

Share on Myspace
piątek, 24 lipiec 2015 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 3 Stany zapalne w organizmie - ukryci zabójcy

 

W poprzedniej części tego cyklu pokusiłam się o sformułowanie katalogu otwartego częstych przyczyn nowotworów, i wśród nich znalazły się również przewlekłe stany zapalne organizmu.

Ostre stany zapalne występują często przy infekcji. Oznaczają, że do organizmu wniknął patogen i organizm się broni i „działa”. Kończy się choroba, kończy się stan zapalny.

Z kolei przewlekłe stany zapalne jak sama nazwa wskazuje są stanami trwałymi. Jako takie sprzyjają wystąpieniu nie tylko raka, ale bardzo wielu chorób cywilizacyjnych, w tym z autoagresji. Posługując się znowu moją ulubioną metaforą, przewlekły stan zapalny jest jak trwały konflikt zbrojny na terytorium państwa, które non-stop od wielu miesięcy a nawet lat wymaga podwyższonej aktywności wojska. Gdy nasi obrońcy znajdują się, powiedzmy na granicy południowej i są non-stop zajęci, niezwykle łatwo jest innemu wrogowi przedostać się przez inną granicę i zaatakować. Po prostu trudno jest prowadzić walkę na zbyt wielu frontach jednocześnie, mając do dyspozycji konkretną ilość, osłabionego już wojska. Dlatego bezwzględnie należy dążyć do wyeliminowania przewlekłych stanów zapalnych organizmu. Tak aby nasza wewnętrzna armia na co dzień miała wolne i była zwarta i gotowa na właściwe i sprawne zareagowanie w sytuacji powstania komórek nowotworowych w naszym organizmie.

 

Czym jest stan zapalny?

Najkrócej mówiąc, stan zapalny to reakcja organizmu na wniknięcie patogenu i uszkodzenie tkanki. Po pojawieniu się stanu zapalnego leukocyty próbują zniszczyć patogeny i usunąć z organizmu zniszczone komórki.

Jeśli stan zapalny jest długotrwały – oznacza to, że coś przeszkadza naszym białym krwinkom pokonać intruzów, nie są wystarczająco silne i skuteczne. Trzymają wprawdzie intruza pod pewną kontrolą, ale nie są w stanie go całkowicie i ostatecznie wyeliminować z organizmu.

Owo „coś“ to najczęściej to co wrzucamy na talerz oraz nasz styl życia – czynniki „karmiące” wroga.

 

 

Jak rozpoznać stan zapalny? 

Objawy łatworozpoznawalne

Stan zapalny często po prostu czuć (boli ząb, stawy itp.) lub widać (obrzęk, zaczerwienienie, ropa).  Uczucie gorąca oraz zaczerwienienie spowodowane są rozszerzaniem się naczyń krwionośnych i spowolnieniem krążenia krwi, obrzęk jest spowodowany wysiękiem osocza a ból - uciskiem na włókna nerwowe.

W czasie gdy zachorowałam na raka, od mniej więcej 5 lat pobolewał mnie ząb po leczeniu kanałowym. Raz było lepiej, raz gorzej, dentyści sobie z tym nie radzili zupełnie, wydałam majątek na dwukrotne leczenie kanałowe, ale niewiele to dało. Teraz wiem, że przez ponad 5 lat pozwalałam na coraz większe osłabianie własnego układu immunologicznego. Kiedy zdecydowałam się wreszcie na wyrwanie zęba – literalnie odżyłam. Włosy przestały mi wypadać i nabrały blasku, skóra wypromieniała, wróciła do mnie energia. Oczywiście daleka jestem od twierdzenia, że mój przewlekły stan zapalny zęba był bezpośrednią przyczyną zachorowania na raka, natomiast na pewno się do niego przyczynił.  

Polecam zresztą zapoznanie się z badaniami dr Westona Price’a i publikacjami dr Hala A. Hugginsa nt. wpływu leczenia kanałowego na powstawanie chorób zwyrodnieniowych, w tym nowotworów. Polscy onkolodzy i stomatolodzy raczej nie mają o tym pojęcia. Zdanie, które często słyszę gdy próbuję zejść na te tematy, brzmi: „leczenie kanałowe jest standardową, bezpieczną metodą”. Wcale mnie nie przekonuje. Stomatologia jest bowiem akurat takim działem medycyny, w którym standardów, które potem okazały się dramatycznymi pomyłkami było całkiem sporo, żeby choćby wspomnieć wypełnienia amalgamatowe czy dodawanie „cudownego” fluoru do wszystkiego co się da. Po tym co przeszłam i przeczytałam do leczenia kanałowego podchodzę z ogromną rezerwą i sobie takiej atrakcji już nie zafunduję, wolę rwać od razu, a najlepiej oczywiście nie doprowadzać do kolejnych stanów zapalnych.

Zapalenia „bezobjawowe” (tzw. ciche stany zapalne)

Czasem jednak stanu zapalnego nie widać od razu, a jest. Przykładem są nadżerki we wczesnym stadium (stan zapalny już jest, ale jeszcze go nie czujemy), stany zapalne tętnic, prowadzące wprost do miażdżycy i związanych z tym zawałów i udarów oraz zakażenia pasożytami, grzybami, wirusami czy bakteriami. Jeśli więc podejrzewamy, że mamy ukryty stan zapalny, albo chcemy sprawdzić czy wszystko w porządku warto wykonać następujące badania z krwi:

  • białko fazy ostrej CRP (cena ok. 15 zł),
  • poziom homocysteiny (cena ok. 60 zł)

CRP białko fazy ostrej pokazuje wprost czy mamy w organizmie ukryte stany zapalne. Homocysteina jest dobrym wyznacznikiem tego co dzieje się z tętnicami i układem wieńcowym i prognostykiem incydentów wieńcowych, nieporównywalnie lepszym niż poziom cholesterolu, który w zasadzie nie jest żadnym wyznacznikiem tego czy będziemy mieć zawał/udar czy nie* Zasadniczo polskie poziomy normy homocysteiny są zawyżone. Poziom pow. 8-9 jest sygnałem, że coś się może zacząć w tętnicach dziać i warto się tym zainteresować. Najskuteczniejszym sposobem obniżenia poziomu homocysteiny (i ochrony tętnic) jest suplementacja witaminą B12, B6 i kwasem foliowym.

Oba badania są niestety płatne, onkolog raczej tych badań nie zleci, bo nie są w standardzie (choć zdecydowanie powinny), ale wiedza, którą otrzymamy po ich wykonaniu jest warta każdej ceny.  

 

Dieta przeciwzapalna

Substancje sprzyjające stanom zapalnym

Najbardziej zapalną substancją jest cukier. Wykluczenie cukru (i rafinowanego i nierafinowanego) oraz wszelkich słodzików-zastępników (miód, słody, suszone owoce itp.) oraz ograniczenie spożycia owoców do minimum jest pierwszym krokiem ku zakończeniu stanu zapalnego. W zasadzie jedynym dopuszczalnym słodzikiem może być stewia w liściach lub suszona (ale nie w formie proszku). Wiem, jest to bardzo trudne do zrobienia, ale opłaci się stokrotnie.

Częstą przyczyną powstawania stanów zapalnych są też nietolerancje pokarmowe, których wykrycie prowadzi wprost do wyleczenia. Przykładowo nietolerancja glutenu czy laktozy, za każdym razem gdy sięgniemy po te produkty, będzie nasilać stan zapalny. Całkowite ich wykluczenie może oznaczać pierwszy krok na drodze do wyleczenia stanów zapalnych. Żeby jednak wiedzieć, na co mamy nietolerancję, trzeba albo zrobić odpowiednie testy, albo bardzo wnikliwie obserwować reakcje swojego organizmu po spożyciu „podejrzanych” produktów.

Oczywiście wykluczamy całkowicie żywność przetworzoną, która pełna jest i cukru i innych świństw.

Z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej stan zapalny jest stanem gorąca z wilgocią i toksynami zatem wykluczyć należy pokarmy:

  • przygotowane gorącymi metodami obróbki termicznej – tj. grillowane, smażone i pieczone),
  • kiełbasy, wędliny, mięso (zwłaszcza baranina i wieprzowina),
  • słodkie wina i likiery,
  • tłuste sery, sery pleśniowe, sery żółte,
  • orzechy i nasiona oleiste,
  • oleje rafinowane (czyli te powszechnie dostępne) – dopuszczalna jest oliwa dobrej jakości, nierafinowany olej lniany oraz olej kokosowy w niewielkich ilościach,
  • majonez,
  • pikantne przyprawy: pieprz, tabasco, curry, cayenne,
  • ostre dodatki: chrzan, musztarda

 

Pokarmy antyzapalne

Jedną z najsilniejszych, znanych substancji antyzapalnych jest kurkumina, zawarta w przyprawie kurkumie i curry (kurkuma jest składnikiem curry). Kurkumina jest również uważana za jedną z najskuteczniejszych substancji antynowotworowych, co się składa w całość – działa przeciwzapalnie a więc antynowotworowo.

Warto wiedzieć, że kurkumina nie jest łatwo wchłaniana i nie wystarczy po prostu jej dodać do potrawy. Wchłania się najlepiej z dodatkiem pieprzu czy ostrej papryki oraz tłuszczu (oliwy/oleju kokosowego).

Przy sporych stanach zapalnych (i chorobach nowotworowych), wiedząc o dosyć słabej wchłanialności kurkumy, warto zainwestować w dobrej jakości (zawierający min. 95% kurkuminoidów) suplement z kurkuminą i przyjmować ją 3-4 dziennie w dawce np. 3 g na raz. Takie dawki trudno będzie przyjąć naturalnie w potrawach, ponieważ kurkuma ma dosyć mocny, gorzki smak – szczypta lub dwie nie będą wyczuwalne, ale dawki w gramach mogą być trudne do przełknięcia.

Przeciwzapalnie działają również wszelkie warzywa (zwłaszcza kapusta, kalafior, brokuły, seler, buraki) prażona kasza jaglana, fasole (zwłaszcza azuki i mung), avocado, zielona herbata, tofu zamiast mięsa, herbata ze znamion kukurydzy, czosnek i cebula.  Warto pamiętać, aby warzywa oczyścić z pasożytów (namaczać przez 15 min. w roztworze wody i dobrej jakości octu jabłkowego – 1 łyżka na 4 l).

Udowodnione działanie przciwzapalne mają tokotrienole (składnik witaminy E). Dobre suplementy z tokotrienolami są sosyć drogie, ale jeśli badania wykażą znaczny stan zapalny, to może warto po nie sięgnąć. Naturalnie tokotrientole występują w największej ilości w nasionach krzewu achiote (arnota właściwa - Bixa orellana L.) oraz w oleju palmowym. 

Antyzapalny styl życia

Sama zmiana diety może nie wystarczyć, jeśli nie zadbamy o odpowiednią jakość życia. A na tą składa się dbanie o odpowiednią ilość regularnego snu, dotlenienie (spacery w lesie), umiarkowany, ale regularny ruch fizyczny, najlepiej na świeżym powietrzu, ograniczenie stresu i praktyki wyciszające (medytacja, joga, itp.)

 

 

* wśród osób, które doświadczyły zawału/udaru tyle samo miało wysoki co niski cholesterol, co w konsekwencji oznacza, że korelacja „poziom cholesterolu-ryzyko zawału/udaru” nie istnieje. 

 

 

 

 

Share on Myspace

środa, 18 listopad 2015 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 4 Zakwaszenie organizmu 

 

Kolejnym (po wykryciu i usunięciu stanów zapalnych w organizmie) krokiem w leczeniu i prewencji nowotworów jest odkwaszenie organizmu. Przy czym trudno mówić tu stricte o kolejności kroków, bo w zasadzie dieta antyzapalna będzie również w znacznej mierze dietą odkwaszającą.

Na temat powszechnego zakwaszenia mówi i pisze się ostatnio sporo, ale mimo to, temat nie jest powszechnie zrozumiany. W tym artykule postaram się go nieco przybliżyć, najprościej jak się da i w kontekście choroby nowotworowej, choć trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie tylko rak ale i wiele innych chorób cywilizacyjnych może mieć swoje źródło w zakwaszonym organizmie, żeby wspomnieć tu choćby choroby układu krążenia, niewydolność nerek, dnę moczanową czy osteoporozę. Nadkwaśność jest bowiem poważnym zakłóceniem równowago organizmu i organizm próbuje sobie z tym radzić jak może. Działając w trybie detoksykacji i usuwania odpadów, stale przeciążony, nie może realizować swoich zadań na rzecz pozostałych części ciała, więc je zaniedbuje, skupiając się na tym co w tej chwili najważniejsze (niedopuszczenie do śmiertelnego zakwaszenia). W ten sposób dochodzi do rozwoju poważnych stanów chorobowych w różnych częściach ciała.

Równowaga kwasowo-zasadowa

Nasze ciało jest tak zbudowane, że każda jego część ma swoje optymalne pH. I tak żołądek musi być bardzo kwaśny aby prawidłowo funkcjonować, o czym pisałam tu, ale już skóra np. lekko kwaśny odczyn 5,5 pH. Natomiast pozostałe części ciała, w tym krew powinny mieć lekko zasadowy odczyn (7-7,5).

Liczne badania wykazują, że absolutna większość osób, które zachorowały na nowotwór miało za niskie (zbyt kwaśne) pH organizmu. Podobną korelację można zaobserwować przy wielu innych chorobach cywilizacyjnych. Trudno bowiem wskazać choćby jedną reakcję chemiczną w organizmie, na którą nadmierne zakwaszenie nie miałoby negatywnego wpływu.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że problem zakwaszenia organizmu jest powszechnym problemem w państwach wyżej rozwiniętych (nadmiarowych), czyli również i w Polsce.

Alejandro Junger, podobnie jak w hermetycy, uważa, że „jak na górze tak na dole” i „jak wewnątrz tak na zewnątrz”. Organizm każdego człowieka jest mikroczęścią planety; lasy - płucami, rzeki – tętnicami, ludzie – pojedynczymi komórkami. Pogląd też ładnie wpisuje się również w koncepcję holograficznego wszechświata Davida Bohma i Karla Pribrama (każda część całości zawiera w sobie całość).

Nic zatem dziwnego, że dotyka nas problem powszechnego zakwaszenia organizmu, podobnie jak na poziomie planety obserwujemy niekorzystne zjawisko zakwaszenia środowiska czyli postępującego zmniejszania się wartości pH poszczególnych jego elementów, w tym ekosystemów leśnych i wodnych.

Przyczyny zakwaszenia organizmu

I tak, zaczynając od dietetycznych, zakwaszają organizm:

- duże ilości białka zwierzęcego

- pokarmy śluzotwórcze - śluz ma kwaśny odczyn; pokarmami, które spożywane w nadmiarze prowadzą do powstania śluzu są np. banany, daktyle, majonezy, sery pleśniowe i ogólnie wszystko o śluzowatej strukturze

 - nabiał

 - nadmiar zbóż, szczególnie pszenicy

 - alkohol

 - orzechy

 - ryż

 - słodkie ziemniaki

 - niedojrzałe owoce

 - słodycze

Czy to oznacza, że wszystkie powyższe są niezdrowe? Oczywiście nie. Oznacza to tylko, że należy zachować umiar w ich spożyciu i stosować dietę zbilansowaną, tak aby zapewnić odpowiednią ilość pokarmów alkalizujących.

Alkalizująco działają:

- proso (kasza jaglana)

- większość dojrzałych owoców

- większość warzyw

- jęczmień

- gryka

- fasole (zwłaszcza adzuki)

- orzechy brazylijskie (przy czym przy chorobach nowotworowych powinno się spożywać ich minimalną ilość albo wcale nie jeść)

- miód

Czy to oznacza, że powyższe produkty można jeść bez opamiętania? Oczywiście nie. Znowu trzeba zachować umiar i pamiętać, że nawet jeśli nas nie zakwaszą to brak umiaru w ich konsumpcji spowoduje inne skutki (np. zbyt dużo owoców czy miodu mogą prowadzić do niealkoholowego stłuszczenia wątroby, o czym pisałam tu).

Pozadietetycznymi czynnikami zakwaszającymi organizm są stres, brak wystarczającej ilości snu, przyjmowanie stale lekarstw, brak ruchu (niedotlenienie). Wydawałoby się, że oddychanie to najprostsza rzecz pod słońcem. Niestety, żeby tlen dotarł do każdej komórki, musi pokonać około 6 różnych barier, a więc wcale nie jest to taka prosta i oczywista sprawa. Niedotlenienie komórki wprowadzi wprost do raka.

„Nie znam choroby, u podstaw której nie leżałoby niedotlenienie komórek” 

powiedział dr Otto Heinrich  Warburg (1883-1970), niemiecki biochemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie budowy i działania enzymów oddechowych.

Co to oznacza w praktyce? Że ruch fizyczny trzeba połączyć z oddychaniem świeżym powietrzem, a zatem „wyciskanie” w klimatyzowanej siłowni nie spełnia tych wymogów. Lepiej przejść się piechotą do kiosku i pooddychać świadomie przez te 15 minut niż kisić się w klimatyzowanej siłowni. Co więcej, w miastach o dobrej jakości, czyste powietrze z prawidłową proporcją stężenia tlenu jest trudno, warto więc regularnie jeździć tam gdzie jest więcej tlenu, albo przynajmniej chodzić do lasu.

Test zakwaszenia

Jak sprawdzić czy mamy zakwaszony organizm? Domowa metoda polega na kupieniu papierków lakmusowych w sklepie chemicznym (lub online) z przedziału 5,6-8,00 a nie 1-14 gdyż dla naszych potrzeb będą dużo dokładniejsze. Taki papierek lakmusowy kładziemy rano po przebudzeniu na języku lub siusiamy na niego pierwszym, porannym moczem. I patrzymy na kolor, który powie nam jakie jest pH naszych wydzielin. Jeśli jest zbyt niskie – trzeba się tym poważnie zainteresować. Mając już papierek lakmusowy, warto sprawdzić też pH Waszej wody z kranu, gdyż są tu znaczące różnice i duża część wód ma pH kwasowe lub na pograniczu. Alkalizowanie wody czy to jonizatorami czy kropelkami jest zdecydowanie warte rozważenia.

Picie sody, picie wody z cytryną i inne domowe mikstury

O co chodzi z tą cytryną – przecież jest kwaśna a poleca się ją na odkwaszenie organizmu? Wytłumaczenie jest proste: niektóre produkty zawierają kwasy lub zasady (w postaci rozpuszczalnych soli), inne zaś działają kwaso- i zasadotwórczo dopiero w organizmie. Kwaskowata cytryna działa w organizmie zasadotwórczo. Szklanka ciepłej wody z cytryną, ze szczyptą soli himalajskiej rano (po teście pH) jest świetnym i zdrowym początkiem dnia – nawadniamy, mineralizujemy i odkwaszamy w jednym.

Dieta alkaliczna

Jeśli wychodzi nam, że nasz organizm ma zbyt niskie pH - trzeba przejść na dietę alkalizującą. Ponieważ, jak wspominałam powyżej przyczyny zakwaszenia mogą być pozadietetyczne (stres, niedospanie, brak ruchu) – dietę uzupełniamy o odpowiednie zmiany stylu życia w tym zakresie.

Prostą ale niełatwą dietą fantastycznie alkalizującą organizm jest następujący program codzienny:

  1. kasza jaglana, ziemniaki
  2. dowolne warzywa gotowane na parze, za wyjątkiem szpinaku, szczawiu i rabarbaru
  3. olej lniany
  4. kiszonki

Osiem tygodni takiego jedzenia fantastycznie alkalizuje organizm, oczyszczając go z frakcji tłuszczów i białka. Jest to jednak bardzo męcząca i trudna dieta. Przy prewencji, można sobie np. zrobić taki weekend, albo stale jeden dzień w tygodniu.

Opisywane przeze mnie programy oczyszczania (tu) i antypasożytniczy (tu) również prowadzą do zalkalizowania organizmu – efekt ten wystąpi przy okazji, nie trzeba oddzielne przechodzić na specjalną dietę, która ma słowo „alkaliczna” w nazwie.

Zróbcie test i jeśli wyjdzie źle, zacznijcie odkwaszanie organizmu. Prezentowane powyżej metody to tylko niektóre z wielu. Z naszej rodzimej literatury polecam pozycję „Alkaliczny styl życia” Beaty Sokołowskiej, zresztą mojej współkursantki w szkole dietetyki tradycyjnej medycyny chińskiej.

Share on Myspace

wtorek, 19 kwiecień 2016 00:00

Dieta a Rak - ABC

Cz. 5 Emocje

Kolejną potencjalną przyczyną choroby nowotworowej są problemy natury psychicznej. Przy czym zaznaczę jeszcze raz, że dokonany przeze mnie w tym artykule podział, miał rolę wyłącznie porządkową, gdyż wszystkie te przyczyny mogą się ze sobą łączyć, nachodzić na siebie a nawet wypływać jedna z drugiej.

Miesiąc temu brałam udział w dwudniowym specjalistycznym seminarium dotyczącym leczenia chorób nowotworowych wg. TCM, prowadzonym przez prof. Sun Peilina -  wybitnego chińskiego lekarza tradycyjnej medycyny chińskiej. Seminarium skierowane było do doświadczonych praktyków medycyny chińskiej w Polsce i obejmowało również superwizję, czyli obserwowanie procesu diagnozowania i dobierania leczenia dla pacjentów onkologicznych przez profesora. Wykorzystanie TCM w leczeniu chorob nowotworowych może polegać na wspomaganiu leczenia konwencjonalnego, łagodzeniu skutków leczenia konwencjonalnego lub leczeniu niezależnym (bez leczenia konwencjonalnego).

To co mnie niezwykle zaskoczyło to ilość czasu jaka została poświęcona omówieniu wpływu emocji na rozwój i przebieg choroby i tego ile razy było to powtórzone. Niby sprawa jest oczywista, bo dziś już nikt nie zaprzecza, że większość chorób ma swoje podłoże w psychice, ale rozebranie tej wiedzy na czynniki pierwsze nadal zaskakuje. Otóż każda emocja ma swoje odbicie w ciele, a każda zablokowana emocja (tj. taka, której nie pozwoliliśmy odpowiednio wybrzmieć tylko ją ukryliśmy) odkłada się w ciele w postaci blokady (np. napięcia mięśniowego).

Tradycyjnie przyjmuje się, że osoby, które silnie przeżywają emocje, ale ich nie uzewnętrzniają (duszą w sobie, chowają do wnętrza) to typowi kandydaci do wyhodowania sobie raka. Z kolei osoby, które również silnie przeżywają emocje, ale je uzewnętrzniają (wściekają się, krzyczą, zachowują jak furiaci) to kandydaci do tzw. incydentów wieńcowych (zawałów/udarów). To oczywiście znaczne uproszczenie, ale zdecydowanie coś jest na rzeczy. Są podejmowane próby powiązania konkretnych chorób z konkretnymi dolegliwościami. Najbardziej chyba znaną prekursorką tego ruchu jest Louise Hay i jej sztandarowa książka „Możesz uzdrowić swoje życie”, w której łączy konkretne dolegliwości z długotrwale odczuwanymi konkretnymi problemami na tle psychicznym.

W TCM już kilka tysięcy lat temu powiązano pewne choroby z emocjami lub nadmiernymi emocjami (7 niszczących emocji wg. TCM to gniew, strach, niepokój/radość, smutek, żal, nadmierne myślenie, zaskoczenie/przerażenia).

Dwa tysiące lat temu rzymski lekarz Galien napisał, że szczególnie podatni na zapdnięcie na poważną chorobę są ludzie w depresji.

Wracając do superwizji u prof. Peilina – jedna z pacjentek ok. 7 lat przed zachorowaniem miała bardzo trudny okres życiowy, w którym dominującymi emocjami były u niej poczucie bezradności i niemocy na przemian z żalem i poczuciem skrzywdzenia. Ponieważ przyjmuje się, że guz nowotworowy potrzebuje średnio ok. 7 lat aby się uformować z pierwszych komórek nowotworowych – w przypadku tej pacjentki sprawa była dosyć oczywista.

Wielu pacjentów onkologicznych jest w stanie połączyć precyzyjnie pewne bardzo trudne wydarzenia ze swojego życia z momentem zachorowania na chorobę nowotworową.

Wracając do superwizji, niestety wynikało z niej, że pacjentka nie przerobiła pewnych tematów do dziś, nadal jest w niej dużo żalu, urazy do konkrentnej osoby, poczucia bycia skrzywdzoną, ba pielęgnuje te uczucia w sobie regularnie i robi wszystko żeby nie odeszły. Nic dziwnego, że na płaszczyźnie fizycznej rak powraca po każdej kolejnej chemioterapii i obecnie ma trzeci nawrót :-(. „Gdy Ty rozpaczasz, oni tańczą walca”. Twoja złość, frustracja niczego nie zmienia a szkodzi Ci nie tylko na przysłowiową urodę, ale i na zdrowie.

Inny klasyk i lektura obowiązkowa nie tylko dla nowotworowców, ale dla każdego zainteresowanego rozwojem człowieka to „Siła czy Moc” Davida Hawkinsa. W skrócie rzecz ujmując ten światowej sławy psychiatra przez ponad 20 lat pracy prowadził badania nad emocjami i odpowiadającymi im wibracjami o charakterze energetycznym (elektrycznym) w ciele człowieka. Oprócz tego, że składamy się z materii, jesteśmy bankiem energii - każda komórka naszego ciała składa się z atomów, każdy zaś atom składa się z jądra i krążących wokół niego elektronów o określonej wibracji. Przeżywane przez nas emocje wpływają na poziom wibracji atomów, z których jesteśmy zbudowani. W stworzonej przez siebie na podstawie wykonanych pomiarów tysięcy pacjentów skali Hawkin nadał poszczególnym emocjom określone wartości wibracyjne. Punktem krytycznym jest poziom 200 (odwaga), powyżej którego znajdują się emocje korzystne dla zdrowia takie jak neutralność, ochota, akceptacja, rozsądek, miłość, radość, pokój, oświecenie.

Wszystko co znajduje się poniżej 200 (duma, złość, pożądanie, strach, żal, apatia, poczucie winy, wstyd) to emocje niekorzystne, fatalnie wpływające na nasze zdrowie. Wstyd jest najgorszą, najniższą energetycznie emocją. Długotrwałe utrzymywanie wibracji poniżej 200 jest prostą drogą do zachorowania na raka. Im niższa wibracja, tym gorzej. Oczywiście tak jak przy odżywianiu istotne jest jak się zwykle żywisz, a nie to czy od czasu do czasu zdarzy Ci się odstępstwo, podobnie jest tu – życie przynosi różne, czasem bardzo trudne doświadczenia, które wiążą się z negatywnymi emocjami, które powodują, że schodzimy poniżej granicy 200. Problem pojawia się wtedy, gdy emocje te utrzymują się zbyt długo i stają się emocjami dominującymi.

Należy dążyć po pierwsze do tego, żeby emocje nie były nieadekwatnie silne do sytuacji, a po drugie – aby nie utrzymywały się przesadnie długo.

Nadmiernie intensywne emocje są złe, zmieniają mocno biochemię organizmu, wpływając m.in. na obniżenie odporności, powstanie stanów zapalnych. Istnieje cała odrębna dziedzina zwana psychoneuroimmunologią badająca właśnie te zależności. Przykre jest zatem to, że część naszych rodzimych lekarzy kompletnie nie widzi związku między psychiką a rakiem.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco (Lydia Temoshok i Andrew Kneier) badali reakcje emocjonalne u pacjentów chorych na raka na serwowane im słabe impulsy elektryczne i prosili pacjentów o opisanie jak się czuli. Z pomiarów wynikało niezbicie, że pacjenci nowotworowi reagowali znacznie silniej i bardziej cierpieli mentalnie niż ci bez chorób nowotworowych. W tej samej sytuacji nienowotworowcy twierdzili np., że przyjemne to nie jest, ale da się wytrzymać, zaś reakcje nowotworowców były znacznie bardziej intensywne emocjonalnie ("potworne", "okropne" itp.). Na tej podstawie sformułowano wniosek, że osoby nadmiernie wrażliwe i reagujące silniej niż przeciętny człowiek na różne trudne zdarzenia mogą mieć większe predyspozycje do zapadnięcia na chorobę nowotworową. Inną ciekawą kwestią, która wyszła w przypadku tego badania była korelacja braku poczucia szczęścia w dzieciństwie z chorobami nowotworowymi – praktycznie żaden z pacjentów nowotworowych nie potwierdził, że miał szczęśliwe dzieciństwo.

Nie oznacza to oczywiście, że mamy pozbyć się emocji. Byłoby to nienaturalne i dziwne. Chodzi o to aby były one adekwatne do sytuacji. Jak kamień wrzucony do wody, który zaburza jej idealną gładkość tworząc kręgi (zdenerwowania) na wodzie. Mały kamień powinien spowodować wytworzenie kilku małych okręgów, które szybko znikną, duży kamień – wytworzy większe okręgi i więcej czasu minie zanim woda znów się uspokoi. I to jest naturalne i zgodne z naturą. Problem pojawia się wtedy, gdy mały kamień wytwarza fale jak na Bałtyku przy 10 stopniach w skali Beauforta a czasem wręcz jak Tsunami. Cholerycy zaleją falą tego, który się akurat napatoczy, nowotworowcy te fale i sztorm ukryją w środku, upchną, zamiotą pod dywan, nie pozwalają „wybrzmieć”. Metaforycznie rzecz ujmując takie schowane, poupychane, wyparte bardzo silne emocje (frustracja, niewyrażony gniew, chowanie urazy, rozpamiętywanie, żal) zaczynają się kumulować aby w którymś momencie zamanifestować się już w fizycznej formie guza. Pisałam kiedyś w tym artykule, że jakość naszego życia zależy od jakości naszego trafienia, rozumianego nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, ale i na płaszczyźnie psychicznej. Jeśli na poziomie psychicznym dochodzi do niestrawności, bardzo łatwo o poważną chorobę.

Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić. Osoba ulegająca nadmiernym emocjom nie jest w stanie ich kontrolować gdy w nie wpada. Nawet jak będzie wiedzieć na poziomie świadomym, że są one zgubne to gdy się pojawią niewiele będzie w stanie z nimi zrobić. Dlatego niezbędna jest praca według wybranej techniki dla łagodzenia reakcji. Jest to praca długotrwała, żmudna i trudna, ale niezbędna. Doskonałe wyniki przynosi np. medytacja.

Wrcając do TCM, nowotwory, których praprzyczyną są emocje zaczynają się w Wątrobie. Nadmiernie przeżywane emocje zakłócają swobodny przepływ Qi w wątrobie, a w konsekwencji w całym ciele, powodując tzw. zastój Qi w wątrobie, w meridianach a następnie w Śledzionie. To prowadzi do zastoju Krwi (zaburzenie menstruacji, PSM, krwiaki, mięśniaki, guzki) i dysfunkcji Śledziony.

Zastój Qi w Wątrobie jest jedynym wzorcem patologii w medycynie chińskiej, którego samym odżywianiem wyleczyć się nie da. Niemniej korzystne są koper włoski, mięta, śliwki, rzodkiewka, sezam, imbir, czosnej, pieprz (wszystko co porusza Qi). Pomocne są zioła, ale zawsze potrzebna jest praca z emocjami, najlepiej przez ciało (taniec, działania kreatywne, grupy wsparcia gdzie można się wygadać, refleksoterapia, qi gong, tai qi, joga itp.)

 

Mieszanka ziołowa na zastój Qi w wątrobie:

5 g liści mięty piperzowej, 5 g. kwiatu nagietka, 5 g skórki pomarańczowej, 10 g ziela krwawnika, 3 g. lukrecji

 

Tak więc praca domowa przy chorobie nowotworowej to nie tylko detoksykacja, usunięcie stanów zapalnych, odkwaszenie, pozbycie się metali ciężkich, zmiana diety ale również (a kto wie - może nawet przede wszystkim) praca z uporządkowaniem i przejęciem kontroli nad emocjami. Nie każdy nowotwór musi mieć podłoże psychologiczne, jednak zawsze warto się przyjrzeć czy aby na pewno w danym konkretnym przypadku nie ma tu nic do zrobienia.

Share on Myspace

 


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.