user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

poniedziałek, 11 styczeń 2016 00:00

O ślepej wierze, modach żywieniowych i intuicji w żywieniu  

Mody i "rewelacje" w żywieniu

Ostatnio światem „wstrząsnęła” wiadomość ogłoszona przez WHO, iż czerwone mięso jest rakotwórcze. Jak zawsze gdy pojawia się tego typu rewelacja, część osób z pewnością bezrefleksyjnie odstawi czerwone mięso, bo przecież Światowa Organizacja Zdrowia wie co mówi, a tym bardziej głosi.

 

W dzisiejszym świecie jedno słowo rzucone w eter potrafi spowodować całą lawinę nowych mód w świecie dietetyki. Tak byłoprzykładowo z glutenem czy mlekiem krowim. Nie twierdzę, że gluten czy mleko krowie są jakoś specjalnie zdrowe, ale niektórym ludziom kompletnie nie szkodzą (inną sprawą jest jakość mleka i jakość pszenicy). Ba, dobrej jakości mleko od „ekologicznej” krowy może być w niektórych przypadkach wskazane, zaś gluten z dobrej jakości owsa czy orkiszu całkiem ok. Tymczasem swoista „moda” na całkowite wykluczanie niektórych pokarmów i zastępowanie ich innymi „zdrowszymi” odpowiednikami rozchodzi się w niesamowitym tempie i osoby na diecie bezglutenowej, wcale nie cierpiące na celiakię to już cała wielka marketingowa grupa docelowa.

Czemu to służy? Nie chcę być posądzona o wyznawanie teorii spiskowych, ale wystarczy porównać ceny produktów zwykłych i bezglutenowych, żeby do wniosków dojść samemu.

W wielu warszawskich kawiarniach pojawiła się możliwość zamówienia do kawy mleka innego niż krowie. Tyle, że za taką dodatkową ekstrawagancję trzeba zapłacić całe 2 zł :-). I zwykle jest to mleko sojowe, które wcale nie musi być dla wszystkich korzystne. Należy bowiem pamiętać, że soja zawiera fitoestrogeny, substancje naturalne zbliżone do estrogenów. Przy zbyt wysokim poziomie estrogenów oraz w chorobach nowotworowych hormonozależnych (wiele odmian raka piersi czy jajników, które „żywią się” hormonami) produkty sojowe są niewskazane a wręcz zabronione. Tymczasem moda na soję to kolejna „prawda” rzucana nam co rusz w formie „tak jest i koniec”. Przymierzam się do opisania w jednym z artykułów jak są prowadzone badania naukowe dotyczące wpływu poszczególnych pokarmów na człowieka. Artykuł taki uważam za konieczny, bo akurat jeśli chodzi o odżywianie to sprawa jest niezwykle skomplikowana a badania naukowe … no cóż, nie chcę wyprzedzać.

 

Kwestia niezwykle indywidualna

Takie ślepe wierzenie modom jest szczególnie charakterystyczne dla neofitów, tzn. osób, które właśnie zaczynają przygodę ze zdrowym odżywianiem, tu coś przeczytają, tam coś usłyszą, ale już nawracają innych, choć nie mają jeszcze całościowej wizji zagadnienia i niezbędnego dystansu. I w konsekwencji przechodzą na dietę bezglutenową popijając bezglutenowy chlebek Colą i polewając „zdrową” sałatkę z sałaty lodowej z hipermarketu z tuńczykiem z puszki i kukurydzą z puszki olejem słonecznikowym :-(.

Tymczasem kluczem do dobrego odżywiania jest nawet bardziej niż posiadanie podstawowej wiedzy o odżywianiu, ciągłe obserwowanie własnego organizmu i zachowanie umiaru we wszystkim. To co dobre dla jednego, nie musi być dobre dla drugiego. Są osoby, które mają tak sprawny układ trawienny, że nawet gluten pszenny ich jakoś specjalnie nie rusza. Osoby z wewnętrzną suchością mogą czerpać ogromne korzyści z niewielkiej ilości mleka dobrej jakości, które według TCM ma działanie nawilżające. Zaś czerwone mięso ze zwierząt ekologicznych, od którego zaczęłam ten artykuł, w niewielkich ilościach jest bardzo wskazane w okresach osłabienia i wycieńczenia. Nic tak nie stawia na nogi jak mięso, albo przynajmniej zupy mocy na mięsie. Przy czym zaznaczyć trzeba, że ilości mięsa jakie są zalecane według TCM w okresach osłabienia są znacznie mniejsze niż nasz swojski schabowy na talerzu. Czasami chińskie potrawy mięsne są mocno oszukane, mięso jest drobno pokrojone i zmieszane z czymś, niby jest, ale raptem jest to 10 dag.  

 

Szkodliwość nadmiarów

Wszystko może być rakotwórcze jeśli jest spożywane w nadmiarze. Stary, dobry cynamon jest przedmiotem niezwykłego zainteresowania urzędników unijnych, gdyż ktoś z nich przeczytał gdzieś zapewne, że w cynamon w nadmiarze może być szkodliwy. I mądre głowy będą obradować (i niestety decydować) na temat ograniczenia spożycia cynamonu, nieistotne przy tym, że aby negatywne skutki cynamonu wystąpiły należałoby go zjadać w ilościach ok. kilograma tygodniowo, jest szkodliwy - to trzeba zakazać. Ta sama Unia już takie świństwo jak aspartam uznaje ze dozwolony produkt spożywczy (szok).

Istotą jest zachowanie umiaru. Oczywiście, że czerwone mięso spożywane w nadmiernych ilościach może doprowadzić do raka, chociażby przez zakwaszanie organizmu, które jest jedną z powszechniejszych przyczyn występowania chorób degeneracyjnych, o czym bliżej pisałam tu, czy poprzez szkodliwe substancje, którymi są szprycowane zwierzęta.

Oczywiście, że mleko, szczególnie to nieorganiczne, pełne hormonów i antybiotyków pite regularnie może mieć działanie niekorzystne, podobnie jak zjadanie kilograma cynamonu tygodniowo :-).

Dlaczego jednak WHO czy Unia Europejska nie ogłasza jak bardzo szkodliwe są roślinne oleje rafinowane? Co się dzieje w trakcie smażenia na oleju rafinowanym, szczególnie wielonienasyconym? Olej pod wpływem temperatury, niezwykle szybko się utlenia i w procesie tym powstają lawinowo tzw. wolne rodniki. W odpowiedniej ilości są one nam niezbędne, w nadmiarze stają się odpowiedzialne za stany zapalne, przedwczesne starzenie się i obniżenie odporności. Smażenie na smalcu (tłuszcz nasycony, który nie utlenia się) w porównaniu ze smażeniem na rafinowanym oleju słonecznikowym to jak jednokrotne zaciągnięcie się papierosem w porównaniu z całodziennym wdychaniem oparów z rury wydechowej samochodu, z twarzą tuż przy niej :-). A jednak o tym się nie mówi.

Dlaczego wreszcie nikt nie wspomina, że cukier jest potencjalnie rakotwórczy? Jako jedna z najbardziej zapalnych substancji jakie istnieją cukier w nadmiarze wywołuje stany zapalne (w tym ukryte stany zapalne), te zaś mogą prowadzić do raka, o czym pisałam tu.

Dlatego do wszelkich takich „rewelacji” na temat tego co jest bezwzględnie niezdrowe czy też w drugą stronę – bezwzględnie zdrowe, należy podchodzić z dużą rezerwą, szczególnie, że ogromna część tych „badań” jest finansowana przez koncerny.

 

Obserwacja i umiar


Swoim pacjentom polecam zawsze prowadzenie dzienniczka żywnościowego przez minimum 2 tygodnie, w którym będą zapisywać nie tylko to co jedzą i piją i o której, ale również jak się po tym czują, czy po zjedzeniu danego pokarmu czy ich kombinacji a także kolejności spada im energia, czy odczuwają wzdęcia, dolegliwości, rozdrażnienie itp.

I często są zaskoczeni rezultatami. Jednym z najczęściej diagnozowanych przeze mnie błędów jest jedzenie produktów białkowych na koniec posiłku, które to produkty są najciężej strawne i wymagają największej ilości kwasu solnego. Zwykła zamiana kolejności – najpierw produkty białkowe, później węglowodany – już może być miłą odmianą dla naszego układu trawiennego. Dopiero takie świadome spisanie reakcji własnego organizmu pozwala wykryć nietolerancje i złe połączenia. A na co dzień nikt na to nie zwraca uwagi.

Sama u siebie zauważyłam przykładowo, że najlepiej się czuję, gdy nie jem kolacji, albo jest to coś bardzo leciutkiego ok. godz. 17.00. Idę spać lekko głodna, co super przyjemne nie jest, przyzwyczaiłam się już do tego odczucia, a raczej je zaakceptowałam, natomiast fizycznie czuję się wtedy najlepiej i mam najwięcej energii. Życie, życiem i czasem, ze względów społecznych, albo gdy sobie pofolguję zdarza mi się jeść wieczorem duże posiłki. Tak było w czasie Świąt, które spędziłam w Hiszpanii, gdzie niestety normą jest jedzenie kolacji o 21 a nawet o 22. O ile samo jedzenie o takich porach sprawia mi niewątpliwie doraźną przyjemność, bo nie idę głodna spać, o tyle to jak się później czuję niekoniecznie jest miłym wspomnieniem.

Czy zatem rezygnacja z kolacji będzie dobra dla każdego? Oczywiście nie, są osoby, którym jedzenie wieczorem może niekonieczne służy, ale dla których jest, powiedzmy, neutralne.

 

Świadoma uważność 

Mindfulness czyli świadoma uważność tak jak we wszystkich innych dziedzinach życia tak i w żywieniu sprawdza się perfekcyjnie jako metoda postępowania. Trzeba świadomie dobierać pokarmy, obserwować swoje reakcje i wyciągać wnioski.  Dla jednego odstawienie czerwonego mięsa będzie ogromnym krokiem naprzód i przyniesie szereg pozytywnych zmian biochemicznych w organizmie, dla drugiego (szczególnie dla mięsożernych z natury osób z grupą krwi 0) może być wręcz szkodliwe – stracą energię i radość życia. Przy dobrym kontakcie z własnym ciałem jesteśmy w stanie wyłapać subtelne sygnały nam podsuwane czego w danym momencie potrzebujemy, nazywa się to krótko mówiąc intuicją w jedzeniu. Przykładowo ja mięsa zasadniczo nie jadam i nie mam na nie większego apetytu, nie służy mi. Są jednak takie okresy w moim życiu, kiedy do mięsa mnie ciągnie. Nie bagatelizuję tego głosu wewnętrznej intuicji, bo wychodzę z założenia, że ciało samo mówi mi czego mu potrzeba i sięgam po niewielkie ilości mięsa organicznego, do czasu aż ten apetyt mi przejdzie.

Badanie i zapisywanie własnych reakcji oraz wsłuchiwanie się w potrzeby organizmu jest kluczem do sukcesu. Uwaga, pociąg do słodyczy najczęściej nie jest głosem naszej wewnętrznej intuicji lecz głosem patogenu (np. sygnałem drożdżycy). Ten jeden głos warto zignorować :-) i zastanowić się nad przeprowadzeniem kuracji antypasożytniczej (np. tej, o której pisałam tu) i wyregulowaniu stanu jelit. Przy dobrej, zrównoważonej diecie i właściwym stanie flory bakteryjnej jelit, napady wilczego apetytu na słodkie nie występują. 

Share on Myspace

Czytany 1631 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 20 listopad 2016 10:52

Komentarze   

0 # Sama prawdajeunesse 2016-02-23 11:55
Nikt nie mówi o tak ważnych kwestiach...A przecież lepsza jest profilaktyka niż kosztowne leczenie? W TV jest moda na fit, ale czy te fit jest zdrowe...Świetny artykuł.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # RE: Sama prawdaOdżywianie dla zdrowia 2016-02-23 18:18
Słuszne spostrzeżenia. Bardzo dziękuję :-).
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.