user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

© 2009-2015 by GPIUTMD

Wszystkie wpisy alfabetycznie

sobota, 24 styczeń 2015 00:00

Chleba naszego powszedniego ... raczej unikajmy. O pszenicy słów kilka. 

 

pszenicaTemat pszenicy jest modny, szczególnie od czasu ukazania się na rynku książki Williama Davisa „Dieta bez pszenicy. Jak pozbyć się pszennego brzucha i być zdrowym”.

Wiele osób unika glutenu jak ognia pomimo, iż wcale nie cierpią na celiakię. Celiakia to poważna choroba autoimmunologiczna, nie zaliczana jednak do alergii. Wynika z nieprawidłowej reakcji immunologicznej organizmu na gluten a konsekwencją spożywania produktów zawierających gluten są uszkodzenia, a nawet całkowity zanik kosmków jelitowych, niezbędnych do wchłaniania składników odżywczych z pożywienia. 

W przypadku osób, które na celiakię nie chorują zasadniczo unikanie glutenu nie znajduje większego uzasadnienia, szczególnie jeśli chodzi o żyto, owies czy jęczmień (bo pszenica to inna historia, o czym dalej).

Z drugiej strony pszenica jest niezwykle cenionym pokarmem w TCM, któremu przypisywane są bardzo istotne funkcje odbudowujące.

Wg. medycyny chińskiej pszenica ma smak słodki (czytaj: łagodny) i naturę termiczną chłodną. Oczyszcza gorąco, zsyła w dół yang, odżywia serce, uspokaja Ducha, uzupełnia nerki i gasi pragnienie. Jest jednym z niewielu pokarmów, którym medycyna chińska przypisuje bezpośrednie działanie odżywcze i na ciało i na umysł, choć osoby otyłe nie powinny jej spożywać. Nie jest również wskazana dla osób z nowotworami i guzami.

No to jak w końcu jest? 

Otóż pszenica, o której mowa w medycynie chińskiej to nie ta pszenica, z której wypiekane są najpopularniejsze chleby w naszym rejonie świata.

Wszystko znów sprowadza się do jakości. Pszenica, którą powszechnie dziś się nam serwuje, niewiele ma wspólnego z tą pszenicą, która była podstawą żywienia przez 6 tysięcy lat. Oczywiście i przez te 6 tysięcy lat pszenica zmieniała się genetycznie, bo jest to naturalny proces w samej naturze. Jednak mniej więcej od roku 1929 została poddana takim modyfikacjom genetycznym przez człowieka, że dzisiejszą pszenicę trudno nazwać pszenicą. Jest to produkt hybrydowy, tani, odporny na grzyby i wydajny, ale niewiele mający wspólnego z oryginałem. 

Davis badał sprawę dokładnie i pisze, że krzyżowania jakim poddano pszenicę sprawiają, że są w niej związki wybitnie dla nas niekorzystne takie jak amylopektyna A, gliadyna i zmodyfikowany gluten. Ten ostatni, zdaniem kardiologa, jest odpowiedzialny za tak znaczny wzrost zachorowań na celiakię.

Od siebie dorzucę, że do tego dochodzą jeszcze takie kwestie jak:
  • rafinowanie mąki,

  • sprzedawanie mąki a nie ziaren (zmielona mąka podobnie jak wyłuskane orzechy jełczeje, choć my tego nie widzimy, jełczeje czyli utlenia się - wolne rodniki) – bardzo trudno jest kupić dziś zboża w ziarnach, oj ile trzeba się nachodzić,

  • sztuczne barwienie już rafinowanej mąki, aby była bardziej biała,

  • spulchniacze i ulepszacze dodawane do mąki.

Kiedyś od bardzo szczerej właścicielki piekarni usłyszałam, że oni nawet jakby chcieli nie dodawać spulchniaczy i ulepszaczy do mąki to nie mogą, bo dostają taki gotowy produkt od dostawcy.

Nic dziwnego, że coraz więcej osób źle toleruje pieczywo pszenne, ma po nich wzdęcia i innego rodzaju problemy gastryczne.

Ale część osób takich objawów zewnętrznych nie ma, albo nie wiąże ich z pieczywem („zawsze miałam wzdęcia”) i wcina ogromne ilości chleba na śniadanie, obiad i kolację.

De facto niskiej jakości chleb pszenny jest najpopularniejszym fastfoodem w Polsce a wszechobecne kanapki z najzwyklejszego białego chleba z szynką konserwową i plastrem produktu seropodobnego – istną zmorą żywieniową. 

Jak najłatwiej sprawdzić czy chleb jest dobry? Zostawić go na kilka dni. Dobry chleb powinien zeschnąć się na kamień. Jeśli spleśnieje – ma w sobie niekorzystne chemikalia. 

Co w tej sytuacji robić? 

1. Sięgnąć po prastare odmiany pszenicy takie jak kamut, płaskurka, samopsza czy orkisz. Z tych wszystkich odmian najpopularniejszy i najłatwiejszy do dostania jest orkisz. Kiedyś bardzo drogi, teraz widzę, że tanieje. Kamut i płaskurkę można zamówić w Internecie, w Niemczech można je kupić nawet w drogeriach smile. Z nich piec chleb, robić naleśniki, piec ciasta itp. Wg. TCM i kamut i orkisz mają podobne właściwości co pszenica, z tym, że mają naturę termiczną ogrzewającą. Bardzo dużo osób z nietolerancją pszenicy w ogóle nie ma tego problemu np. z kamutem.

kamut (po lewej) i płaskurka

kamut (po lewej) i płaskurka

2. Jeśli nie mamy czasu czy chęci wypiekać własnego pieczywa, uważnie czytajmy etykiety na wypiekach. Niestety powszechne jest, że chleb nazwany „chlebem orkiszowym” w swym składzie orkisz rzeczywiście ma ale w proporcji np. 40% gdzie reszta to pszenica. To nie o taki chleb chodzi. W marketach w zasadzie bardzo trudno o przyzwoite pieczywo, nawet to na wagę „z metra” nie zawsze ma dobry skład.

3. Znaleźć miejsce gdzie mają dobre wypieki z mąki nierafinowanej i tam się zaopatrywać. Oprócz czytania etykiet, drugim kluczowym wskaźnikiem jest obserwacja swoich reakcji po zjedzeniu danego rodzaju pieczywa. Jeśli skład jest ok, ale my po zjedzeniu takiego wypieku czujemy się źle – nie kupujmy więcej. Ja chleb czasem piekę sama a najczęściej kupuję w swojej kooperatywie – jest to chleb 100% żytni na zakwasie. Z tym, że osobom z wrażliwym układem trawiennym chleby na zakwasie mogą nie podchodzić.

4. Jeśli wybieramy chleby bez pszenicy i mimo to, żaden z nich nam - a raczej naszemu układowi trawiennemu - nie odpowiada a życia bez chleba sobie nie wyobrażamy, proponuję:

- zrobić badania w kierunku celiakii (w Polsce można już kupić test do samodzielnego wykrycia celiakii – koszt ok. 45 zł).

- korzystać z opiekacza – chleb generalnie jest produktem dosyć ciężkostrawnym, podgrzanie go znacząco ułatwia jego trawienie

- skiełkować najpierw ziarno, z którego następnie wypiekamy chleb, naleśniki itd. – to sztuczka wręcz magiczna, okazuje się, że nawet osoby z ogromną nietolerancją na zboża w większości nie mają problemów z ich trawieniem po ich skiełkowaniu. Jest to dosyć pracochłonne, zboże zalewamy wodą, kiełkujemy (2-3 dni) a potem znowu suszymy. Dla tych, którzy nie mają cierpliwości, żeby to samemu robić pozostają tzw. chleby esseńskie wypieczone właśnie ze skiełkowanego ziarna. Drogie jak diabli, ale zdrowe. Pomijając lepszą tolerancję skiełkowanych zbóż, kiełkowanie wg. medycyny chińskiej dodatkowo zwiększa qi pokarmu (czyli energię żywotną, którą my z tego produktu czerpiemy).

Ogólnie bardzo lubię chleb, ale żyjąc w takich czasach w jakich żyjemy stawiam na jakość a nie ilość. Naprawdę jeden wysokiej jakości chleb na tydzień na rodzinę 2+1 powinien wystarczyć całkowicie. 

Pieczywo "prosto z pieca"?

Na koniec nie mogę się powstrzymać, żeby nie skomentować „ciepłego, chrupiącego pieczywa prosto z pieca” w niektórych dyskontach, które - wypiekane na naszych oczach - pachnie tak wspaniale i rzeczywiście jest jeszcze ciepłe gdy go dotkniemy. Otóż sformułowanie „ciepłe, chrupiące pieczywo prosto z pieca” jest tu kluczowe. Z prawnego punktu widzenia wszystko się zgadza i nikt nas nie wprowadza w błąd. Tyle, że nikt też specjalnie się nie chwali, że pieczywo to jest wypiekane z mrożonek, których średni czas zamrożenia wynosi ok. pół roku! Innymi słowy te chrupiące, pachnące bułeczki są imitacją żywności. Wg. medycyny chińskiej produkt zamrożony traci swoje qi. 

Share on Myspace
Czytany 1661 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 30 sierpień 2015 21:52

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.